sobota, 5 maja 2012

Rozdział 10 – „20 sekund Liam.”

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ…

*Oczami Harry’ego*


Nie mogę w to uwierzyć. Wciąż nie mogę pojąć, za co spotkało mnie takie szczęście. Maddie. Tak nazywa się moje szczęście. Jest najwspanialszą osobą stąpającą po ziemi. Patrząc myślami wstecz, nie mogę zrozumieć, jak mogłem bez niej żyć. Teraz jest moim powietrzem, wodą, pokarmem. Wszystkim bez czego bym nie przeżył. Kocham ją całym sercem. Jeżeli ktoś powiedziałby mi przed dwoma miesiącami, że spotkam miłość mojego życia, zapewne bym go wyśmiał. A teraz? Teraz jestem zakochany. Patrząc w jej czekoladowe oczy, przeczesując jej ciemne włosy, całując jej słodkie usta i przytulając jej kruchą osóbkę, wiem, że jestem we właściwym miejscu. Nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić. Będę ją chronił, jakby od tego zależało moje życie.

Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mojej ukochanej.
- Harry, słuchasz mnie w ogóle? – powiedziała ze śmiechem, siadając na moich kolanach.
- Słucham? – spytałem z uśmiechem.
Maddie zachichotała. Ucałowałem jej policzek, a ona zarumieniła się delikatnie.
- Jak zawsze – odparła cichutko i wywróciła oczami. – Pytałam, czy masz jakiś pomysł, co możemy dzisiaj robić.
Rozejrzałem się po swoim pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na oknie, przez które wkradały się do środka promienie marcowego słońca.
- Chodźmy się przejść – odrzekłem w końcu i spojrzałem na swoją dziewczynę. Uśmiechnęła się podekscytowana. Kiedy w zeszłym tygodniu pogoda znacznie się poprawiła, humor Maddie dopisuje jej jeszcze bardziej niż zwykle. O ile to w ogóle możliwe. Wstała energicznie i starała się podnieść mnie z łóżka. Wczoraj poprosiłem ją, żeby przyszła dziś z samego rana. I tak zrobiła. Ale za to ja spałem w najlepsze, gdy z hukiem wpadła do mojego pokoju. Teraz, pomimo tego, że minęły dwie godziny od jej przyjścia, ja nadal wylegiwałem się w łóżku.
- Ubieraj się – ciągnęła mnie za ręce, starając się podnieść mnie z mojego posłania.
Zaśmiałem się, przyglądając się jej zmaganiom. W końcu ustąpiłem i wstałem. Ruszyłem powoli do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem na siebie rurki, fioletową bluzę i białe trampki. Gdy byłem już gotowy, zeszliśmy na dół, kierując się do kuchni, w której siedział Louis i Zayn.
- Dzieńdoberek zakochańce! – krzyknął Lou, kiedy tylko przekroczyliśmy próg pomieszczenia.
- Cześć wam! – odparłem z uśmiechem do przyjaciół.
- Gdzie się wybieracie – spytał zaciekawiony Zayn.
- Idziemy na spacer – uśmiechnęła się Maddie i ukradła Louisowi kawałek marchewki.
- Tylko wasza dwójka? – mulat uparcie kontynuował wywiad.
Spojrzał na mnie znacząco. Wiedziałem, o co tak naprawdę pyta. Mianowicie: „Czy będzie Amelia?”. Uśmiechnąłem się do bruneta.
- Tylko my.
- Aaa… To bawcie się dobrze – odparł lekko zawiedziony.
Lubi Amelię, a ona lubi jego. Spotkali się kilka razy, ale nigdy sami. Każde z nich boi się, że drugie nie odwzajemnia tych uczuć. Razem z Maddie wciąż dodajemy im otuchy, ale to na nic. Przykro nam patrzeć, jak się męczą, ale to ich życie i nie możemy kazać im czegoś zrobić.
Odwrotna sytuacja jest u Liama i Charlie. Na okrągło spotykają się tylko we dwójkę i spędzają ze sobą czas.
Pomimo, że Zayn i Amelia dogadują się równie dobrze, to brak im odwagi na randki. Nigdy nie myślałem, że mulat może być taki niepewny, jeśli chodzi o dziewczynę. Nigdy nie miał z tym problemu. Do czasu, gdy poznał Amie. Zdecydowanie czuje do niej coś więcej niż do jego byłych dziewczyn.
- Wrócimy za… za jakiś czas – wzruszyłem ramionami, oznajmiając chłopakom, że wychodzimy.
- Miłej zabawy! – krzyczeli jeden przez drugiego.
Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na dwór, trzymając się za ręce. Objąłem ramieniem Maddie i ruszyliśmy w kierunku naszego parku. Słońce oblewał nasze twarze ciepłymi promieniami. Niebo było niemal bezchmurne.
- Harry? Którego dzisiaj mamy? – zapytała po jakimś czasie Maddie. Wyciągnąłem telefon i zerknąłem na datę na wyświetlaczu.
- 18 marca. Czemu pytasz? – odparłem, a Maddie odruchowo przystanęła. Spojrzałem na nią nieco zdziwiony.
- 18? – upewniła się.
- Tak. O co chodzi?
Dziewczyna uderzyła się w głowę, a ja cicho się zaśmiałem.
- Kompletnie zapomniałam! – wykrzyknęła po chwili. – Boże, jaka ja jestem głupia!
- Przestań, nie jesteś głupia – uśmiechnąłem się do niej i stanąłem przed nią. – Powiesz mi, o czym zapomniałaś, czy się nie doczekam?
- Charlie! – krzyknęła. – Ma dzisiaj urodziny! A ja na śmierć o tym zapomniałam! Nic dla niej nie mam!
Była zmartwiona i zła na siebie. Przytuliłem ją i czekałem aż ochłonie.
- Zaraz coś dla niej znajdziemy – powiedziałem i uśmiechnąłem się do Maddie, odgarniając z jej twarzy niesforne kosmyki włosów. – Pójdziemy do jakiejś galerii i kupimy jej prezent. Jest dopiero trzynasta. Mamy mnóstwo czasu.
Brunetka przytaknęła głową, uśmiechając się delikatnie. Pocałowałem ją w czoło, po czym ruszyliśmy w kierunku najbliższego centrum handlowego.


Po kilkunastu minutach weszliśmy do pierwszego sklepu. Było to nieduże pomieszczenie. Można było w nim kupić dużo małych ozdóbek i według mnie mało przydatnych rzeczy. Maddie powiedziała, że Charlie jest bardzo sentymentalna i spodoba jej się coś takiego. Po zaangażowaniu dziewczyny z jaką przyglądała się każdej z rzeczy na półkach, zauważyłem, że nie tylko Charlie jest sentymentalna. Zaśmiałem się cicho, przyglądając się jej, kiedy ona obracała w palcach małą figurkę aniołka. Rozejrzałem się po sklepie i w rogu półki po prawej stronie zauważyłem ramkę na zdjęcia do powieszenia na ścianę. Podszedłem do regału i chwyciłem nieduży przedmiot.
- Może kup jej ramkę? – zapytałem, pokazując Maddie moje znalezisko. – Moglibyśmy poszukać u ciebie jakichś zdjęć, wywołać je i włożyć do środka.
Maddie podeszła do mnie. Chwyciła drobną, drewnianą ramkę pomalowaną na biało i oglądała ją z każdej strony.
- To wcale nie jest głupi pomysł – spojrzała na mnie unosząc delikatnie kąciki ust. Wspięła się na palce, żeby musnąć ustami mój policzek. – To to masz głowę! – dodała. Wypiąłem pierś do przodu i uśmiechnąłem się dumnie.
Ruszyliśmy do kasy. Dokupiliśmy jeszcze średniej wielkości torebkę na prezenty i wyszliśmy ze sklepu. Kiedy szliśmy zagadani do domu Maddie, rozległa się dźwięk jej telefonu. Wyciągnęła komórkę z kieszeni płaszcza i zerknęła na ekranik.
- Stella – odpowiedziała na moje nieme pytanie i odebrała połączenie. – Cześć, co tam? – spytała i słuchała uważnie odpowiedzi. – Tak, ja też zapomniałam, ale sytuacja opanowana i mam już dla niej prezent – znów wsłuchała się w słowa Stelli – Dobry pomysł. Może niech nikt się do niej nie odzywa i pojedziemy do niej wszyscy razem z niezapowiedzianą wizytą? – wymyśliła na poczekaniu. Spojrzała na mnie, żeby zobaczyć co o tym myślę. Uważałem, że to niezłe rozwiązanie. Pokiwałem głową z podekscytowanym uśmiechem. – No więc zadzwoń do Amie i naszej parki i wszystko im wyjaśnij, a Harry i ja poinformujemy chłopaków – dodała i pożegnała się z przyjaciółką, po czym rozłączyła się.
- Zadzwonię do Liama – powiedziałem od razu i chwyciłem swój telefon. Wykręciłem numer przyjaciela i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Po trzech sygnałach usłyszałem głos zdenerwowanego Liama.
- Co jest? – zapytał i krzyknął coś niezrozumiałego, chyba do Nialla.
- Wiesz, że Charlie ma dziś urodziny, prawda? – upewniłem się.
- Tak, wiem. Właśnie wróciłem ze sklepu z upominkami i zaraz lecę do kwiaciarni, a potem na autobus.
- Rozmawiałeś już z Charlie? Mówiłeś, że przyjeżdżasz? – pytałem szybko.
Maddie spojrzała na mnie znacząco.
- Nie, to ma być niespodzianka – usłyszałem odpowiedź przyjaciela.
- To nie jedź! Pojedziemy wszyscy razem! Powiedz chłopakom, reszta już wie – oznajmiłem. – I nie bój się. Szybko się zmyjemy i zostaniecie sami.
Maddie zachichotała, podobnie jak Liam.
- Dzięki stary! Zapytaj Maddie, jakie kwiaty mam jej kupić.
- OK – powiedziałem do słuchawki. – Liam pyta się, jakie kwiaty ma kupić – zwróciłem się do Maddie.
- Tulipany!
- OK, zapamiętam – odparł. – Do zobaczenia w domu – powiedział i rozłączył się.
- Liam też coś dla niej ma i jedzie po kwiaty. Znając życie kupił kilka prezentów, tak więc chłopcy też coś mają – uśmiechnąłem się do swojej dziewczyny i przytuliłem ją do siebie.
- To świetnie. Chodźmy do mnie i znajdziemy jakieś zdjęcia – powiedziała z uśmiechem.
Objęła mnie w pasie. Ruszyliśmy do jej domu, po drodze debatując o Liamie i Charlie. Kiedy doszliśmy było po czternastej. Weszliśmy do środka i zrzuciliśmy z siebie płaszcze. Idąc do pokoju dziewczyny, przywitałem się z jej rodzicami. W sypialni usiadłem na łóżku.
- Ty poszukaj czegoś na laptopie, a ja może coś znajdę w albumach – powiedziała Maddie.
Schyliła się i wyciągnęła spod łóżka duże pudło, w którym znajdowały się albumy i zdjęcia wrzucone luzem. Ja chwyciłem jej białego laptopa i zacząłem przeszukiwać jej foldery ze zdjęciami. Korzystając z okazji, wysłałem sobie na telefon kilka fotografii mojej dziewczyny. Po znalezieniu kilku nadających się zdjęć całej ich szóstki, ruszyłem z pomocą Maddie, która wciąż przekopywała pudło. Nie znaleźliśmy tam nic interesującego.
- U moich rodziców jest mniejsze pudełko i może tam będą zdjęcia z ostatnich lat – oznajmiła i wyszła z pokoju. Ułożyłem albumy w ich opakowaniu i wsunąłem je pod łóżko. Po chwili usłyszałem wołania Maddie.
- Harry, możesz mi pomóc?
- Idę! – odkrzyknąłem i ruszyłem biegiem po pokoju naprzeciwko schodów. Wszedłem do sypialni rodziców dziewczyny i mimowolnie uśmiechnąłem się na widok, jaki ukazał się moim oczom. Maddie stała na palcach i ze wszystkich sił starała się dosięgnąć kartonu na szafie. Zachichotałem i podszedłem do ukochanej. Ściągnąłem pudło bez problemu i z dumnym uśmiechem odwróciłem się do dziewczyny.
- Szpaner! – prychnęła i pokazała mi język.
Zaśmiałem się i ruszyłem w stronę wyjścia z sypialni. Maddie podbiegła do mnie, musnęła mój policzek i cicho podziękowała. Weszliśmy do jej pokoju i ponownie zabraliśmy się do przeszukiwania fotografii. Po skończonej pracy wybraliśmy z dziewięciu dobrych zdjęć trzy najlepsze – jedno z laptopa i dwa z albumów. Maddie włożyła do drukarki papier fotograficzny i wydrukowała zdjęcie z komputera. Włożyliśmy wszystkie trzy do ramki, zostawiając jedno miejsce wolne, żeby Charlie włożyła tam swoją ulubioną fotografię. Kiedy wszystko zrobiliśmy, poszliśmy do mnie. Wszyscy byli gotowi do wyjścia. Max, Julie, Amelia i Stella już przyszli. Brakowało tylko Liama.
- Gdzie on się podziewa? – niecierpliwił się Louis. – Nie mogę doczekać się miny Charlie, kiedy zobaczy całą naszą zgraję przed jej domem! – klasnął podekscytowany w dłonie.
Cieszył się jak mała dziewczynka. Po pięciu minutach do domu wpadł zdyszany Liam z dużym bukietem tulipanów.
- Przepraszam, ale była okropna kolejka, a do tego kobieta z kwiaciarni strasznie długo robiła wiązankę – wyrzucił z siebie.
- Dobrze, ale chodźmy już na autobus – odezwała się Stella.
- Tak, chodźmy, bo inaczej przyjdziemy do niej w środku nocy – podsumował Zayn i wszyscy wyszli z domu, kierując się w stronę przystanku.


*Oczami Charlie*


Nic. Zero jakichkolwiek oznak życia. Nikt z moich przyjaciół się nie odzywał. Nawet Maddie. Może stało się coś złego? Od wczorajszej rozmowy z Liamem, a potem Stellą nie słyszałam głosu nikogo z dziesiątki. Ani chłopcy, ani Amie, ani Julie i Max. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Czułam się okropnie. A może to moja wina? Może powiedziałam coś, co ich uraziło? Jeśli tak, to z pewnością nie było to zamierzone. Zadzwonię do Maddie. Ona powie, o co chodzi. Wyciągnęłam swój telefon i wykręciłam numer przyjaciółki.


*Oczami Liama*


- Louis nie krzycz tak! Jesteśmy w autobusie! – uspokajał Tomlinsona Zayn.
- To co z tego? To już w autobusie nie można rozmawiać?! – oburzył się Lou. Skrzyżował ręce na piersi  i nie odzywał się, ani słowem.
- Cii… Dzwoni Charlie! – odezwała się Maddie, która siedziała z Hazzą zaraz za mną i Louisem. – Co mam zrobić? – spytała bezradnie, trzymając w prawej dłoni wciąż dzwoniący telefon.
 - Odbierz i powiedz, że nie masz czasu! – powiedziała szybko Amelia.
 - Nie! – odezwał się Niall. – Lepiej nie odbieraj w ogóle. Ty nigdy nie odbierasz – stwierdził blondyn.
 - Taa… Coś o tym wiem – wtrącił się Harry, patrząc z wyrzutem na swoją dziewczynę.
Maddie uśmiechnęła się do niego niewinnie, a lokowany pocałował ją w policzek. Muszę przyznać, że trochę im zazdrościłem. Mianowicie tego, że są tacy szczęśliwi ze sobą. Podziwiam Harry’ego za to, że zdobył się na to, żeby powiedzieć brunetce, co naprawdę do niej czuje. Kiedy zapytałem go kiedyś, jak to zrobił, powiedział tylko:


- 20 sekund Liam. 20 sekund odwagi. Kiedy doczekasz twoich 20 sekund, powiesz wszystko, na co wcześniej nie było cię stać.


Od tamtego czasu czekam na swoje sekundy odwagi. Kiedy już myślę, że to właśnie ten moment, otwieram usta, żeby coś powiedzieć i… I Charlie się uśmiechnie tak zniewalająco, że wszystko szlag trafia i nie potrafię wydusić z siebie ani słowa.


*Oczami Charlie*


Pierwszy sygnał… Nic. Drugi sygnał… Wciąż głucho. Trzeci sygnał… Nadal cisza. „Cześć, tu Maddie, wiesz, co masz zrobić! Pii…”
- Oczywiście, że wiem. Wywalić telefon przez okno, bo i tak jak zawsze nie odbierzesz! – powiedziałam do siebie, naciskając czerwoną słuchawkę.
Rzuciłam telefon na łóżko i zbiegłam do salonu. Nikogo nie było. Na stole w kuchni leżała jedynie kartka od rodziców.


„Przepraszam córeczko, ale musieliśmy pilnie wyjść. Będziemy wieczorem. Wszystkiego najlepszego!
                                                                                                                       - Mama”


Cudownie. Nawet rodzice zostawiają mnie samą w dzień urodzin. Ruszyłam w stronę salonu. Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Nie było nic ciekawego, więc skakałam po programach, przy żadnym nie zatrzymując się na długo. Kiedy już po raz trzeci mijałam jakąś głupawą stację muzyczną, rozległ się dzwonek do drzwi. „Kto zakłóca mi moją samotność?”, pomyślałam i ruszyłam w kierunku wejścia do domu. Pociągnęłam za klamkę i…
- NIESPODZIANKA! – krzyknęli chórem moi przyjaciele. Stałam, jak wryta. Z pewnością miałam głupią minę, bo Maddie nie odpuściła sobie przyjemności zrobienia mi zdjęcia. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
- Ale… Jak to? Co wy tu robicie? – zapytałam z uśmiechem.
- Przyjechaliśmy zobaczyć się z solenizantką, ale pójdziemy sobie jeśli chcesz… - odezwał się Niall i udawał, że odwraca się w kierunku ulicy.
- No co ty! Wchodźcie, wchodźcie! – zaprosiłam ich.
Wchodzili do środka po kolei mnie przytulając, wręczając prezenty i składając mi życzenia. Dostałam kilka upominków i duży bukiet tulipanów.
- Dziękuję wam! Nawet nie wiecie, jaką mi zrobiliście niespodziankę!
- O to nam chodziło! – wrzasnął Max, jeszcze raz mnie przytulając.
Rozsiedliśmy się wszyscy wygodnie w salonie. Przyniosłam z kuchni wszystkie słodycze, jakie tam znalazłam i wróciłam do przyjaciół z przekąskami i napojami. Rozpakowałam drobne prezenty. Maddie na zmianę z Amelią robiły wszystkim dookoła zdjęcia. Po miło spędzonych dwóch godzinach Zayn, Amelia, Max, Julie, Niall i Stella pojechali do siebie. Za następną godzinę ulotniła się Maddie razem z Harrym i Louisem. Zostałam tylko ja i Liam.


*Oczami Liama*


- Do zobaczenia! – zawołał Harry, znikając za zakrętem.
Jak obiecał, wszyscy w miarę szybko się zmyli. Teraz byłem sam na sam z Charlie. Poszliśmy do jej pokoju. Oglądaliśmy razem film, a potem rozmawialiśmy przez ponad godzinę.
- Kurczę, znam was już około dwóch tygodni, ale wciąż nie potrafię się nadziwić temu, jak bardzo wasza grupka jest ze sobą zżyta! – powiedziała z niedowierzaniem Char, kiedy skończyłem jej opowiadać ostatni wyjazd za miasto naszej piątki.
- Ale dlaczego? Przecież wy jesteście zupełnie jak my! – odparłem.
- Nie, nie. To nie to samo. Wy kochacie siebie nawzajem. Mam czasem wrażenie, że jedyne co łączy na przykład mnie i Julie to Maddie. Czasami nawet myślę, że to ona wciąż trzyma nas razem.
- Przesadzasz – machnąłem ręką i uśmiechnąłem się ciepło.
- Mówię prawdę! – powiedziała cicho, spoglądając w ekran telewizora.
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 23.
- Muszę się zbierać. Za 15 minut mam ostatni autobus – oznajmiłem smutno, po czym podniosłem się niechętnie z łóżka.
- Co? Tak szybko? – niedowierzając, brunetka spojrzała na zegarek. – Ale ten czas szybko leci – odparła cicho, podnosząc się zaraz za mną.
Zeszliśmy na dół. W salonie siedzieli rodzice Charlie, których miałem okazję poznać kilka dni wcześniej.
- Dobranoc państwu – powiedziałem do nich grzecznie, zaglądając do pokoju.
- Już idziesz? – spytała zdziwiona mama dziewczyny.
- Niestety tak. Za chwilę mam ostatni autobus.
- Oj, szkoda – mruknęła smutno, na co ja bezradnie wzruszyłem ramionami.
- Dobranoc Liam – pożegnała się ze mną z uśmiechem.
- Wpadnij jutro – dodał pan Woodley.
- Zobaczymy, co da się zrobić – wtrąciła Charlie, ciągnąc mnie do wyjścia. – Zaraz będziesz wracał pieszo! – ostrzegła mnie ze śmiechem.
- Miło, że mnie tak wyganiasz – zaśmiałem się, kiedy byliśmy na zewnątrz.
- Dobrze wiesz, że wcale cię nie wyganiam! – zbuntowała się. – Po prostu wiem, co to znaczy spóźnić się na autobus.
Charlie uderzyła mnie w ramię. Nie powiem, ma siłę. Zaśmiałem się cicho i zapiąłem do końca kurtkę. Spojrzałem na dziewczynę, która stała bez płaszcza i butów.
- Właź do domu, bo będziesz chora! – rozkazałem, pokazując na przymknięte drzwi.
Charlie jedynie wywróciła oczami.
- Jeszcze raz dziękuję za prezent i kwiaty, i ogółem za cały dzień – zmieniła szybko temat.
Uśmiechnęła się przyjaźnie, otulając się swetrem, który zdążyła zabrać z pokoju. Założyła za ucho niesforny kosmyk ciemnych włosów. Spojrzała na mnie dużymi, brązowymi oczami. „Nie Liam, to nie 20 sekund”, powiedziałem sobie w duchu i odwzajemniłem uśmiech dziewczyny.
- Dobranoc – powiedziałem cicho i przytuliłem ją na pożegnanie. Za każdym razem, gdy to robiłem, moje serce waliło jak oszalałe.
- Dobranoc – odpowiedziała i cofnęła się do wnętrza domu, wciąż się uśmiechając. – Biegnij, bo się spóźnisz – dodała, chichocząc.
Zaśmiałem się i machając jej na pożegnanie, ruszyłem w kierunku przystanku.
Czy czuje to co ja? A może nawet za mną nie przepada, a ja tylko się na rzucam? Boję się. Boję się, że jeśli już się przed nią otworzę, okaże się, że Charlie nie odwzajemnia moich uczuć. Nie umiem się odważyć i powiedzieć jej o wszystkim. Po prostu nie potrafię. Jestem tchórzem. Po prostu. Na moim nagrobku napiszą: „Liam Payne. Tchórz. Bał się powiedzieć dziewczynie, co czuje i zmarł z miłości.” Tak rozmyślając, dotarłem do przystanku, wróciłem do domu i zasnąłem.

________________________________________________________
I w końcu jest! 10 ROZDZIAŁ!
Przepraszam jeszcze raz, że tak długo musieliście czekać. Wybaczycie? (:
Dziękuję Marysi, która zechciała mi pomóc w przepisywaniu! (((:
Kolejny rozdział dodam w przyszłym tygodniu (jak go przepiszę, oczywiście).
Jak obiecałam, przeczytam wszystkie blogi, jakie będą w komentarzach pod tym rozdziałem i informacją.
Dziękuję, że chciało się wam czekać tyle czasu i obiecuję, że to się nie powtórzy.
A teraz całuję i do następnego rozdziału! ♥
Justyna (: xx


Daddy ♥

11 komentarzy:

  1. Cudowny:) Juz sie nie moge doczekac nn:)

    OdpowiedzUsuń
  2. normalnie kocham to !
    liam i chaaar <3 lubie to ! (;

    OdpowiedzUsuń
  3. oo super że w końcu dodałaś nowy rozdział! z łaski swojej dodawaj szybciej, bo nie mogę już się doczekac kolejnego !! ;)
    zapraszam do siebie www.another-world-with-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Liam + Charlie to może być dobre połączenie ;)
    Teraz czas na Zayn'a i Amelie ;)
    CZEKAM NA KOLEJNY

    a w tym czasie zapraszam do mnie: www.likantrop-malinowapat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Dołączcie do naszej 1Dfamily na tt @zaynmalik_wifey

    OdpowiedzUsuń
  6. Oo, widzę, że zmieniłaś czcionkę ;) Taką o wiele lepiej się czyta.
    Eh, Liam i Cher... Kiedy on jej wreszcie wyzna tę miłość, no? Przecież to się już robi męczące, kiedy on tak w kółko rozmyśla, czy jej powiedzieć, czy nie.
    A Niall i to jego jedzenie! ;))
    Zapraszam do mnie i-hear-the-beat-of-my-heart-getting-louder-whenever.blog.onet.pl
    Mam nadzieję, że pozostawisz coś po sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. hej:D Niedawno tj. wczoraj, zaczęłam czytać twojego bloga i nie mogłam się oderwać. Naprawdę świetny! Teraz tylko trzeba czekać na 20 sekund Liama i miłość Amelii i Zayna :D A może Stella zakocha się Louie lum Niallem? Świetne :P
    Zapraszam do siebie:
    http://onedirectionwithmaya.blogspot.com/
    :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy kolejny rozdział ? : (

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Dodam go jutro (środa).
      Przepraszam Was, ale możecie się spodziewać tego, że one będą rzadko. BARDZO. Nawet nie miałam kiedy przepisać tego. Przepisywałam tak "na raty" :D
      Jestem teraz zawalona wszelkiego rodzaju referatami, rozprawkami, kartkówkami, sprawdzianami. Wszyscy nauczyciele szukają na siłę ostatnich ocen -.-' Mogli wcześniej o tym pomyśleć :/
      Tak więc, jutro dodam 11, a na 12 będziecie musieli poczekać, bo nawet nie jest skończony :C Brak czasu, weny... Umieram... :C
      Do jutra (:

      Usuń