środa, 23 maja 2012

Rozdział 11 – „Gówno mnie obchodzi, czego chcesz!”

*Oczami Maddie*

 Ból. To czułam, kiedy się dzisiaj obudziłam. Głowa mi pękała, a gardło paliło mnie, jakby ktoś chciałby w nim napalić, żeby ogrzać cały blok mieszkalny. Uniosłam ociężałe powieki. Spojrzałam przez okno. Szaro, deszczowo, pochmurnie. Dobrze, że akurat dziś się źle czuję. Sięgnęłam po swój telefon, który jak zawsze spoczywał obok mojej poduszki. Zerknęłam na ekranik. Godzina 11:53 i jedna nowa wiadomość od Hazzy. Szybko odczytałam treść sms’a.

„Zadzwoń kiedy się obudzisz :* Czekam (: „

Posłusznie wybrałam numer Loczka i przyłożyłam komórkę do ucha. Już po dwóch sygnałach usłyszałam radosny głos mojego chłopaka.
- Dzień dobry, Słońce! Jak się spało? – prawie zaśpiewał. Od razu można było stwierdzić, że humor mu dziś dopisuje.
- Nie taki znowu dobry – wychrypiałam do słuchawki. Z przerażenia o usłyszeniu swojego głosu, zasłoniłam usta.
- Oho! Co jest? – spytał z troską.
- Chyba się źle czuję – odparłam cicho i zamknęłam zmęczone oczy. – Przepraszam Cię kochanie, ale dzisiaj raczej nie jestem wstanie nawet doczołgać się do kina. Przepraszam – dodałam ściszając swój głos do minimum.
- Za co ty mnie przepraszasz, co? Pójdziemy kiedy indziej, kino nie ucieknie. Ty nie waż się dzisiaj wstawać z łóżka – powiedział z udawaną srogością.
- Dobrze, dobrze – zaśmiałam się, co spowodowało głośny kaszel.
- Chryste – mruknął Harry. – Skarbie muszę kończyć. Zadzwonię do Ciebie za  jakiś czas i sprawdzę , jak się czujesz, ok? – spytał z troską.
- Jasne – powiedziałam cichutko i uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię – przypomniał mi mój ukochany.
- Ja ciebie też kocham – odpowiedziałam i przesłałam mu przez telefon całusa. Po chwili usłyszałam ten sam gest z jego strony.
- Dzięki za zarazki – powiedział radośnie. – Pa kochanie!
- Nie ma za co! – odparłam. – Pa!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsunęłam telefon pod poduszkę. Zwlekłam się z łóżka i powłóczyłam nogami w kierunku schodów. Rodzice tydzień temu wyjechali z powrotem do Polski. Teraz potrzebowałabym ciepłego obiadku taty czy opieki mamy. Tego mi najbardziej brakowało, gdy wracali do domu. Tego ich rodzicielstwa. Co jak co, ale tęsknię za tym, kiedy są w Polsce.
Kiedy zaparzyłam gorącą herbatę z miodem i cytryną, wróciłam do siebie i wskoczyłam pod kołdrę. Chwyciłam laptopa i popijając gorący napój, przeglądałam zdjęcia z wczorajszych urodzin Uśmiechnęłam się mimowolnie, widząc ujęcia, jakie uchwyciła Amelia. W większości był to Zayn lub Harry i ja. Znalazły się tam głupie miny Louisa, zajadający Niall, Charlie i Liam rozmawiający gdzieś na boku, wpatrujący się w siebie Max i Juliette oraz Stella co chwilę zagadana z inną osobą. Kochałam ich wszystkich i każdego z osobna. Byli moją mała rodziną. Zaśmiałam się kiedy pomyślałam o naszych „rodzicach”. Stella i Liam niesamowicie się w tej roli sprawdzali. Zawsze nas uspakajali i każdy z nas mógł do nich iść i się wygadać. Z moich rozmyślań, wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nie miałam siły zejść na dół. Na szczęście, kiedy owinięta kocem schodziłam po schodach, drzwi się otworzyły i do domu wszedł Harry.
- Mówiłem, że tak będzie! – krzyknął na wejściu. – „Zapnij się, jest zimno, będziesz chora” – wspomniał wczorajszy powrót od Charlie. – „Wcale nie jest zimno, nie będę chora!” – ściągając płaszcz, zacytował moje słowa. – Po co słuchać Harry’ego?! Gada bzdury! – spojrzał na mnie, kiedy kierował się w moją stronę. Usiadłam bezradnie na najwyższym stopniu i wpatrywałam się w chłopaka, który wspinał się po schodach.
- I co ja mam z tobą zrobić? – spytał retorycznie, kucając przede mną.
Wzruszyłam ramionami z niewinnym uśmieszkiem. Harry ucałował mnie w nos i pomógł mi wstać. Objął mnie od tyłu ramieniem, po czym prowadził do pokoju.
- Możesz mi powiedzieć, czemu nie jesteś w łóżku? – wyszeptał mi do ucha, przykładając mi dłoń do czoła.
- Bo ktoś się dobijał do drzwi – zaśmiałam się cicho.
- Serio? To trzeba było go spławić – wzruszył ramionami, kiedy wchodziłam pod kołdrę.
- Chciałam, ale jakiś natrętny był – powiedziałam poważnie, po czym zachichotałam.
- Chyba masz gorączkę – powiedział, siadając obok mnie.
Wyciągnął z siatki, jaką ze sobą przyniósł kilka pudełek leków. Spojrzałam na zawartość jego zakupów i zerknęłam na niego z wyrzutem.
- No co? Miałem aptekę po drodze, więc wstąpiłem do niej i kupiłem ci kilka lekarstw – wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem.
- Po drodze – powiedziałam ironicznie. – Yhm. Jasne.
Wyszczerzył się do mnie i pocałował w czoło. Zerknął na laptopa, na którym akurat widniało nasze wspólne zdjęcie z wczoraj. Patrzałam uważnie na Hazzę, który widząc zdjęcie uniósł lekko kąciki ust. Przytuliłam się do niego. Objął mnie i mocno do siebie przycisnął. Ucałował mnie w głowę i znów spojrzał na fotografię.
- Tak zdrowa na tym zdjęciu… - zaczął się ze mną droczyć.
- Oj przestań! – mruknęłam i odsunęłam się z powrotem na poduszkę, uderzając go w ramię.
- Auu! Widzę, że nie jesteś aż tak chora! – zaśmiał się z mojej „obrażonej” miny, trzymając się za poszkodowaną rękę.
Wtuliłam się w poduszkę i nakryłam się szczelnie kołdrą. Harry zaczął wyciągać poszczególne lekarstwa z pudełek. Podał mi w jednej dłoni kilka tabletek, a w drugiej szklankę wody. Posłusznie połknęłam wszystkie leki.
- Grzeczna dziewczynka – powiedział z uśmiechem, sięgając po termometr.
Uchwyciłam drobne urządzenie i szybko zmierzyłam siebie temperaturę. Kiedy chciałam zerknąć na ekranik, Harry zabrał mi mały przedmiot. Spojrzał na wynik, po czym przeniósł wzrok na mnie.
- 38,6oC! – wrzasnął i uśmiechnął się cwaniacko.
Przyglądałam mu się z przymrużonymi oczyma.
Z czego się tak cieszysz, co? – zapytałam i uszczypnęłam go w udo, po czym ułożyłam na nim swoją rękę.
- Może w końcu zaczniesz mnie słuchać – powiedział zadowolony z siebie.
- Marzenia – prychnęłam cicho.
Kiedy zobaczyłam jego „oburzoną” minę, zachichotałam i pokazałam mu język. Udawał obrażonego przez około 5 minut. Zerknęłam na niego z niewinnym uśmiechem i od razu się rozchmurzył. Chwycił mojego laptopa. Położył się obok mnie i wtuleni w siebie oglądaliśmy nasze zdjęcia. Przytulona do jego klatki piersiowej i obejmowana przez jego silne ramię, zdałam sobie sprawę, że to w tym miejscu zawsze chcę być. Przy jego boku. Nie wiem, czy to możliwe czy też nie, ale w ciągu ostatniego miesiąca tak bardzo się z nim zżyłam, że teraz nie potrafiłabym bez niego żyć. Uniosłam wzrok w górę, kierując go w stronę mojego ukochanego. Przypatrywałam się uważnie każdemu uśmiechowi, zielonym tęczówkom i lokowanym włosom. Mimowolnie uniosłam kąciki ust. Harry musiał poczuć na sobie moje spojrzenie, bo zwrócił twarz w moim kierunku.
- Co ? – zapytał, zaglądając mi głęboko w oczy.
Czułam, że w tym momencie, jestem dla niego jak otwarta księga, z której może wyczytać każdy szczegół. Nie miałam przed nim żadnych tajemnic.
- Nic – odparłam krótko.
- O czym myślisz? – spytał po chwili, nadal patrząc się na mnie.
- O tym, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną we wszechświecie  - wyszeptałam i ucałowałam delikatnie jego policzek.
- Więc we dwójkę jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi, którzy kiedykolwiek stąpali po tej ziemi – odparł krótko, uśmiechając się. Zbliżył swoje usta do moich, ale zanim zdążył ich dotknąć, odwróciłam twarz w stronę laptopa.
- Będziesz chory.
Westchnął ciężko i powiedział jedynie:
- Mam to gdzieś.
Chwycił mój podbródek i uniósł moją twarz tak, że musiałam na siego spojrzeć. Złożył na moich ustach subtelny pocałunek i posłał mi najsłodszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam.
- Kocham cię – wyszeptałam.
Zetknęliśmy się czołami i patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Ja też cię kocham, skarbie – odpowiedział i znów musnął moje usta.
Trwało to jeszcze kilka sekund, po czym przytuliłam się do jego torsu. Wróciliśmy do oglądania zdjęć. Harry zatrzymał się przy zdjęciu, na którym szeroko się uśmiechałam, a Loczek całował mój policzek. Zaczął wyciągać telefon.
- Chcę to mieć na tapecie – oznajmił i połączył komórkę z laptopem.
- Co?! Nie! Wyszłam tu okropnie! – wyrwałam mu z ręki telefon i ukryłam za swoimi plecami.
- Nie chcę się czepiać, ale źle wymówiłaś „pięknie” - poruszył zabawnie brwiami i starał się zabrać mi telefon – Oddawaj! – pokazał mi język.
- Nigdy! – zacisnęłam mocniej dłoń na urządzeniu, kiedy Hazza go chwycił.
- Pożałujesz tego – oznajmił i zaczął mnie łaskotać.
Przez dobrze 5 minut nie ulegałam, ale kiedy brzuch zaczął mnie boleć od śmiechu, poddałam się. Dumny z siebie Loczek wysłał zdjęcie na swój telefon i zaraz ustawił je na tapecie.
- No zobacz jak idealnie! – pokazał mi ekranik, ze zwycięskim wyrazem twarzy.
Starałam się znów zabrać komórkę, ale on odsunął rękę i pogroził palcem.
- Ty lepiej tego nie dotykaj! – zaśmiał się, zapewne z mojego obrażonego wyrazu twarzy.
Po kilku minutach „kłótni” postanowiliśmy obejrzeć film, ale przed tym Harry zrobił mi kanapki. Włączyliśmy „Kupiliśmy Zoo”. Uwielbiam tego typu filmy. Trochę śmieszne, ale można też popłakać. I tak było również tym razem. W pewnej scenie kompletnie się rozkleiłam. Harry przytulał mnie do siebie i gładził delikatnie po włosach, a moje łzy sączyły się na jego koszulę.
- To tylko film – powiedział cicho w pewnym momencie.
- Tak, wiem, ale to takie wzruszające i smutne – oznajmiłam, biorąc głęboki oddech przez łzy. Spojrzałam na Loczka, któremu również pod powiekami zgromadziły się słone łzy. Uśmiechnęłam się do niego i wtuliłam twarz w jego mięciutkie loki. Uwielbiałam w nim to, że był taki wrażliwy.
- Proszę, przestań już płakać – odezwał się po chwili. – Nie mogę na to patrzeć. Wyszeptał mi do ucha, głaszcząc lekko moje plecy. – Proszę.
Starałam się uspokoić. Harry otarł moje mokre policzki i ucałował mnie w czoło. Wtulona w ukochanego i zmęczona chorobą i płaczem, usnęłam.

*Oczami Harry’ego*

- Maddie? – wyszeptałem cicho. Odczekałem kilka sekund, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Delikatnym ruchem odgarnąłem kilka ciemnych kosmyków z jej twarzy. – Maleńka, śpisz? – zapytałem, ale i tym razem odpowiedziała mi cisza. Zerknąłem na rumianą twarz dziewczyny i mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wyglądała tak krucho, tak niewinnie. Pogładziłem ją delikatnie po policzku. Wciąż była rozpalona. Może kiedy się prześpi, polepszy się jej.
Widok śpiącej Maddie sprawiał, że w środku robiło mi się cieplej. Marzyłem o tym, aby już zawsze zasypiała i budziła się u mojego boku. Chciałem ją chronić i kochać do końca moich dni. Kiedy wsłuchiwałem się w jej spokojny oddech, usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie budząc ukochanej, wyswobodziłem się z jej objęć i po cichu ruszyłem w kierunku wejścia do domu. Pociągnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Stał za nimi Jake. Co ten palant tu robi?
- A ty co tu robisz? – zadał mi wrogo pytanie, zupełnie jakby czytał mi w myślach.
- Odwiedzam swoją dziewczynę – odwarknąłem tylko i posłałem mu złowrogie spojrzenie.
- Ach tak… Więc teraz jesteście razem? – zapytał z nutką ironii w głosie. – Nie dziwię się. Zawsze ją ciągnęło do idiotów.
- Czyli już wiemy, dlaczego się z tobą przyjaźniła – odparłem z sarkastycznym uśmiechem.
Ironiczny wyraz twarzy Jake’a zniknął jak po naciśnięciu jakiegoś wyłącznika.
- Złaź mi z drogi gówniarzu! - „zaczęło się…”, pomyślałem. – Chcę pogadać z Maddie. – prychnął, starając się wejść do środka.
- Śpi. Jest chora – oznajmiłem lakonicznie. – Spadaj stąd.
- Powiedziałem, ze chcę pogadać z Maddie, a nie z tobą! – warknął pod nosem tak szybko, że ledwo go zrozumiałem.
- Gówno mnie obchodzi, czego chcesz! – warknąłem do wyższego ode mnie o kilka centymetrów blondyna. – Nie pozwolę ci drugi raz jej skrzywdzić.
- Powtarzam, złaź mi z drogi! – wysyczał przez zaciśnięte zęby, oddzielając każde słowo. – Chyba, chcesz mieć limo pod okiem.
- Nie boję się ciebie, palancie – odpowiedziałem, napinając wszystkie mięśnie.
- Jeszcze zobaczymy – odparł.
Zacisnąłem pięści, a on podniósł na mnie rękę. Uderzyliśmy się nawzajem kilka razy, to w twarz, to znowu w brzuch. Nigdy nie podniosłem na nikogo ręki, ale Jake wkurzał mnie chociażby tym, że istniał. Wymieniliśmy kilka kolejnych ciosów. Blondyn oberwał ostro po brzuchu i żebrach, ja natomiast miałem rozcięty łuk brwiowy i dolną wargę. Podnieśliśmy ręce, aby znów sobie przyłożyć, jednak przerwał nam cichy, zachrypnięty głos.
- Hej! – wrzasnęła Maddie. – Co tu się dzieje?! – zapytała, podnosząc głos. – Przestańcie!
Stanęła pomiędzy naszą dwójką. Zwróciła się w moją stronę i położyła dłonie na mojej klatce piersiowej. Każdy mój mięsień był napięty do maksimum. Gdyby ten gnojek jeszcze raz się odezwał, jak Boga kocham, skopał bym mu tyłek. Maddie pchnęła mnie lekko w stronę wnętrza domu.
- Harry wejdź do środka – powiedziała spokojnie. Stawiałem opór, ale w końcu uległem i cofnąłem się o kilka kroków. Odwróciła się do mojego wroga i skrzyżowała ręce na piersi.
- Czego tu szukasz? – spytała cicho. Źle się czuła, od razu było to widać.
- Przyszedłem porozmawiać – odparł spokojniejszym tonem blondyn.
- Nie ma o czym rozmawiać - oznajmiła krótko. – A z pewnością nie teraz. Nie dzisiaj – pokręciła głową i cofnęła się do mieszkania. – Nie mam na to siły.
- Maddie, proszę cię. Daj mi 5 minut. Błagam – mówił cichym głosem.
- Nie Jake. Nie dzisiaj – powtórzyła i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Jeszcze przez chwilę dało się słyszeć walenie do drzwi. Zignorowawszy to, Maddie chwyciła mnie za rękę i w ciszy prowadziła mnie do swojego pokoju. Usiadła zmęczona na łóżku. Kucnąłem przed nią i dopiero wtedy zauważyłem na jej policzku pojedynczą łzę. Otarłem ją delikatnie i chwyciłem jej twarz w dłonie.
- Maddie… - zacząłem cicho, patrząc na jej bladą twarz. Miała spuszczony wzrok. Pociągnęła lekko nosem.
- Co ty sobie myślałeś, Harry? Jest silniejszy od ciebie. Co jeśli zrobiłby ci krzywdę? – szlochała cicho.
Nie wierzyłem własnym uszom. Przed chwilą jej były przyjaciel, który ją zranił i zaprzepaścił ich wieloletnią przyjaźń, przyszedł do niej, żeby o czymś z nią rozmawiać, a ona martwiła się o mnie? Czy ona nigdy nie myśli o swoich uczuciach? 
- Dałbym sobie z nim radę – powiedziałem szybko. Wciąż się jej przyglądałem, a na moje dłonie ciągle spadały jej słone łzy. – Jak się czujesz, kochanie? – spytałem z troską.
Podniosła wzrok i pogłaskała mnie delikatnie po policzku. Jej oczy przybrały ten sam, smutny wyraz twarzy, co w dzień, w którym poznałem Jake’a.
- Zobacz, co on ci zrobił… - powiedziała cicho, wciąż gładząc lekko mój policzek. – Masz rozciętą wargę i łuk brwiowy… - kontynuowała prawie szeptem.
- Maddie, przestań! – uniosłem głos, chwytając w dłonie jej drobne nadgarstki. Brunetka lekko podskoczyła przestraszona moim nagłym wybuchem. – Przestań myśleć tylko o innych! Co zrobił mi? Nic. W porównaniu z tym, co zrobił tobie! Złamał ci serce, zranił cię. A ty? Mogę się założyć, ze jeśli zacząłby cię przepraszać, wybaczyłabyś mu! A on znów by cię skrzywdził, a ty znów udawałabyś, że nic się nie stało! – ująłem jej twarz w dłonie, kiesy spuściła wzrok, aby spojrzała mi prosto w oczy. – Błagam cię – powiedziałem ściszonym głosem. – Błagam, nie pozwól mu znów siebie skrzywdzić – wyszeptałem.
Jej broda zaczęła delikatnie drżeć. W oczach pojawił się smutek, który wciąż trzymała w sercu. Po policzkach zaczęły spływać ciężkie krople gorzkich łez. Teraz widziałem wszystko. Patrząc głęboko w jej czekoladowe tęczówki, widziałem cały smutek i żal, jakim obarczył ją blondyn. Widząc, jak jej z tym ciężko, objąłem ją i mocno przytuliłem do siebie. Wypłakiwała się w moją bluzę, a ja cicho szeptałem jej do ucha, że będzie dobrze.

- Miałeś rację – powiedziała po kilkudziesięciu minutach.
Przestała płakać dopiero kilka chwil temu.
- Jeśli przeprosiłby mnie dzisiaj, a ciebie by ze mną nie było, wybaczyłabym mu. Udawałabym, że o niczym nie pamiętam.
Odgarnąłem jej ciemne włosy opadające na twarz i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Obiecaj mi, że nie pozwolisz, żebym to zrobiła – wyszeptała.
- Obiecuję – przyrzekłem.
Pocałowałem ją w czoło, które wciąż było rozpalone. Nakryłem nas oboje kołdrą. Wtuliłem jej twarz w jej jedwabiste włosy. Kiedy tak leżeliśmy w ciszy, dało się słyszeć bicie naszych serc. Na zewnątrz zapadł mrok. Maddie oddychała spokojnie, co jakiś czas głośno kaszląc. Chwyciłem ją za rękę i splotłem ze sobą palce naszych dłoni. Minęło kilka kolejnych minut.
- Harry? – wychrypiała cichutko brunetka.
- Tak? – zachęciłem ją do dalszego mówienia.
Dotknąłem ustami jej czoła. Było gorące. Chwyciłem termometr, leżący na szafce i zmierzyłem jej temperaturę. 39,2oC. „Cholera”, przeszło mi przez myśl.
- Która godzina? – spytała, pokasłując. – Nie chcę żebyś wracał po nocy.
Spojrzałem na zegarek.
- 21:43 – odczytałem godzinę i podałem jej kolejną porcję tabletek.
Jeszcze raz dotknąłem jej czoła.
- Skarbie, jak się czujesz? – zapytałem z troską.
- Tak sobie, ale nie przejmuj się. Dam sobie… - głośno zakaszlała. - …radę.
- Yhm, nie wątpię – podniosłem się z łóżka. – Ubieraj się – pomogłem wstać dziewczynie.
- Po co? – zapytała zdziwiona, ledwo trzymając się na nogach.
- Jedziemy na pogotowie. Musi cię zobaczyć lekarz – oznajmiłem szybko, pomagając się jej ubrać. – I bez marudzenia.
Wyszliśmy, a raczej ja wyszedłem, wynosząc Maddie do samochodu. Jak najszybciej pojechaliśmy do pobliskiego szpitala.

- I co z nią, panie doktorze? – zapytałem, pomimo tego, ze lekarz wciąż badał Maddie.
Jak tylko skończył, powtórzyłem pytanie chyba już po raz dziewiąty tego wieczoru.
- Zapalenie oskrzeli – zdiagnozował lekarz. – Zapiszę ci antybiotyk, a za tydzień przyjedź pod ten adres, żebym mógł zobaczyć, czy leki zadziałały.
Siwiejący mężczyzna zwrócił się do Maddie i dał jej karteczkę z rzędem drobnych literek.
- Masz szczęście, że masz takiego chłopaka. Gdybyś się tutaj nie pojawiła, jutro mogłoby to być zapalenie płuc.
Spoglądał z uśmiechem zza swoich okularów to na mnie, to na Maddie.
- No wiem – odparła, lepiej już wyglądająca brunetka. Chwyciła mnie za rękę i uśmiechnęła się. – Nie ma takiego drugiego jak mój Harry – spojrzała na mnie. Odwzajemniłem jej uśmiech.
Zeskoczyła ze szpitalnego łóżka. Ubrała na siebie moją bluzę, którą założyłem jej, kiedy wychodziliśmy z jej domu.
- Dziękujemy panie doktorze – odezwałem się do przemiłego staruszka i obejmując swoją dziewczynę w pasie, ruszyłem do wyjścia.

- Harry? Zostaniesz dzisiaj u mnie? – spytała Maddie, kiedy wchodziliśmy do jej domu. Dobrze, że spytała.
- Oczywiście – powiedziałem, ściągając najpierw jej płaszcz, a potem swój.
- Nie chcę być dzisiaj sama – oznajmiła, upinając włosy w luźny kok.
- I tak bym cię nie zostawił.
Maddie uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni, od razu sięgając po herbatę. Zabrałem jej małe pudełko i sam zacząłem przygotowywać gorący napój.
- Sama mogę to zrobić – zbuntowała się, chcąc zabrać mi opakowanie.
- Do łóżka – rozkazałem. Brunetka zaczęła się wykłócać. – Wyłaź mi z kuchni! – krzyknąłem, wskazując na przejście do salonu. Maddie zachichotała i grzecznie ruszyła schodami na górę.

____________________________________________________________
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO! :C Brak czasu... Mam nadzieję, że nie gniewacie się tak bardzo... :)
Po 1. Ile wyświetleń?! MATKO! Umarłam! Jesteście naaaaalepsi na świecie! :* Miło, że ktoś tu wpada, nawet jak nic nie dodaję... (: Brak mi słów!
Po 2. Nie wiem kiedy kolejny rozdział. :C Przepraszam, ale brak czasu i przede wszystkim WENY! Zero. Nic. Może teraz niedługo mnie coś natchnie... :C Mam  niecałe 5 stron, więc może jeśli jeszcze trochę napiszę, to dodam. (: Nie obiecuję nic wielkiego, bo jeśli chodzi o inspiracje, to jestem sucha jak studnia podczas suszy... :C
Po 3. Lajkujcie!! :
http://www.facebook.com/OneDirectionInfectionPoland
Strona moich przyjaciółek i moja ((:
Po 4. Czy nie uważacie, że każdy kolejny rozdział jest coraz gorszy? I że piszę to jakoś tak... nudno. Zrobili to... Poszli tam... Co  tym myślicie? Tak naprawdę. Proszę was o szczere wypowiedzi! Może po kilku słowach krytyki, zmienię coś i natchnie mnie? :D
Po 5. JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY TO PISZCIE NA GADU: 7949651 LUB PODAWAJCIE W KOMENTARZACH SWOJE NUMERY GG I TWITTERY (:
Po 6. Najważniejsze! Jak wam się podobał 11 rozdział? Piszcie.  (:
Całuję i do następnego!
Justyna (: xx



Wiesz, że jesteś najlepszy, mężu? ♥

10 komentarzy:

  1. fajny rozdział ;)
    nie mogę się doczekac kolejnego, mam nadzieję, że napiszesz też jeszcze coś o pozostałych bohaterach ;)
    zapraszam również do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. superowy!! napisz coś o Liam-ie przecież nie w każdym rozdziale musi być pełno akcji!! :D mi tam się podoba.

      Usuń
  2. Uwielbiam twoje opowiadanie! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebistee ! chce więcej (;

    OdpowiedzUsuń
  4. znajdź dla Stelli kogoś ((:
    a nie ,że forever alone <3
    wydaje się bardzo fajna :>
    kocham Cię twoje opowiadanie jest zajebiste <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Co ? Jakie gorsze ?!
    Każdy twój kolejny rozdział jest cudowny ! : )
    Z niecierpliwością czekam jak potoczą się losy bohaterów .
    Może teraz nie masz weny , ale jestem pewna ,że już niedługo napiszesz coś o czym będę myśleć przez dłui czas !
    Jesteś niesamowita ! Uwielbiam twoje opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. hej:D
    wreszcie :P nie mogłam się już doczekać nowego rozdziału :P
    Wiesz, ja uwielbiam twoje opowiadanie, ale tak na serio-serio :P głupi Jake! ma za swoje ;P
    zapraszam też do mnie, jest rozdział 3 :D
    http://www.onedirectionwithmaya.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzisiaj znalazłam twojego bloga i już się zakochałam ^.^
    Właśnie, nie w każdym rozdziale musi byc akcja ; ) ale proponuję więcej Liama, i o Zaynie też cos mało się słyszy, niech sie w końcu na randke z Am umówi! ; p
    Świetny masz ten blog <3
    Życze DUUUŻO weny, skoro Ci jej brakuje :)
    Pozdrawiam, Julka :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mega blog
    zapraszam do mnie XD
    http://zawsze-there-gdzie-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń