środa, 23 maja 2012

Rozdział 11 – „Gówno mnie obchodzi, czego chcesz!”

*Oczami Maddie*

 Ból. To czułam, kiedy się dzisiaj obudziłam. Głowa mi pękała, a gardło paliło mnie, jakby ktoś chciałby w nim napalić, żeby ogrzać cały blok mieszkalny. Uniosłam ociężałe powieki. Spojrzałam przez okno. Szaro, deszczowo, pochmurnie. Dobrze, że akurat dziś się źle czuję. Sięgnęłam po swój telefon, który jak zawsze spoczywał obok mojej poduszki. Zerknęłam na ekranik. Godzina 11:53 i jedna nowa wiadomość od Hazzy. Szybko odczytałam treść sms’a.

„Zadzwoń kiedy się obudzisz :* Czekam (: „

Posłusznie wybrałam numer Loczka i przyłożyłam komórkę do ucha. Już po dwóch sygnałach usłyszałam radosny głos mojego chłopaka.
- Dzień dobry, Słońce! Jak się spało? – prawie zaśpiewał. Od razu można było stwierdzić, że humor mu dziś dopisuje.
- Nie taki znowu dobry – wychrypiałam do słuchawki. Z przerażenia o usłyszeniu swojego głosu, zasłoniłam usta.
- Oho! Co jest? – spytał z troską.
- Chyba się źle czuję – odparłam cicho i zamknęłam zmęczone oczy. – Przepraszam Cię kochanie, ale dzisiaj raczej nie jestem wstanie nawet doczołgać się do kina. Przepraszam – dodałam ściszając swój głos do minimum.
- Za co ty mnie przepraszasz, co? Pójdziemy kiedy indziej, kino nie ucieknie. Ty nie waż się dzisiaj wstawać z łóżka – powiedział z udawaną srogością.
- Dobrze, dobrze – zaśmiałam się, co spowodowało głośny kaszel.
- Chryste – mruknął Harry. – Skarbie muszę kończyć. Zadzwonię do Ciebie za  jakiś czas i sprawdzę , jak się czujesz, ok? – spytał z troską.
- Jasne – powiedziałam cichutko i uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię – przypomniał mi mój ukochany.
- Ja ciebie też kocham – odpowiedziałam i przesłałam mu przez telefon całusa. Po chwili usłyszałam ten sam gest z jego strony.
- Dzięki za zarazki – powiedział radośnie. – Pa kochanie!
- Nie ma za co! – odparłam. – Pa!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsunęłam telefon pod poduszkę. Zwlekłam się z łóżka i powłóczyłam nogami w kierunku schodów. Rodzice tydzień temu wyjechali z powrotem do Polski. Teraz potrzebowałabym ciepłego obiadku taty czy opieki mamy. Tego mi najbardziej brakowało, gdy wracali do domu. Tego ich rodzicielstwa. Co jak co, ale tęsknię za tym, kiedy są w Polsce.
Kiedy zaparzyłam gorącą herbatę z miodem i cytryną, wróciłam do siebie i wskoczyłam pod kołdrę. Chwyciłam laptopa i popijając gorący napój, przeglądałam zdjęcia z wczorajszych urodzin Uśmiechnęłam się mimowolnie, widząc ujęcia, jakie uchwyciła Amelia. W większości był to Zayn lub Harry i ja. Znalazły się tam głupie miny Louisa, zajadający Niall, Charlie i Liam rozmawiający gdzieś na boku, wpatrujący się w siebie Max i Juliette oraz Stella co chwilę zagadana z inną osobą. Kochałam ich wszystkich i każdego z osobna. Byli moją mała rodziną. Zaśmiałam się kiedy pomyślałam o naszych „rodzicach”. Stella i Liam niesamowicie się w tej roli sprawdzali. Zawsze nas uspakajali i każdy z nas mógł do nich iść i się wygadać. Z moich rozmyślań, wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nie miałam siły zejść na dół. Na szczęście, kiedy owinięta kocem schodziłam po schodach, drzwi się otworzyły i do domu wszedł Harry.
- Mówiłem, że tak będzie! – krzyknął na wejściu. – „Zapnij się, jest zimno, będziesz chora” – wspomniał wczorajszy powrót od Charlie. – „Wcale nie jest zimno, nie będę chora!” – ściągając płaszcz, zacytował moje słowa. – Po co słuchać Harry’ego?! Gada bzdury! – spojrzał na mnie, kiedy kierował się w moją stronę. Usiadłam bezradnie na najwyższym stopniu i wpatrywałam się w chłopaka, który wspinał się po schodach.
- I co ja mam z tobą zrobić? – spytał retorycznie, kucając przede mną.
Wzruszyłam ramionami z niewinnym uśmieszkiem. Harry ucałował mnie w nos i pomógł mi wstać. Objął mnie od tyłu ramieniem, po czym prowadził do pokoju.
- Możesz mi powiedzieć, czemu nie jesteś w łóżku? – wyszeptał mi do ucha, przykładając mi dłoń do czoła.
- Bo ktoś się dobijał do drzwi – zaśmiałam się cicho.
- Serio? To trzeba było go spławić – wzruszył ramionami, kiedy wchodziłam pod kołdrę.
- Chciałam, ale jakiś natrętny był – powiedziałam poważnie, po czym zachichotałam.
- Chyba masz gorączkę – powiedział, siadając obok mnie.
Wyciągnął z siatki, jaką ze sobą przyniósł kilka pudełek leków. Spojrzałam na zawartość jego zakupów i zerknęłam na niego z wyrzutem.
- No co? Miałem aptekę po drodze, więc wstąpiłem do niej i kupiłem ci kilka lekarstw – wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem.
- Po drodze – powiedziałam ironicznie. – Yhm. Jasne.
Wyszczerzył się do mnie i pocałował w czoło. Zerknął na laptopa, na którym akurat widniało nasze wspólne zdjęcie z wczoraj. Patrzałam uważnie na Hazzę, który widząc zdjęcie uniósł lekko kąciki ust. Przytuliłam się do niego. Objął mnie i mocno do siebie przycisnął. Ucałował mnie w głowę i znów spojrzał na fotografię.
- Tak zdrowa na tym zdjęciu… - zaczął się ze mną droczyć.
- Oj przestań! – mruknęłam i odsunęłam się z powrotem na poduszkę, uderzając go w ramię.
- Auu! Widzę, że nie jesteś aż tak chora! – zaśmiał się z mojej „obrażonej” miny, trzymając się za poszkodowaną rękę.
Wtuliłam się w poduszkę i nakryłam się szczelnie kołdrą. Harry zaczął wyciągać poszczególne lekarstwa z pudełek. Podał mi w jednej dłoni kilka tabletek, a w drugiej szklankę wody. Posłusznie połknęłam wszystkie leki.
- Grzeczna dziewczynka – powiedział z uśmiechem, sięgając po termometr.
Uchwyciłam drobne urządzenie i szybko zmierzyłam siebie temperaturę. Kiedy chciałam zerknąć na ekranik, Harry zabrał mi mały przedmiot. Spojrzał na wynik, po czym przeniósł wzrok na mnie.
- 38,6oC! – wrzasnął i uśmiechnął się cwaniacko.
Przyglądałam mu się z przymrużonymi oczyma.
Z czego się tak cieszysz, co? – zapytałam i uszczypnęłam go w udo, po czym ułożyłam na nim swoją rękę.
- Może w końcu zaczniesz mnie słuchać – powiedział zadowolony z siebie.
- Marzenia – prychnęłam cicho.
Kiedy zobaczyłam jego „oburzoną” minę, zachichotałam i pokazałam mu język. Udawał obrażonego przez około 5 minut. Zerknęłam na niego z niewinnym uśmiechem i od razu się rozchmurzył. Chwycił mojego laptopa. Położył się obok mnie i wtuleni w siebie oglądaliśmy nasze zdjęcia. Przytulona do jego klatki piersiowej i obejmowana przez jego silne ramię, zdałam sobie sprawę, że to w tym miejscu zawsze chcę być. Przy jego boku. Nie wiem, czy to możliwe czy też nie, ale w ciągu ostatniego miesiąca tak bardzo się z nim zżyłam, że teraz nie potrafiłabym bez niego żyć. Uniosłam wzrok w górę, kierując go w stronę mojego ukochanego. Przypatrywałam się uważnie każdemu uśmiechowi, zielonym tęczówkom i lokowanym włosom. Mimowolnie uniosłam kąciki ust. Harry musiał poczuć na sobie moje spojrzenie, bo zwrócił twarz w moim kierunku.
- Co ? – zapytał, zaglądając mi głęboko w oczy.
Czułam, że w tym momencie, jestem dla niego jak otwarta księga, z której może wyczytać każdy szczegół. Nie miałam przed nim żadnych tajemnic.
- Nic – odparłam krótko.
- O czym myślisz? – spytał po chwili, nadal patrząc się na mnie.
- O tym, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną we wszechświecie  - wyszeptałam i ucałowałam delikatnie jego policzek.
- Więc we dwójkę jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi, którzy kiedykolwiek stąpali po tej ziemi – odparł krótko, uśmiechając się. Zbliżył swoje usta do moich, ale zanim zdążył ich dotknąć, odwróciłam twarz w stronę laptopa.
- Będziesz chory.
Westchnął ciężko i powiedział jedynie:
- Mam to gdzieś.
Chwycił mój podbródek i uniósł moją twarz tak, że musiałam na siego spojrzeć. Złożył na moich ustach subtelny pocałunek i posłał mi najsłodszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam.
- Kocham cię – wyszeptałam.
Zetknęliśmy się czołami i patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Ja też cię kocham, skarbie – odpowiedział i znów musnął moje usta.
Trwało to jeszcze kilka sekund, po czym przytuliłam się do jego torsu. Wróciliśmy do oglądania zdjęć. Harry zatrzymał się przy zdjęciu, na którym szeroko się uśmiechałam, a Loczek całował mój policzek. Zaczął wyciągać telefon.
- Chcę to mieć na tapecie – oznajmił i połączył komórkę z laptopem.
- Co?! Nie! Wyszłam tu okropnie! – wyrwałam mu z ręki telefon i ukryłam za swoimi plecami.
- Nie chcę się czepiać, ale źle wymówiłaś „pięknie” - poruszył zabawnie brwiami i starał się zabrać mi telefon – Oddawaj! – pokazał mi język.
- Nigdy! – zacisnęłam mocniej dłoń na urządzeniu, kiedy Hazza go chwycił.
- Pożałujesz tego – oznajmił i zaczął mnie łaskotać.
Przez dobrze 5 minut nie ulegałam, ale kiedy brzuch zaczął mnie boleć od śmiechu, poddałam się. Dumny z siebie Loczek wysłał zdjęcie na swój telefon i zaraz ustawił je na tapecie.
- No zobacz jak idealnie! – pokazał mi ekranik, ze zwycięskim wyrazem twarzy.
Starałam się znów zabrać komórkę, ale on odsunął rękę i pogroził palcem.
- Ty lepiej tego nie dotykaj! – zaśmiał się, zapewne z mojego obrażonego wyrazu twarzy.
Po kilku minutach „kłótni” postanowiliśmy obejrzeć film, ale przed tym Harry zrobił mi kanapki. Włączyliśmy „Kupiliśmy Zoo”. Uwielbiam tego typu filmy. Trochę śmieszne, ale można też popłakać. I tak było również tym razem. W pewnej scenie kompletnie się rozkleiłam. Harry przytulał mnie do siebie i gładził delikatnie po włosach, a moje łzy sączyły się na jego koszulę.
- To tylko film – powiedział cicho w pewnym momencie.
- Tak, wiem, ale to takie wzruszające i smutne – oznajmiłam, biorąc głęboki oddech przez łzy. Spojrzałam na Loczka, któremu również pod powiekami zgromadziły się słone łzy. Uśmiechnęłam się do niego i wtuliłam twarz w jego mięciutkie loki. Uwielbiałam w nim to, że był taki wrażliwy.
- Proszę, przestań już płakać – odezwał się po chwili. – Nie mogę na to patrzeć. Wyszeptał mi do ucha, głaszcząc lekko moje plecy. – Proszę.
Starałam się uspokoić. Harry otarł moje mokre policzki i ucałował mnie w czoło. Wtulona w ukochanego i zmęczona chorobą i płaczem, usnęłam.

*Oczami Harry’ego*

- Maddie? – wyszeptałem cicho. Odczekałem kilka sekund, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Delikatnym ruchem odgarnąłem kilka ciemnych kosmyków z jej twarzy. – Maleńka, śpisz? – zapytałem, ale i tym razem odpowiedziała mi cisza. Zerknąłem na rumianą twarz dziewczyny i mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wyglądała tak krucho, tak niewinnie. Pogładziłem ją delikatnie po policzku. Wciąż była rozpalona. Może kiedy się prześpi, polepszy się jej.
Widok śpiącej Maddie sprawiał, że w środku robiło mi się cieplej. Marzyłem o tym, aby już zawsze zasypiała i budziła się u mojego boku. Chciałem ją chronić i kochać do końca moich dni. Kiedy wsłuchiwałem się w jej spokojny oddech, usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie budząc ukochanej, wyswobodziłem się z jej objęć i po cichu ruszyłem w kierunku wejścia do domu. Pociągnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Stał za nimi Jake. Co ten palant tu robi?
- A ty co tu robisz? – zadał mi wrogo pytanie, zupełnie jakby czytał mi w myślach.
- Odwiedzam swoją dziewczynę – odwarknąłem tylko i posłałem mu złowrogie spojrzenie.
- Ach tak… Więc teraz jesteście razem? – zapytał z nutką ironii w głosie. – Nie dziwię się. Zawsze ją ciągnęło do idiotów.
- Czyli już wiemy, dlaczego się z tobą przyjaźniła – odparłem z sarkastycznym uśmiechem.
Ironiczny wyraz twarzy Jake’a zniknął jak po naciśnięciu jakiegoś wyłącznika.
- Złaź mi z drogi gówniarzu! - „zaczęło się…”, pomyślałem. – Chcę pogadać z Maddie. – prychnął, starając się wejść do środka.
- Śpi. Jest chora – oznajmiłem lakonicznie. – Spadaj stąd.
- Powiedziałem, ze chcę pogadać z Maddie, a nie z tobą! – warknął pod nosem tak szybko, że ledwo go zrozumiałem.
- Gówno mnie obchodzi, czego chcesz! – warknąłem do wyższego ode mnie o kilka centymetrów blondyna. – Nie pozwolę ci drugi raz jej skrzywdzić.
- Powtarzam, złaź mi z drogi! – wysyczał przez zaciśnięte zęby, oddzielając każde słowo. – Chyba, chcesz mieć limo pod okiem.
- Nie boję się ciebie, palancie – odpowiedziałem, napinając wszystkie mięśnie.
- Jeszcze zobaczymy – odparł.
Zacisnąłem pięści, a on podniósł na mnie rękę. Uderzyliśmy się nawzajem kilka razy, to w twarz, to znowu w brzuch. Nigdy nie podniosłem na nikogo ręki, ale Jake wkurzał mnie chociażby tym, że istniał. Wymieniliśmy kilka kolejnych ciosów. Blondyn oberwał ostro po brzuchu i żebrach, ja natomiast miałem rozcięty łuk brwiowy i dolną wargę. Podnieśliśmy ręce, aby znów sobie przyłożyć, jednak przerwał nam cichy, zachrypnięty głos.
- Hej! – wrzasnęła Maddie. – Co tu się dzieje?! – zapytała, podnosząc głos. – Przestańcie!
Stanęła pomiędzy naszą dwójką. Zwróciła się w moją stronę i położyła dłonie na mojej klatce piersiowej. Każdy mój mięsień był napięty do maksimum. Gdyby ten gnojek jeszcze raz się odezwał, jak Boga kocham, skopał bym mu tyłek. Maddie pchnęła mnie lekko w stronę wnętrza domu.
- Harry wejdź do środka – powiedziała spokojnie. Stawiałem opór, ale w końcu uległem i cofnąłem się o kilka kroków. Odwróciła się do mojego wroga i skrzyżowała ręce na piersi.
- Czego tu szukasz? – spytała cicho. Źle się czuła, od razu było to widać.
- Przyszedłem porozmawiać – odparł spokojniejszym tonem blondyn.
- Nie ma o czym rozmawiać - oznajmiła krótko. – A z pewnością nie teraz. Nie dzisiaj – pokręciła głową i cofnęła się do mieszkania. – Nie mam na to siły.
- Maddie, proszę cię. Daj mi 5 minut. Błagam – mówił cichym głosem.
- Nie Jake. Nie dzisiaj – powtórzyła i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Jeszcze przez chwilę dało się słyszeć walenie do drzwi. Zignorowawszy to, Maddie chwyciła mnie za rękę i w ciszy prowadziła mnie do swojego pokoju. Usiadła zmęczona na łóżku. Kucnąłem przed nią i dopiero wtedy zauważyłem na jej policzku pojedynczą łzę. Otarłem ją delikatnie i chwyciłem jej twarz w dłonie.
- Maddie… - zacząłem cicho, patrząc na jej bladą twarz. Miała spuszczony wzrok. Pociągnęła lekko nosem.
- Co ty sobie myślałeś, Harry? Jest silniejszy od ciebie. Co jeśli zrobiłby ci krzywdę? – szlochała cicho.
Nie wierzyłem własnym uszom. Przed chwilą jej były przyjaciel, który ją zranił i zaprzepaścił ich wieloletnią przyjaźń, przyszedł do niej, żeby o czymś z nią rozmawiać, a ona martwiła się o mnie? Czy ona nigdy nie myśli o swoich uczuciach? 
- Dałbym sobie z nim radę – powiedziałem szybko. Wciąż się jej przyglądałem, a na moje dłonie ciągle spadały jej słone łzy. – Jak się czujesz, kochanie? – spytałem z troską.
Podniosła wzrok i pogłaskała mnie delikatnie po policzku. Jej oczy przybrały ten sam, smutny wyraz twarzy, co w dzień, w którym poznałem Jake’a.
- Zobacz, co on ci zrobił… - powiedziała cicho, wciąż gładząc lekko mój policzek. – Masz rozciętą wargę i łuk brwiowy… - kontynuowała prawie szeptem.
- Maddie, przestań! – uniosłem głos, chwytając w dłonie jej drobne nadgarstki. Brunetka lekko podskoczyła przestraszona moim nagłym wybuchem. – Przestań myśleć tylko o innych! Co zrobił mi? Nic. W porównaniu z tym, co zrobił tobie! Złamał ci serce, zranił cię. A ty? Mogę się założyć, ze jeśli zacząłby cię przepraszać, wybaczyłabyś mu! A on znów by cię skrzywdził, a ty znów udawałabyś, że nic się nie stało! – ująłem jej twarz w dłonie, kiesy spuściła wzrok, aby spojrzała mi prosto w oczy. – Błagam cię – powiedziałem ściszonym głosem. – Błagam, nie pozwól mu znów siebie skrzywdzić – wyszeptałem.
Jej broda zaczęła delikatnie drżeć. W oczach pojawił się smutek, który wciąż trzymała w sercu. Po policzkach zaczęły spływać ciężkie krople gorzkich łez. Teraz widziałem wszystko. Patrząc głęboko w jej czekoladowe tęczówki, widziałem cały smutek i żal, jakim obarczył ją blondyn. Widząc, jak jej z tym ciężko, objąłem ją i mocno przytuliłem do siebie. Wypłakiwała się w moją bluzę, a ja cicho szeptałem jej do ucha, że będzie dobrze.

- Miałeś rację – powiedziała po kilkudziesięciu minutach.
Przestała płakać dopiero kilka chwil temu.
- Jeśli przeprosiłby mnie dzisiaj, a ciebie by ze mną nie było, wybaczyłabym mu. Udawałabym, że o niczym nie pamiętam.
Odgarnąłem jej ciemne włosy opadające na twarz i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Obiecaj mi, że nie pozwolisz, żebym to zrobiła – wyszeptała.
- Obiecuję – przyrzekłem.
Pocałowałem ją w czoło, które wciąż było rozpalone. Nakryłem nas oboje kołdrą. Wtuliłem jej twarz w jej jedwabiste włosy. Kiedy tak leżeliśmy w ciszy, dało się słyszeć bicie naszych serc. Na zewnątrz zapadł mrok. Maddie oddychała spokojnie, co jakiś czas głośno kaszląc. Chwyciłem ją za rękę i splotłem ze sobą palce naszych dłoni. Minęło kilka kolejnych minut.
- Harry? – wychrypiała cichutko brunetka.
- Tak? – zachęciłem ją do dalszego mówienia.
Dotknąłem ustami jej czoła. Było gorące. Chwyciłem termometr, leżący na szafce i zmierzyłem jej temperaturę. 39,2oC. „Cholera”, przeszło mi przez myśl.
- Która godzina? – spytała, pokasłując. – Nie chcę żebyś wracał po nocy.
Spojrzałem na zegarek.
- 21:43 – odczytałem godzinę i podałem jej kolejną porcję tabletek.
Jeszcze raz dotknąłem jej czoła.
- Skarbie, jak się czujesz? – zapytałem z troską.
- Tak sobie, ale nie przejmuj się. Dam sobie… - głośno zakaszlała. - …radę.
- Yhm, nie wątpię – podniosłem się z łóżka. – Ubieraj się – pomogłem wstać dziewczynie.
- Po co? – zapytała zdziwiona, ledwo trzymając się na nogach.
- Jedziemy na pogotowie. Musi cię zobaczyć lekarz – oznajmiłem szybko, pomagając się jej ubrać. – I bez marudzenia.
Wyszliśmy, a raczej ja wyszedłem, wynosząc Maddie do samochodu. Jak najszybciej pojechaliśmy do pobliskiego szpitala.

- I co z nią, panie doktorze? – zapytałem, pomimo tego, ze lekarz wciąż badał Maddie.
Jak tylko skończył, powtórzyłem pytanie chyba już po raz dziewiąty tego wieczoru.
- Zapalenie oskrzeli – zdiagnozował lekarz. – Zapiszę ci antybiotyk, a za tydzień przyjedź pod ten adres, żebym mógł zobaczyć, czy leki zadziałały.
Siwiejący mężczyzna zwrócił się do Maddie i dał jej karteczkę z rzędem drobnych literek.
- Masz szczęście, że masz takiego chłopaka. Gdybyś się tutaj nie pojawiła, jutro mogłoby to być zapalenie płuc.
Spoglądał z uśmiechem zza swoich okularów to na mnie, to na Maddie.
- No wiem – odparła, lepiej już wyglądająca brunetka. Chwyciła mnie za rękę i uśmiechnęła się. – Nie ma takiego drugiego jak mój Harry – spojrzała na mnie. Odwzajemniłem jej uśmiech.
Zeskoczyła ze szpitalnego łóżka. Ubrała na siebie moją bluzę, którą założyłem jej, kiedy wychodziliśmy z jej domu.
- Dziękujemy panie doktorze – odezwałem się do przemiłego staruszka i obejmując swoją dziewczynę w pasie, ruszyłem do wyjścia.

- Harry? Zostaniesz dzisiaj u mnie? – spytała Maddie, kiedy wchodziliśmy do jej domu. Dobrze, że spytała.
- Oczywiście – powiedziałem, ściągając najpierw jej płaszcz, a potem swój.
- Nie chcę być dzisiaj sama – oznajmiła, upinając włosy w luźny kok.
- I tak bym cię nie zostawił.
Maddie uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni, od razu sięgając po herbatę. Zabrałem jej małe pudełko i sam zacząłem przygotowywać gorący napój.
- Sama mogę to zrobić – zbuntowała się, chcąc zabrać mi opakowanie.
- Do łóżka – rozkazałem. Brunetka zaczęła się wykłócać. – Wyłaź mi z kuchni! – krzyknąłem, wskazując na przejście do salonu. Maddie zachichotała i grzecznie ruszyła schodami na górę.

____________________________________________________________
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO! :C Brak czasu... Mam nadzieję, że nie gniewacie się tak bardzo... :)
Po 1. Ile wyświetleń?! MATKO! Umarłam! Jesteście naaaaalepsi na świecie! :* Miło, że ktoś tu wpada, nawet jak nic nie dodaję... (: Brak mi słów!
Po 2. Nie wiem kiedy kolejny rozdział. :C Przepraszam, ale brak czasu i przede wszystkim WENY! Zero. Nic. Może teraz niedługo mnie coś natchnie... :C Mam  niecałe 5 stron, więc może jeśli jeszcze trochę napiszę, to dodam. (: Nie obiecuję nic wielkiego, bo jeśli chodzi o inspiracje, to jestem sucha jak studnia podczas suszy... :C
Po 3. Lajkujcie!! :
http://www.facebook.com/OneDirectionInfectionPoland
Strona moich przyjaciółek i moja ((:
Po 4. Czy nie uważacie, że każdy kolejny rozdział jest coraz gorszy? I że piszę to jakoś tak... nudno. Zrobili to... Poszli tam... Co  tym myślicie? Tak naprawdę. Proszę was o szczere wypowiedzi! Może po kilku słowach krytyki, zmienię coś i natchnie mnie? :D
Po 5. JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY TO PISZCIE NA GADU: 7949651 LUB PODAWAJCIE W KOMENTARZACH SWOJE NUMERY GG I TWITTERY (:
Po 6. Najważniejsze! Jak wam się podobał 11 rozdział? Piszcie.  (:
Całuję i do następnego!
Justyna (: xx



Wiesz, że jesteś najlepszy, mężu? ♥

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 10 – „20 sekund Liam.”

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ…

*Oczami Harry’ego*


Nie mogę w to uwierzyć. Wciąż nie mogę pojąć, za co spotkało mnie takie szczęście. Maddie. Tak nazywa się moje szczęście. Jest najwspanialszą osobą stąpającą po ziemi. Patrząc myślami wstecz, nie mogę zrozumieć, jak mogłem bez niej żyć. Teraz jest moim powietrzem, wodą, pokarmem. Wszystkim bez czego bym nie przeżył. Kocham ją całym sercem. Jeżeli ktoś powiedziałby mi przed dwoma miesiącami, że spotkam miłość mojego życia, zapewne bym go wyśmiał. A teraz? Teraz jestem zakochany. Patrząc w jej czekoladowe oczy, przeczesując jej ciemne włosy, całując jej słodkie usta i przytulając jej kruchą osóbkę, wiem, że jestem we właściwym miejscu. Nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić. Będę ją chronił, jakby od tego zależało moje życie.

Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mojej ukochanej.
- Harry, słuchasz mnie w ogóle? – powiedziała ze śmiechem, siadając na moich kolanach.
- Słucham? – spytałem z uśmiechem.
Maddie zachichotała. Ucałowałem jej policzek, a ona zarumieniła się delikatnie.
- Jak zawsze – odparła cichutko i wywróciła oczami. – Pytałam, czy masz jakiś pomysł, co możemy dzisiaj robić.
Rozejrzałem się po swoim pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na oknie, przez które wkradały się do środka promienie marcowego słońca.
- Chodźmy się przejść – odrzekłem w końcu i spojrzałem na swoją dziewczynę. Uśmiechnęła się podekscytowana. Kiedy w zeszłym tygodniu pogoda znacznie się poprawiła, humor Maddie dopisuje jej jeszcze bardziej niż zwykle. O ile to w ogóle możliwe. Wstała energicznie i starała się podnieść mnie z łóżka. Wczoraj poprosiłem ją, żeby przyszła dziś z samego rana. I tak zrobiła. Ale za to ja spałem w najlepsze, gdy z hukiem wpadła do mojego pokoju. Teraz, pomimo tego, że minęły dwie godziny od jej przyjścia, ja nadal wylegiwałem się w łóżku.
- Ubieraj się – ciągnęła mnie za ręce, starając się podnieść mnie z mojego posłania.
Zaśmiałem się, przyglądając się jej zmaganiom. W końcu ustąpiłem i wstałem. Ruszyłem powoli do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem na siebie rurki, fioletową bluzę i białe trampki. Gdy byłem już gotowy, zeszliśmy na dół, kierując się do kuchni, w której siedział Louis i Zayn.
- Dzieńdoberek zakochańce! – krzyknął Lou, kiedy tylko przekroczyliśmy próg pomieszczenia.
- Cześć wam! – odparłem z uśmiechem do przyjaciół.
- Gdzie się wybieracie – spytał zaciekawiony Zayn.
- Idziemy na spacer – uśmiechnęła się Maddie i ukradła Louisowi kawałek marchewki.
- Tylko wasza dwójka? – mulat uparcie kontynuował wywiad.
Spojrzał na mnie znacząco. Wiedziałem, o co tak naprawdę pyta. Mianowicie: „Czy będzie Amelia?”. Uśmiechnąłem się do bruneta.
- Tylko my.
- Aaa… To bawcie się dobrze – odparł lekko zawiedziony.
Lubi Amelię, a ona lubi jego. Spotkali się kilka razy, ale nigdy sami. Każde z nich boi się, że drugie nie odwzajemnia tych uczuć. Razem z Maddie wciąż dodajemy im otuchy, ale to na nic. Przykro nam patrzeć, jak się męczą, ale to ich życie i nie możemy kazać im czegoś zrobić.
Odwrotna sytuacja jest u Liama i Charlie. Na okrągło spotykają się tylko we dwójkę i spędzają ze sobą czas.
Pomimo, że Zayn i Amelia dogadują się równie dobrze, to brak im odwagi na randki. Nigdy nie myślałem, że mulat może być taki niepewny, jeśli chodzi o dziewczynę. Nigdy nie miał z tym problemu. Do czasu, gdy poznał Amie. Zdecydowanie czuje do niej coś więcej niż do jego byłych dziewczyn.
- Wrócimy za… za jakiś czas – wzruszyłem ramionami, oznajmiając chłopakom, że wychodzimy.
- Miłej zabawy! – krzyczeli jeden przez drugiego.
Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na dwór, trzymając się za ręce. Objąłem ramieniem Maddie i ruszyliśmy w kierunku naszego parku. Słońce oblewał nasze twarze ciepłymi promieniami. Niebo było niemal bezchmurne.
- Harry? Którego dzisiaj mamy? – zapytała po jakimś czasie Maddie. Wyciągnąłem telefon i zerknąłem na datę na wyświetlaczu.
- 18 marca. Czemu pytasz? – odparłem, a Maddie odruchowo przystanęła. Spojrzałem na nią nieco zdziwiony.
- 18? – upewniła się.
- Tak. O co chodzi?
Dziewczyna uderzyła się w głowę, a ja cicho się zaśmiałem.
- Kompletnie zapomniałam! – wykrzyknęła po chwili. – Boże, jaka ja jestem głupia!
- Przestań, nie jesteś głupia – uśmiechnąłem się do niej i stanąłem przed nią. – Powiesz mi, o czym zapomniałaś, czy się nie doczekam?
- Charlie! – krzyknęła. – Ma dzisiaj urodziny! A ja na śmierć o tym zapomniałam! Nic dla niej nie mam!
Była zmartwiona i zła na siebie. Przytuliłem ją i czekałem aż ochłonie.
- Zaraz coś dla niej znajdziemy – powiedziałem i uśmiechnąłem się do Maddie, odgarniając z jej twarzy niesforne kosmyki włosów. – Pójdziemy do jakiejś galerii i kupimy jej prezent. Jest dopiero trzynasta. Mamy mnóstwo czasu.
Brunetka przytaknęła głową, uśmiechając się delikatnie. Pocałowałem ją w czoło, po czym ruszyliśmy w kierunku najbliższego centrum handlowego.


Po kilkunastu minutach weszliśmy do pierwszego sklepu. Było to nieduże pomieszczenie. Można było w nim kupić dużo małych ozdóbek i według mnie mało przydatnych rzeczy. Maddie powiedziała, że Charlie jest bardzo sentymentalna i spodoba jej się coś takiego. Po zaangażowaniu dziewczyny z jaką przyglądała się każdej z rzeczy na półkach, zauważyłem, że nie tylko Charlie jest sentymentalna. Zaśmiałem się cicho, przyglądając się jej, kiedy ona obracała w palcach małą figurkę aniołka. Rozejrzałem się po sklepie i w rogu półki po prawej stronie zauważyłem ramkę na zdjęcia do powieszenia na ścianę. Podszedłem do regału i chwyciłem nieduży przedmiot.
- Może kup jej ramkę? – zapytałem, pokazując Maddie moje znalezisko. – Moglibyśmy poszukać u ciebie jakichś zdjęć, wywołać je i włożyć do środka.
Maddie podeszła do mnie. Chwyciła drobną, drewnianą ramkę pomalowaną na biało i oglądała ją z każdej strony.
- To wcale nie jest głupi pomysł – spojrzała na mnie unosząc delikatnie kąciki ust. Wspięła się na palce, żeby musnąć ustami mój policzek. – To to masz głowę! – dodała. Wypiąłem pierś do przodu i uśmiechnąłem się dumnie.
Ruszyliśmy do kasy. Dokupiliśmy jeszcze średniej wielkości torebkę na prezenty i wyszliśmy ze sklepu. Kiedy szliśmy zagadani do domu Maddie, rozległa się dźwięk jej telefonu. Wyciągnęła komórkę z kieszeni płaszcza i zerknęła na ekranik.
- Stella – odpowiedziała na moje nieme pytanie i odebrała połączenie. – Cześć, co tam? – spytała i słuchała uważnie odpowiedzi. – Tak, ja też zapomniałam, ale sytuacja opanowana i mam już dla niej prezent – znów wsłuchała się w słowa Stelli – Dobry pomysł. Może niech nikt się do niej nie odzywa i pojedziemy do niej wszyscy razem z niezapowiedzianą wizytą? – wymyśliła na poczekaniu. Spojrzała na mnie, żeby zobaczyć co o tym myślę. Uważałem, że to niezłe rozwiązanie. Pokiwałem głową z podekscytowanym uśmiechem. – No więc zadzwoń do Amie i naszej parki i wszystko im wyjaśnij, a Harry i ja poinformujemy chłopaków – dodała i pożegnała się z przyjaciółką, po czym rozłączyła się.
- Zadzwonię do Liama – powiedziałem od razu i chwyciłem swój telefon. Wykręciłem numer przyjaciela i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Po trzech sygnałach usłyszałem głos zdenerwowanego Liama.
- Co jest? – zapytał i krzyknął coś niezrozumiałego, chyba do Nialla.
- Wiesz, że Charlie ma dziś urodziny, prawda? – upewniłem się.
- Tak, wiem. Właśnie wróciłem ze sklepu z upominkami i zaraz lecę do kwiaciarni, a potem na autobus.
- Rozmawiałeś już z Charlie? Mówiłeś, że przyjeżdżasz? – pytałem szybko.
Maddie spojrzała na mnie znacząco.
- Nie, to ma być niespodzianka – usłyszałem odpowiedź przyjaciela.
- To nie jedź! Pojedziemy wszyscy razem! Powiedz chłopakom, reszta już wie – oznajmiłem. – I nie bój się. Szybko się zmyjemy i zostaniecie sami.
Maddie zachichotała, podobnie jak Liam.
- Dzięki stary! Zapytaj Maddie, jakie kwiaty mam jej kupić.
- OK – powiedziałem do słuchawki. – Liam pyta się, jakie kwiaty ma kupić – zwróciłem się do Maddie.
- Tulipany!
- OK, zapamiętam – odparł. – Do zobaczenia w domu – powiedział i rozłączył się.
- Liam też coś dla niej ma i jedzie po kwiaty. Znając życie kupił kilka prezentów, tak więc chłopcy też coś mają – uśmiechnąłem się do swojej dziewczyny i przytuliłem ją do siebie.
- To świetnie. Chodźmy do mnie i znajdziemy jakieś zdjęcia – powiedziała z uśmiechem.
Objęła mnie w pasie. Ruszyliśmy do jej domu, po drodze debatując o Liamie i Charlie. Kiedy doszliśmy było po czternastej. Weszliśmy do środka i zrzuciliśmy z siebie płaszcze. Idąc do pokoju dziewczyny, przywitałem się z jej rodzicami. W sypialni usiadłem na łóżku.
- Ty poszukaj czegoś na laptopie, a ja może coś znajdę w albumach – powiedziała Maddie.
Schyliła się i wyciągnęła spod łóżka duże pudło, w którym znajdowały się albumy i zdjęcia wrzucone luzem. Ja chwyciłem jej białego laptopa i zacząłem przeszukiwać jej foldery ze zdjęciami. Korzystając z okazji, wysłałem sobie na telefon kilka fotografii mojej dziewczyny. Po znalezieniu kilku nadających się zdjęć całej ich szóstki, ruszyłem z pomocą Maddie, która wciąż przekopywała pudło. Nie znaleźliśmy tam nic interesującego.
- U moich rodziców jest mniejsze pudełko i może tam będą zdjęcia z ostatnich lat – oznajmiła i wyszła z pokoju. Ułożyłem albumy w ich opakowaniu i wsunąłem je pod łóżko. Po chwili usłyszałem wołania Maddie.
- Harry, możesz mi pomóc?
- Idę! – odkrzyknąłem i ruszyłem biegiem po pokoju naprzeciwko schodów. Wszedłem do sypialni rodziców dziewczyny i mimowolnie uśmiechnąłem się na widok, jaki ukazał się moim oczom. Maddie stała na palcach i ze wszystkich sił starała się dosięgnąć kartonu na szafie. Zachichotałem i podszedłem do ukochanej. Ściągnąłem pudło bez problemu i z dumnym uśmiechem odwróciłem się do dziewczyny.
- Szpaner! – prychnęła i pokazała mi język.
Zaśmiałem się i ruszyłem w stronę wyjścia z sypialni. Maddie podbiegła do mnie, musnęła mój policzek i cicho podziękowała. Weszliśmy do jej pokoju i ponownie zabraliśmy się do przeszukiwania fotografii. Po skończonej pracy wybraliśmy z dziewięciu dobrych zdjęć trzy najlepsze – jedno z laptopa i dwa z albumów. Maddie włożyła do drukarki papier fotograficzny i wydrukowała zdjęcie z komputera. Włożyliśmy wszystkie trzy do ramki, zostawiając jedno miejsce wolne, żeby Charlie włożyła tam swoją ulubioną fotografię. Kiedy wszystko zrobiliśmy, poszliśmy do mnie. Wszyscy byli gotowi do wyjścia. Max, Julie, Amelia i Stella już przyszli. Brakowało tylko Liama.
- Gdzie on się podziewa? – niecierpliwił się Louis. – Nie mogę doczekać się miny Charlie, kiedy zobaczy całą naszą zgraję przed jej domem! – klasnął podekscytowany w dłonie.
Cieszył się jak mała dziewczynka. Po pięciu minutach do domu wpadł zdyszany Liam z dużym bukietem tulipanów.
- Przepraszam, ale była okropna kolejka, a do tego kobieta z kwiaciarni strasznie długo robiła wiązankę – wyrzucił z siebie.
- Dobrze, ale chodźmy już na autobus – odezwała się Stella.
- Tak, chodźmy, bo inaczej przyjdziemy do niej w środku nocy – podsumował Zayn i wszyscy wyszli z domu, kierując się w stronę przystanku.


*Oczami Charlie*


Nic. Zero jakichkolwiek oznak życia. Nikt z moich przyjaciół się nie odzywał. Nawet Maddie. Może stało się coś złego? Od wczorajszej rozmowy z Liamem, a potem Stellą nie słyszałam głosu nikogo z dziesiątki. Ani chłopcy, ani Amie, ani Julie i Max. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Czułam się okropnie. A może to moja wina? Może powiedziałam coś, co ich uraziło? Jeśli tak, to z pewnością nie było to zamierzone. Zadzwonię do Maddie. Ona powie, o co chodzi. Wyciągnęłam swój telefon i wykręciłam numer przyjaciółki.


*Oczami Liama*


- Louis nie krzycz tak! Jesteśmy w autobusie! – uspokajał Tomlinsona Zayn.
- To co z tego? To już w autobusie nie można rozmawiać?! – oburzył się Lou. Skrzyżował ręce na piersi  i nie odzywał się, ani słowem.
- Cii… Dzwoni Charlie! – odezwała się Maddie, która siedziała z Hazzą zaraz za mną i Louisem. – Co mam zrobić? – spytała bezradnie, trzymając w prawej dłoni wciąż dzwoniący telefon.
 - Odbierz i powiedz, że nie masz czasu! – powiedziała szybko Amelia.
 - Nie! – odezwał się Niall. – Lepiej nie odbieraj w ogóle. Ty nigdy nie odbierasz – stwierdził blondyn.
 - Taa… Coś o tym wiem – wtrącił się Harry, patrząc z wyrzutem na swoją dziewczynę.
Maddie uśmiechnęła się do niego niewinnie, a lokowany pocałował ją w policzek. Muszę przyznać, że trochę im zazdrościłem. Mianowicie tego, że są tacy szczęśliwi ze sobą. Podziwiam Harry’ego za to, że zdobył się na to, żeby powiedzieć brunetce, co naprawdę do niej czuje. Kiedy zapytałem go kiedyś, jak to zrobił, powiedział tylko:


- 20 sekund Liam. 20 sekund odwagi. Kiedy doczekasz twoich 20 sekund, powiesz wszystko, na co wcześniej nie było cię stać.


Od tamtego czasu czekam na swoje sekundy odwagi. Kiedy już myślę, że to właśnie ten moment, otwieram usta, żeby coś powiedzieć i… I Charlie się uśmiechnie tak zniewalająco, że wszystko szlag trafia i nie potrafię wydusić z siebie ani słowa.


*Oczami Charlie*


Pierwszy sygnał… Nic. Drugi sygnał… Wciąż głucho. Trzeci sygnał… Nadal cisza. „Cześć, tu Maddie, wiesz, co masz zrobić! Pii…”
- Oczywiście, że wiem. Wywalić telefon przez okno, bo i tak jak zawsze nie odbierzesz! – powiedziałam do siebie, naciskając czerwoną słuchawkę.
Rzuciłam telefon na łóżko i zbiegłam do salonu. Nikogo nie było. Na stole w kuchni leżała jedynie kartka od rodziców.


„Przepraszam córeczko, ale musieliśmy pilnie wyjść. Będziemy wieczorem. Wszystkiego najlepszego!
                                                                                                                       - Mama”


Cudownie. Nawet rodzice zostawiają mnie samą w dzień urodzin. Ruszyłam w stronę salonu. Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Nie było nic ciekawego, więc skakałam po programach, przy żadnym nie zatrzymując się na długo. Kiedy już po raz trzeci mijałam jakąś głupawą stację muzyczną, rozległ się dzwonek do drzwi. „Kto zakłóca mi moją samotność?”, pomyślałam i ruszyłam w kierunku wejścia do domu. Pociągnęłam za klamkę i…
- NIESPODZIANKA! – krzyknęli chórem moi przyjaciele. Stałam, jak wryta. Z pewnością miałam głupią minę, bo Maddie nie odpuściła sobie przyjemności zrobienia mi zdjęcia. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
- Ale… Jak to? Co wy tu robicie? – zapytałam z uśmiechem.
- Przyjechaliśmy zobaczyć się z solenizantką, ale pójdziemy sobie jeśli chcesz… - odezwał się Niall i udawał, że odwraca się w kierunku ulicy.
- No co ty! Wchodźcie, wchodźcie! – zaprosiłam ich.
Wchodzili do środka po kolei mnie przytulając, wręczając prezenty i składając mi życzenia. Dostałam kilka upominków i duży bukiet tulipanów.
- Dziękuję wam! Nawet nie wiecie, jaką mi zrobiliście niespodziankę!
- O to nam chodziło! – wrzasnął Max, jeszcze raz mnie przytulając.
Rozsiedliśmy się wszyscy wygodnie w salonie. Przyniosłam z kuchni wszystkie słodycze, jakie tam znalazłam i wróciłam do przyjaciół z przekąskami i napojami. Rozpakowałam drobne prezenty. Maddie na zmianę z Amelią robiły wszystkim dookoła zdjęcia. Po miło spędzonych dwóch godzinach Zayn, Amelia, Max, Julie, Niall i Stella pojechali do siebie. Za następną godzinę ulotniła się Maddie razem z Harrym i Louisem. Zostałam tylko ja i Liam.


*Oczami Liama*


- Do zobaczenia! – zawołał Harry, znikając za zakrętem.
Jak obiecał, wszyscy w miarę szybko się zmyli. Teraz byłem sam na sam z Charlie. Poszliśmy do jej pokoju. Oglądaliśmy razem film, a potem rozmawialiśmy przez ponad godzinę.
- Kurczę, znam was już około dwóch tygodni, ale wciąż nie potrafię się nadziwić temu, jak bardzo wasza grupka jest ze sobą zżyta! – powiedziała z niedowierzaniem Char, kiedy skończyłem jej opowiadać ostatni wyjazd za miasto naszej piątki.
- Ale dlaczego? Przecież wy jesteście zupełnie jak my! – odparłem.
- Nie, nie. To nie to samo. Wy kochacie siebie nawzajem. Mam czasem wrażenie, że jedyne co łączy na przykład mnie i Julie to Maddie. Czasami nawet myślę, że to ona wciąż trzyma nas razem.
- Przesadzasz – machnąłem ręką i uśmiechnąłem się ciepło.
- Mówię prawdę! – powiedziała cicho, spoglądając w ekran telewizora.
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 23.
- Muszę się zbierać. Za 15 minut mam ostatni autobus – oznajmiłem smutno, po czym podniosłem się niechętnie z łóżka.
- Co? Tak szybko? – niedowierzając, brunetka spojrzała na zegarek. – Ale ten czas szybko leci – odparła cicho, podnosząc się zaraz za mną.
Zeszliśmy na dół. W salonie siedzieli rodzice Charlie, których miałem okazję poznać kilka dni wcześniej.
- Dobranoc państwu – powiedziałem do nich grzecznie, zaglądając do pokoju.
- Już idziesz? – spytała zdziwiona mama dziewczyny.
- Niestety tak. Za chwilę mam ostatni autobus.
- Oj, szkoda – mruknęła smutno, na co ja bezradnie wzruszyłem ramionami.
- Dobranoc Liam – pożegnała się ze mną z uśmiechem.
- Wpadnij jutro – dodał pan Woodley.
- Zobaczymy, co da się zrobić – wtrąciła Charlie, ciągnąc mnie do wyjścia. – Zaraz będziesz wracał pieszo! – ostrzegła mnie ze śmiechem.
- Miło, że mnie tak wyganiasz – zaśmiałem się, kiedy byliśmy na zewnątrz.
- Dobrze wiesz, że wcale cię nie wyganiam! – zbuntowała się. – Po prostu wiem, co to znaczy spóźnić się na autobus.
Charlie uderzyła mnie w ramię. Nie powiem, ma siłę. Zaśmiałem się cicho i zapiąłem do końca kurtkę. Spojrzałem na dziewczynę, która stała bez płaszcza i butów.
- Właź do domu, bo będziesz chora! – rozkazałem, pokazując na przymknięte drzwi.
Charlie jedynie wywróciła oczami.
- Jeszcze raz dziękuję za prezent i kwiaty, i ogółem za cały dzień – zmieniła szybko temat.
Uśmiechnęła się przyjaźnie, otulając się swetrem, który zdążyła zabrać z pokoju. Założyła za ucho niesforny kosmyk ciemnych włosów. Spojrzała na mnie dużymi, brązowymi oczami. „Nie Liam, to nie 20 sekund”, powiedziałem sobie w duchu i odwzajemniłem uśmiech dziewczyny.
- Dobranoc – powiedziałem cicho i przytuliłem ją na pożegnanie. Za każdym razem, gdy to robiłem, moje serce waliło jak oszalałe.
- Dobranoc – odpowiedziała i cofnęła się do wnętrza domu, wciąż się uśmiechając. – Biegnij, bo się spóźnisz – dodała, chichocząc.
Zaśmiałem się i machając jej na pożegnanie, ruszyłem w kierunku przystanku.
Czy czuje to co ja? A może nawet za mną nie przepada, a ja tylko się na rzucam? Boję się. Boję się, że jeśli już się przed nią otworzę, okaże się, że Charlie nie odwzajemnia moich uczuć. Nie umiem się odważyć i powiedzieć jej o wszystkim. Po prostu nie potrafię. Jestem tchórzem. Po prostu. Na moim nagrobku napiszą: „Liam Payne. Tchórz. Bał się powiedzieć dziewczynie, co czuje i zmarł z miłości.” Tak rozmyślając, dotarłem do przystanku, wróciłem do domu i zasnąłem.

________________________________________________________
I w końcu jest! 10 ROZDZIAŁ!
Przepraszam jeszcze raz, że tak długo musieliście czekać. Wybaczycie? (:
Dziękuję Marysi, która zechciała mi pomóc w przepisywaniu! (((:
Kolejny rozdział dodam w przyszłym tygodniu (jak go przepiszę, oczywiście).
Jak obiecałam, przeczytam wszystkie blogi, jakie będą w komentarzach pod tym rozdziałem i informacją.
Dziękuję, że chciało się wam czekać tyle czasu i obiecuję, że to się nie powtórzy.
A teraz całuję i do następnego rozdziału! ♥
Justyna (: xx


Daddy ♥

piątek, 4 maja 2012

Informacja

Witajcie!
Chciałabym przeprosić Was za to, że już tak długo nic nie dodałam. Rozdział jest napisany, nie przejmujcie. Jest napisany, ale z zeszycie, bo kiedy go pisałam, nie miałam dostępu do laptopa. Niestety nie miałam czasu, żeby go przepisać. Byłam caaały czas zajęta i bardzo Was za to przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. (:
Pomyślałam, że w zamian za to, że musieliście tak długo czekać, przeczytam KAŻDE opowiadanie, jakie znajdzie się w komentarzach pod tą informacją i pod kolejnym rozdziałem. Tak więc, do roboty!
Rozdział dodam najprawdopodobniej jutro. Postaram się! ((:
Chciałabym Wam podziękować, za liczbę wyświetleń! +3300 Jesteście kochani. Pomimo tego, że nie dodawałam kolejnych rozdziałów, liczba wyświetleń stale rosła. Bardzo mi miło z tego powodu. Dziękuję ♥
Tak więc całuję i do 10 rozdziału :* ♥
Justyna (: xx