sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 9 - „A więc to już trzecia dwójka, która zakochała się od pierwszego wejrzenia”


*Oczami Harry’ego*

Po kilku minutach znaleźliśmy się pod moim domem. Maddie była lekko zdenerwowana, co wywnioskowałem z siły, z jaką ściskała moją rękę.
- Nie denerwuj się tak – powiedziałem tak cicho, aby tylko ona to usłyszała.
Spojrzała w górę i uśmiechnęła się do mnie. Całą siódemką podeszliśmy do drzwi i weszliśmy do środka. Z salonu dało się słyszeć wrzaski Louisa i głośne uspokajanie Liama. Z kuchni dobiegały śmiechy Zayna i Nialla oraz odgłos wyciąganych talerzy, misek i szklanek. Wziąłem od wszystkich po kolei kurtki i powiesiłem na wieszaku, który wręcz uginał się pod ciężarem tylu ubrań. Wskazałem drogę do salonu i wszyscy podążyli za mną. Maddie podbiegła do mnie przed wejściem do pomieszczenia. Objąłem ją ramieniem i całą grupą udaliśmy się do środka.
- Jesteśmy! – krzyknąłem po przestąpieniu progu salonu. Zayn i Niall jak poparzeni wybiegli z kuchni, a Lou i Liam odwrócili się w naszą stronę.
- Witamy w naszych skromnych progach! – przywitał się grzecznie Liam, podchodząc do nas z drugiego końca pokoju.
Niall i Zayn ruszyli w naszym kierunku z uśmiechami, a Louis zeskoczył z kanapy, na której cały czas stał i podbiegł szybko do zbiorowiska.
- Tak, tak! Witamy! – zawołał z szerokim uśmiechem.
- Kochani, ten narwaniec to Louis, obok niego stoi Zayn, blondyn ma na imię Niall, a ten najnormalniejszy z wszystkich to Liam – zwróciła się do swoich przyjaciół Maddie.
- Najnormalniejszy? – oburzył się Niall. – W tym domu nikt nie jest normalny kochana.
Wybuchliśmy śmiechem, a ja zabrałem się do przedstawiania drugiej części towarzystwa.
- To jest Max, jego dziewczyna Juliette, Stella, Charlie i Amelia – powiedziałem podchodząc do każdego z nich.
Wypowiadając imię ostatniej dziewczyny spojrzałem znacząco na Zayna. Uśmiechnął się do mnie i powrócił do przyglądania się Amie. Wszyscy przywitali się ze sobą osobiście, po czym Niall zaproponował napoje i przekąski, na co Max zareagował z ekscytacją. W pewnym momencie odezwał się Liam.
- A czy wasza dwójka nie ma nam przypadkiem czegoś do powiedzenia? – zapytał patrząc znacząco na mnie i na Maddie.
- Właśnie gołąbeczki. Możemy wam już życzyć szczęścia? – podszedł do nas z uśmiechem Louis i się do nas przytulił.
- Owszem możecie – odezwałem się i pozostała trójka rzuciła się na nas z okrzykami radości i życzeniami. Po chwili reszta osób w salonie dołączyła się do grupowego uścisku. Takim sposobem Maddie i ja zostaliśmy uwięzieni przez dziewiątkę naszych przyjaciół i pozbawieni dopływu tlenu.
- Nie mogę oddychać – powiedziała cicho Maddie i zachichotała.
- Może już wystarczy? – spytałem z nadzieją, uwalniając się z objęć Louisa.
- Nie! – krzyknęli wszyscy zgodnie, ściskając nas jeszcze mocniej.
Po kilku minutach rozluźnili uścisk i wszyscy odetchnęli głęboko. Rozsiedliśmy się na kanapie, fotelach i podłodze, zastanawiając się co moglibyśmy robić.
- Ka-lam-bu-ry! – krzyczał głośno Louis. Uznaliśmy, że może być niezły ubaw więc się zgodziliśmy.
Była nas nieparzysta liczba osób, więc Juliette oznajmiła, że będzie sędziować. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwszy skład to Zayn, Amelia, Niall, Maddie i ja, a drugi : Louis, Liam, Stella, Charlie i Max. Graliśmy ponad trzy godziny czyli do czasu, aż Niall z Maxem oświadczyli, że nie będą dalej grać z pustym żołądkiem. Nagrodą była pizza na koszt rywali. Końcowy wynik był jednoznaczny: szesnaście do trzynastu dla naszej drużyny. Oburzony Louis wciąż twierdził, że Juliette się pomyliła i głośno z nią dyskutował, a cała reszta przyglądała się tej komedii, powstrzymują łzy ze śmiechu. Liam w tym czasie zdążył zamówić jedzenie. Lou widząc, że nie wygra z upartą Julie, odpuścił. Kiedy dostawca przywiózł kilka pudełek pizzy, włączyliśmy jakiś horror i zajadaliśmy się posiłkiem przy filmie. Przy którymś kawałku natrafiłem na pizzę z kukurydzą, więc po cichu oddawałem ją Maddie. Nie obyło się bez cichych chichotów i szeptów.
- Ej, gołąbeczki, cicho tam na dole– odezwał się Lou, siedzący na kanapie, klepiąc Maddie po głowie.
Uciszyliśmy się i w spokoju skończyliśmy oglądać film.
- Nie kumam tej końcówki – żalił się Niall, który siedział na fotelu. – To oni go w końcu zabili, czy nie?
- Jak to nie rozumiesz? – odrzekł Zayn, siedzący na podłodze, przed fotelem Amelii. – Na końcu pokazali go martwego!
- Ale potem otworzył oczy – wdała się w dyskusję Stella, która rozsiadła się na kanapie z Maxem i Juliette.
- To co z tego? – dołączyła się Charlie, siedząca na kanapie między Liamem a Louisem. – Był jakiś nawiedzony, więc to wcale nie znaczy, że ożył.
- Mówię wam. On żyje! – wtrąciła w końcu Maddie.
- Nie sądzę – powiedziała Amelia.
- Też myślę, że zginął – odparła zaraz po niej Julie’;.
- Żyje, żyje – odrzekłem.
- Ja uważam, że umarł – odezwał się Liam.
- Wcale nie tatku. Żyje – mruknął Louis.
- Wiecie co? Z ego co słyszałem, jest druga część tego filmu, więc chyba raczej żyje – podsumował Max z dumnym uśmiechem.
- Dobra, to następnym razem oglądamy drugą część i zobaczymy kto miał rację – zakończył Zayn.
- Zgoda! – odpowiedzieli wszyscy niemalże równocześnie.
- Jest więcej słodyczy? – zapytał z nadzieją Niall, patrząc na mnie znacząco.
- Zaraz sprawdzę – wywróciłem oczami wzdychając ciężko i podniosłem się z ziemi.
- Idę z tobą – oznajmiła radośnie Maddie i pobiegła za mną do kuchni.
- Gdzie tu jest łazienka? – dało się jeszcze słyszeć głos Amelii.
- Pokaże ci – zaoferował się Zayn, a ja i Maddie zniknęliśmy już w wejściu do kuchni.
Na stole stały siatki z nierozpakowanymi jeszcze zakupami. Wyciągnęliśmy z nich kilka paczek cukierków, żelek, chipsów i innych słodyczy. Kiedy rozsypywaliśmy wszystko do misek, Maddie odezwała się z uśmiechem.
- Jak myślisz? Polubią się?
Wychyliłem się zerkając ukradkiem na przyjaciół, czy aby nie podsłuchują.
- Myślę, że już się polubili – powiedziałem cicho.
- Serio?  To świetnie – uśmiechnęła się szeroko.
Staliśmy chwilę w milczeniu. Trąciłem ją biodrem dla zaczepki, a ona lekko się zachwiała Po odzyskaniu równowagi, powtórzyła mój ruch.
- Jesteś pewna? – spojrzałem na nią. Uśmiechnęła się figlarnie, a ja chwyciłem ją za biodra i uniosłem do góry tak, że nie mogła nic zrobić. – I co teraz? – odezwałem się zadowolony, trzymając ją w talii, tak, że jej twarz była wyżej od mojej. Spojrzałem w jej ciemne, roześmiane tęczówki.
- Postaw mnie – zaśmiała się cicho i objęła moją szyję.
- Nie mam zamiaru – wyszeptałem z łobuzerskim uśmiechem. Przytuliła się do mnie i musnęła moje usta.
- Postaw mnie – powtórzyła patrząc mi prosto w oczy. Pokręciłem przecząco głową i ucałowałem ją. W tym samym momencie do kuchni wpadł Louis.
- No ładnie. My tu czekamy na słodycze, a gołąbeczki się zabawiają – zaśmiał się, krzyżując ręce na piersi.
- Lou wynocha – powiedziałem stanowczo uśmiechając się do przyjaciela.
- Teraz to wynocha, a kilka dni temu kochanie – prychnął marchewkożerca. Chwycił dwie miski, które zdążyliśmy już napełnić i wychodząc z kuchni, pogroził mi palcem. – Będziesz coś chciał!
Maddie zachichotała i schowała twarz w moje loki. Postawiłem ją na ziemi i nie wypuszczając z objęć, skradłem jeszcze jednego całusa. Zabraliśmy się do napełniania kolejnych misek słodyczami. Po skończeniu, wróciliśmy do zniecierpliwionych przyjaciół.
- Już? Nacałowaliście się? Świetnie – odparł z uśmiechem Lou i puścił nam oczko, a cała reszta cicho zachichotała.
- Zaraz nic nie dostaniecie – pokazała im język Maddie.
Usiedliśmy na nasze miejsce i rozdaliśmy naczynia z przysmakami. Liam włączył kolejny horror, więc objąłem Maddie ramieniem i zacząłem oglądać następny film. Ten był i wiele straszniejszy i bardziej obrzydliwy. Co chwila zerkałem na Maddie. Podczas każdego strasznego momentu wzdrygała się lekko i wtulała niepozornie w mój tors. Mimowolnie się do siebie uśmiechnąłem. W pewnym memencie zauważyłem, że Louis, Niall i Max gdzieś zniknęli. Mówili wcześniej, że widzieli już ten film, więc zapewne poszli robić coś innego. Minęło kilkanaście minut. Nagle w najstraszniejszym momencie filmu, wyskoczyli zza foteli i kanap wysmarowani ketchupem, głośno wrzeszcząc. Wszyscy się wystraszyli. Dziewczyny zaczęły piszczeć. Niall stojący najbliżej Amelii, dostał od niej odruchowego kopniaka w brzuch. Juliette uderzyła w głowę swojego chłopaka, który pojawił się za jej plecami. Louis wyskoczył przed kanapą Liama i Charlie, pod którą siedziałem na ziemi z Maddie.  Skończyło się tym, że wylądował leżąc na podłodze po tym, jak Maddie podcięła mu nogi. Wszyscy wciąż wrzeszczeli, aż Liam podniósł się i zapalił światło. Wszyscy automatycznie wybuchli śmiechem. Widok był przekomiczny. Trójka ‘morderców’ leżała umazana ketchupem na podłodze. Max trzymał się za głowę, Lou za nogę, a Niall zginał się w pół kurczowo łapiąc się za brzuch.
- Czy wy kompletnie potraciliście wszystkie zmysły?! – wydarła się Charlie, łapiąc się za klatkę piersiową.
- Prawie dostałam zawału! – odezwała się Stella.
Spojrzałem na moją Maddie. Wtuliła się we mnie i parząc na poszkodowanych podnoszących się z podłogi, cicho chichotaliśmy. Max dostał ponownie w głowę od Julie, która z trudem powstrzymywała śmiech.
- Dobra, już nie bij! – odezwał się łapiąc za głowę.
Niall usiadł z trudem na swoim fotelu, nie spuszczając wzroku z Amelii.
- Muszę powiedzieć, że masz niezłego kopa – pochwalił ją. – Nie jestem w stu procentach pewien, ale nie zdziwiłbym się, jakbym miał jakiś krwotok wewnętrzny – powiedział trzymając się w miejscu kopnięcia.
- Teraz już wiesz, że ze mną się nie zaczyna – odparła dumnie Amie, grożąc blondynowi palcem.
Louis przyczołgał się do Maddie i usiadł przy niej.
- A ty masz niezły refleks koleżanko – odparł z uśmiechem i zabawnie poruszył brwiami, na co Maddie zaśmiała się melodyjnie.
- O tak! Ma się to coś! – szturchnęła go w ramię, wciąż wtulona w mój tors.

Minęło kilkadziesiąt minut. Gdy wracałem do salonu z kuchni z kolejną porcją słodyczy zauważyłem, że dzisiejszego wieczoru nasze towarzystwo podzieliło się na małe grupki. Na kanapie pod ścianą Liam słuchał jak zaklęty słów Charlie. Amelia z Zaynem posyłali sobie nieśmiałe uśmiechy. Przy stoliku siedzieli Max, Niall i Julie i debatowali, jakie żelki są najsmaczniejsze. Na ziemi wylegiwała się Maddie, Stella i Lou co chwilę cicho chichocząc. Miło było widzieć, że wszyscy się dogadują. Usiadłem obok swojej ukochanej i musnąłem jej policzek.
- Która godzina? – zapytała po chwili.
- Piętnaście po dwudziestej trzeciej – odparł Tatuś.
- Już?! – krzyknęła głośno Char i poderwała się z kanapy. – Za dziesięć minut mam ostatni autobus! Maddie, odprowadzisz mnie? – zwróciła się do swojej przyjaciółki.
- Pewnie – odparła z uśmiechem i podniosła się z ziemi.
- Pójdę z wami – zaproponowałem.
- Ja też – zawtórował mi Liam, trzymając telefon Charlie, która w pośpiechu poszukiwała swojej zguby. – Proszę – oddał jej własność.
- Dziękuję – odparła z uśmiechem dziewczyna i spojrzała na Maddie. – Pośpieszcie się!
- My jesteśmy gotowi. To ty biegasz po całym salonie szukając torebki – zaśmiała się brunetka. Stała obok mnie w uszatej czapce i przyglądała się zmaganiom przyjaciółki.
- Na kanapie – mruknął Zayn, wskazując Charlie jej torebkę.
- Dzięki Zayn – posłała mu wdzięczny uśmiech i ruszyła biegiem w naszym kierunku, wybiegając przez drzwi.
- Dobranoc wszystkim! – rzuciła na odchodnym Maddie i pomachała na pożegnanie.
- Dobranoc! Pa! Na razie! – dało się słyszeć z każdej strony.
Zamknęliśmy drzwi i ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku najbliższego przystanku. Do odjazdu autobusu zostało 7 minut. Widząc duży, czerwony pojazd mijający nas i zmierzający do przystanku, całą czwórką rzuciliśmy się pędem za nim. Autobus stanął, wysadził kilku pasażerów i odjechał. Dobiegliśmy na miejsce za późno. Dysząc ciężko Liam, Maddie i ja usiedliśmy na pobliskiej ławeczce. Jedynie Charlie chodziła tam i z powrotem.
- Świetnie! Po prostu CUDOWNIE! – denerwowała się. – I co ja teraz zrobię?! – złapała się za głowę.
- Możesz zostać u mnie – zaproponowała z uśmiechem Maddie, poprawiając czapkę. – Zadzwoń do swojej mamy, żeby się nie martwiła. Ciuchy ci pożyczę – wzruszyła ramionami i spojrzała na przyjaciółkę.
- A co na to twoi rodzice? – spytała Charlie.
- Przecież ich znasz, zgodzą się! – machnęła ręką i posłała jej ciepły uśmiech.
- No to załatwione – uśmiechnąłem się do Char. – Zostajesz u Maddie!
Charlie uśmiechnęła się tylko delikatnie. Wziąłem Maddie na kolana, żeby zrobić miejsce dziewczynie. Usiadła obok Liama i wyciągnęła swój telefon.
- Zadzwonię do mamy, a ty powiedz swoim rodzicom – powiedziała do przyjaciółki.
Maddie wygrzebała z kieszeni komórkę i wykręciła numer. Nagle rozbrzmiał sygnał zwiastujący przychodzące połączenie i dobiegał z telefonu Charlie. Brunetka spojrzała na ekranik, ale nie odebrała.
- Ymm… Maddie?
- Tak? – odpowiedziała szybko, nie odrywając słuchawki od ucha.
- Po co do mnie dzwonisz?
Gdy tylko Charlie zadała pytanie wybuchliśmy głośnym śmiechem. Maddie szybko się rozłączyła i zaczęła wybierać poprawny numer.
- Myślałam o tym, co powiem i przez przypadek zadzwoniłam do ciebie – powiedziała ze śmiechem.
Wciąż się śmiejąc, oparłem głowę o ramię mojej dziewczyny. Objąłem ją w pasie, a ona cały czas siedząc na moich kolanach, przytuliła jedną ręką moją głowę do siebie. Dodzwoniła się do taty. Szybko poinformowała go o zaistniałej sytuacji i po wysłuchaniu odpowiedzi ojca rozłączyła się.
- Zgodzili się bez problemu – odparła z uśmiechem.
- Jesteś pewna, że dzwoniłaś do taty? – spytałem ze śmiechem, patrząc się w jej stronę.
- Ha ha ha! Naprawdę bardzo śmieszne! – spojrzała na mnie z przymrużonymi oczyma, z trudem powstrzymując śmiech. Kiedy tak robiła, wyglądała strasznie słodko. Ucałowałem jej przymarszczony nosek. W odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie i schowała twarz w moje loki.
Posiedzieliśmy chwilkę na ławce. Gdy Charlie oznajmiła, że robi się chłodno, ruszyliśmy w kierunku domu Maddie. Moja dziewczyna przytuliła mnie w psie, chowając zmarzniętą, prawą dłoń do prawej kieszeni mojego płaszcza, a lewą do lewej. Objąłem ją ramieniem i bawiłem się kosmykami jej długich włosów. Prawą rękę dołączyłem do dłoni ukochanej. Liam i Charlie szli kilka metrów przed naszą dwójką. Co chwila śmiali się i uśmiechali do siebie zalotnie. Maddie spojrzała na mnie z uśmiechem i wspięła się na palce, zbliżając twarz do mojego ucha.
- Chyba się polubili, co? – wyszeptała i poruszyła zabawnie brwiami.
Z mimowolnym uśmiechem schyliłem się do jej różowego od zimna policzka. Ucałowałem go delikatnie i oparłem czoło o jej skroń.
- Tak myślę – odpowiedziałem cicho i spojrzałem w stronę przyjaciół. Wpatrywali się w siebie jak zahipnotyzowani.
- A więc to już trzecia dwójka, która zakochała się od pierwszego wejrzenia – wyszeptała z uśmiechem, patrząc na parę.
- Trzecia? – spytałem zbity z tropu. – Liam i Charlie, ty i ja, i kto jeszcze?
Maddie spojrzała na mnie po czym pokręciła przecząco głową.
- Obiecałam, że nie powiem.
- Oj, mów! – ponagliłem ją. – Zachowam to dla siebie. Obiecuję.
Zastanowiła się chwilę i spojrzała na mnie.
- Amelia powiedziała, że podoba się jej Zayn. Już kilka dni temu – wyrzuciła z siebie w końcu, a ja stanąłem jak wryty. – Ale nikomu ani słowa, bo chyba cię uduszę.
Znów powoli ruszyłem do przodu patrząc z niedowierzaniem na Maddie.
- Żartujesz, prawda?
- Nie – spojrzała na mnie. – O co ci chodzi?
- Nie powiesz nikomu? – upewniłem się. – Zwłaszcza Amelii.
- Obiecuję – odparła z uśmiechem. – Co jest?
- Zayn też lubi Amie – wyszeptałem jej na ucho.
Zakryła usta dłonią i zapiszczała tak cicho, że tylko ja to usłyszałem.
- To niesamowite, niesamowite – powtórzyła kilka razy, prawie podskakując z radości. Uspokoiłem ją mocnym uściskiem.
- Ciiii… bo Liam i Charlie zaczną coś podejrzewać – powiedziałem szybko i pocałowałem ją delikatnie.
- Dobra, już jestem cicho – zachichotała.
Po kilku minutach doszliśmy do domu Maddie. Charlie i Liam dyskutowali na ławce przed mieszkaniem, a ja i Maddie żegnaliśmy się przy jej drzwiach.
- Pogadaj z Liamem i dowiedz się, co myśli o Charlie – wyszeptała, trzymając w dłoniach brzegi mojego płaszcza na wysokości klatki piersiowej.
- A ty wypytaj Char – odparłem, obejmując ją w talii.
Zasalutowała i cicho się zaśmialiśmy. Pocałowałem ją czule i przytuliłem mocniej do siebie.
- Dobranoc – wyszeptałem, wtulając twarz w jej włosy, które pachniały truskawkowym szamponem.
- Śpij dobrze – powiedziała mi do ucha, kładąc smukłe dłonie na moim karku.
- Bez ciebie nie mogę – odparłem i ponownie złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek.
- Dobranoc głuptasie – uśmiechnęła się i muskając mój policzek odsunęła się o kilkanaście centymetrów.
- Kocham Cię – przyciągnąłem ją ponownie do siebie.
Zachichotała i wtuliła się we mnie.
- Ja ciebie też kocham, Harry – ucałowała mnie jeszcze raz i podeszła do drzwi.
Ruszyłem w kierunku ulicy, stale się odwracając. Pomachałem je na pożegnanie, a ona odpowiedziała całusem w powietrzu. Uśmiechnąłem się do niej ostatni raz i podszedłem do Liama.
- No nareszcie! Myślałem, że razem z Charlie będziemy zmuszeni zostać tu już na zawsze!
- Oj, cicho bądź tato – mruknąłem radośnie i pociągnąłem do za rękę w kierunku naszego domu. – Pa Charlie!
- Dobranoc chłopaki! – uśmiechnęła się i pobiegła szybko do mieszkania swojej przyjaciółki.

*Oczami Liama*

- A więc? Lubisz ją? – usłyszałem głos Harry’ego, gdy byliśmy dwie przecznice od domu Maddie.
- Co? – spytałem wyrwany z zamyślenia.
- Zapytałem, czy lubisz Charlie – odparł wywracając teatralnie oczami.
- Jasne – wzruszyłem ramionami. – Dlaczego miałbym jej nie lubić? Jest uprzejma, dobrze wychowana. Ma poczucie humoru, cały czas się uśmiecha – wymieniałem rozmarzony.
- Jesteś pewien, że TYLKO lubisz? – położył zdecydowanie za duży nacisk na przedostatnie słowo.
- O co ci chodzi, Lokowaty? – udawałem, że go nie zrozumiałem.
Uwielbiam ją. Urzekła mnie już wtedy, w Milkshake City. Skromna, cicha dziewczyna. Przez ponad dwa tygodnie myślałem tylko o niej. Nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Wszędzie ją widziałem. Kiedy spotykałem na ulicy dziewczyny o ciemnych włosach, przed oczami stawała mi Charlie. Oczarowała mnie. Rozmawiało mi się z nią tak zadziwiająco łatwo. Zupełnie jakbym znał ją od lat. Dzisiejsze popołudnie tylko umocniło moje przeczucia, co do dziewczyny. Miła, czarująca, optymistyczna. Jest zalety mógłbym wymieniać bez końca.
- Daj spokój! Widziałem jak na nią patrzysz. Maddie też to zauważyła. Zakochałeś się po uszy! – mówił podekscytowany Hazza.
- Zakochanie to za dużo powiedziane. Może raczej… zauroczenie – sprostowałem szybko i uśmiechnąłem się do przyjaciela.

*Oczami Charlie*

- Lubisz go! – krzyknęła Maddie, kiedy wyszłam z jej łazienki i wskoczyłam pod kołdrę. Spojrzałam na nią zdziwiona.
- O co ci chodzi? – zapytałam, układając głowę na miękkiej poduszce.
- Lubisz Liama! – wrzasnęła i usiadła na moim łóżku. Spojrzała na mnie z łobuzerskim uśmiechem. – Po prostu to przyznaj!
- Owszem, lubię go – odparłam jedynie i podniosłam się do pozycji siedzącej. Wzruszyłam lekko ramionami.
- Chyba się nie rozumiemy – uśmiechnęła się szeroko. – Mam na myśli, że go LUBISZ – spojrzała na mnie znacząco. – No wiesz…
Zarumieniłam się i zakryłam twarz dłońmi. Znała mnie na wylot. Nie musiałam nic jej mówić, rozumiała mnie bez słów. Uśmiechnęła się do mnie dumnie i mocno mnie przytuliła.
- Jak to zauważyłaś? – spytałam z ciekawością i wpatrywałam się w przyjaciółkę w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Widać to po tobie gołym okiem. Byłaś cała czerwona, jak miałaś usiąść obok niego na ławce na przystanku. Kiedy z nim rozmawiałaś, cały czas się uśmiechałaś. Nie będę wspominać o tych śmiechach w czasie powrotu do domu – poruszyła zabawnie brwiami i spojrzała na mnie, starając się zachować powagę. Widać było, że cieszy się z tego faktu jak dziecko. – Do tego myślę, że Liam też coś do ciebie czuje.
- Oszalałaś – machnęłam ręką. – W życiu nie spojrzy na taką szarą myszkę jak ja.
- Mylisz się – przerwała mi szybko Maddie. – Już spojrzał i na dodatek cię polubił. I to bardzo! – klasnęła w dłonie podekscytowana i ponownie mnie przytuliła.
- Naprawdę tak uważasz? – spytałam niedowierzając.
- TAK! – krzyknęła przyjaciółka i wróciła na swoje łóżko, nakrywając się od razu kołdrą. – Widzę to! – posłała mi przyjacielski uśmiech i ułożyła głowę na poduszce.
- Dobrze, już dobrze – mruknęłam i położyłam się. – Ale teraz chodźmy już spać.
Uśmiechnęłam się do Maddie. Przyjaciółka zgasiła lampkę nocną i zerknęła jeszcze na ekranik swojego telefonu. Ktoś musiał do niej napisać, a mówiąc „ktoś” mam na myśli „Harry”. Cieszyłam się, że Maddie jest szczęśliwa i to akurat z Hazzą. Widzę, jak na nią parzy i wiem, że nigdy jej nie skrzywdzi. Dobrze, że moja przyjaciółka poznała go akurat teraz, po tej całej sytuacji z Jake’em. Harry zapełnił pustkę w jej sercu po stracie najlepszego przyjaciela. Dzięki niemu Maddie nie czuła się samotna tak, jak czuła się przed jego poznaniem. Tacy ludzie jak nasz Maddie nigdy nie powinni być tak traktowani, jak zrobił to Jake. Kocham ją jak siostrę i będę ją chronić, choćby nie wiem co się stało.
 _________________________________________________________
Miał być w sobotę, jest w sobotę :D Przepraszam, że dopiero po 22, ale wcześniej nie miałam ani chwili czasu :D Wczorajszy i dzisiejszy dzień urodzin jak najbardziej udany! (:
Klaudia, Marta, Karolina, Julita i Marysia :* Dziękuję wam kochane za te dwa dni! :* Kocham Was! ♥♥♥
Was też kocham za 13 komentarzy ( :O ) i za +1800 wyświetleń !! :O Jesteście NIESAMOWICI i będę to powtarzać do końca moich dni! :*
Kolejny rozdział może jak będę mieć chwilę czasu w tygodniu, bo 10 rozdział mam napisany w zeszycie, bo kiedy go pisałam nie miała dostępu do laptopa :D Tak więc muszę go przepisać, a ma ok. 10 stron A4 :D Postaram się go dodać jak najszybciej. Podkreślam POSTARAM SIĘ :D
A do tego czasu, mam nadzieję, że zasypiecie mnie komentarzami z waszymi opiniami (((: Mówcie, co wam się podoba, co nie... (:
Całuję Was kochani i do następnego! :*
Justyna (: xx




Me: WHO?! :O



Me: ME?! :O



Me: Aww... I love you too :*

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 8 - „Ja pierniczkam, trzymają się za ręce!

Przeciągnęłam się w łóżku z wciąż zamkniętymi oczami i delikatnym uśmiechem na ustach. Otworzyłam lekko powieki. Przez okno wpadały cienkie strużki słonecznego światła. Czułam, że humor mi dziś dopisuje i nic nie zdoła go zepsuć. Rozejrzałam się po pokoju i cicho westchnęłam.
-  Ale cudowny sen – wyszeptałam do siebie i podniosłam telefon leżący obok mnie na łóżku. Spojrzałam na godzinę. 09:44. Na ekranie widniał napis: „Masz nową wiadomość od: Harry”. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Wiadomość była z wczoraj, a właściwie z dzisiaj, z godziny 01:04. Otworzyłam SMS-a i szybko go odczytałam.
     „Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że w końcu to powiedziałem. (: Słodkich snów kochanie! :*” 
„A więc to nie był sen”, pomyślałam. Podniosłam się i z szerokim uśmiechem ruszyłam do łazienki. Obmyłam twarz, związałam włosy w luźnego koczka i zbiegłam schodami na dół. Rodzice jeszcze spali, więc parter był pusty. Włączyłam radio, w którym akurat leciała piosenka „Call Me Maybe”. Wyciągnęłam z lodówki jajka i cicho podśpiewując, zaczęłam smażyć jajecznicę dla całej naszej trójki. Kiedy tańczyłam po całej kuchni, cicho śpiewając, do pomieszczenia wszedł tata. Uśmiechnęłam się do niego serdecznie i pocałowałam go w policzek.
- Dzień dobry tatku! – powiedziałam radośnie i postawiłam na stole talerz z gorącą jajecznicą. – Zrobiłam dla was śniadanie – uśmiechnęłam się szeroko. – Gdzie mama?
- Zaraz zejdzie – odpowiedział niepewnie. – A co ty taka cała w skowronkach dzisiaj, co? – zaciekawił się.
Wzruszyłam ramionami.
- A tak jakoś – uśmiech cały czas nie schodził mi z twarzy.
- A jej co się stało? – powiedziała mama, która przed sekundą weszła niezauważona do kuchni.
- Nie mam pojęcia – odparł tata i podrapał się po głowie. – Ale zrobiła jajecznicę, więc o nic nie pytam.
- Dzień dobry mamuś! – zawołałam i mocno przytuliłam swoją rodzicielkę.
- Cześć kochanie – mama zaśmiała się i usiadła do posiłku. – O której wczoraj wyszedł Harry? – zapytała po chwili. – Jak my szliśmy do sypialni, jeszcze rozmawialiście, więc wam nie przeszkadzałam.
- Jakoś kilka minut po północy. Przepraszam, że tak późno, ale się zagadaliśmy – uśmiechnęłam się niewinnie.
- Nic się nie stało księżniczko – powiedział tata i machnął ręką. – Trochę za mało pieprzu, ale nic się nie stało.
Tata ruszył do szafki po przyprawę. Razem z mamą cicho zachichotałyśmy, dalej delektując się jedzeniem.
- Więc o czym tak wczoraj gawędziliście? – spytała zaciekawiona mama.
- O tym i o tamtym – wzruszyłam ramionami.
- Bardzo ciekawe tematy – odparł tata z udawanym uznaniem. – A tak na serio?
- Dużo rozmawialiśmy. Nie pamiętam już dokładnie. – wywróciłam oczami.
- A wy… no wiesz… - zaczął tata.
- Jesteście w końcu razem? – dokończyła mama.
- Błagam was, przestańmy o tym gadać – powiedziałam cała już czerwona.
- Kto by pomyślał, że nasza Maddie będzie miała chłopaka! – krzyknął tata.
- Dziękuję, naprawdę. Jestem aż taka beznadziejna? – zażartowałam.
- Wiesz dobrze, że nie o to tacie chodziło – powiedziała mama z uśmiechem i przytuliła mnie do siebie na chwilę, całując w czoło. – Ty zawsze powtarzałaś, że nie jest ci potrzebny chłopak, że tylko cię zrani i takie tam.
- Musisz go naprawdę lubić – uśmiechnął się do mnie tata i pogłaskał po policzku.
- I tak jest. Lubię go. Nawet cos więcej niż lubię – mruknęłam cichutko i wtuliłam się w matczyne ramię.
- Cieszymy się skarbie. My też go polubiliśmy. Jest bardzo miły, uprzejmy, dobrze wychowany. Możemy tylko wam życzyć szczęścia – odparła ciepło mama i ponownie ucałowała moje czoło.
- Tylko błagam was, nie mówcie przy nim niczego kompromitującego, dobra? – spojrzałam z powagą na rodziców, kiedy wychodziłam z kuchni. Tata uniósł ręce do góry, a mama zaśmiała się, sprzątając naczynia.
- Spokojnie kochanie – powiedziała rodzicielka.
- Nic kompromitującego. Zapisałem – uśmiechnął się łobuzersko tata i rozłożył gazetę, którą miał zamiar czytać.
Wyszłam z kuchni i weszłam po schodach na górę. Udałam się do mojego pokoju i zabierając z szafy biały top, czarne rurki i czerwoną bluzę, przeszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i wróciłam do sypialni, zastając tam półleżącego na łóżku Harry’ego. Miał na sobie białą bluzkę, rurki i granatową marynarkę. Kiedy weszłam do pokoju uśmiechnął się ciepło i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Cześć – powiedział radośnie.
- Cześć – odparłam niepewnie. – A co ty tu robisz? – spytałam nieco zdziwiona jego obecnością.
- Twoja mama mnie wpuściła – oznajmił uśmiechnięty.
- Domyśliłam się. Ale co robisz u mnie? – podeszłam do niego.
Westchnął ciężko i wywrócił oczami. Chwycił mój telefon, który wciąż leżał na łóżku. Złapał mnie za rękę, usadowił mnie na swoich kolanach i oparł się o ścianę tak, że moją głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.
- Masz nową wiadomość – oznajmił, pokazując mi telefon. – Ciekawe od kogo? – spojrzał na mnie z udawanym zaciekawieniem. - Harry. Czego on znowu chce? – powiedział do mojego ucha, a ja zachichotałam cicho wtulając twarz w jego ramię, które mnie obejmowało. – ‘Będę u ciebie za godzinę. Kocham Cię’ – zacytował.
- Nie ma tam ‘Kocham Cię’ – zbuntowałam się i spojrzałam na niego.
- Ale założę się, że tak myślał, pisząc tego smsa – uśmiechnął się i pocałował mnie w nos. – Więc już wyjaśniliśmy sobie, co ja tu robię. Wiedziałabyś, gdybyś nosiła przy sobie telefon. Ale po co?! – podniósł ręce w górę, żeby zaakcentować swoje słowa. Wybuchliśmy śmiechem. Odrzucił telefon na łóżko i przytulił mnie, całując mój policzek.
- Co będziemy dzisiaj robić? – zapytałam po kilku minutach, bawiąc się jego palcami.
Zamyślił się na chwilkę, patrząc na nasze złączone dłonie, po czym uśmiechnął się do mnie czarująco.
- Co powiesz na spotkanie moich chłopaków z twoją piątką? – poruszył zabawnie brwiami. Momentalnie się ożywiłam.
- Świetny pomysł – odrzekłam. – Która godzina? – spytałam sięgając po mój telefon, który był za daleko, żebym mogła go dosięgnąć. Chciałam podnieść się z klatki piersiowej Harry’ego, ale ten widząc moje zamiary, mocniej mnie do siebie przycisnął. – Harry! – powiedziałam ze śmiechem. – Chcę tylko zobaczyć godzinę – spojrzałam w górę na jego roześmianą twarz.
- Nie puszczę cię – odparł z dumnym uśmiechem na ustach i musnął ustami mój policzek.
- Więc mógłbyś? – wskazałam telefon, który znajdował się w zasięgu jego ręki i uśmiechnęłam się słodko.
Wywrócił oczami, chwycił ją i spojrzał na ekran.
- 12:09.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się i pocałował go delikatnie. Pomyślałam przez chwilę. – To może umówimy się z moimi o czternastej w parku i pójdziemy do was? – odwróciłam głowę w górę tak, abym mogła spojrzeć na chłopka.
- Jasne – odparł z uśmiechem, patrząc na mnie. – Tylko będziemy musieli zajść po drodze do sklepu, bo…
- Twoja kolej na robieniu zakupów – dokończyłam za niego. – Oczywiście – musnęłam jego usta.
Uśmiechnął się i ugryzł mnie delikatnie w nos. Cicho zachichotałam i odwróciłam twarz w kierunku okna.
- Zadzwoń do swoich, a ja powiem chłopakom, że o 14:30 będziemy w domu – powiedział, oddając mi mój telefon.
Wykręciłam numer do Amelii. Odebrała po kilku sygnałach.
- Cześć! – powiedziałam wesoło.
- Co jest, ninja? – usłyszałam w słuchawce radosny głos przyjaciółki.
Zachichotałam cicho. W tym samym momencie Harry dodzwonił się do Zayna.
- Cześć! – krzyknął tak samo jak ja i poczekał chwilę na odpowiedź.
- Chcecie dzisiaj wpaść do przyjaciół Harry’ego? – zadałam pytanie do słuchawki , spoglądając na chłopaka.
- Chcecie, żeby dzisiaj wpadli przyjaciele Maddie? – zaakcentował identycznie, a ja uderzyłam go w ramię. – Au! Nie bij mnie! Wiesz dobrze, jak to się kończy! – wyszeptał i pogroził mi palcem.
- Harry jest u ciebie? – zapytała przyjaciółka ze śmiechem. Harry usłyszał, że dziewczyna o nim wspomniała, więc wyrwał mi słuchawkę.
- Cześć Amelia! – krzyknął, trzymając przy uszach dwa telefony. Wsłuchał się w słowa Zayna. – Ok. Zayn mówi ‘cześć dziewczyny!’ – powiedział roześmiany.
- Cześć, cześć! – odpowiedziałam, po czym spojrzałam na Harry’ego.
- Też mówią ‘cześć!’ – oznajmił ze śmiechem przyjacielowi.
- Oddaj mi telefon, wariacie – próbowałam wyrwać mu telefon. Usiadłam mu na kolanach i trzymałam obiema rękami moją komórkę.
- Amie? O czternastej w parku. Zayn? Wpół do trzeciej możecie się nas spodziewać. Pa! – krzyknął do obu telefonów na raz i rozłączył się jednocześnie. – Amelia i chłopcy załatwieni – odparł z dumnym uśmiechem. – Czas na resztę – powiedział z zapałem i zaczął wybierać numer Maxa ze swojego telefonu, a numer Stelli z mojego.
- Mogę? – zapytałam ledwo powstrzymując śmiech. Wyciągnęłam rękę po komórkę. Widząc to, Harry zrzucił mnie ze swoich kolan na łóżko i szybko się podniósł. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko i ruszył biegiem w kierunku drzwi prowadzących na korytarz. – Wracaj tu! – zarwałam się z łóżka i ze śmiechem pognałam za nim. Co jakiś czas oglądał się za siebie z cwaniackim uśmiechem. Goniłam go po korytarzu na piętrze, po czym zbiegliśmy na dół. Wpadliśmy z hukiem do salonu. Mama siedziała przed telewizorem, a tata właśnie wychodził z kuchni. Oboje spojrzeli na nas i zaczęli chichotać.
- Dzień dobry jeszcze raz – uśmiechnął się do nich Harry, co tylko spowodowało wybuch głośnego śmiechu. Ja też uniosłam kąciki ust w uśmiechu, którego starałam się nie pokazać mojemu uciekinierowi.
- Tato, powiedz mu coś! – krzyknęłam, biegnąc w jego kierunku i okrążając go zaraz za chłopakiem.
- Uciekaj Harry! – zawołał do lokowanego. Przybili sobie piątkę, po czym Harry przyspieszył.
- Po czyjej ty jesteś stronie, co?! – zawołałam z udawanym oburzeniem, wbiegając co sił po schodach. Harry zwolnił na zakręcie, ale ja nie i z trudem utrzymałam się na nogach, co pozwoliło mu oddalić się ode mnie jeszcze bardziej. Po chwili zniknął za ścianą. Na jego nieszczęście znałam ten dom lepiej i wbiegłam szybko do wspólnej łazienki, która miała drzwi z dwóch stron. Wyleciałam z impetem po drugiej stronie. Dzielił mnie już od niego niecały metr, więc gwałtownie przyspieszyłam i złapałam go w pasie, przywierając do jego pleców.
- Mam cię! – krzyknęłam zadowolona. Harry stanął i odwrócił się do mnie przodem. Podniosłam głowę w górę i spojrzałam w jego roześmiane oczy. – Złapałam cię – wyszeptałam dumnie, ledwo łapiąc oddech.
- Wiem – odparł ze słodkim uśmiechem, również ukrywając lekkie zmęczenie. – Wiem kochanie – powtórzył ciszej i musnął delikatnie moje usta.
Wtuliłam się w jego pierś, a on objął mnie mocno. Staliśmy tak kilka minut oddychając coraz spokojniej. Po chwili Harry oderwał się ode mnie, a ja spojrzałam w górę. W jego oczach ujrzała te łobuzerskie iskierki, jakie widziałam przed pościgiem.
- O-oh… Co ty znowu kombinujesz? – zaczęłam się od niego odsuwać, uważnie się mu przyglądając.
- Nic – odpowiedział udając niewiniątko, po czym zwinnym ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię. Pisnęłam cicho, kurczowo trzymając się jego marynarki.
- Nie! Postaw mnie, błagam! – zaśmiałam się cicho, starając się uwolnić.
Loczek jedynie pokręcił przecząco głową i ruszył w stronę mojego pokoju. Po wejściu zamknął nogą drzwi i ściągnął mnie z powrotem na ziemię, kradnąc przy tym kilka całusów. Chciałam się na niego gniewać, ale nie potrafiłam. Zachichotałam cicho i gdy stałam już stabilnie na podłodze, zrobiłam poważną minę i odsunęłam się od niego delikatnie. Po tym geście uśmiech zniknął z jego wcześniej zadowolonej twarzy.
- Jesteś zła? – mruknął lekko przygnębiony, podchodząc bliżej.
Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i spojrzałam na niego srogo.
- Przepraszam – powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Przestań się uśmiechać – starałam się zachować powagę, ale wnioskując z jego miny, wcale mi się to nie udawało.
- Czemu? – spytał, ukazując swoje dołeczki. Odwróciłam się do niego tyłem. Położył dłonie na moich żebrach. Podszedł bliżej i przytulając się do moich pleców, zjechał rękoma po brzuchu, w końcowym efekcie obejmując mnie w talii.
- Bo staram się być na ciebie zła – odparłam unosząc kąciki ust.
- To przestań się starać – wyszeptał w moje włosy.
Ułożył głowę na moim ramieniu i kiedy tylko na niego spojrzałam, uśmiechnął się słodko, pokazując równiutki szereg śnieżnobiałych zębów. Odwróciłam wzrok. Zamknęłam oczy i uśmiechając się, pokręciłam głową. Znał mój słaby punkt i bezczelnie go wykorzystywał. Moją słabością był on i ten jego urok osobisty. Westchnęłam ciężko. Czując, że ze mną wygrywa, chwycił delikatnie moje dłonie, wciąż skrzyżowane na piersi. Odgarnął moje ciemne włosy na jeden bok, podczas gdy moje serce waliło jak oszalałe. Splótł nasze palce i ponownie objął moją talię. Na swojej szyi poczułam jego ciepły oddech, a już po chwili usta.
- Przepraszam – wyszeptał mi do ucha i delikatnie ucałował mój policzek. 
Uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego przodem, nie wyswobadzając się z jego objęć. Ułożyłam dłonie na jego karku. Wspięłam się na palce i musnęłam jego usta.
- Nie gniewam się – wyszeptałam z uśmiechem w jego wargi.
Znów stanęłam na całych stopach i spojrzałam w jego roześmiane, zielone tęczówki. Tym razem on schylił się do mojej twarzy, żeby złożyć na niej subtelny pocałunek.
- Kocham Cię – powiedział cicho z czułym uśmiechem.
- Ja ciebie bardziej – odrzekłam.
- Wcale nie – zbuntował się.
- Wcale tak! – odpowiedziałam akcentując słowa jak on przed sekundą.
- Kłamiesz – uśmiechnął się.
- A ty wszystko psujesz – zakończyłam ostatnim pocałunkiem.
Wyciągnęłam z jego kieszeni nasze telefony. Podałam mu jeden i uwalniając się z jego objęć, usiadłam na łóżku.
- Zadzwoń do Maxa, a ja poinformuję dziewczyny – odparłam.
Usiadł obok mnie i bawiąc się moimi włosami zadzwonił do mojego przyjaciela. W tym samym czasie ja zadzwoniłam do Stelli i Charlie. Oznajmiły, że będą na pewno, podobnie z resztą jak Max i Juliette. Mieliśmy jeszcze pół godziny do wyjścia, więc włączyliśmy radio i przy muzyce leżeliśmy na łóżku, rozmawiając na różne tematy. Po około czterdziestu minutach zeszliśmy na dół i skierowaliśmy się do drzwi. Ubraliśmy się szybko, ponieważ się zagadaliśmy i było mało czasu na dojście do parku.
- Wychodzimy! Będę wieczorem! – krzyknęłam, cofając się do salonu, w którym siedzieli rodzice.
- Dobrze skarbie – odpowiedział tata.
- Tylko pamiętaj o kluczach! – dodała po chwili mama.
Pożegnałam się, wychodząc na dwór. Idąc w stronę głównej ulicy, zapięłam ostatni guzik płaszcza i chwyciłam Harry’ego za rękę. Szliśmy szybkim krokiem obstawiając reakcje naszych przyjaciół zarówno w parku, jak i w domu. Żadne z nas nic im nie powiedziało, więc byliśmy ciekawi sposobu, w jaki zareagują. Spóźnieni dokładnie siedem minut, weszliśmy przez bramę do parku. Mieliśmy spotkać się przy fontannie, więc gdy doszliśmy na dokładne miejsce nasze spóźnienie wynosiło już minut jedenaście. Zauważyliśmy naszych przyjaciół, którzy po kolei odwracali się z naszym kierunku. Dzieliło nas kilkadziesiąt metrów, ale już dało się słyszeć radosny krzyk Amelii: „Ja pierniczkam, trzymają się za ręce!”. Uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco i przyspieszyliśmy kroku.
- Przyznać się! Od kiedy jesteście razem? – krzyknęła pierwsza Stella.
- Właśnie! – dodała Juliette.
- Od wczoraj – odpowiedzieliśmy w tym samym momencie i uśmiechnęliśmy się.
- I ty nic nie powiedziałaś?! – powiedziała z oburzeniem Charlie.
- Chcieliśmy powiedzieć wam razem – uratował mnie Harry.
- Och, przestańcie już zrzędzić! – odezwała się Amelia i rzuciła się na nas z przyjacielskim uściskiem. – Szczęścia kochani!
- Tak, tak. Szczęścia i wytrwałości – zabrała głos Char, również się do nas przytulając.
Wyszło na to, że staliśmy wszyscy w grupowym uścisku, dopóki nie odezwał się Max.
- My tak sobie stoimy, a chłopcy na nas czekają.
- No tak! – odezwali się wszyscy i ruszyliśmy zgodnie w kierunku wyznaczonym przez Harry’ego.
- Musimy jeszcze iść na zakupy – przypomniałam, kiedy zobaczyłam wielki szyld pobliskiego supermarketu.
Mieliśmy kilka minut, więc rozdzieliliśmy się na trzy grupki i biegaliśmy po sklepowych alejkach w poszukiwaniu wszystkich artykułów, które kazali Harry’emu kupić chłopcy. Po pięciu minutach staliśmy całą siódemką przy kasie. Po ekspresowych zakupach, wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku domu chłopaków.

______________________________________________________
Proszę bardzo, jest ósemka! ((((:
Jak się pewnie domyślacie w kolejnym rozdziale przyjaciele Maddie poznają chłopców! woopwoooop! ((((:
Ponad 1400 wyświetleń!! Prawie 300 wyświetleń od wczoraj! JESTEŚCIE NIESAMOWICI! Massive thank you! ♥♥♥
Kolejny rozdział najprawdopodobniej w sobotę, bo w piątek mam urodziny i raczej nie będę miała kiedy go dodać! Ale jeszcze nic nie wiadomo! (((((:
Jutro niestety do szkoły :C Teraz jak zawsze czekam na weekend :D Muszę jeszcze zrobić polski i prace na zajęcia artystyczne :C mamo, ratuj!
Byłam dzisiaj w sklepie i kiedy wychodziłam zaczęło lecieć WMYB w radiu. Wybiegłam ze sklepu i zaczęłam się drzeć do mojej przyjaciółki, że 1D są w radiu! :D Potem z mini zawałem zadzwoniłam do jeszcze dwóch przyjaciółek i zaczęłam się tam ekscytować przed telefon :D Pierwsza powiedziała, że jestem szalona a druga, że kompletnie mnie nie rozumie i mam zadzwonić jak się uspokoję :D A do tego dzisiejsze zdjęcia chłopaków bez koszulek *.* matko!
Dobijecie do 10 komentarzy? ;> liczę na was! ((((:
No nic. Tak więc całuję was i do następnego! :*
Justyna (: xx




le dead  *.*

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział 7 - „ Lubię pomagać damom w opałach”


*Oczami Maddie*

- Wróciłam! – krzyknęłam wchodząc z Harrym do mojego domu. Zrzuciłam z siebie płaszcz oraz wzięłam okrycie chłopaka i odwiesiłam na wieszaku przy drzwiach. Nikt mi nie odpowiedział. Spojrzeliśmy na siebie i ruszyliśmy w głąb mieszkania. – Mamo? Tato? – nawoływałam.
Ruszyliśmy do kuchni, po drodze zaglądając jeszcze do salonu i starego gabinetu taty. Weszliśmy do wnętrza kuchni. Wyjrzałam przez kuchenne okno. Samochód stał na swoim stałym miejscu.
- Tu jest jakaś kartka – powiedział Harry i podał mi skrawek zielonego papieru.

Nie chciało się nam siedzieć w domu, wiec pojechaliśmy do dziadków. Na kuchence masz obiad, podgrzej go sobie i zjedz. W lodówce masz surówkę i kanapki na kolację. Postaramy się wrócić szybko. Kochamy Cię!
                                                                                                                             Tata


Odczytałam na głos i spojrzałam na Harry’ego.
- Jesteś głodny? – zapytałam z uśmiechem i ruszyłam w kierunku kuchenki.
- Myślałem, że nie zapytasz – odparł wesoło i usiadł przy kuchennym stole. Zajrzałam do garnka. Ziemniaki. Na talerzu obok leżało kilka schabowych. Uśmiechnęłam się, bo stęskniłam się za tradycyjnym polskim obiadem.
- Chcesz coś do gorącego do picia? – spojrzałam na chłopaka, a ten od razu się ożywił.
- Powiedz, że masz gorącą czekoladę, błagam – zerknął w moją stronę z nadzieją.
- Zobaczymy co da się zrobić – odparłam uśmiechnięta.
Zajrzałam do szafki z wszelkiego rodzaju herbatami, kawami i innymi. Na najwyższej półce zobaczyłam pudełko z gorącą czekoladą. Do tej półki nigdy nie potrafiłam dosięgnąć. „Dzięki tatku”, pomyślałam i wspięłam się na palce starając dosięgnąć się kolorowe opakowanie. Harry widząc moje zmagania zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Pozwolisz? – stanął za mną, a ja opuściłam rękę. Chciałam się odsunąć, żeby ułatwić mu zadanie, ale nie zdążyłam. Sięgnął po pudełko nad moją głową, delikatnie się  o mnie opierając. Ściągnął opakowanie i obejmując mnie ramieniem, podał mi je. Chwyciłam je w dłonie i odwróciłam się tak, że staliśmy zwróceni do siebie twarzami, które dzieliło kilka centymetrów. Uśmiechnęłam się delikatnie oblana czerwonym rumieńcem.
- Dziękuję – powiedziałam cicho.
- Nie ma za co – odparł z szerokim uśmiechem. – Lubię pomagać damom w opałach – poruszył zabawnie brwiami, a ja zachichotałam.
- Ach tak? To zajmij się czekoladą, a ja zacznę podgrzewać obiad – podałam mu pudełko z napojem do przygotowania i wyswobodziłam się z jego objęć.
- Już się robi – odrzekł z szerokim uśmiechem, zamykając szafkę. Zabrał się za przygotowywanie czekolady. – Gdzie masz jakieś kubki?
- W tamtej szafce – odpowiedziałam wskazując odpowiednie miejsce.
Zaczęłam podgrzewać po kolei części obiadu, a Harry przygotowywał gorące napoje. Ruszyłam w stronę lodówki, a chłopak zastąpił mi drogę.
- Ej! – zaśmiałam się, starając się go wyminąć, ale ten nie dawał za wygraną. – Harry, bo nie dostaniesz ani grama obiadu – zagroziłam.
Patrzeliśmy sobie prosto w oczy sprawdzając, które ulegnie pierwsze. Rozległ się dźwięk gwizdka w czajniku. Zastanowił się przez chwilę, po czym westchnął ciężko.
- Dobra, tym razem wygrałaś.
- Tak! – ucieszyłam się i podeszłam dumnym krokiem do lodówki. Wyciągnęłam z niej surówkę zrobioną przez tatę i ruszyłam na moje stare miejsce. Gdy odłożyłam miskę, Harry podał mi kubek z czekoladą.
- Dziękuję – spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Odwdzięczył się tym samym.
- Co jemy? – zapytał zaglądając do garnków i pijąc czekoladę.
- Ziemniaki, schabowe i surówkę.
- Schabowe? – zdziwił się. To oczywiste. Mógł o tym nie słyszeć, skoro jest to polskie danie.
- Mhm. Zaraz spróbujesz i dowiesz się co to takiego – odparłam z uśmiechem.
Kiedy skończyliśmy pić rozgrzewające napoje, nałożyłam na talerze obiad. Postawiłam przed chłopakiem, który od kilku minut siedział już przy stole.
- Wygląda przepysznie – oznajmił, gdy spojrzał na talerz.
Po chwili siedzieliśmy naprzeciwko, kończąc swoje porcje.
- Smakowało? – spytałam. Kiedy zauważyłam, że już skończył.
- Nieziemskie – odezwał się. – Wszystko w Polsce tak smakuje? – zapytał podekscytowany. Zachichotałam cicho.
- Tak – odparłam z uśmiechem. – Następnym razem przygotuję ci pierogi. Co ty na to?
- Brzmi tajemniczo – powiedział, odkładając talerze do zmywarki. – Bardzo chętnie.
Ruszyliśmy do salonu.
- Może obejrzymy jakiś film? – zaproponowałam z uśmiechem..
- Czemu nie – odpowiedział Harry z dziwnie zaciekawionym głosem.
Obejrzałam się za siebie. Stał sobie przy ścianie z kominkiem i wpatrywał się w rodzinne zdjęcia.
- O nie, nie, nie! Zamknij oczy i na to nie patrz! – podbiegłam do niego, wskoczyłam mu na plecy i zasłoniłam oczy dłońmi.
Delikatnie je odsłonił i dalej oglądał zdjęcia.
- Ale dlaczego? Przecież byłaś takim słodziutkim dzieckiem – zaśmiał się. – No zobacz! – chwycił zdjęcie z kominka, na którym śmiałam się do aparatu. Miałam przymrużone oczy i zmarszczony nos. Dla niektórych to zdjęcie faktycznie mogło wydawać się słodkie, ale nie dla mnie.
- Błagam cię Harry! Przestań – zaśmiałam się i schowałam głowę w jego ramię.
- Albo to! – mówił rozbawiony, trzymając kolejną fotografię. Podniosłam głowę, patrząc na zdjęcie. Tym razem chodziłam w niebieskiej sukieneczce na plecach mojego taty. – Mogę też kiedyś prosić taki masaż? – poruszył zabawnie brwiami, a ja oparłam brodę o jego bark.
- Nie, nie możesz – powiedziałam stanowczo i zeskoczyłam z jego pleców.
Chwyciłam go za rękę i zaczęłam odciągać go w stronę telewizora.
- To co z tym filmem? – zapytałam, żeby oderwać go od tych upokarzających fotografii.
- Niech ci będzie – powiedział, wiedząc, że tym razem ze mną nie wygra.
Usiadłam na kanapie, a Harry włączył jakiś film. Horror. W strasznych momentach odruchowo chowałam twarz w ramieniu lokowatego. Po skończonym filmie, była godzina dwudziesta. Włączyliśmy kolejny. Tym razem Harry wybrał komedię. Przyniosłam kanapki, które tata zrobił mi na kolację. Kiedy tak się nimi zajadaliśmy, wrócili rodzice.
- Maddie? Jesteś już? – zawołała mama.
- Jestem w salonie! – odkrzyknęłam i  zatrzymałam film.
Rodzice weszli do pomieszczenia i na ich twarzach dało się zauważyć uśmiech.
- Ooo.. Masz gościa – powiedział tata, patrząc z uśmiechem na Harry’ego.
Ten podniósł się z miejsca i podszedł do moich rodziców. Ruszyłam za nim.
- Dobry wieczór – zaczął. – Jestem Harry Styles – przywitał się uprzejmie najpierw z mamą, całując ją delikatnie w wierzch dłoni. Uśmiechnęłam się mimowolnie widząc, jaki jest wychowany. Tata spojrzał na mnie znacząco i na jego twarzy malowało się pytanie: „To on?” Przytaknęłam delikatnie, a on tylko zrobił minę w stylu „Tylko pogratulować” i posłał mi jego kochany, ojcowski uśmiech.
- Dobry wieczór Harry. Jestem Kasia, mama Maddie. A to jest mój mąż, David. – odpowiedziała mama z uśmiechem, a Harry w tym czasie przywitał się z moim tatą silnym, męskim uściskiem dłoni.
- Miło nam cię poznać Harry – powiedział tata i pokazał bielutkie zęby.
- Cała przyjemność po mojej stronie – odparł chłopak z ciepłym uśmiechem na ustach.
- Maddie – zwróciła się do mnie mama. – Poczęstowałaś Harry’ego obiadem?
- Tak mamo – wywróciłam oczami. – I tak. Poczęstowałam go kanapkami. I tak. Wypiliśmy coś ciepłego.
- Dobrze, już dobrze.
Zostałam obdarowana matczynym uśmiechem i rodzice poszli do kuchni.
- Może już pójdę? – wyszeptał grzecznie Harry.
- Nie, zostań jeszcze – odpowiedziałam błagalnym tonem i uśmiechnęłam się słodko.
- Dobrze, dobrze – zaśmiał się. – Tylko przestań błagać!
Wybuchłam śmiechem.
- Chodź, pójdziemy do mojego pokoju – powiedziałam rozbawiona.
Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w kierunku schodów. Po drodze oglądał fotografie wiszące na ścianach. Widząc to, pociągnęłam go mocniej.
- Nie zaczynaj znowu – zagroziłam, kiedy szedł na równi ze mną.
Po kilku sekundach stanęliśmy przed wejściem do mojego pokoju. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka, wciągając Harry’ego za sobą. Kiedy ten rozglądał się po pokoju, ja usiadłam na łóżku i przyglądałam się jego minie.
- Piękny pokój – powiedział z uśmiechem, siadając obok mnie.
- Dziękuję – założyłam niesforny kosmyk włosów za ucho.
Oparł się wygodnie o ścianę i zaczął się bawić moimi włosami.
- Stęskniłem się za tobą przez te kilka dni – powiedział wbijając wzrok we włosy, które akurat miał zawinięte na palcu. Zerknęłam na niego z uśmiechem.
- Już to dziś mówiłeś – posłałam mu ciepłe spojrzenie.
- Wiem, ale chciałem to powiedzieć jeszcze raz – uśmiechnął się delikatnie, patrząc mi w oczy.
Oparłam się o ścianę obok niego.
- Ja też się stęskniłam – rzekłam, patrząc mu w oczy.
- Już to mówiłaś – powiedział cicho.
- Wiem, ale chciałam to powiedzieć jeszcze raz – wyszeptałam i uśmiechnęłam się słodko, rumieniąc się.
Harry uniósł delikatnie kąciki ust. Spojrzałam w jego roześmiane oczy i mój uśmiech się poszerzył. Nie wiem co on takiego w sobie miał, ale gdy tylko na niego spoglądałam, mój humor automatycznie się poprawiał. Patrzeliśmy na siebie w milczeniu, aż Harry odwrócił wzrok. Usiadł na brzegu łóżka. Podniosłam się i spojrzałam na niego niepewnie.
- Coś się stało? – zapytałam cicho.
- Muszę ci coś powiedzieć – powiedział i splótł nerwowo palce dłoni.
- Śmiało – zachęciłam go z uśmiechem.
Położyłam mu dłoń na ramieniu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, że to trochę szalone i możesz pomyśleć, że jestem nienormalny, ale… - zaciął się. Pogłaskałam go po ramieniu, aby dodać mu odwagi. – Bardzo się do ciebie przywiązałem. Nie jak przyjaciel.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Serce zaczęło mi walić jak szalone. Oblałam się rumieńcem i spuściłam wzrok. Harry podniósł się i kucnął przede mną. Chwycił mój podbródek i uniósł go do góry tak, że musiałam spojrzeć mu w oczy.
- Powiedz coś – powiedział błagalnym tonem i uśmiechnął się delikatnie.
Nie mogłam wydusić słowa. Wciąż patrzeliśmy sobie w oczy. „Wystarczy, że powiesz to samo”, mówiłam sobie. „Maddie, obudź się!”
- Ja… ja czuję to samo – wyszeptałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Naprawdę? – zapytał lekko podekscytowany.
Przytaknęłam głową. Harry położył swoją ciepłą dłoń na moim policzku. Dotknęliśmy się czołami i siedzieliśmy tak wpatrując się w siebie z uśmiechem. Objęłam go za szyję, wtuliłam się w jego pierś, a on przytulił mnie do siebie i pocałował w głowę.
- Kocham Cię Maddie – wyszeptał cicho w moje włosy. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne, zielone oczy.
- Ja też Cię kocham Harry – odpowiedziałam z uśmiechem. Ponownie położył dłoń na moim policzku, lecz tym razem przysunął moją twarz do swojej.  Spojrzał mi  głęboko w oczy i delikatnie musnął moje wargi. Odwzajemniłam pocałunek i uśmiechnęłam się lekko.
- Nawet nie wiesz, ile czekałem na tę chwilę – wyszeptał w moje usta i ponownie przyłożył je do swoich. Trwaliśmy w tym pocałunku, dopóki nie straciliśmy oddechu. Oderwaliśmy się od siebie. Usiedliśmy wygodniej na łóżku. Położyłam głowę na klatce piersiowej Harry’ego, a on objął mnie ramieniem. Leżeliśmy tak i rozmawialiśmy przez około godzinę. Nagle zadzwonił telefon chłopaka. Wyciągnął z kieszeni komórkę i spojrzał na ekranik.
- Louis – oznajmił wywracając oczami.
- Odbierz – uśmiechnęłam się do niego, a on tylko nacisnął zieloną słuchawkę i przytulił mnie do siebie mocniej.
- Co się stało kochanie? – mruknął do telefonu, a ja cichutko zachichotałam. Uwielbiałam ten ich ‘romans’. – Nie, nikt mnie nie porwał – ponownie wywrócił oczami.
- Jest cały! – dało się słyszeć głos roześmianego Louisa. – A gdzie się teraz podziewasz?
- Jest ze mną – powiedziałam do słuchawki.
- Dokładnie – uśmiechnął się Harry.
- Ahh.. Jest u Maddie! – krzyknął do reszty Lou. – To nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki. Ciao! – powiedział melodyjnie i się rozłączył.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem w tym samym momencie. Posiedzieliśmy tak jeszcze kilkadziesiąt minut. Dochodziła północ. Niestety Harry oznajmił, że musi się zbierać, bo chłopcy go zabiją. Uśmiechnęłam się smutno. Zeszliśmy po cichu po schodach. Rodziców na dole nie było, więc zapewne poszli już do swojej sypialni. Udaliśmy się w kierunku drzwi. Harry powoli się ubierał. Cały czas cicho się śmialiśmy wspominając dzisiejsze pytania dziewczyn. Kiedy chłopak był gotowy stanął naprzeciwko mnie. Objął mnie w talii, uśmiechnął się słodko i czule mnie ucałował. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Oderwaliśmy się od siebie po kilku chwilach i zetknęliśmy się czołami.
- Dobranoc – szepnęłam.
- Dobranoc kochanie – uśmiechnął się i delikatnie musnął moje usta.
Trzymając się za ręce, wyszliśmy przed drzwi. Było zimno, a ja stałam bez kurtki i butów.
- Właź do środka – powiedział Harry, popychając mnie w kierunku wnętrza domu. Ja szybko wspięłam się na palcach, żeby jeszcze raz go ucałować. Uśmiechnął się i znów popchnął mnie lekko w stronę mieszkania. – Do środka! – zaśmiał się. Pocałował mnie jeszcze raz i ruszył w stronę ulicy. Stałam w drzwiach, aż zniknął za zakrętem. Zakluczyłam wejście do domu i wbiegłam po cichu do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Wtuliłam się w poduszkę i uśmiechałam się jak niezrównoważona psychicznie. Zagryzłam dolną wargę wspominając nasz pierwszy pocałunek. Jego zielone oczy, wpatrujące się we mnie z miłością. Jego uśmiech, gdy powiedziałam mu co do niego czuję. Kocham go i tego jestem pewna. Z takimi myślami usnęłam.


  ________________________________________________________
I jest 7! Maddie i Harry. Harry i Maddie. RAZEM. ((((:
KOCHAM WAS PO PROSTU! Ponad 1100 wejść! Jesteście niesamowici! Oby tak dalej ((((:
Błaaagam Was, jeśli czytacie, to mówcie mi co myślicie, bo nie wiem, czy jest sens dalszego dodawania rozdziałów :C
Jeśli jest ktoś, kto chciałby być informowany o kolejnych rozdziałach napiszcie na moje gg : 7949651 lub napiszcie na twitterze @justyna1155 (((:
Kolejny? Hmm... jeśli będzie satysfakcjonująca liczba komentarzy to może... jutro? (: Co wy na to? Do dzieła! (:
Piszcie koniecznie, co myślicie o związku Maddie i Hazzy (: Jestem baardzo ciekawa, czy się wam to podoba czy też nie. Dajcie znać w komentarzu lub na gadu (:
Tak więc, całuję i do następnego! :*
Justyna (: xx




woop woop! ♥

środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział 6 – „Wybacz Loczku, dzisiaj jesteśmy TEAM NIALL”


DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ…

*Oczami Harry’ego*

- Wstawaj Hazza! – wrzasnął Zayn wchodząc z hukiem do mojego pokoju. Odwróciłem się do ściany. Nie miałem zamiaru podnosić się z łóżka tak szybko. – Wyłaź z łóżka – Zayn ponownie podjął próbę obudzenia mnie.
- Odczep się – wymamrotałem naciągając kołdrę na głowę.
- Maddie przyszła – szepnął mi do ucha, a ja zerwałem się jak poparzony słysząc imię dziewczyny. Nie widziałem jej od kilku dni. W zeszłym tygodniu spotykaliśmy się prawie codziennie, ale w tym albo ja byłem zajęty, albo jej coś wypadało.
- Co?! Dlaczego od razu nie powiedziałeś?! – zacząłem biegać po pokoju szukając ubrań.
- Bo przed chwilą to wymyśliłem – zaśmiał się Zayn. – Szkoda, że nie widziałeś swojej miny! – tarzał się po moim łóżku trzymając się za brzuch.
- Ha ha ha! Naprawdę bardzo śmieszne! – powiedziałem sarkastycznie i wymierzyłem brunetowi mordercze spojrzenie.
- Żebyś wiedział! – nie przestawał się śmiać. Chwyciłem poduszkę i uderzyłem go z całej siły poduszką. Momentalnie ucichł. – Ale bez bicia! – zachichotał cicho.
- Po co mnie obudziłeś? – zapytałem spokojniej siadając obok niego na łóżku. Podniósł się do pozycji siedzącej i splótł palce dłoni.
- Mam pytanie – odrzekł krótko.
- I to nie mogło poczekać? – powiedziałem z wyrzutem.
- No… - zawahał się. – Właściwie mogło, ale nie mogłem wytrzymać.
- A więc… słucham – odpowiedziałem najspokojniej, jak mogłem.
- Pamiętasz, jak w Milkshake City widzieliśmy przyjaciół Madd? – zaczął powoli. Przypomniałem sobie ten moment i spojrzałem na Zayna.
- Tak. Powiesz w końcu o co chodzi? – niecierpliwiłem się.
- Właśnie do tego zmierzam. – obronił się i znów zaczął mówić. – A więc, była tam wtedy taka wysoka szatynka…
- Amelia – wtrąciłem starając się wsłuchać w to, co mówił.
- Tak, Amelia – powiedział rozmarzony. – Więc… Maddie ci o niej opowiadała?
- Tak, tak. Mówiła o całej piątce. – spojrzałem z uśmiechem na przyjaciela. Już się domyślałem o co chodzi.
- I co o niej sądzisz? – zapytał podekscytowany. Widząc mój uśmiech, walnął mnie w ramię.
- Podoba ci się! – krzyknąłem i zaśmiałem się opadając na łóżko. Już za chwilę dostałem poduszką prosto w twarz.
- Krzycz głośniej, idioto! – wycedził Zayn i znów walnął mnie poduszką.
- Ale to prawda? – odparłem już ciszej, spoglądając na przyjaciela, który mimowolnie się uśmiechnął.
- Sam nie wiem… - zaczął. – Nie znam jej. Nie wiem, jaki ma charakter, nie wiem nic. – spojrzał na mnie. – Jedyne co wiem to to, że ma na imię Amelia – odruchowo się uśmiechnął. – i jest przyjaciółką twojej dziewczyny – wywrócił oczami.
- Maddie nie jest moją dziewczyną – sprostowałem szybko. Nie ukrywam jednak, że miałem dreszcze, gdy usłyszałem słowa przyjaciela.
- Dobra, dobra – powiedział i sprowadził rozmowę na poprzedni tor. – A więc? Co o niej myślisz po opowiadaniach Madd? – spytał lekko zniecierpliwiony.
- Co o niej myślę? – Zayn pokiwał twierdząco głową, a ja przypominałem sobie słowa, które wypowiedziała Maddie o przyjaciółce. – Z tego co wiem, to Amelia jest dość zwariowana, ma świetne poczucie humoru i niesamowite wyczucie stylu. Maddie mówiła, że kiedyś musi policzyć ile razy dziennie przejeżdża szczotką po włosach, więc wychodzi na to, że pod tym względem pasujecie do siebie idealnie. – oberwałem w głowę. Tym razem mocniej i już nie poduszką, a ręką. – Au, oszalałeś?!
- A więc…? – zapytał o moje zdanie.
- A więc uważam, że jest zajebista – poruszyłem znacząco brwiami.
- Tak myślisz? – uśmiechnął się promiennie Zayn.
- Tak, tak myślę – odrzekłem z szerokim uśmiechem.
- Powiesz mi, co o niej sądzisz, jak już ją poznasz? – zapytał, żeby się upewnić, że nic przed nim nie ukryję.
- Tak Zayn, powiem – odparłem ze śmiechem i poklepałem go po plecach.
Brunet ruszył do drzwi, otworzył nie i zatrzymał się jeszcze na chwilę
- Na pewno? – ponownie się upewnił.
- TAK! – odpowiedziałem podniesionym lekko głosem, delikatnie już poirytowany.
- DOBRZE! – odparł tym samym tonem i wyszedł z pokoju. Po chwili drzwi znów się otworzyły.
- Jezu Chryste! – krzyknąłem patrząc w górę.
- Nie powiesz nic chłopakom? – spojrzał na mnie poważnie.
- Pod jednym warunkiem. Wyjdziesz z pokoju, zejdziesz do kuchni i zrobisz mi naleśniki z czekoladą. – powiedziałem z cwaniackim uśmiechem.
- Dobra, ale ani słówka, jasne? – zamknął drzwi. Dało się słyszeć jego ciche „Tak!” i głośne schodzenie po schodach.
Zaśmiałem się cicho i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej czarny T-shirt z napisami, szarą bluzę i czerwone spodnie. Ruszyłem w stronę łazienki, wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. Po wyszykowaniu się chwyciłem telefon i wyszedłem z pokoju zerkając na ekran telefonu. Była godzina 10:06. Zbiegłem na dół, gdzie unosił się niesamowity zapach. Poszedłem szybko do kuchni i ujrzałem na stole górę naleśników z czekoladą, wokół której siedziała trójka moich przyjaciół. Brakowało Louisa.
- Dzień dobry! – powiedziałem radośnie i usiadłem między Liamem i Niallem. Naprzeciwko siedział Zayn. Wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami, po czym zabrałem się do jedzenia. Były wyśmienite. Naleśniki w wykonaniu Zayna zawsze były pyszne. Po skończonym posiłku, odszedłem od stołu i usiadłem wygodnie na kanapie w salonie. Po chwili przerzucania programów telewizyjnych obok mnie usadowił się Lou i zajadał marchewkę.
- Cześć kochanie – spojrzałem na niego i zabawnie poruszyłem brwiami. Przyjaciel uśmiechnął się do mnie i posłał mi całusa.
- Cześć Lokowaty! – z szerokim uśmiechem podsunął mi pod nos marchewkę. – Chcesz trochę? – odgryzłem kawałek i położyłem się na kanapie tak, że nogi trzymałem na kolanach Louisa.
- Louis! – zawołał Liam. – Chodź tu, jeśli chcesz trochę Zaynowych naleśników albo Niall pochłonie wszystkie!
Lou zerwał się na równe nogi.
- Czemu nikt nie powiedział, że Zayn robi naleśniki?! – oburzył się i wrzucił do buzi ostatni kęs marchewki. Zaśmiałem się i założyłem nogi na oparcie kanapy. Znów powróciłem to szukania czegoś ciekawego w telewizji i zatrzymałem się na kanale muzycznym. Puszczali właśnie jakiś kawałek Justina Biebera. Po kilku sekundach dało się słyszeć wrzaski Nialla i za chwilę siedział na moim brzuchu wpatrując się w telewizor.
- Chyba przytyłeś blondi – stwierdziłem i zrzuciłem go na ziemię.
- Wcale nie! – wrzasnął i walnął mnie w ramię, a ja mu oddałem.
- Nie bić się! – krzyknął Liam, który właśnie wchodził do pokoju.
- On zaczął! – odparliśmy oboje wskazując na siebie.
- Nie ważne kto zaczął – zaśmiał się Tatuś i włączył jakiś program z wiadomościami. Po chwili wszyscy siedzieli spokojnie. Niall spojrzał na mnie złowieszczo, a ja tylko pokazałem mu język i zaśmiałem się głośno. Zerwał się na równe nogi, rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Na Harry’ego! – usłyszałem krzyk blondyna i zaraz po tym ruszyli na mnie Louis i Zayn.
Śmiałem się na cały głos. Po chwili zaczął mnie już boleć brzuch. Spojrzałem błagalnie na Liama, który tylko podniósł w górę ręce.
- Ja się nie mieszam – mruknął i wyszedł z salonu.
- Zapamiętam… to… sobie… - wydukałem ledwo łapiąc oddech. – Dobra, stop! Starczy! – krzyczałem, ale oczywiście na darmo. Runęliśmy wszyscy na ziemię, ale to i tak nie pomogło. Po kilku minutach znudziło im się i dali mi spokój. – No nareszcie! – odparłem z ulgą w głosie.
Leżałem i oddychałem spokojnie. Mój brzuch był okropnie obolały od śmiechu i od ich brutalnego ataku. Spojrzałem na nich złowrogo i podniosłem się powoli. Widząc, że kieruję się na moje poprzednie miejsce na kanapie, wstali i błyskawicznie rozsiedli się na meblu.
- Och, serio? – odezwałem się z wyrzutem i spojrzałem na Louisa. – Ty też?
- Wybacz Loczku, dzisiaj jesteśmy TEAM NIALL – odparł z cwaniackim uśmiechem. Niall zaśmiał się łobuzersko.
- Cudownie, a czy kiedykolwiek w tym domu jest TEAM HARRY? Nigdy! – powiedziałem z udawanym oburzeniem i zobaczyłem, że mój telefon, który wciąż leżał na ziemi, zaczął dzwonić.
- I tak wiesz, że cię kocham – rzucił Lou i uśmiechnął się do mnie.
Odpowiedziałem mu tym samym i schyliłem się po komórkę. Widząc imię mojego rozmówcy mój uśmiech jeszcze się poszerzył.
- Oho, dzwoni Maddie – odezwał się Niall. – No odbierz, bo się rozmyśli.
Chłopcy zaśmiali się, a ja pokazałem im język i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Słucham – powiedziałem uśmiechnięty uciszając przyjaciół, którzy zdecydowanie byli za bardzo rozbawieni.
- Harry? – słyszałem głos Maddie. Nie widziałem się z nią kilka dni i potwornie się za nią stęskniłem. – Obudziłam cię?
- Nie.  Nie śpię już od dwóch godzin – odpowiedziałem i spojrzałem znacząco na Zayna, a ten tylko uśmiechnął się niewinnie.
-  Już myślałam, że spałeś – zachichotała cicho. – Dzwonię, żeby zapytać, czy masz dzisiaj czas? Teraz moi przyjaciele chcieliby cię poznać.
- Jasne, że mam czas – odpowiedziałem z szerokim uśmiechem.
- Dla ciebie zawsze ma czas! – krzyknął na całe gardło Lou.
Maddie cicho zachichotała.
- Powiedz ‘Cześć’ Louisowi – powiedziała melodyjnie i zaśmiała się.
- Dobrze – odparłem do telefonu, po czym odwróciłem się w stronę przyjaciela. – Maddie mówi ‘Cześć’.
Lou podbiegł do mnie jak oparzony i wyrwał mi telefon.
- Cześć Maddie! – krzyknął do słuchawki. – Co u ciebie? – słuchał odpowiedzi dziewczyny.
- Oddawaj telefon! – wskoczyłem mu na plecy starając się wyrwać mu komórkę z rąk. Nieskutecznie.
- Serio? – kontynuował rozmowę marchewkożerca. – To świetnie. A kiedy znów wpadniesz na kalambury? – spytał zaciekawiony i znów poczekał kilka sekund na odpowiedz. – Ekstra! – ucieszył się. – Jasne, nie ma sprawy. – podał mi telefon. – Chce rozmawiać z tobą.
Chłopcy pękali ze śmiechu z tego widoku, jaki prezentowaliśmy im z Louisem. Zeskoczyłem z jego pleców i przyłożyłem słuchawkę do ucha.
- Wróciłem – odparłem z uśmiechem.
- Świetnie – powiedziała radośnie, a ja spojrzałem na Louisa biegającego po całym salonie.
- Co takiego mu powiedziałaś, że biega jak głupek po całym pokoju? – odparłem ze śmiechem, wciąż zerkając na przyjaciela.
- Powiedziałam, że może wpadniemy z moją piątką do was pod koniec tygodnia. Jeśli oczywiście masz coś przeciwko, to… - nie zdążyła dokończyć, bo wciąłem się jej w słowo.
- Oszalałaś? Oczywiście, że nie mam nic przeciwko waszej wizycie. – spojrzałem znacząco na Zayna, a ten wytrzeszczył oczy i zapytał niemo „Przyjdzie tu?”. Pokiwałem twierdząco głową, a on uśmiechnął się jak dziecko i zaczął biegać po pokoju razem z Louisem.
- A więc ustalone. – powiedziała radośnie. – Ale co z dniem dzisiejszym? O której będziesz mógł się spotkać?
- Nawet teraz – uśmiechnąłem się mimowolnie na myśl zobaczenia jej.
- Świetnie, więc co powiesz żeby spotkać się za pół godziny? – spytała.
- Jestem za. Mam do ciebie przyjechać? – zapytałem ruszając po schodach do swojego pokoju.
- Nie, nie, nie, nie. – zaczęła zaprzeczać.
- Czemu? – zaśmiałem się cicho.
- Uwierz mi kochaniutki, nie chcesz się pchać w ręce moich rodziców – powiedziała cicho, a słowo ‘kochaniutki’ rozbrzmiewało mi w uszach przez kilka kolejnych sekund. – Cześć tato – mruknęła niepewnie, po czym zachichotała cicho. Słychać było zatrzaskujące się drzwi. Zaśmiałem się. – Widzisz? Nawet spokojnie porozmawiać nie można.
- Na pewno nie jest tak źle – uśmiechnąłem się.
- Nie jest. Jest gorzej – wyszeptała, na co ja wybuchłem głośnym śmiechem. – To nie jest śmieszne! To nie ty musisz ich wysłuchiwać! – zbuntowała się.
- Dobrze już, dobrze – odparłem pocieszająco. – Więc gdzie się spotkamy?
- Przy fontannie w naszym parku za pół godziny? – spytała.
- Jesteśmy umówieni – podsumowałem.
- Cudownie. Do zobaczenia – pożegnała się i odłożyła słuchawkę.
Mogłem uciąć sobie rękę, jeśli się teraz nie uśmiechała. Słyszałem to w jej słodkim głosie. Spodobał mi się sposób, a jaki nazwała park, w którym poznaliśmy się zaledwie kilka dni temu. Nasz park. Nie miałem pojęcia, że mogę się tak przywiązać do osoby, którą znam tak krótko. Może tak właśnie wygląda miłość? A może jestem psychiczny? Nie wiem, ale wiem, że bez Maddie ten świat nie byłby już nigdy taki sam. Uśmiechnąłem się do siebie, chwyciłem płaszcz i zarzucając go sobie na plecy, zbiegłem na dół. Założyłem buty, wyszedłem na dwór i skierowałem się w stronę parku. Szedłem powoli, rozmyślając dalej o Maddie. Myślałem o jej melodyjnym głosie, który brzmiał jak tysiące kryształowych dzwoneczków; o jej malutkim nosku, którego czasami miałem ochotę ugryźć; o jej pełnych ustach, które chciałem poczuć na moich. Myślałem o jej włosach, które układały się idealnie w każdym momencie; o jej słodkim uśmiechu, przez który i ja mimowolnie się uśmiechałem. Co najważniejsze, myślałem o jej czekoladowych oczach, w które spoglądałem w moim śnie w dzień, kiedy ją poznałem. Wszystko to sprawiało, że moje serce zaczynało bić tysiąc razy szybciej; że przewijała się w moich myślach w każdym momencie w ciągu dnia.


Dochodziła trzynasta. Siedziałem na ławce pod fontanną, czekając na Maddie i jej przyjaciół. Rozglądałem się po parku patrząc na dzieci bawiące się na placu zabaw oddalonym ode mnie zaledwie kilka metrów. Z dnia na dzień było coraz cieplej i było coraz mniej śniegu. Wiosna zbliżała się wielkimi krokami. Uśmiechnąłem się na tę myśl, bo nie przepadam za mrozem, śniegiem i chłodem. Jedyne co dobre zimą to święta i kilka dni, kiedy to wpadnie chłopakom i mi coś głupiego do głowy i wydurniamy się jak dzieci.
Siedziałem tak rozmyślając, dopóki nie usłyszałem, że ktoś się zbliża zza moich pleców. Odwróciłem się i ujrzałem zakradającą się Maddie. Gdy zobaczyła, że się odwróciłem złowieszczy uśmieszek zniknął z jej twarzy.
- Kurde! Nie miałeś się odwracać! – usiadła obok mnie zawiedziona, że nie udało się jej mnie wystraszyć.
- To nie moja wina, że szłaś tak głośno! – powiedziałem ze śmiechem, a ona uderzyła mnie lekko w ramię.
- Wcale nie szłam głośno – zbuntowała się i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Owszem, szłaś – wyszeptałem, drocząc się z nią.
Spojrzała na mnie z udawanym wyrzutem, a ja się tylko uśmiechnąłem, na co odpowiedziała mi tym samym.
- I tak uważam, że to nie fair. Jak ty się skradałeś, to cię nie słyszałam – odparła zawiedziona, a ja się zaśmiałem.
- Ma się to coś – odrzekłem dumnie, zaśmiałem się i rozsiadłem się na ławce. Spojrzałem na dziewczynę. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że z każdą naszą rozłąką tęsknię za nią coraz bardziej. – Nie masz pojęcia, jak się za tobą stęskniłem – powiedziałem z uśmiechem.
- Ja też tęskniłam – uśmiechnęła się słodko, delikatnie się przy tym rumieniąc.
- Gdzie reszta? – zapytałem nie spuszczając z niej oczu.
- Powinni zaraz tu być – odpowiedziała i rozejrzała się dookoła. – O! Idzie Max i Juliette – uśmiechnęła się i zwróciła moją twarz w kierunku jej nadchodzących przyjaciół.
Podnieśliśmy się z miejsca. Kiedy para do nas podeszła, uśmiechnąłem się nieśmiało.
- Siema– powiedział radośnie Max i wyciągnął w moim kierunku rękę. Uścisnąłem ją i uśmiechnąłem się do chłopaka. – Jestem Max, a o jest moja dziewczyna Juliette – wskazał niewysoką osóbkę stojącą po jego prawej stronie.
- Cześć – odarłem z uśmiechem i uścisnąłem rękę dziewczynie. – Harry – przedstawiłem się.
- Hej – odpowiedziała blondynka. – Mów mi Julie.
- Miło was poznać – powiedziałem i posłałem im przyjazny uśmiech. Spojrzałem na Maddie, a ona uśmiechnęła się ciepło i stanęła obok mnie.
- A pozostali? – zapytała dwójki przyjaciół, a ci tylko wzruszyli ramionami.
- Nie mam pojęcia – odezwała się Julie. – Jak wychodziliśmy ode mnie, dzwoniłam do Stelli. Mówiła, że już wychodzi.
- Spóźniają się już 15 minut – marudził Max. – Jestem głodny.
- A możesz mi powiedzieć, kiedy nie jesteś, kochanie? – odpowiedziała Julie i wszyscy cicho się zaśmialiśmy.
- Zadzwonię do Charlie – oznajmiła Maddie wyciągając telefon. – Może spóźnił się jej autobus? – dodała. Z tego co pamiętam, Charlie mieszkała na obrzeżach Londynu i musiała dojeżdżać, żeby spotykać się z całą resztą.
- Stella mówiła, że przyjdą w trójkę – odezwał się Max.
Maddie wyszukiwała numeru przyjaciółki. Przyłożyła słuchawkę do ucha i rozejrzała się dookoła.
- O, idą! – powiedziała radośnie i schowała telefon. Zwróciłem swój wzrok w kierunku, w którym spoglądała Maddie. Zauważyłem trzy dziewczyny idące szybkim krokiem.
- To wszystko przez Amelię! – krzyczała najprawdopodobniej Charlie.
- Jak zawsze się spóźniła! – odparła Stella.
- Ile razy mam mówić ‘przepraszam’? – wywróciła oczami Amelia.
- Nie powiedziałaś ani razu! – zbuntowała się Stella.
- Tak? To przepraszam – powiedziała słodkim głosikiem wysoka brunetka. Wszyscy się zaśmiali.
- Jestem Charlie – odezwała się radośnie niewysoka dziewczyna i wyciągnęła w moim kierunku rękę. Uścisnąłem ją delikatnie.
- Ja nazywam się Stella – powiedziała kolejna. Przywitałem się, po czym moją rękę szybko chwyciła najwyższa z dziewczyn.
- Amelia – rzuciła z uśmiechem i potrząsnęła lekko moją ręką.
- Jestem Harry, miło mi was poznać – odpowiedziałem uprzejmie i posłałem spóźnialskim szeroki uśmiech.
- To nam jest miło – odparła Stella.
- Więc, co robimy? – zapytała po chwili Julie.
- Idziemy coś zjeść – odpowiedział błagalnym tonem Max.
- Dobra, chodźmy do McDonalda – wywróciła oczami Charlie i powolnym krokiem ruszyliśmy wszyscy w stronę najbliższego Mc’a.
Nagle podeszła do mnie Amelia, chwyciła pod ramię i uśmiechnęła się cwaniacko.
- A więc, Harry? – zaczęła, a ja uśmiechnąłem się niepewnie. – Jak poznałeś naszą Maddie?
Maddie uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- Oho, zaczyna się. – wyszeptała do siebie, po czym spojrzała znacząco na przyjaciółkę. Ja cicho zachichotałem i patrzałem to na jedną, to na drugą. – Przecież ci mówiłam, jak się poznaliśmy.
- Owszem, ale chcę poznać wersję Harry’ego. – odparła z uśmiechem. – Może jest seryjnym zabójcą, a ty przyłapałaś go jak odstrzelał komuś głowę? Wtedy on kazał ci skłamać, żeby nikt się nie dowiedział, jak zarabia na życie?
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- I myślisz, że teraz powiedziałby ci prawdę? – odezwała się Stella, a brunetka pokazał jej język.
- Seryjny zabójca? – Amelia spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Nie – powiedziałem z uśmiechem kręcąc głową. Nie ma co, poczucie humoru to ona faktycznie ma.
- Więc co robisz w wolnym czasie? – tym razem odezwał się Max.
- Nic specjalnego. Spędzam czas z przyjaciółmi, trochę śpiewamy… - zacząłem wyliczać, ale przerwała mi Amelia.
- Śpiewacie? W sensie macie zespół? – zapytała zaciekawiona.
- Tak. Ale to nic wielkiego. Śpiewamy tylko tak dla siebie. – odparłem z uśmiechem.
- Wow… - powiedziała zachwycona. – Musicie nam coś kiedyś zaśpiewać.
- Tak, zgadzam się! – mówili wszyscy po kolei. Spojrzałem na Maddie, a ona tylko uśmiechnęła się ciepło.
- Zobaczmy co da się zrobić – odparłem uśmiechnięty.
Po chwili byliśmy na miejscu. Kupiliśmy jedzenie, usiedliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy przez około dwie godziny. W między czasie zostałem zbombardowany setkami pytań, które najczęściej padały z ust Amelii. Spoglądałem co jakiś czas na Maddie, a ona uśmiechała się delikatnie i szeptała w moje ramię cichutkie ‘przepraszam’. Wywracałem tylko oczami i uśmiechałem się szeroko. Nie miała za co przepraszać. To oczywiste, że po ostatnich wydarzeniach związanych z Jake’em jej przyjaciele mogą być trochę nadopiekuńczy, co wiąże się z dokładnym poznaniem każdego, kto będzie chciał zbliżyć się do ich przyjaciółki. Nie chcieli, aby ktoś ponownie ją zranił. Doskonale to rozumiałem. Gdyby któryś z chłopaków został tak potraktowany, też nie dopuściłbym do niego nikogo, kogo bym nie znał na tyle, żeby mu zaufać.
Po długim czasie rozmów i żartów, Max i Julie stwierdzili, że już się zmywają. Stella po kilku minutach oznajmiła, że też musi lecieć i dogoniła wychodzącą parę. Zostaliśmy w czwórkę, a ja dalej odpowiadałem na pytania dziewczyn. Po jakimś czasie Charlie oznajmiła, że za chwilę ma autobus, więc postanowiliśmy ją odprowadzić. Szliśmy ulicami Londynu rozmawiając, żartując i śmiejąc się. Gdy rozstaliśmy się z Charlie, poszliśmy pod dom Amelii, aby jej też dotrzymać towarzystwa w drodze powrotnej. Kiedy brunetka wchodziła do domu, było kilka minut o siedemnastej. Zostaliśmy już tylko w dwójkę. Ruszyliśmy przed siebie. Maddie, która przez całe spotkanie niewiele mówiła, odezwała się teraz pierwsza.
- Strasznie cię za nich przepraszam Harry. Mówiłam im, żeby cię nie zamęczali głupimi pytaniami, ale jakby do nich coś dotarło, to byłby chyba koniec świata... – wyrzuciła z siebie. Wzięła oddech, żeby zacząć mówić dalej, ale przerwałem jej, stając przed nią.
- Przestań. To oczywiste, że chcą coś o mnie wiedzieć. Przecież mnie nie znają. – powiedziałem z uśmiechem, patrząc jej prosto w oczy.
- Tak, ale czy naprawdę muszą wiedzieć, jakie trzy rzeczy zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę? – odparła, z trudem powstrzymując śmiech.
Zaśmiałem się cicho, a ona się uśmiechnęła.
- No dobra, to było bez sensu.
- No widzisz – odpowiedziała z dumnym uśmiechem.
- Ale to nie zmienia faktu, że po prostu się o ciebie troszczą – szliśmy znów ramię w ramię.
- Tak, tak – machnęła ręką. – Tyle, że trochę przesadzają.
- Wcale tak nie uważam – powiedziałem stanowczo. – Ja robiłbym to samo na ich miejscu.
- Kiedy byłam u ciebie, chłopcy nie zamęczali mnie pytaniami, więc przepraszam cię i koniec – pokazała mi język.
- A ja nie przyjmuję tych przeprosin, bo nie masz za co przepraszać- odwzajemniłem się jej tym samym. Uszczypnąłem ją delikatnie w bok, gdzie miała łaskotki. Podskoczyła ze śmiechem i spojrzała na mnie srogo. Zrobiłem minę niewiniątka i uśmiechnąłem się słodko.
- Masz 3 sekundy, żeby uciec – mruknęła, a ja ruszyłem do ucieczki.
Nieopodal miejsca w którym byliśmy było boczne wejście do ‘naszego’ parku. Wbiegłem tam szybko wymijając starszą parę w wejściu. Obejrzałem się za siebie i zauważyłem, że mam nad dziewczyną sporą przewagę. Zwolniłem więc, dając jej fory. Po chwili Maddie wskoczyła mi na plecy i objęła mnie mocno rękami.
- Mam cię – wyszeptała zdyszana. Położyła głowę na moim ramieniu tak, że nasze zmarznięte policzki się stykały.
- Dałem ci fory – odparłem z uśmiechem.
- Cicho, wcale nie – zaśmiała się cicho.
- Co? Przyznaj się, że inaczej byś mnie nie złapała – zagroziłem i spojrzeliśmy na siebie. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.
- Nigdy – powiedziała z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Doprawdy? – spytałem z uniesioną jedną brwią. Schyliłem się tak, że Maddie wisiała na mnie głową skierowaną w dół. Krzyknęła przerażona.– Przyznaj się!
- Harry, błagam, wyprostuj się. Zaraz spadnę! – mówiła spanikowana.
- Przyznaj się! – trzymałem ja mocno, spoglądając na jej wystraszoną twarz.
- Dobra, dobra! Nie złapałabym cię! – krzyknęła i zamknęła mocno oczy. Wyprostowałem się, a Maddie wciąż kurczowo mnie ściskała. – Nigdy więcej tak nie rób! – rozkazała.
- Tak jest! – odkrzyknąłem z uśmiechem.
- A teraz daj mi zejść, żołnierzu – zachichotała cichutko.
- Obawiam się, że ta misja się nie powiedzie – szedłem przed siebie.
- Harry, postaw mnie. Jestem ciężka, będą cię bolały plecy. – mówiła błagalnie. Chciała zejść, ale ja tylko podrzuciłem ją lekko w górę, żeby znów wróciła na swoje miejsce.
- Ciężka? Jesteś jak piórko – odrzekłem z uśmiechem. Nie kłamałem. Idąc, prawie wcale nie czułem różnicy. 
- Wcale nie. Postaw mnie – powiedziała cicho.
- Chcesz znów zawisnąć głową w dół? – zagroziłem.
- Nie, nie, nie, nie – zaczęłam zaprzeczać.
- No właśnie. Więc grzecznie tam z tyłu – odparłem stanowczo.
Zachichotała cicho i wtuliła się w moją szyję. Szliśmy chwilę w milczeniu. Ciszę znów przerwała Maddie.
- Co sądzisz o tych głupkach? – zapytała z zaciekawieniem. Poprawiła się na moich plecach, żeby lepiej widzieć wyraz mojej twarzy.
- Są niesamowici – mówiłem patrząc przed siebie. – Zwariowani. Uśmiechnięci. Nienormalni. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. – usprawiedliwiłem się szybko. – Naprawdę wspaniali.
Spojrzałem na Maddie. Uśmiechnęła się szeroko.
- Cieszę się, że ich polubiłeś – powiedziała i ponownie wtuliła się w moje ramię. – Może już mnie postawisz? – zapytała znów.
- Nie zaczynaj – odpowiedziałem ze śmiechem, na co zareagowała tak samo.
Chodziliśmy po parku, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Minęła godzina, a nam dalej nie kończyły się tematy. Wyobrażaliśmy sobie wspólne spotkanie naszych przyjaciół. To będzie istne szaleństwo. Robiło się ciemno i zimno, więc Maddie zaproponowała, żebyśmy poszli do niej i obejrzeli jakiś film. Zgodziłem się i ruszyliśmy w kierunku jej domu. Tuż pod jej drzwiami postawiłem ją na ziemi. Posłała mi jej najsłodszy uśmiech i otworzyła drzwi do jej mieszkania.


_______________________________________
I mamy 6 (((((: Mam nadzieję, że się spodoba (:
Nie wiem kiedy następny, może pod koniec tygodnia :))
Dziękuję za każdy komentarz i każde wyświetlenie bloga (((((((:
Nie wiem kiedy dokładnie dodam kolejny, więc już teraz życzę wam WESOŁYCH ŚWIĄT!! :* Mam nadzieję, że miło je spędzicie ♥
Całuję i do następnego,
Justyna (: xx



Hazza ♥

niedziela, 1 kwietnia 2012

Rozdział 5 – „Nigdy mi nie przeszkadzasz


Usłyszałam delikatny głos kobiety.
-Maddie, kochanie – powiedziała. – Obudź się.
Otworzyłam powoli oczy. Światło raziło mnie, więc byłam zmuszona znów je zamknąć. Po kilku sekundach podniosłam powieki i ujrzałam śliczną kobietę, koło czterdziestki, uśmiechającą się do mnie szeroko.
-Mama? – spytałam zaspana. Po chwili skojarzyłam fakty i rzuciłam się na rodzicielkę. – Mamo! Co ty tu robisz? – zapytałam radośnie.
Rodzice mieszkali w Polsce, bo mama stęskniła się za ojczyzną, a tata ukochał jej kraj prawie tak samo jak ja. Wcześniej nie mogli wyjechać, ponieważ byłam mała i nie chcieli przerywać mojej edukacji. Teraz kiedy byłam na tyle odpowiedzialna, że mogłam mieszkać sama, zaproponowali mi, abym miała dom tylko dla siebie. Z początku nie byłam pewna, czy dam sobie sama radę ze wszystkim, ale mama zaoferowała, że na razie będzie płacić rachunki i zajmować się podobnymi sprawami. I tak stało się, że miałam własny dom w centrum Londynu, a moi rodzice mieszkali tysiące kilometrów stąd. Tęskniłam za nimi. Za kuchennymi wyczynami taty i za dobrą radą mamy. Oczywiście są plusy posiadania swojego gniazdka, ale mieszkać tu samemu też nie było najlepszym rozwiązaniem. Jakoś to przeżywałam. Najważniejsze, że rodzice byli szczęśliwi.
- Postanowiliśmy zrobić ci niespodziankę i cię odwiedzić – powiedziała z uśmiechem.
- Uwierz mi, udała się i to jak! – oznajmiłam wciąż ściskając mamę. – Ale gdzie tata? – rozejrzałam się po pokoju. Ruszyłyśmy w stronę schodów prowadzących na dół.
- Mówił, że wniesie bagaże.
Ledwie mama skończyła mówić, dało się słyszeć głośne trzaśnięcie drzwiami. Pognałam biegem w kierunku drzwi.
- Tato! – krzyknęłam i zawiesiłam się tacie na szyję.
- O, moja księżniczka! – powiedział radośnie tata, mocno mnie do siebie przytulając. Zdecydowanie byłam córeczką tatusia. Zawsze powtarzał, że jeśli będzie się coś dziać, mam dać znać, a on już dokopie temu, który coś mi zrobił.
- Nie macie pojęcia, jak się za wami stęskniłam! – przytulałam teraz oboje rodziców.
- Mamy i dlatego tu jesteśmy – powiedział tata i pokazał mi język. Pomogłam zanieść bagaże do ich starej sypialni. Mama zaparzyła herbatę, tata zrobił śniadanie, a ja nakryłam do stołu – jak za starych czasów. Jedząc posiłek rozmawialiśmy o tym, jak mi się powodzi i o dziadkach z Polski. Za nimi również tęskniłam i postanowiłam, że w przyszłym miesiącu ich odwiedzę. Po skończonym jedzeniu przenieśliśmy się do salonu na dalsze pogaduchy.
- A co słychać u Jake’a? – z ust mamy padło pytanie, którego nie chciałam usłyszeć. Momentalnie posmutniałam i wzruszyłam jedynie ramionami.
- Nie wiem – powiedziałam cicho.
- Jak to nie wiesz? – zdziwił się tata. Ponowne wzruszenie ramionami. – Coś się stało? – wyczuł. Oboje znali mnie zbyt dobrze, żebym mogła coś przed nimi ukryć. Do oczu napłynęły mi łzy, ale opanowałam się i odetchnęłam głęboko.
- Trochę się pokłóciłyśmy. Nie chcę o tym gadać. – powiedziałam stanowczo.
- Jak wolisz – odparli rodzice. Uwielbiałam w nich to, że jeśli nie chciałam o czymś rozmawiać, to automatycznie zmieniali temat. – A jak reszta? Co u Stelli, Charlie i Amelii?
- Świetnie. Przedwczoraj wrócili z tej wycieczki. – powiedziałam.
- Z tej przed którą zachorowałaś? – spytała z troską mama. Pokiwałam twierdząco głową.
- A Max i Julie cały czas są razem? – zapytał tata, popijając herbatę.
- Tak – odpowiedziałam z mimowolnym uśmiechem. – Są razem i idealnie do siebie pasują.
- A ty? Znalazłaś sobie w końcu kogoś? – odezwała się zaciekawiona kobieta. Oblałam się rumieńcem.
- Mamo! – krzyknęłam nieśmiało i spuściłam wzrok zawstydzona.
- Kochanie? Czy ci też się wydaje, że kogoś ma? – odrzekł tata i poruszył zabawnie brwiami do mamy.
- Jak się nazywa? – znów zabrała głos mama.
- Nie będę  o tym z wami rozmawiać! – rzuciłam tylko i poszłam do kuchni. Wróciłam do salonu, a rodzice namiętnie dyskutowali o ‘moim wybranku’.
- Przestańcie! – powiedziałam stanowczo.
- Oj, powiedz chociaż jak ma na imię! – odezwał się tata.
- Harry i koniec tematu.
- Dobrze, a więc… - tata udawał, że skończyły mu się tematy.
- Nie! – odparłam i ruszyłam na górę. – Idę się ubrać.
Pobiegłam na górę i wyciągnęłam z szafy czarny top, spódniczkę z kwiatami i czerwone trampki. Uczesałam włosy i zbiegłam na dół.
- Ślicznie wyglądasz! – zaczął podlizywać się tata.
- Nic ze mnie nie wyciągniesz – powiedziałam i usłyszałam dzwonek telefony, który leżał obok ręki ojca. Otworzył szeroko oczy. Rzuciłam się po telefon, a on zabrał go i odebrał.
- Dzień dobry Harry! – powiedział radośnie. Uderzyłam się dłonią w czoło. „Błagam, tato”, wyszeptałam.
- Maddie? Maddie jest u siebie w sypialni. – wymyślił na poczekaniu i odparł ze spokojem.
- Tato! – wrzasnęłam.
- Musiałaś krzyczeć? – zbuntował się ojciec i oddał mi telefon. Zaśmiałam się zwycięsko i pokazałam mu język.
- Cześć Harry – powiedziałam do słuchawki i wyszłam za dom w samej. Usłyszałam śmiech chłopaka.
- Cześć – odpowiedział. – Twój tata jest bardzo miły. – znów wybuchnął śmiechem.
- Przepraszam za niego – zaczęłam usprawiedliwiać ojczulka. – Zachowuje się jak dziecko. – zachichotałam. Byłam na dworze bez kurtki, więc zaczęłam się powoli trząść.
- Nic się nie stało – odparł. – Czy ja słyszę szczęk zębów?
- Możliwe, bo stoję w ogrodzie.
- Co?! – zdziwił się. – Właź do środka. Chcesz być chora? – zapytał z troską.
- Nie, ale w domu nie mogę spokojnie rozmawiać! – krzyknęłam do mojego taty, który na sto procent podsłuchiwał.
- Słyszałem! – wrzasnął roześmiany ojciec.
- Bo miałeś – odpowiedziałam cicho i usłyszałam cichy śmiech Harry’ego.
- Twoi rodzice przyjechali, więc może spotkamy się jutro lub pojutrze. Nie będę ci przeszkadzał – oznajmił jeszcze lekko rozbawiony.
- Nigdy mi nie przeszkadzasz – powiedziałam uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Miło mi to słyszeć, ale nie jestem pewien, czy dobrym pomysłem było mówienie tego na głos – odrzekł. – Ale powinnaś spędzić z nimi trochę czasu. Długo ich nie widziałaś, przyjechali z daleka, a mnie masz tutaj blisko, na co dzień.
- No dobrze – odparłam z lekkim smutkiem, że dziś nie zobaczę Loczka. – A więc, do jutra? – zapytałam z nutką nadziei w głosie.
- Do jutra – powtórzył wesoło. – Baw się dobrze i pozdrów ode mnie twojego tatę – dodał ze śmiechem.
- Dobra, dobra – zachichotałam. – Pa Harry!
- Pa! – odpowiedział na pożegnanie, a ja nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Odwróciłam się w kierunku drzwi prowadzących z ogrodu do salonu, w których stali moi rodzice.
- Przepraszam, że przeszkodziłam w podsłuchiwaniu, ale jako dobra córka, chcę spędzić w wami kilka chwil. – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Ależ nigdy nam nie przeszkadzasz, prawda Kasiu? – zwrócił się z łobuzerskim uśmiechem najpierw do mnie, a potem do mamy, tata. Uderzyłam go lekko w ramię i przecisnęłam się obok nich w przejściu. – Ał! Widziałaś kochanie? – znów odezwał się do mamy. – Nasza „dobra córka” – zrobił w powietrzu niewidzialny cudzysłów – bije swojego ojczulka.
Mama wybuchła śmiechem i weszła do mieszkania.
- Tatku, błagam – mruknęłam. – Uspokój się!
- Dobra, dobra, już przestaje. – poruszył zabawnie brwiami. – Chodź! – objął mnie ramieniem. – Pójdziemy zrobić zakupy i upichcę coś dobrego na kolację.
Ruszyliśmy w stronę drzwi. Zarzuciłam na plecy płaszczyk, założyłam brązowe EMU i naciągnęłam na uszy moją czapkę. Po chwili siedziałam w samochodzie.
- A więc – zaczął tata. „Oho, zaczyna się”, pomyślałam. – Stąd mi nie uciekniesz. Opowiadaj.
- Ale co? – odrzekłam z miną niewiniątka.
- Harry. – odpowiedział odruchowo i spojrzał na mnie.
- Co z nim? – dalej udawałam, że nie wiem o co mu chodzi.
- Lubisz go? – zerknął podejrzliwie, a ja schowałam twarz w dłoniach.
- To tylko kolega, tato!
- Na razie – powiedział, a ja wywróciłam teatralnie oczami.

Po chwili chodziliśmy pomiędzy sklepowymi półkami i wypatrywaliśmy składników potrzebnych do kolacji. Tata miał dłuuugą listę, więc trochę to nam zajęło.
- Może zaprosisz przyjaciół? – spytał.
- Jasne, zadzwonię do niech w domu. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Wiesz… Harry też może przyjść, jeśli chce – poruszył zabawnie brwiami.
- Nie tatusiu, nie zrobię tego, temu biednemu chłopaczynie i nie rzucę go w paszczę lwa. – tu mimowolnie zerknęłam w stronę taty.
- Ja? – zdziwił się tata.
- Nie – powiedziałam sarkastycznie. – Mama.
- Udam, iż nie słyszałem tej sarkastycznej nutki w twoim głosie i zgodzę się, że to nie najlepszy pomysł posyłać Harry’ego w szpony twojej mamuśki.
Zaśmialiśmy się razem i po odnalezieniu wszystkich składników, ruszyliśmy w stronę kasy. Wyszliśmy ze sklepu i wróciliśmy do domu. Pomogłam rozpakować zakupy, po czym oznajmiłam, że idę do siebie i pognałam schodami do mojego małego królestwa.

- Macie ochotę wpaść całą piątką na kolację? – zapytałam Juliette, z którą rozmawiałam przez telefon od jakichś 5 minut. Zadała to samo pytanie Maxowi.
- Max się pyta, kto będzie gotował. – przekazała posłusznie Julie.
- Mój tata, więc jest gwarancja, że jedzenie będzie jadalne – zaśmiałam się. Cała nasza paczka wiedziała, że mama nie potrafi gotować i nie zbliża się do kuchni nawet na krok.
- Wpadniemy na pewno. Wszyscy już stęskniliśmy się za twoimi staruszkami. – oznajmiła.
- Tak wiem. – uśmiechnęłam się. – Bądźcie ok. 17 u mnie. Muszę wam coś powiedzieć.
- Zgada – odpowiedziała i mówiąc, że musi już kończyć, bo Max ją doprowadza do szału, odłożyła słuchawkę.

Cały dzień spędziłam w domu. Gawędziłam z mamą, pomagałam tacie w kuchni. Na szczęście umiejętności gastronomiczne mam po nim. Kiedy dochodziła piąta, poszłam do siebie i poprawiłam szybko swój wygląd. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i przechodząc korytarzem krzyknęłam krótkie „Otworzę!”. Wpuściłam Stellę, Char i Amelię, i zapytałam, gdzie zgubiły naszą parkę. Odrzekły, że idą tuż za nimi i już za chwilę było słychać głośne walenie do drzwi. Otworzyłam im i razem z całą piątką ruszyłam do swojego pokoju.

- Nie wierzę! – powiedziała zdezorientowana Amelia, gdy opowiedziałam wszystkim o wczorajszej wizycie Jake’a.
- Wiedziałem, że tak będzie! – krzyknął zbulwersowany Max. – Mówiłem od samego początku, że to się dobrze nie skończy.
- Jak się z tym czujesz? – zapytała z troską Charlie.
- Właśnie, jak sobie z tym poradziłaś wczoraj sama? – zaciekawiła się Stella.
- Czuję, jakbym straciła jakąś część siebie – powiedziałam ze smutkiem w głosie. – Nie byłam sama. – dodałam. – Harry był ze mną cały dzień i nie odstępował mnie na krok. – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Miło z jego strony – odpowiedziała mi uśmiechem Julie.
- Tak, bardzo – spojrzałam na przyjaciół. – Zabrał mnie do siebie i przedstawił chłopakom.
Teraz spojrzałam wymownie na Charlie i Amelię. Opowiedziałam wszystko, ze szczegółami. Musiałam niestety przerwać w połowie opowiadania, bo tata oznajmił, że kolacja jest już na stole. Zeszliśmy wszyscy i po chwili zajadaliśmy się pysznościami przygotowanymi przez ojczulka. Nie obyło się bez rozmów o wycieczce przyjaciół, o mnie i oczywiście o Harrym. Niestety ostatni temat rozmowy był wykorzystywany zdecydowanie za często. Po kolacji udaliśmy się znów na górę, abym mogła dokończyć przyjaciołom opowiadanie. Gdy skończyłam, usłyszałam miłe słowa na temat chłopaka i złość faktem, że koledzy Harry’ego poznali mnie szybciej, niż oni poznali Loczka. Obiecałam, że już niedługo go im przedstawię, ale na chwilę obecną muszą obejść się smakiem. Po godzinie dyskusji uznali, że powinni się już zbierać i tak też zrobili. Odprowadziłam przyjaciół do drzwi, po czym wstępując do salonu i dziękując za wieczór rodzicom, udałam się do siebie. Weszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Po skończeniu przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Dzisiejszego dnia nie miałam tylu wrażeń co wczoraj, ale był równie wyczerpujący. Zasnęłam jak niemowlę w momencie ułożenia głowy na mięciutkiej poduszce.

___________________________________________________
Piątka! ((: Mam nadzieję, że się spodoba ((: Najbliższy rozdział najprawdopodobniej pojawi się w środę :D
Dziękuję za 700 wyświetleń ((((: Aż cieplutko się robi na sercu, wiedząc, że jest ktoś kto czyta moje wypociny :D DZIĘKUJĘ ♥
Spałam dziś w nocy jedynie godzinę (oglądałam galę KCA :D) i wyspałam się :o Dziwne, ale prawdziwe :D Na początku dostałam jakiejś głupawki i śmiałam się dosłownie ze wszystkiego, ale potem mi już przeszło i funkcjonowałam całkowicie normalnie :D
Nie mogę się doczekać świąt, a może raczej wolnego. Na myśl, że jutro muszę wstać do szkoły, robi mi się niedobrze :/
No nic... Jeszcze raz, mam nadzieję, że się wam spodoba i do następnego! (((:
Całuję,
Justyna (: xx



Zarry *.*