piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 12 – „Jesteś wredny, wiesz?”


*Oczami Harry’ego*

Kiedy się obudziłem, było czternaście minut po dwunastej. Maddie jeszcze spała. Spojrzałem na jej zarumienione poliki i spuchnięte oczy. Miała ciężką noc. Zasnęła dopiero około wpół do szóstej nad ranem. Cały wieczór dusił ją kaszel i nie mogła zmrużyć oka. Gardło potwornie ją bolało. Po trzech godzinach tej męki, nie wytrzymała i rozpłakała się, co spowodowało jeszcze gorszy kaszel. Leki jakie jej podałem, zadziałały kilka minut przed piątą. Dopiero kiedy wymęczona zapadła w głęboki sen, mogłem spokojnie usnąć. Nie mogłem patrzeć, jak się męczy, ale nie mogłem też nic dla niej zrobić. Obejmowałem ją, starając się ją uspokoić. Przyjmowałem lekkie uderzenia i uściski dłoni, którymi mnie obdarowywała, gdy kaszlała cała zalana łzami. Nie miała siły, żeby mocno ścisnąć moją rękę czy uderzyć w ramię. Była zbyt wyczerpana. To była okropna noc, zarówno dla Maddie, jak i dla mnie. Nie chodzi mi o to, że nie przespałem większej jej części. Gorszy był widok męczącej się brunetki i fakt, że nic nie mogłem z tym zrobić. Miejmy nadzieję, że kolejna noc będzie dla niej łaskawsza.

Po kilku minutach, nie budząc swojej dziewczyny, wstałem z łóżka i po cichu zszedłem na dół. Zaparzyłem sobie kubek gorącej kawy i w międzyczasie przygotowałem kolejną porcję lekarstw  dla chorej. Usiadłem na krześle i opierając się na łokciach, popijałem poranną dawkę kofeiny. Odłożyłem na chwilę kubek. Ziewnąłem przeciągle i zakryłem oczy dłońmi, mocno je przecierając. Siedziałem z tak ukrytą twarzą do czasu, gdy usłyszałam cichy głos. Momentalnie spojrzałem na dziewczynę.
- Przepraszam – mruknęła i szybkim ruchem dłoni otarła łzę, która przed chwilą wysączyła się z jej oka. Maddie podeszła i zajęła miejsce obok mnie. – Przeze mnie się nie wyspałeś i musiałeś mnie znosić przez całą noc – dodała ściszonym głosem.
Objąłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie. Usadowiłem ją na swoich kolanach, cały czas wpatrując się w jej zmęczone oczy.
- Błagam, przestań mnie przepraszać – odgarnąłem z jej czoła zagubione pasmo włosów i założyłem je za ucho. – Właśnie po to zostałem. Żeby ci pomóc i się tobą zaopiekować.
Posłałem jej ciepły uśmiech i pocałowałem ją w policzek. Maddie położyła głowę na moim ramieniu i zamknęła oczy. Chciałem, żeby jej choroba jak najszybciej się skończyła. Gładziłem delikatnie jej włosy. Po kilku minutach kazałem iść brunetce do sypialni i położyć się z powrotem do łóżka. Zrobiłem jej śniadanie, zaparzyłem herbatę i razem z przygotowanymi wcześniej lekami zaniosłem dziewczynie. Szybko zjadła to co było na talerzu i połknęła tabletki. Zmierzyłem jej jeszcze temperaturę. Nie miała gorączki – jeden plus. Kiedy Maddie kończyła popijać gorącą herbatę z miodem i cytryną, zszedłem na dół, żeby poszukać kilku filmów. Chciałem jakoś umilić jej czas choroby. Przejrzałem kilkanaście pudełek i natrafiłem na bardzo interesujący zbiór płyt. Chwyciłem kilka z nich i ruszyłem do góry.
- Zobacz, co znalazłem! – powiedziałem zadowolony, zamykając drzwi nogą.
- Co takiego? – spytała zainteresowana podnosząc się do pozycji siedzącej. Ułożyła poduszkę za plecami i siedząc oparta o ścianę, przykryła się szczelnie kołdrą.
- „Filmy z dzieciństwa Maddie” – odczytałem z pomarańczowego kartonu, który trzymałem w rękach. Uśmiechnąłem się, widząc zrezygnowaną minę dziewczyny.
- O nie – powiedziała tylko i zakryła twarz dłońmi.
- O tak – odparłem, zabawnie poruszając brwiami.
Usadowiłem się obok chorej. Chwyciłem laptopa i włożyłem do napędu płytę podpisaną jedynką i kilkoma słowami w języku polskim.
- Jesteś wredny, wiesz? – spytała opierając się o moje ramię.
- Niestety. A ty musisz z tym żyć… - odrzekłem, z zapałem wpatrując się w urządzenie. Wcisnąłem ‘play’ i film się rozpoczął. Na pierwszej płycie zamieszczone było nagranie Maddie w wieku czterech, może pięciu lat. Stała na środku salonu w niebieskiej sukience do kolan. Mimowolnie uniosłem kąciki ust i spojrzałem na ukochaną, która co chwilę powtarzała ciche „Boże, czemu ty mi to robisz?”. Wzrok czterech starszych osób był zwrócony w kierunku dziewczyny.
- To moi dziadkowie – wytłumaczyła pokazując czwórkę siedzącą na kanapie i fotelu. – To babcia Madeleine i dziadek Gregory. Rodzice taty. Kobieta w czerwonym fartuchu to babcia Magda, a obok niej siedzi dziadek Kazimierz. To są dziadkowie z Polski.
- Jak? Kazimierz? – wypowiedziałem drugie męskie imię, bardzo „nie po polsku”.
Maddie zaśmiała się z mojej nieszczęsnej wymowy. Od jakiegoś czasu uczyła mnie poszczególnych słówek po polsku, ale od samego początku miałem trudność z takimi głoskami.
- Kazimierz – powiedziała bardzo powoli. Powtórzyłem za nią lecz wyszło to jeszcze gorzej niż za pierwszym razem.
- Nie, nie, nie. Musisz tak zrobić ustami – zademonstrowała układ warg, jaki powinien towarzyszyć wypowiadanemu imieniu. Znów mi nie wyszło, więc ponownie poinstruowała co mam robić. Tym razem ujęła moje policzki przy kącikach ust i starała się (a raczej udawała, że się stara) ułożyć je w odpowiedni sposób. Przez cały ten czas cicho chichotała.
- Nieźle się bawisz, co? – spytałem w końcu.
- Cudownie – powiedziała, wciąż bawiąc się moimi ustami.
Po skończonej „nauce języków obcych” wróciliśmy do oglądania filmu. Mała dziewczyna w dwóch wysokich kucykach mówiła krótki wierszyk. Po zakończonej recytacji wszyscy zaczęli głośno bić brawo i wiwatować. Młodsza Maddie zarumieniła się i z szerokim uśmiechem wręczyła dziadkom laurki i każdego z nich mocno uściskała.
- To dzień babci i dziadka. Pojechaliśmy wtedy wszyscy do Polski na ferie zimowe. Nauczyłam się tego wierszyka w ostatni dzień przed wyjazdem, w przedszkolu. – oznajmiła szybko.
- To było… takie wzruszające – udałem, że ocieram łzy, co skończyło się uderzeniem mnie w ramię.
Na kolejnym nagraniu uwiecznione zostało szkolne przedstawienie.
- To było prawie trzy lata temu. Mieszkałam wtedy rok w Polsce ze względu na kiepski stan zdrowia mojej babci. Potem się jej polepszyło i wróciliśmy z powrotem do Londynu. Przez tamten rok chodziłam do polskiej szkoły. To przedstawienie było, jeśli dobrze pamiętam, z okazji Pierwszego Dnia Wiosny.
Usłyszałem melodię, którą Maddie włączyła mi kilka dni wcześniej. Była to piosenka  Marka Grechuty „Nie dokazuj”. Kompletnie nie rozumiałem słów, mimo to nuciłem ją potem przez dwa następne dni. Pierwsza na scenie pojawiła się moja Maddie. Ubrana w bladoróżową, zwiewną sukienkę i z opadającymi na ramiona ciemnymi lokami, wyglądała prześlicznie. Po wstępie zagranym przez skrzypce, zaczęła śpiewać pierwszą zwrotkę. Zgrabnie stąpała po scenie na palcach z łagodnie uniesioną dłonią i z taką lekkością obracała się wokół siebie, że choćbym chciał, nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Delikatnie kołysała się w rytm muzyki, dzięki czemu wyglądała jeszcze piękniej. Zaraz za nią na scenie pojawił się wyższy od niej o kilkanaście centymetrów brunet. Po kilku pierwszych wersach zaczął śpiewać, zalotnie spoglądając na Maddie. Ostatnią część zwrotki znów śpiewała dziewczyna. Kilka sekund przed refrenem na scenę wbiegła reszta chóru. Wszyscy wspólnie zaczęli śpiewać. Brunet co chwila trzymał Maddie za rękę lub obracał ją kilka razy wzdłuż jej osi. Śpiewali na zmianę również drugą zwrotkę. Po zakończonym występie cała szesnastka ukłoniła się równo. Całość wyszła im perfekcyjnie. Kiedy publiczność nagradzała ich owacjami na stojąco, chłopak objął Maddie i pocałował ją w policzek. Pomimo kilku „sytuacji” pomiędzy tą dwójką, występ był genialny.
- To… to było… niesamowite – wydusiłem z siebie, zerkając na ukochaną. Uśmiechnęła się szeroko i mocno mnie przytuliła.
- Naprawdę tak myślisz?
- Oczywiście! Nie mówiłaś nigdy, że śpiewasz. Wspomniałaś, że grasz na pianinie i gitarze, ale nie mówiłaś o śpiewaniu! – powiedziałem z udawanym oburzeniem.
- Nie było okazji – wzruszyła ramionami i musnęła ustami moją szyję.
- Genialne! Po prostu idealne! – przez kilka minut zachwycałem się przedstawieniem. Po dłuższej dyskusji uznaliśmy, że resztę filmów obejrzymy w ciągu kolejnych dni.

Kiedy jechałem do domu po ubrania, żeby zostać u Maddie kolejną noc, jedna myśl krążyła mi po głowie. Kim dla niej był chłopak z przedstawienia? Czy byli ze sobą podczas jej pobytu w Polsce? Czy czuli do siebie coś więcej niż przyjaźń? Te i inne pytania zadawałem sobie co kilka sekund.
Wszedłem do domu i na chwilę zatrzymałem się w salonie. Powiedziałem chłopakom o stanie Maddie i że tej nocy też jadę do niej.
- Dobry pomysł – odparł Liam. – Gdyby działo się coś gorszego, to zaraz dzwoń i nie zwracaj uwagi na godzinę.
- Tata ma rację – wtrącił Niall i posłał mi ciepły uśmiech.
- Dziękuję – odparłem lekko przybity.
Na szczęście chłopcy pomyśleli, że to przez chorobę Maddie. A chociażby tak mi się wydawało.
Ruszyłem do swojego pokoju, zabrałem trochę ubrań i kosmetyków, po czym zbiegłem na dół, trzymając w dłoni niewielką torbę z ciuchami. Postawiłem ją przy wieszaku z kurtkami i wszedłem jeszcze na chwilę do chłopaków.
- Dobra Loczek. Mów, co się dzieje? – zaczął Louis, kiedy usiadłem obok niego na kanapie.
- Dokładnie. Jesteś jakiś zmarnowany – dodał Liam, siadając po mojej prawej stronie.
- I nie wciskaj nam, że to przez to, że Maddie jest chora. Wczoraj, po wizycie w szpitalu taki nie byłeś – wtrącił następnie Zayn, klepiąc mnie po plecach.
- Powiem wam jutro dobra? Muszę się zbierać.
Podniosłem się z kanapy, ale Niall stanął przede mną, położył dłonie na ramionach i pchnął na dół tak, że byłem zmuszony ponownie usiąść.
- Nigdzie się nie ruszysz, dopóki nie powiesz co się stało – oznajmił stanowczo. Przysunął sobie fotel i usiadł naprzeciwko mnie.
- Niech wam będzie. Ale bez szczegółów. Nie chcę zostawiać Maddie na długo samej. – usprawiedliwiłem się. – Znacie ją. Wiecie, jaka jest.
- Jasne, jasne. Mów – machnął ręką Zayn.
Byłem zmuszony im wszystko opowiedzieć.

- No więc widzicie. Nie wiem, co tym myśleć. Wydawało się, że byli ze sobą blisko, a ona nie powiedziała mi o nim ani słowa. – zakończyłem mój monolog i rozejrzałem się po twarzach przyjaciół.
- Może, jeżeli ci nie powiedziała, to był to tylko znajomy? – zaczął Liam.
- I dlatego ją całował? – zapytałem cicho.
- W policzek! Co to takiego? Zayn też całuje Amelię w policzek, ale nie są razem! – starał się mnie pocieszyć Louis.
Słysząc słowa przyjaciela, westchnąłem ciężko.
- Ale z ciebie głupek Lou! Zayn kocha Amie! To wcale nie pomaga! – odezwał się szybko Niall i poklepał mnie po ramieniu. – Mówię ci. Najwidoczniej nie był nikim ważnym, skoro ci nie powiedziała. Był pewnie po prostu kolegą z prób do przedstawienia. I to wszystko.
- Ona cię kocha Harry. Nie ma powodu, żeby cię okłamywać. Po co miałaby to robić? – ciągnął wątek Zayn.
Siedziałem ze spuszczonym wzrokiem. Może mają rację? Może powinienem dać sobie spokój?
- Z resztą, to było prawie trzy lata temu, tak? I na dodatek w Polsce. Nie ma szans, żeby spotkali się w najbliższej przyszłości. – zakończył Liam.
- W sumie fakt. Dobra chłopaki. Dziękuję, ale już lecę.
- Na razie Loczku! – krzyknął Lou i mocno mnie przytulił, po czym powiedział ciszej – I nie przejmuj się tym gościem.
- Pozdrów od nas Maddie. Możesz jej powiedzieć, że za jakieś dwa, trzy dni ją odwiedzimy – zaproponował Liam.
Ja w ciszy ruszyłem do drzwi, potem do samochodu, a nim do domu Maddie.

- Jesteś nareszcie! – uśmiechnęła się szeroko Maddie, kiedy wszedłem do jej pokoju. Leżała spokojnie w łóżku. Na szafce nocnej zauważyłem kubek z parującą herbatą.
- A już myślałem, że cały czas grzecznie leżałaś w łóżku.
- Bo leżałam! – zbuntowała się, podnosząc do pozycji siedzącej. – Tylko na chwilkę zeszłam, żeby zrobić sobie herbatę, to wszystko.
Spojrzałem na nią i rozbawiony usiadłem na łóżku. Za każdym razem kiedy się tak usprawiedliwia lub gdy się sprzeczamy, jej głos podnosi się o ton wyżej. Maddie tego nie znosi, ale osobiście uważam, że jest wtedy najsłodsza na świecie. Przelotnie ucałowałem ją w czoło, na co brunetka uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że to było mocno. Może raczej ‘z całych sił, jakie miała w tym momencie’. A nie było ich zbyt wiele. Ułożyła się ponownie na boku, ale tym razem zwróciła się w kierunku ściany, przy której leżałem. Zatrzymałem swój wzrok na jej czekoladowych tęczówkach. Przyglądałem się im przez kilka chwil, starając się dostrzec w nich coś innego. Coś, co mogłoby sprawić, że pomyślałbym, że chce coś przede mną ukryć. Wpatrywała się we mnie, nie kryjąc swoich uczuć. Jak mogło mi przejść przez myśl, że nie chce mi czegoś powiedzieć? Dlaczego tak pomyślałem? Jest najszczerszą osobą, jaką w życiu spotkałem. Powie mi wszystko. A ja? A ja zwątpiłem, zawahałem się. Czemu? Przez film sprzed ponad dwóch lat. Kilka minut mogłoby sprawić, że zrobiłbym coś głupiego. Podczas gdy ja utonąłem w jej oczach i potem zatraciłem się w przemyśleniach, Maddie wtuliła się w moją pierś. Oddychała miarowo i spokojnie. Miejmy nadzieję, że dzisiejsza noc, nie będzie zbyt męcząca. Wdaje mi się, że leki zaczynają działać. Może to za szybko, żeby to stwierdzać, ale zdecydowanie się jej polepszyło. Uśmiechnąłem się delikatnie i mocną ją do siebie przytuliłem.
- Wiesz, że jeszcze musisz zgasić światło, prawda? – zachichotała cicho, podnoszą na mnie swój wzrok.
Tak, z pewnością wraca do siebie. Wyswobodziłem się z jej objęć i wstałem, żeby pstryknąć przełącznikiem, który znajdował się na drugim końcu przestrzennego pokoju. Wracając w ciemnościach do łóżka, uderzyłem się nogą o szafkę nocną, co spowodowało cichy i melodyjny śmiech Maddie.
- To nie było śmieszne. Mój mały palec jest na sto procent złamany – wyjąkałem, gdy leżałem przytulony do pleców ukochanej i obejmowałem ją w pasie. Zaśmiała się jeszcze głośniej. Pocałowałem ją za uchem.
- Dobranoc kochanie – wyszeptała cichutko, po uspokojeniu się. Splotła nasze palce i jeszcze bardziej otuliła się moim ramieniem, łagodnie się w niego wtulając.
- Słodkich snów słońce – odpowiedziałem i złożyłem pocałunek z tyłu jej głowy. Zasnąłem po kilku minutach, zaraz po tym jak powieki Maddie zmorzył sen.

KILKA DNI PÓŹNIEJ…
- Chodźmy gdzieś, błagam! – jęczała Maddie, bawiąc się moją dłonią.
Od jakichś dziewięciu dni siedzimy w domu. A raczej Maddie siedzi, bo ja kilka razy wychodziłem z chłopakami i całą resztą. Tylko i wyłącznie dlatego, że brunetka kazała mi iść. Dziwnie się czułem, widząc, że musi zostawać, choć tak bardzo chciała już wyjść. Dwa dni temu  byliśmy u lekarza. Powiedział, że za jakieś trzy dni Maddie może bez żadnych przeszkód wychodzić na dwór. Mówił też coś o tym, że wczesna wiosna jest najbardziej zdradliwym okresem w ciągu roku – niby jest ciepło, ale łatwo zachorować. Nie skupiałem się za bardzo na jego słowach, bo jak głupi uśmiechałem się do siebie, spoglądając na ucieszoną dziewczynę. Od tego czasu chodziła jak nakręcona, miała mnóstwo energii.
- Jeszcze 3 dni. Wytrzymaj – powiedziałem i ucałowałem ją w czoło. – Może chłopcy dziś wpadną.
Oznajmiłem krótko, kiedy odczytałem smsa sprzed kilku sekund.
- Nie chce mi się już siedzieć w tym domu – mówiąc ostatnie słowa, niemalże warknęła. Wybuchnąłem jedynie głośnym śmiechem. Wyglądała jak małe dziecko, które od dłuższego czasu czeka na prezent urodzinowy. – Co cię tak śmieszy co? – usiadła mi na kolanach okrakiem i patrzała prosto w oczy, udając poważną. – Ja tu wariuję, a ty się śmiejesz?
- Ja? Skądże – starałem się opanować moje rozbawienie. Jakby to w czymś pomogło. Roześmiałem się jeszcze głośniej. Po chwili zauważyłem, że Maddie również cicho chichotała.
Spojrzałem w jej oczy. Biło z nich takie ciepło i życzliwość, że patrząc w nie czułem miłe mrowienie w brzuchu. W obecności jakiejkolwiek innej dziewczyny nigdy tego nie czułem. Można powiedzieć, że to Maddie obudziła te motyle. Ułożyłem usta w uśmiechu. Od razu go odwzajemniła i musnęła moje usta.


CZTERY DNI PÓŹNIEJ…
- Wstawaj już! Czekam już godzinę! – budziła mnie uparcie Maddie.
- Błagam, daj mi pospać. Posiedź z chłopakami albo coś – schowałem głowę w poduszkę.
- Nie. Wstawaj.
- Nie masz litości dziewczyno! – zaśmiałem się i ale nie podniosłem się nawet milimetr. – Niech chłopcy zrobią ci śniadanie, a ja pośpię jeszcze pięć minut. Idź kochanie.
- Już mi zrobili śniadanie – z sarkazmem wypowiedziała ostatnie słowo, kładąc się na moich plecach. – Powinieneś się cieszyć, że jeszcze żyję. Lou zabrał się za tosty.
Tym razem wybuchłem śmiechem. Jeżeli Louis przygotowuje posiłek to faktycznie coś się komuś stać. Albo z powodu jedzenia, albo z powodu sposobu, w jaki jest ono przygotowywane. Czytaj – wszystkie sprzęty kuchenne latają po pomieszczeniu.
- Błagam cię Hazza. Wstań już. Zayn i Liam wyszli, Lou siedzi u siebie w pokoju i nie wiadomo co tam robi, a do Nialla przyjechał przed chwilą jakiś kuzyn czy kolega. Harry, nie bądź taki i podnieś się z tego łóżka – marudził gość na moich plecach. – Wstaniesz?
- Nie chce mi się – odwróciłem głowę tak, że kątem oka widziałem twarz Maddie. – Kładź się i za pół godziny wstaniemy.
Brunetka wywróciła oczami. Schowałem twarz z powrotem w poduszkę, kiedy Maddie stanęła na ziemi.
- Jak sobie chcesz, idę do Lou.
- Dobranoc kochanie.
- Och, cicho bądź.
Leżałem tak przez kilka minut. Przekręciłem się kilka razu z boku na bok, ale w ostateczności i tak leżałem na brzuchu. Chwilę później drzwi do pokoju się otworzyły i po cichych krokach wywnioskowałem, że powrócił mój budzik.
- Liczę do trzech. Jeden…
Zakryłem głowę poduszką i zaśmiałem się cicho.
- Dwa…
- Ale się boję.
Pomyślałem, że pewnie znów na mnie wskoczy lub zacznie skakać po łóżku albo może ściągnie ze mnie kołdrę.
- Trzy!
W tym momencie poczułem, że brutalnie zerwała ze mnie ciepłe okrycie. Wiedziałem! Ale to niestety nie był koniec. W ciągu kolejnych setnych sekundy została na mnie wylana cała szklanka lodowato zimnej wody. Była naprawdę cholernie zimna! Zerwałem się natychmiast z łóżka. Podnosząc wzrok w miejsce, gdzie stała przestępczyni, natknąłem się jedynie na powietrze. Kiedy zerknąłem na drzwi, zobaczyłem jedynie jej sylwetkę znikającą na korytarzu. Ruszyłem biegiem za małą postacią.
- Jak cię dorwę, to… - zacząłem jej grozić, ale nie potrafiłem znaleźć odpowiedniej kary za ten okropny występek.
- To co, ha?
Zaśmiała się wbiegając do łazienki i zamykając z trzaskiem drzwi.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę! Otwieraj! – zacząłem nerwowo dobijać się do kryjówki Maddie.
- O nie, nie chcę jeszcze umierać! To i tak była samobójcza misja i dziwne, że jeszcze jestem cała! – chichotała w najlepsze dziewczyna.
Stałem tak pod drzwiami łazienki w samych bokserkach, starając się jakimś cudem wejść do łazienki. Nagle otworzyły się drzwi pokoju na końcu korytarza i wyszedł z niego Lou.
- Czemu się tak drzesz, co? – przyjaciel podszedł do mnie powoli i poklepał po plecach, po czym wywrócił oczami. – Stary, wiesz co to dezodorant? Chyba nie!
Zza drzwi dało się słychać melodyjny śmiech mojej dziewczyny.
- Co ty gadasz! To jest woda!
- Dobra, dobra. Ja swoje wiem. Jeden prezent na gwiazdkę już wymyślony – Lou spojrzał na mnie z radosnym uśmiechem. Po chwili zerknął na drzwi. – Maddie, co ty mu zrobiłaś?
- Oblała mnie wodą! Zimną! – zacząłem się bulwersować, ale myśląc o tej sytuacji lekko się uśmiechnąłem, bo z jej perspektywy musiało to wyglądać prześmiesznie. Lou zaśmiał się głośno i przyłożył dłoń do drzwi.
- Piątka przez drzwi! – wrzasnął i po chwili dało się słyszeć lekkie uderzenie. – Dziewczyno, co tak słabo? Coś ty jadła na śniadanie?
- Nie jadłam, bo spaliłeś mi tosty!
- Ach, no tak. Wybacz – odezwał się Lou.
- Po czyjej ty jesteś stronie, co? – spojrzałem z wyrzutem na marchewkożercę.
- Osoby, która ma lepsze pomysły – zauważył mój zdziwiony wzrok. – Z całym szacunkiem kochaniutki, ale to nie Maddie stoi jak debil cały mokry pod łazienką i nie gada z drzwiami!
- Chamsko! – odezwał się głos zza owych drzwi.
- Harry, słyszałeś? Twoje drzwi do ciebie mówią – powiedział z szerokim uśmiechem Lou. – Dobra, daruj jej i idź się ubierz, bo podobno mamy gościa.
Drzwi łazienki uchyliły się dopiero kiedy wchodziłem do swojej sypialni.

Standardowo wyciągnąłem z szafy biały T-shirt i beżowe rurki. Przed ubraniem się ściągnąłem z łóżka mokrą pościel i wywiesiłem ją na balkonie, żeby wyschła. Wróciłem szybko do środka i wciągnąłem na siebie rurki. Stojąc tyłem do wejścia do pokoju, wkładałem właśnie bluzkę, kiedy usłyszałem delikatne skrzypnięcie drzwi.
- Harry?
- Yhym…
- Jesteś bardzo zły?
Uśmiechnąłem się, ale mimo to wzruszyłem lekko ramionami.
- Przepraszam. Po prostu inaczej byś nie wstał, a nie chciałam tam sama siedzieć z tym kuzynem Nialla.
- Przecież Niall też tam siedział – wtrąciłem szybko, poprawiając koszulkę.
- No tak, ale ja wolałam iść tam z tobą. No i… no… Przepraszam Hazza – powiedziała cicho i przytuliła się do moich pleców. – Proszę, nie bądź zły…
Odwróciłem się i ucałowałem ją w czoło.
- Nie jestem zły. W ogóle nie byłem. No, może trochę, kiedy poczułem tą wodę, ale nie licząc tego, wcale nie byłem na ciebie zły – odparłem z uśmiechem i musnąłem jej policzek.
- Naprawdę?
- Naprawdę – pocałowałem ją. – A teraz chodźmy się przywitać z naszym gościem – oznajmiłem, po czym wyszliśmy z sypialni i skierowaliśmy się w stronę salonu.

_______________________________________________________
Witam Was kochani i już chyba tradycyjnie przepraszam :C Może teraz, skoro jest już luz w szkole, będę więcej pisać i dodawać częściej, ale nic nie obiecuje :)
Weszłam dziś na bloga i mnie zatkało! Ponad 5500 wyświetleń?! Jesteście NIESAMOWICI, NAJLEPSI i ogólnie to Was KOCHAM ♥
Gdyby nie wasze pytania o kolejny rozdział, gdyby nie wasze komentarze zapewne w ogóle bym nie pisała :D
Mogę wam zdradzić, że wspomniany w tym rozdziale kuzyn Nialla będzie dość ważną postacią dla naszych bohaterów, więc dodam go do bohaterów. Ale to później... Niech się na razie rozkręci :D
Powiem wam jeszcze, że zaiskrzy pomiędzy którąś dwójką, ale nie wyduszę z siebie nic więcej. Kto to będzie? Jak myślicie? Piszcie w komentarzach!
Jeżeli jest ktoś, kto chciałby być informowany o kolejnych rozdziałach lub po prostu popisać to piszcie na gg : 7949651 .
http://www.formspring.me/justyna1155 - specjalnie dla was, jeśli macie do mnie jakieś pytania (:

http://www.facebook.com/OneDirectionInfectionPoland - Lajkujcie! ((((:

To chyba już wszystko. Dziękuję wszystkim, którzy czytają ♥ Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach. Piszcie co Wam się podoba, a co nie. Wezmę to pod uwagę pisząc kolejne rozdziały. Plus dodatkowo wasze komentarze dają niezłego kopa! Więc do roboty! (((:
Całuję i do następnego! ♥
Justyna (: xx

Cudowny Lou ♥

10 komentarzy:

  1. AAAA !!! O matko ! zajebisty rozdział i wgl cały blog ! : )

    Już się nie mogę doczekać kolejnego ! (:

    P.S mama pewne podejrzenia,ale nie będę ich zdradzać heh... (:

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny , fajny :))
    ja też nic nie powiem, bo zapeszę
    sory nie mam czasu napisanie, bo orkiestra :DDDDDDDDD
    kocham Cię :*********

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział! czekam na kolejny i to szybko proszę !
    zapraszam do sb: another-world-with-you.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej! Kiedy nowy rozdział?
    Chciałabym cię też zaprosić na mojego 2. bloga:
    http://why-u-r-torn-apart-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy będzie nowy rozdział? <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie umiem pisać długich komentarzy, wybacz >.<
    Ale fajnie napisałaś, i szczerze mówiąc nie wiem co jeszcze napisać..
    Zachęcam do przeczytania oraz do skomentowania czwartego rozdziału na ---> http://whengirlssay.blogspot.com/ (: + Przepraszam za spam :>>

    OdpowiedzUsuń
  7. Mega czekam na następnego. Piszesz zajebiście prosze skomentuj mi bloga i doradz mi cos
    http://zawsze-there-gdzie-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie piszesz . Czekam na next :D

    Gdybyś mogła zajrzeć do mnie =)
    http://mybodyfailsiamonmykneespraying.blogspot.com/ Girl Band . Zespół składający się z 4 dziewczyn , które zdobyły 1 miejsce w X-factor

    OdpowiedzUsuń