czwartek, 29 marca 2012

Rozdział 4 – „Kiedy jej powiesz, co tak naprawdę do niej czujesz?”


- Denerwujesz się? – spytał zdziwiony Harry, gdy jechaliśmy do jego posiadłości.
- Aż tak to widać? – zapytałam przerażona.
- Tylko troszeczkę – powiedział z uśmiechem. – Oczywiście nie licząc tego, że słyszę bicie twojego serca. – Chwycił mnie za rękę i spojrzał na mnie. – Czemu się tak boisz?
- Sama nie wiem – wzruszyłam ramionami i ścisnęłam dłoń chłopaka. – Chyba cały czas martwię się tym, że się im nie spodobam – mruknęłam cicho i spojrzałam na drogę.
- Nie masz się czym przejmować – dodał, gdy wjeżdżaliśmy na podjazd przed ogromnym, białym domem. – Jesteśmy na miejscu! – powiedział radośnie wysiadając z samochodu. Otworzyłam usta ze zdziwienia, a Harry szybko podbiegł otworzyć mi drzwi. Wysiadłam wciąż wpatrując się w jego mieszkanie.
- Żartujesz sobie, prawda? – wypaliłam w końcu i spojrzałam na chłopaka, który podążył wzrokiem w stronę domu.
- Nie – odparł tylko i wzruszył ramionami. Ruszyliśmy w kierunku frontowych drzwi. Już na zewnątrz było słychać głośną muzykę.
- Ale mi serce wali – szepnęłam mu na ucho, gdy wyciągał rękę w stronę klamki.
- Przestań – powiedział szybko. – Jestem z tobą – uśmiechnął się swoim najsłodszym uśmiechem i objął mnie w pasie ramieniem. Nacisnął klamkę i weszliśmy do środka.
Już na wejściu rozpoznałam głośne bity „I’m sexy and I know it”, co sprawiło, że trochę się rozluźniłam. Harry zabrał ode mnie płaszcz i czapkę, po czym sam się rozebrał. Ruszyliśmy do salonu. Nie puszczałam dłoni lokowanego nawet na sekundę. Widok, który ukazał się moim oczom po wejściu do pomieszczenia był po prostu komiczny. Na stole Zayn razem z Louisem tańczyli w rytm muzyki, a Liam stojący na ziemi starał się ich uspokoić. Cicho zachichotałam, ale przez muzykę, tylko Harry usłyszał moje rozbawienie. Sam również z trudem powstrzymywał śmiech.
- Opanujcie się! – mówił Liam. – Zaraz tutaj będą!
- Już są – odezwał się Harry i oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem.
- Mówiłem! – odparł tylko Liam i podszedł do nas.
- Maddie! – wyprzedził go Louis i mocno mnie przytulił, podnosząc do góry.
- Już myśleliśmy, że do nas nie przyjedziesz! – odezwał się Zayn.
- Jakże by śmiała! – oburzył się Lou i zwrócił się do Harry’ego, lekko szturchając go w ramię. – Z resztą nasz Loczek musiał się nią pochwalić – mruknął, a Harry wywrócił teatralnie oczami. Oblałam się rumieńcem i spojrzałam na lokowanego, który był uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Niall! Wyłaź z tej kuchni! Mamy gościa! – krzyknął Liam, po czym zwrócił się znów do mnie. – Witamy w naszych skromnych progach Maddie.  Jestem Liam – przedstawił się jako jedyny i uśmiechnął się do mnie.
- Miło mi. Harry dużo mi o Was opowiadał. – odwdzięczyłam się przyjaznym uśmiechem.
- Tak? Wiesz, o tobie też nie szczędził słodkich słów – powiedział na złość Zayn i chłopcy wybuchli śmiechem, a ja tylko spojrzałam z uśmiechem na zawstydzonego Harry’ego. Nagle poczułam, że znów ktoś mnie przytula.
- Miło Cię poznać Maddie – powiedział Niall i ugryzł kanapkę, którą trzymał w ręku.
- Naprawdę? – usłyszałam głos Harry’ego, który objął mnie w talii. – Nawet teraz musisz jeść?
Zaśmiałam się tylko.
- Przepraszam – mruknął blondyn , przełykając kęs chleba i uśmiechnął się szeroko. – mam nadzieję, że mi wybaczysz.
- Jasne! – machnęłam ręką. – Przecież nic się nie stało – odparłam z uśmiechem, na co Niall podskoczył i znów zaczął zajadać się kanapką.
- A więc? – odezwał się Harry – Co będziemy robić?
- Myślałem, że ty coś wymyślisz, kochanie! – odpowiedział Louis. Spojrzałam na Harry’ego pytająco, a on tylko machnął ręką i szepnął „później ci wyjaśnię”.
- Ja? – zaśmiał się. – To wy nas zaprosiliście!
- To prawda – pomogłam lokowanemu.
- Pizza! – krzyknął Niall.
- I kalambury! – dodał Lou.
- Jestem za! – powiedziałam szybko, na co chłopak odpowiedział z uśmiechem.
- Już cię lubię.
- Wszyscy ją lubimy – odparł do niego Zayn, a ja ponownie oblałam się rumieńcem.
„Mówiłem”, szepnął mi na ucho Harry i posłał mi szeroki uśmiech.
- Tak, ale ja ją lubię najbardziej – odezwał się Lou, idąc z chłopakami w stronę kanapy.
- Nie byłbym tego taki pewien – odparł Harry, który szedł ze mną tuż za resztą.
- Ty się nie liczysz – machnął ręką Zayn i zaczął sprzeczać się z Louisem.
Kiedy zobaczyłam zdziwioną i za razem „obrażoną” minę lokowanego, wybuchłam cichym melodyjnym śmiechem.
- Tato, zamów pizzę! – domagał się Niall.
- Przed chwilą jadłeś i już mam zamawiać pizzę? – powiedział Liam. – Boże! Zginiemy przez twój żołądek.
Blondyn tylko wyszczerzył się w szczerym uśmiechu i rozsiadł się na fotelu. Zayn, Harry i ja usiedliśmy na kanapie, a Louis rozłożył się na podłodze przed nami. Liam poszedł do kuchni po ulotkę ich ulubionej pizzerii i wrócił z telefonem.
- Jaką i ile? – zapytał tylko.
- Dwie trójki, jedną szóstkę i ósemkę – powiedział bez namysłu Niall.
- Z kukurydzą? – oburzył się Harry.
- Jak możesz nie lubić kukurydzy? – zapytałam zdziwiona.
- Normalnie – odparł i pokazał mi język. – Dobra, niech będzie szóstka. Maddie zje moją kukurydzę – powiedział do reszty i uśmiechnął się do mnie, całując ukradkiem w policzek.
- Weź jeszcze dziesiątkę – dorzucił Zayn. – Dawno jej nie zamawialiśmy.
- Jedliśmy ją 3 dni temu! – powiedział Liam.
- No właśnie – odpowiedział brunet.
- Dobra, dobra – Liam ruszył do kuchni. – Idę zamówić tam, bo będzie tak jak wczoraj.
 Louis, Niall i Zayn roześmiali się na cały głos. Harry i ja patrzeliśmy na nich zdziwieni.
- O co chodzi? – zapytałam lokowanego.
- Nie pytaj mnie. Wczoraj, kiedy zamawiali pizzę, byłem z tobą. – odpowiedział z uśmiechem.
Po chwili wrócił Liam, a chłopcy dalej nie mogli przestać się śmiać. Podzieliliśmy się na dwie trzyosobowe grupy. Pierwszą z nich był Harry, Louis i ja, a drugą Zayn, Niall i Liam. My pierwsi wymyślaliśmy hasło dla przeciwników. Louis wymyślił „słoń z czterema trąbami”, a pokazywać miał Niall. Nie mam pojęcia jak, ale odgadli je już na samym początku. Później pokazywał Louis. Cały czas się śmialiśmy z tego przedstawienia hasła, którym było „Kubuś Puchatek”. W końcu po długich staraniach z moich ust padła właściwa odpowiedź. Graliśmy jeszcze kilka minut, po czym zrobiliśmy sobie przerwę na pizzę. Tak jak było wcześniej ustalone, Harry oddał mi swoją kukurydzę. Po zjedzeniu zrobiliśmy jeszcze przerwę, bo nikomu nie chciało się wstać, po takim posiłku.
- Może dokończymy jutro? – spytał w końcu Zayn.
- Tak, błagam – rzuciłam szybko. – Jestem tak najedzona, że nie mam siły się podnieść.
- Ty? – spytał zdziwiony Niall. – przecież zjadłaś tylko 3 kawałki.
- Tylko? Dla mnie to wystarczająco, uwierz.
Blondyn pokręcił głową w niedowierzaniu, a cała reszta wybuchła śmiechem. Zbliżała się 20. Szepnęłam do Harry’ego, że powinnam się zbierać, bo jest już strasznie ciemno, a on zaoferował, że mnie podwiezie. Warunkiem było spędzenie jeszcze dwóch godzin z tymi wariatami. Mi to pasowało. Przy nich kompletnie zapominałam, dlaczego na początku dnia płakałam.

*Oczami Harry’ego*

Uśmiecha się, śmieje, nie wydaje się być smutna. Kamień spadł mi z serca. Nie potrafię patrzeć na nią, gdy płacze i nic z tym nie robić.
Kiedy rano przyjechałem do Maddie, była w salonie, zapłakana i kłóciła się ze swoim najlepszym przyjacielem. Byłym przyjacielem. Nie mogę tego pojąć, jak można zniszczyć trzynastoletnią przyjaźń, ze względu na dziewczynę, którą zna się zaledwie trzy miesiące! To jest nienormalne.
Widząc tego całego Jake’a, miałem ochotę mu przywalić. Nigdy wcześniej nie miałem ochoty kogokolwiek uderzyć. Ale nikt wcześniej na moich oczach nie krzywdził dziewczyny, w której się zakochałem.
Jake jest zaślepiony. Widzi tylko Amy, a Maddie od trzech miesięcy stała w cieniu blondynki. Już jej nie dostrzegał. Maddie wmawiała sobie, że wszystko jest dobrze i nie zauważyła, że ta przyjaźń skończyła się z dniem, gdy jej przyjaciel poznał swoją dziewczynę.
Nie mogę patrzeć, jak on ją krzywdzi. Po prostu nie mogę. Cały dzień starałem się ją pocieszyć i wydaje mi się, że się udało. Uśmiecha się cały czas i śmieje się razem ze wszystkimi. Jeśli nie jest lepiej to jest niesamowitą aktorką.

- Chyba oszalałaś?! – zaczął znów przeżywać Niall. – JAK można być najedzonym po trzech kawałkach pizzy?! JAK?!
Wszyscy, razem z Maddie wybuchli głośnym śmiechem.
- To nie moja wina, że nie mam takiego żołądka jak ty. – powiedziała z przyjaznym uśmiechem.
- Biedulka – odparł blondyn całkowicie poważnie, co spowodowało kolejny wybuch śmiechu.
Chłopcy zaczęli rozmawiać o kalamburach, Maddie się im przyglądała, a ja patrzałem tylko na nią. Uśmiechała się. „To dobrze”, pomyślałem. Po chwili Maddie odwróciła się w moją stronę i przysunęła się do mnie.
- Muszę się zbierać – wyszeptała obok mojego ucha. – Jest strasznie ciemno, a muszę trafić do domu.
- Nie puszczę cię samej – powiedziałem stanowczo. – Odwiozę cię, ale zostań jeszcze trochę. – dodałem błagalnym tonem.
- Ale po co masz specjalnie jechać? – zaczęła z troską w głosie. – Przejdę się, naprawdę.
- Nawet o tym nie myśl – przyciągnąłem ją do siebie i objąłem na znak, że nigdzie jej nie puszczę. Ona uśmiechnęła się tylko i ścisnęła moją dłoń.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez dwie godziny, dopóki nie zauważyłem, jak Maddie ziewa. Miała za sobą ciężki dzień i na pewno była zmęczona.

- Chodź, odwiozę cię do domu – powiedziałem i podniosłem się z kanapy. Maddie również wstała i ruszyła za mną w stronę wyjścia.
- Do zobaczenia, chłopcy! – krzyknęła do moich przyjaciół i pomachała im na pożegnanie.
- Pa Maddie! – odkrzyknęli chórem.
Założyłem jej płaszcz, po czym sam się ubrałem. Objąłem ją w talii i wyszliśmy na zewnątrz. Strasznie wiało i było kilka stopni na minusie.
- Ale zimno! – podsumowała Maddie i weszła do samochodu. Zamknąłem za nią drzwi i usiadłem po stronie kierowcy. Kiedy zauważyłem, że mi się przygląda, uśmiechnęła się nieśmiało. Po drodze rozmawialiśmy o spotkaniu z chłopakami.
- I co? Była aż tak strasznie? – powiedziałem rozbawiony.
- Nie, było wspaniale – odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
Po chwili byliśmy na miejscu. Zgasiłem silnik i odprowadziłem Maddie pod same drzwi. Gdy doszliśmy do wejścia do jej domu, odwróciła się i spojrzała mi w oczy.
- Dziękuję – szepnęła. – Dziękuję za ten dzień. Nie masz pojęcia, jak mi pomogłeś – uśmiechnęła się, na co ja odpowiedziałem tym samym.
- Do usług – odparłem dumnie wypinając pierś. Maddie wpięła się na palce i musnęła mój policzek. – Tylko obiecaj mi, że zaraz się położysz i porządnie odpoczniesz – dodałem z uśmiechem.
- Obiecuję – przysięgła. - Dobranoc – powiedziała cicho.
- Dobranoc – uśmiechnąłem się i patrzałem, jak wchodzi do mieszkania. Wróciłem rozmarzony do samochodu i wróciłem do domu.
W domu chłopcy debatowali o dziewczynie. Siedziałem i wysłuchiwałem co mają na jej temat do powiedzenia.
- Jest taka pozytywna – mówił Liam. – I bardzo inteligentna. Strasznie miło się z nią rozmawia.
- Tak, tak i na dodatek, jest prawie tak samo zwariowana, jak my – dodał szybko Zayn.
- Ma jedną wadę – powiedział poważnie Niall, a wszyscy zgromadzeni spojrzeli na niego ze zdziwieniem. – Zdecydowanie za mało je!
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Louis usiadł obok mnie.
- Wszyscy się ze mną zgodzą, że z Harrym są dla siebie stworzeni – powiedział w końcu. – A co ty o niej myślisz Hazza? – spojrzał na mnie.
- Jest idealna – stwierdziłem z uśmiechem.
- A więc? – zerknął na mnie.
- A więc co? – zapytałem zbity z tropu.
- Jak to co? Kiedy jej powiesz, co tak naprawdę do niej czujesz? – wywrócił oczami Lou.
Zawahałem się.
- Ja… ja nie wiem. – oznajmiłem zdezorientowany. – Muszę się najpierw dowiedzieć, co ona tak naprawdę o mnie myśli. – dodałem.
- Już my się tego dowiemy, nie bój się – odparł Zayn.
- Myślisz, że wam powie? – zapytałem lekko rozbawiony.
- Znajdziemy jakiś sposób – rzekł Liam, a ja posłałem mu spojrzenie, które mówiło: „Ty też? Naprawdę?”.
- Wyśpiewa nam wszyściutko – oznajmił Niall i chwycił zimny już kawałek pizzy.
- Tylko nie palnijcie czegoś, czego potem możecie żałować – zagroziłem im i udałem się do swojej sypialni.
- Dobranoc! – krzyknęli wszyscy, na co ja tylko machnąłem ręką na pożegnanie. Rzuciłem się na łóżko i rozmyślałem nad rozmową z chłopakami. Kiedy jej to powiem? I co ważniejsze: jak? A co jeśli nie czuje tego samego? Miałem ułożone w głowie najczarniejsze  scenariusze. Mogłaby powiedzieć, że kocha kogoś innego. Tylko kogo? Mogłaby zaśmiać mi się prosto w twarz. Nie, moja Maddie nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Ona odpowiedziałaby grzecznie, że nie odwzajemnia mojej miłości i przeprosiła, że musi to mówić. ‘Moja Maddie’. Chciałbym to powiedzieć na głos, przy niej. Chciałbym ją przytulić, wyznać, jak bardzo ją kocham i pocałować delikatnie w jej różowe usta. „Dzisiaj było tak blisko!”, pomyślałem. Nie mogę winić chłopaków, że chcieli ją spotkać, bo kto by nie chciał? Rozmyślając o niedoszłym pocałunku, zasnąłem.



_______________________________________________________
I mamy 4! whoopwhoop! :D
Mam nadzieję, że się wam spodoba! ((:
Kolejny rozdział niebawem! Cały tydzień siedzę w domu, bo jestem chora, więc napisałam już kilka rozdziałów do przodu :D
Piszcie co się wam podoba, a co nie. Bardzo zależy mi na waszej opinii (:
Jeśli jest ktoś, kto chciałby być informowany o kolejnych rozdziałach to wystarczy, że podacie swój numer gadu lub nazwę twittera (:
Całuję i do następnego!
Justyna (: xx



głupki ♥


wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 3 – „Uwielbiam to za mało powiedziane”

Kiedy się obudziłam, na zegarku stojącym na mojej szafce widniała godzina 11:09. Przeciągnęłam się i przewróciłam na drugi bok. Leżałam tak jeszcze przez kilkanaście minut i po tym czasie zwlekłam się z łóżka. Powolnym krokiem podeszłam do lustra. Każdy włos sterczał mi w inną stronę. Chwyciłam za szczotkę i zaczęłam delikatnie jeździć nią po długich włosach. Odkładałam ją na półkę, gdy rozległa się melodia informująca o połączeniu. Odebrałam telefon, nie sprawdzając z kim będę za chwilę rozmawiać.
- Siemka Madd! – odezwał się w słuchawce głos Stelli. – Jedziemy za miasto, chcesz się wybrać z nami? Myśleliśmy nad piknikiem, ale jak Max dobierze się do jedzenia, to dla nas nic nie zostanie.
Zaśmiałam się na myśl, jaką oburzoną minę zapewne ma teraz chłopak, pomimo tego, że wie, że to prawda.
- Jasne! – uśmiechnęłam się, ale po chwili przypomniałam sobie wczorajsze słowa Harry’ego. „A więc z nikim się nie umawiaj, bo chcę cię porwać” – To znaczy nie. Przepraszam Was, ale zapomniałam, że nie mogę dzisiaj – powiedziałam, po czym w słuchawce usłyszałam Amelię.
- Uuuu.. czyżby randka z Panem Loczkiem?
Po prostu widziałam w myślach jej wyraz twarzy.
- Może – odparłam szybko i zachichotałam.
- Lubię to – zdążyła tylko powiedzieć, bo telefon zabrała jej Juliette.
- Powodzenia! – krzyknęła w słuchawkę.
- Umawia się z Harrym?! – usłyszałam Charlie, która najprawdopodobniej dopiero teraz dowiedziała się o moich planach.
- Och Harry, uwielbiam twoje loki! – odezwał się Max.
- A ja kocham twoje oczy Maddie! – tym razem głos zabrała Stella.
- Nigdy żadne z nas tak nie powiedziało! – zbuntowałam się, wyciągając z szafy ciuchy, które chciałam dziś ubrać. Mój wybór padł na białą koszulkę z brytyjską flagą, rurki i czarną marynarkę. Usłyszałam sygnał w komórce, sygnalizujący drugi telefon.
- Może jeszcze nie powiedziało, ale pomyślało i to tysiące razy – odparła Amelia.
- Rozłączam się, mam drugą rozmowę – powiedziałam szybko.
- Kocham cię Harry! – dało się jeszcze usłyszeć wygłupy Maxa.
Przełączyłam na rozmowę z drugim numerem.
- Dzień dobry śpiochu! – rozpoznałam cudowny głos Harry’ego. – Mam nadzieję, że już nie śpisz, bo właśnie do ciebie jadę.
- Co?! – zaśmiałam się. – Już?! Ale ja jestem jeszcze w piżamie! – powiedziałam rozpaczliwym głosem i usłyszałam cichy chichot po drugiej stronie.
- Więc pospiesz się, masz jakieś 20 minut, bo muszę jeszcze wstąpić do sklepu po zakupy dla chłopaków.
- 20 minut? Może wystarczy – powiedziałam w nadziei, że da mi kilka dodatkowych chwil.
- Teraz już 19! – krzyknął mój rozmówca. – Do zobaczenia!
- Pa! – powiedziałam tylko i rozłączyłam się nie tracąc czasu.
Gdy tylko odłożyłam telefon na szafkę, rozległo się głośne walenie do drzwi. „Miało być 20 minut!”, pomyślałam. Rzuciłam ciuchy na łóżko i zbiegłam na dół, by otworzyć niespodziewanemu gościowi. Nacisnęłam klamkę i moim oczom ukazał się Jake.
- Cześć Maddie – uśmiechnął się delikatnie, jakby czymś zmartwiony.
- O, Jake, to ty! Jaka niespodzianka! Wchodź do środka – powiedziałam z szerokim uśmiechem. Chłopak wszedł do mieszkania. – Coś się stało, że pojawiłeś się tak znienacka? – zapytałam zamykając za przyjacielem drzwi.
- Po części tak – powiedział smutno. Zmartwiło mnie to.
- Usiądź w salonie, a ja szybko się ubiorę i pogadamy.
Chłopak pokiwał głową na znak, że się zgadza, a ja pognałam do swojej sypialni. Ubrałam się najszybciej jak mogłam, a po drodze na dół psiknęłam się swoimi perfumami i pomalowałam rzęsy mascarą.
- Jestem – powiedziałam wpadając do salonu z dwiema szklankami soku pomarańczowego.
- Siadaj – mruknął chłopak i poklepał na kanapie miejsce obok siebie. Usiadłam posłusznie, upijając łyk napoju z mojej szklanki.
- Co jest? – spojrzałam na niego zatroskana. – Coś się nie układa z Amy?
- Nie, nie. Jest świetnie, naprawdę – nie za bardzo mnie to przekonało, ale oszczędziłam sobie zbędne komentarze.
- A więc, o co chodzi? – zapytałam coraz bardziej zniecierpliwiona.
- Nie możemy się widywać – rzucił prosto z mostu Jake, a ja czułam jak moje serce pęka na miliony maleńkich kawałków.
- Ale… jak to? – wyjąkałam. Nie potrafiłam zrozumieć, co się dzieje. Nie mogłam uwierzyć w słowa, jakie przed kilkoma sekundami padły z ust przyjaciela.
- Ja… po prostu… - zaczął niepewnie Jake.
- Po prostu to powiedz! – odparłam już trochę zdenerwowana.
- Amy przeszkadza to, że się z tobą przyjaźnię – wyrzucił z siebie.
Zatkało mnie. Nie mogłam wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Powiedz coś… - wyszeptał Jake.
- Co mam powiedzieć?! – odparłam załamującym się głosem, a po oczach zaczęły spływać mi łzy. – Co ty byś powiedział, jeśli usłyszałbyś od najlepszego przyjaciela, którego znasz prawie całe swoje życie, że odstawia cię w kąt, bo twoje towarzystwo przeszkadza jego rozkapryszonej dziewczynie?! – zaczęłam na niego krzyczeć. Usłyszałam dzwonek do drzwi. – Max miał co do ciebie rację!
- A co niby ma do tego ten dzieciak?! – był wściekły, że poruszam temat przyjaciela. Nie lubili się. Od samego początku mojej znajomości z Maxem.
- Wiedział, że tak będzie! Wiedział to, kiedy tylko zacząłeś widywać się z Amy! – Kolejny dzwonek do drzwi. – I to nie dzieciak! Przypominam ci, że jesteśmy w tym samym wieku!
- Nie łap mnie za słówka! – krzyknął i spojrzał na mnie. – Dlaczego nie możesz tego zrozumieć?!
- Co mam zrozumieć Jake?! – wrzasnęłam na chłopaka. Naprawdę nie ma pojęcia, jak mnie rani.
- Maddie? – usłyszałam skrzypiące drzwi i ciepły głos Harry’ego.
- Mam zrozumieć, że mój najlepszy przyjaciel zrywa ze mną kontakt z dnia na dzień, bo jego dziewczyna za mną nie przepada?! – nie zwróciłam uwagi na lokowanego, który wszedł do mieszkania i najprawdopodobniej zmierzał teraz w kierunku krzyków. Musiałam wygarnąć Jake’owi, to co w tym momencie o nim myślę. – Tego nie da się zrozumieć Jake! – krzyknęłam na koniec i usiadłam na kanapie chowając zapłakaną twarz w dłonie.
- Drzwi były otwarte, więc wszedłem – powiedział, usprawiedliwiając się Harry. – Maddie, wszystko w porządku? – zapytał z troską i ruszył w moim kierunku.
- Nie mieszaj się w nie swoje sprawy! – rzucił ostro Jake i posłał Harry’emu groźne spojrzenie. – Zawróć, wyjdź z salonu i na wprost są drzwi. Wyjdź przez nie i wracaj do domu! – krzyknął.
- Nie mów tak do niego! – wstałam i stanęłam między chłopakami, posyłając mordercze spojrzenie byłemu przyjacielowi. – Nie zapominaj, że jesteś w moim domu, a Harry jest moim gościem i w przeciwieństwie do ciebie – proszonym!
- A więc, teraz już jestem nieproszony?! – zbuntował się Jake.
- A czego się spodziewałeś?! – łzy znów zaczęły lecieć mi po policzkach, a głos załamywać – Przychodzisz tu i mówisz, że nie możemy być przyjaciółmi i myślisz, że będę chciała cię oglądać?!
- Maddie… - zaczął spokojniej.
- Nic już nie mów! – zaprotestowałam i rozpłakałam się na dobre.
- Maddie, posłuchaj… - znów się odezwał.
- Myślę, że powinieneś już wyjść – przyszedł mi z pomocą Harry. – Chyba powiedziałeś dziś wystarczająco dużo. – oznajmił ze spokojem.
- Już ci powiedziałem – nie wtrącaj się! – znów podniósł głos.
- Wyjdź stąd – powiedziałam stanowczo powstrzymując łzy. – Wyjdź i nie wracaj.
- Maddie…
- Słyszałeś, co powiedziała. Wyjdź! – mówił spokojnym głosem.
- Dobrze, skoro tego chcesz… - zwrócił się do mnie Jake.
- Tak, właśnie tego chcę – powiedziałam, starając się, by nie wybuchnąć płaczem.
- Więc do widzenia – mruknął i udał się w kierunku drzwi. Po drodze szturchnął ramieniem Harry’ego, ale ten tylko podszedł do mnie, nie zważając na blondyna, wychodzącego z pomieszczenia.
Gdy tylko usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, usiadłam na kanapie, ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Harry usiadł przy mnie. Po chwili poczułam, jak jego silne ramie obejmuje moje plecy i przyciąga do siebie.
- Wszystko będzie dobrze – wyszeptał mi do ucha.
Wtuliłam się w niego i szlochałam teraz, przytulona do niego. On tylko wciąż powtarzał, że wszystko się ułoży, że nie mam co się zamartwiać Jake’em i że mu przejdzie. W jego ramionach czułam się najbezpieczniej na świecie. Przytuliłam go mocniej, a on pocałował czubek mojej głowy.
- Opowiedz, o co poszło. Będzie ci lżej – wyszeptał w moje włosy, a ja wszystko mu opowiedziałam, ledwo powstrzymując się od kolejnego wybuchu płaczu.

- Jak mógł coś takiego zrobić? – mruknął Harry, po wysłuchaniu przebiegu całego spotkania z Jake’em.
- Nie mam pojęcia. Myślałam, że, no wiesz… jesteśmy sobie bliscy. W końcu spędziliśmy ze sobą 13 lat jako najlepsi przyjaciele. – zaczęłam i czułam, jak znów do oczy podchodzą mi łzy. – Po prostu, nie rozumiem tego. – kilka kropel stoczyło się po policzku wprost na marynarkę Harry’ego, która była już kompletnie przemoczona. Starłam je i podniosłam się delikatnie z tego piersi. – Twoja marynarka – mruknęłam, starając się jakoś ją osuszyć. On tylko przyciągnął mnie do siebie i pocałował w głowę.
- Przestań martwić się marynarką – odparł z uśmiechem. – Ty jesteś ważniejsza od ubrania. – otarł łzy z moich policzków i ucałował mnie delikatnie w jeden z nich. Spojrzał mi w oczy, wciąż mnie obejmując. Nie mogłam się od niego oderwać.
- Wszystko wróci do normy, obiecuję ci to. Odwaliło mu po prostu i to wszystko. Myśli, że z Amy jest mu dobrze, ale zabraknie mu ciebie i twojej troski o niego – powiedział najspokojniej, jak umiał. Bawił się moimi włosami i gładził mnie dłonią po plecach. – Byłby głupcem, gdyby nie zatęsknił za tobą. Wtedy byłbym już pewien, że jest idiotą, chociaż już dzisiaj wyrobił sobie u mnie taką opinię. – uśmiechnął się ciepło, a ja zachichotałam cicho i wtuliłam się w niego. Wiedziałam, że z nim przetrwam ten koszmar.
- Dziękuję Harry – wyszeptałam. – Dziękuję, że tu ze mną jesteś i że słuchałeś mnie cały czas. – posłałam mu delikatny uśmiech, a on odwzajemnił się tym samym.
- Zawsze do usług – powiedział dumnie.
- Przepraszam, że wszystko zepsułam – zaczęłam, ale chłopak szybko mi przerwał.
- Co zepsułaś? Przecież nic nie zrobiłaś – zaśmiał się cicho.
- Na pewno miałeś jakieś plany na dzisiejsze spotkanie, a przez moją kłótnię z Jake’em nic nie wyszło – powiedziałam smutno.
- Maddie, o czym ty mówisz? Nic nie zepsułaś, głuptasie – odpowiedział spokojnie.
- Ale… - znów przerwał.
- Przestań – powiedział patrząc mi w oczy. – Nigdy nic nie psujesz, najważniejsze, że mogę teraz z tobą być.
Uśmiechnęłam się smutno i znów położyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka. Siedzieliśmy tak w milczeniu przez dłuższą chwilę.
- Możemy zostać dziś w domu, jeśli chcesz – powiedział, delikatnie gładząc mój policzek.
Pokiwałam twierdząco głową i uniosłam ją, spoglądając na chłopaka.
- Tylko co będziemy robić cały dzień? – zapytałam z nadzieją, że coś wymyśli, bo ja nie miałam dziś do tego głowy.
- Możemy pooglądać jakieś filmy – powiedział podekscytowany, a ja uśmiechnęłam się.
- Jestem za! – odparłam nieco radośniej i posłałam chłopakowi ciepły uśmiech.
- Masz tu jakieś filmy? – spytał wstając z kanapy. Podniosłam się razem z nim i zachwiałam się, bo zakręciło mi się w głowie. Harry złapał mnie w pasie, a gdy ja doszłam do siebie, uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Wszystko w porządku? – zapytał zatroskany i przyglądał mi się uważnie.
- Tak, po prostu za szybko wstałam – mruknęłam i poklepałam go po ramieniu. – Ty wybierz filmy – wskazałam niewielką półkę obok telewizora. – a ja przygotuję coś do zjedzenia.
- Tak jest! – powiedział salutując, a ja zaśmiałam się i pchnęłam go lekko w kierunku półki. Sama ruszyłam do kuchni i przygotowałam miskę popcornu, colę i trochę słodyczy. Niezbyt zdrowy pierwszy posiłek dnia, ale miałam dzisiaj usprawiedliwienie. Wróciłam do pokoju i zaśmiałam się na widok, jaki ujrzałam po wejściu do salonu. Harry siedzący na podłodze pośród porozrzucanych płyt z filmami. Kiedy usłyszał mój śmiech, odwrócił się szybko w moją stronę z szerokim uśmiechem na ustach.
- Posprzątam to – zapewnił mnie lokowany i wrócił do przeglądania płyt.
- Mam nadzieję – zachichotałam i usiadłam na kanapie przed telewizorem, stawiając na stoliku smakołyki. – I co? Znalazłeś coś interesującego? – nie spuszczałam wzroku z chłopaka.
- Mam kilka propozycji. – usadowił się obok mnie, trzymając kilka pudełek w ręku. Pokazał pierwsze z nich. – „Step Up 3D”, dobra muzyka, pozytywni bohaterowie – odłożył film i sięgnął po kolejny. – „To tylko sex”, oglądałem to setki razy, bo Liam uwielbia Timberlake’a, ale coś czuję, że tak szybko mi się nie znudzi – uśmiechnął się i chwycił następną płytę –„ Ilu miałaś facetów?”, nie oglądałem, Louis twierdzi, że lepszego filmu nie widział, ale on zmienia zdanie co tydzień – wzruszył ramionami z uśmiechem, a ja się tylko zaśmiałam. Chwycił po ostatnie pudełko – i oczywiście klasyk, jeśli chodzi o poprawieniu humoru, czyli panie i panowie „Shrek”! – powiedział jakby przedstawiał uczestnika jakiegoś konkursu, a ja wybuchłam melodyjnym śmiechem. – A więc? – zaczął, sam ledwie powstrzymując śmiech. – propozycja A, B, C czy może D? – poruszył zabawnie brwiami.
Zastanowiłam się chwilę i odpowiedziałam.
- Weźmy D! – powiedziałam z podekscytowaniem. „Shrek” zawsze mnie rozśmieszał, a dzisiaj tego potrzebowałam najbardziej. Harry włączył film, a ja sięgnęłam po miskę z popcornem.
- Umieram z głodu! – mruknęłam i włożyłam do buzi trochę zawartości miski.
- To ty jeszcze nic dziś nie jadłaś? – zapytał zdziwiony, siadając obok mnie.
- Nie – wzruszyłam ramionami i tym razem chwyciłam żelki. Harry wyrwał mi paczkę ze smakołykami i zabrał wszystko ze stołu do kuchni. – Ej! – krzyknęłam i szłam za nim. – Oddaj, błagam! Zaraz umrę z głodu! – marudziłam.
- Nie będziesz tego jadła na pusty żołądek – powiedział z troską i otworzył lodówkę, wyciągając z niej składniki potrzebne do zrobienia kanapek. Zrobił ich kilka i położył na talerzu. Położył naczynie na moje ręce i trzymając dłonie na moich biodrach, poprowadził mnie do salonu. – Jak to zjesz, będziesz mogła zjeść słodycze – powiedział stanowczo i usiadł obok mnie. Otworzyłam buzię ze zdziwienia.
- Aż tyle?! – zaśmiałam się. – Harry, oszalałeś! Nie wcisnę w siebie tyle jedzenia! – spojrzałam na niego.
- Wciśniesz, wciśniesz! – mruknął i chwytając jedną kanapkę, utkwił wzrok w ekranie telewizora.
Patrzyłam na niego z nadzieją, że może uda mi się jakoś wymigać z jedzenia, ale nic z tego. Bajka totalnie go wciągnęła. Po połowie filmu odstawiłam pusty talerz i chwyciłam się za brzuch. Spojrzał na talerz na stoliku. Wstał i przyniósł popcorn.
- Proszę! – powiedział radośnie.
- Weź to ode mnie! – zaśmiałam się, odpychając od siebie miskę. – przez ciebie nie przełknę dzisiaj już nic. – mruknęłam z wyrzutem. Harry wybuchnął śmiechem, a ja uderzyłam do w ramię.
- To wcale nie jest śmieszne! – odezwałam się.
Przyglądał mi się i uśmiechał do siebie.
- Jest! – szepnął i znów dostał w rękę. – Ej! Czy my przypadkiem już nie rozmawialiśmy o tym, że mnie się nie bije? – spojrzał na mnie poważnie.
- Nie, nie przypominam sobie – udałam, że się zamyśliłam.
- Szkoda, bo wiedziałabyś, jak się to kończy.
Widząc jego wzrok, pisnęłam i zaczęłam uciekać w kierunku schodów. Lokowany złapał mnie na środku pomieszczenia i zaczął łaskotać. Ze śmiechu położyłam się na podłodze, a on nie przestawał.
- Harry, proszę cię! – zaczęłam błagać. – Przestań już! – śmiałam się jak szalona.
- Nie – pokazał mi język i dalej się nade mną znęcał. Znów pisnęłam.
- Błagam cię, nie mogę już oddychać! – przez śmiech z trudem łapałam powietrze. W końcu przestał. Odetchnęłam z ulgą i podniosłam się z ziemi. On też wstał. Staliśmy teraz na środku salonu, wpatrując się w swoje oczy. Harry podszedł krok bliżej. Teraz nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Spojrzałam mu głęboko w oczy i nasze usta zaczęły się do siebie przybliżać. Podniosłam delikatnie głowę, aby móc łatwiej dosięgnąć jego warg. Harry położył swoje dłonie na moich biodrach i delikatnie mnie do siebie przyciągnął. Nasze usta już miały się dotknąć, gdy nagle zadzwonił jego telefon. Oboje ciężko westchnęliśmy i odsunęliśmy się od siebie niechętnie o kilkanaście centymetrów. Jego oczy mówiły nieme „przepraszam”, wpatrując się we mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie. Loczek odebrał telefon, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku. Chwycił mnie za rękę i nie puszczał.
- Tak Niall? – powiedział niechętnie i uśmiechnął się do mnie delikatnie. Nie czekając ani sekundy odwzajemniłam uśmiech i podeszłam bliżej.
- Coś się stało? – powiedziałam samymi wargami.
Harry tylko pokręcił głową na znak, że to nic ważnego. Uśmiechnęłam się i ucałowałam go w policzek. Chciałam iść do kuchni po coś do picia, lecz kiedy odchodziłam, Harry przyciągnął mnie z powrotem do siebie. Tym razem obejmował mnie w pasie, a ja stałam do niego tyłem.
- Nie odchodź – szepnął mi do ucha i pocałował mnie w szyję, a po moim ciele przeszła fala dreszczy.
- Dobrze, postaramy się przyjechać – powiedział w końcu chłopak, a ja tylko spojrzałam na niego pytająco. – Do zobaczenia! – pożegnał się z przyjacielem.
- Jacy ‘my’ ? – zapytałam od razu.
- Ty i ja – powiedział z uśmiechem lokowany. – Chcą żebyśmy do nich wpadli.
- Kiedy? – zapytałam zmieszana.
- Dzisiaj – wyszeptał mi do ucha.
- Ale… - zaczęłam się wykręcać. Naprawdę chciałam ich poznać, ale jednocześnie trochę bałam się spotkania z nimi. Byli dla Harry’ego jak rodzina i z pewnością liczy się z ich opinią. – a co jeśli mnie nie polubią? – spytałam w końcu.
- Oni już cię kochają – odparł chłopak i nie wypuszczając mnie ze swoich objęć, ruszył do kuchni.
- Jak to? – zdziwiłam się.
- No normalnie – powiedział z uśmiechem. – Cały czas o tobie gadam i wiem, że cię uwielbiają prawie tak samo jak ja. – Harry sięgnął po sok, jedną ręką wciąż mnie trzymając.
Oblałam się rumieńcem i odwróciłam się twarzą do chłopaka.
- Uwielbiasz mnie? – zapytałam nieśmiało, na co on odpowiedział uśmiechem.
- Uwielbiam to za mało powiedziane. – pocałował mnie w policzek. Wtuliłam się w jego pierś i staliśmy tak około pięciu minut.
- Powinniśmy się zbierać, jeśli chcemy do nich jechać – powiedziałam i niechętnie się od niego oderwałam.
- Masz rację – odparł z uśmiechem i ruszyliśmy do przedpokoju. Ubraliśmy się szybko. Harry wyłączył telewizor, który cały czas był włączony, a ja tylko doprowadziłam się do porządku. Już po chwili jechaliśmy do domu Harry’ego, którego dzielił z czwórką jego szalonych przyjaciół.


______________________________________________________
Witaaam! ((: miało być w piątek, ale nie wyszło :C Przepraszam ((:
A więc, jestem chora, więc napisałam kilka rozdziałów w przód :D Dzisiaj mam bierzmowanie i będę musiała stać w tym kościele, zamiast leżeć w cieplutkim łóżeczku ;c
Akcja z Jake'em. Dziękuję Marysiu! :* Ja zarzuciłam pomysłem, ona go rozwinęła, a ja ubrałam w słowa :D powiedzcie jak wam się podoba (((:
+ u mnie chłopcy z One Direction nie są sławni! Są przyjaciółmi, owszem mają zespół, ale nie będą sławni, bo nie lubię pisać o paparazzi, wywiadach, plotkach itp. (: Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza (:
Jeśli jest ktoś, kto chciałby być informowany o kolejnych rozdziałach, napiszcie w komentarzu numer gadu lub nazwę twittera (:
Komentujcie, co o tym rozdziale sądzicie ((:
Justyna (: xx



środa, 21 marca 2012

Rozdział 2 - „Powiedz tylko gdzie i kiedy xx”


Promienie słońca wpadały cienkimi stróżkami do mojego pokoju i ogrzewały moją twarz. Otworzyłam delikatnie powieki, ale oślepiające światło kazało mi zamknąć je z powrotem. Schowałam głowę pod poduszkę i usiłowałam jeszcze zasnąć, lecz nieskutecznie. Usiadałam na łóżku, wyciągnęłam się i przetarłam oczy. Rozejrzałam się po oświetlonym pokoju. „Muszę tu posprzątać”, pomyślałam i zaśmiałam się wiedząc, że jak codziennie będę zbyt leniwa, żeby to zrobić. Wstałam, udając się prosto do kuchni. Kiedy schodziłam po schodach usłyszałam, jak burczy mi w brzuchu i odruchowo położyłam na nim swoją dłoń. Ruszyłam w stronę lodówki, po drodze wstawiając wodę na herbatę i biorąc mój ulubiony kubek. Przygotowałam składniki potrzebne to zrobienia tostów i wyciągnęłam toster. Już po chwili zajadając się i popijając herbatę, siedziałam na kanapie w salonie, przed telewizorem i skakałam po programach. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, a już za sekundę rozległo się głośne pukanie. Dało się słyszeć melodyjne głosy grupki dziewczyn i jednego chłopaka.
- Wstawaj śpiochu! Już 12! – usłyszałam donośny głos Maxa, a zaraz po niej krzyki reszty. Niechętnie podniosłam się z wygodnej kanapy i podeszłam do wejścia do mojego domu. Otworzyłam drzwi pięcioosobowej grupce, a ci wpadli do środka jakby ktoś ich gonił. Na przodzie wszedł Max i ciągnął za rękę swoją dziewczynę Juliette.
- Dżentelmen! – prychnęła ironicznie najstarsza z całego towarzystwa blondynka i zaśmiała się z chłopaka.
Za nimi w środku pojawiła się niebieskooka szatynka o imieniu Stella, a następnie wysoka brunetka - Amelia. Na samym końcu w mieszkaniu stanęła Charlie – brązowooka, cicha dziewczyna. Uśmiechnęłam się na widok całej paczki i mocno ich przytuliłam. Widziałam ich po raz pierwszy od dwóch tygodni, ponieważ byli na wycieczce szkolnej, na którą ja nie mogłam jechać z powodu grypy jaka mnie dopadła w przeddzień wyjazdu. Jak pech to pech. Zaprosiłam przyjaciół do salonu i zaproponowałam ciepłe napoje, na co oni zareagowali z wielkim entuzjazmem.
- Oj, tak! Zamarzam – powiedziała przemarznięta Amelia, a reszta zgromadzenia przyznała jej rację. Po chwili wróciłam z sześcioma kubkami gorącej czekolady. Gdy tylko usiadłam, zaczęłam pytać niespodziewanych gości, jak minął im ich wyjazd. Wszystkie dziewczyny opowiadały cały wyjazd ze szczegółami i obdarowały mnie całą torebką ślicznych pamiątek. Patrzyłam po ich radosnych twarzach i zatrzymałam się na namiętnym wzroku Maxa, z jakim wpatrywał się w moje niedojedzone śniadanie.
- Zjedz to! – zaśmiałam się i wywróciłam oczami, a chłopak rzucił się na jedzenie, jakby usłyszał „Start!” na jakimś biegu. Wszystkie wybuchłyśmy głośnym śmiechem i wróciłyśmy do naszej rozmowy. Kiedy skończyły na wczorajszym powrocie, zapytały mnie, jak ja spędziłam czas podczas ich nieobecności. Ominęłam całe dwa tygodnie, mówiąc tylko, że nic ciekawego się nie stało i przeszłam od razu do dnia wczorajszego. Po opowiedzeniu mojej rozmowy z Jake’em, przeszłam do opisywania wypadku, który miał miejsce w parku. Nie oszczędziłam im ani jednego szczegółu. Gdy skończyłam, nastała głucha cisza. Po chwili głos zabrała Stella.
-Ale wpadłaś! – powiedziała i zachichotała cicho, a ja zastanawiałam się, o co dokładnie jej chodzi. Spojrzałam na nią pytająco.
- Kto by pomyślał, że nasza Maddie zakocha się od pierwszego wejrzenia! – krzyknęła szczęśliwa Charlie.
- Co? – powiedziałam i już chciałam zacząć zaprzeczać, gdy wtrąciła się Julie.
- I to jak! – wydarła się na całe gardło.
- Wcale nie! – odpowiedziałam szybko i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że kłamię. – No może troszeczkę – dodałam tylko.
- Mhm, troszeczkę – odparła sarkastycznie Amelia i spojrzała na mnie poważnie, choć było widać, że nie może powstrzymać uśmiechu. – „Troszeczkę” to Max jest brudny, a ty zakochałaś się bardzo – podkreśliła ostatnie słowo, patrząc mi prosto w oczy.
- Brudny?! – odezwał się w końcu chłopak. – Gdzie? – odwrócił się do swojej dziewczyny, a ta pokazała mu plamę na policzku.
- Nie przesadzajcie – powiedziałam cicho i pomyślałam o zielonookim chłopaku. Szybko oblałam się rumieńcem i chwyciłam poduszkę, leżącą obok mnie, chowając w niej twarz.
- Nawet ja mogę powiedzieć, że ci się podoba – mruknął uśmiechnięty brunet, zmywając plamę z policzka. – Chociaż „podoba się” to chyba za mało powiedziane.
- O wiele za mało – powiedziała Stella.
- Ja bym powiedziała, że szaleje za nim – odezwała się blondynka. Ja tylko wywróciłam oczami i jeździłam wzrokiem po przyjaciołach, który wpatrywali się we mnie jak w obrazek. Musiałam to przerwać.
- Może idziemy się gdzieś przejść? – powiedziałam, żeby zmienić temat.
- Do parku? – zapytała Amelia i poruszyła śmiesznie brwiami, na co wszyscy wybuchli śmiechem. Ja tylko schowałam głowę w poduszkę i warknęłam.
- Po co ja wam to mówiłam?! – zapytałam dalej schowana.
- Bo go lubisz, a my jesteśmy twoimi przyjaciółmi i chcesz, żebyśmy wiedzieli takie rzeczy! – rzuciła tylko Stella, a ja podniosłam się i pobiegłam do łazienki, po drodze biorąc ciuchy, które chciałam dziś ubrać. Wybrałam białą bluzkę z krótkim rękawem, czarne rurki i granatową marynarkę. Uczesałam włosy, pomalowałam rzęsy mascarą i popsikałam się ulubionymi perfumami. Wzięłam do ręki mój telefon, a na jego ekraniku zauważyłam nieodczytaną wiadomość. Była od Harry’ego.
„Dzień dobry (: Mam nadzieję, że już nie śpisz. Miałabyś może dzisiaj dla mnie trochę czasu? ;)”Uśmiechnęłam się szeroko i napisałam:
„Może znajdę do ciebie chwilę wieczorem, bo na razie wychodzę z moimi przyjaciółmi. Odezwę się (:”Zbiegłam na dół i dołączyłam do przyjaciół, którzy już czekali na mnie ubrani. Włożyłam buty, chwyciłam swój płaszczyk oraz czapkę z uszami i ubierając się w biegu wyszłam za małą grupką, zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam do nich i ruszyliśmy zaśnieżonymi uliczkami Londynu do Milkshake City. Po drodze śmialiśmy się i głośno żartowaliśmy. Oczywiście tematem wielu żartów byłam ja. Kiedy doszliśmy na miejsce, zajęliśmy stolik w koncie pomieszczenia i zamówiliśmy smakołyki. Wszyscy poprosiliśmy o naleśniki i shake’i. Siedzieliśmy tam ok. pół godziny. W tym czasie była tam jedynie jedna para i zamówili coś na wynos oraz starszy pan, zajadający się goframi na drugim końcu pomieszczenia. Sala była duża i przestrzenna. Było to jedno z naszych ulubionych miejsc, bo zawsze panował tu spokój. No, może oprócz czasu, kiedy my tam przesiadywaliśmy. Nagle dało się słyszeć mały dzwoneczek przy wejściu. Mimowolnie spojrzałam w stronę drzwi i zamarłam. Po chwili szybko zniżyłam się na swoim miejscu tak, aby jak najmniej było mnie widać. Przyjaciele patrzyli na mnie z pytającym wyrazem twarzy.
- Maddie, co ty robisz? – odezwała się Stella, śmiejąc się ze mnie.
- Cicho bądź, idiotko – wyszeptałam.
- O co ci chodzi? – spytała Amelia szeptem i zniżyła się do mojego poziomu.
- On tam jest – powiedziałam i spojrzałam jej prosto w oczy.
- Jest kto? – zapytała zdziwiona Juliette.
- Harry – powiedziałam najciszej, jak mogłam.
- Kto? – zastanowił się chwilę Max, a ja tylko wywróciłam oczami.
- Chłopak z parku?! – zapytała zaskoczona Charlie, a ja tylko pokiwałam twierdząco głową.
- Gdzie?! – poderwała się Amelia, a ja tylko pociągnęłam ją z powrotem na dół.
- Uspokój się! – krzyknęłam na nią głosem ściszonym do minimum. Wskazałam palcem stolik, przy którym usiedli chłopcy. Wszyscy automatycznie spojrzeli w ich stronę. Ja tylko uderzyłam się dłonią w czoło. „Nie wszyscy na raz!”, miałam ochotę krzyknąć, ale się powstrzymałam.
- To ten w beżowym płaszczu? – zapytała Juliette.
- Tak, to on. – szepnęłam szybko i mimowolnie uśmiechnęłam się, spoglądając na lokowatego, a on w tym samym momencie spojrzał w naszą stronę. Na szczęście moja paczka przestała się na nich gapić. On tylko posłał mi uroczy uśmiech, a ja odwzajemniłam go tylko nieśmiało i oblałam się rumieńcem, na co chłopak uśmiechnął się szerzej. Wróciłam do rozmowy z przyjaciółmi, której niestety tematem byli chłopcy pod oknem, a szczególnie Harry. Co jakiś czas spoglądałam na chłopaka i prawie za każdym razem nasze spojrzenia się spotykały. Uśmiechał się wtedy lekko zawstydzony, a ja odwzajemniałam uśmiech nieśmiało i wracałam wzrokiem w stronę przyjaciół.
- Maddie? – zapytała niepewnie Amelia.
- Tak? – oderwałam wzrok od Harry’ego i spojrzałam na dziewczynę.
- Kim jest ten chłopak w bejsbolówce? – podążyłam za jej spojrzeniem, które było skierowane na bruneta o ciemnej karnacji.
- Nie wiem, jeden z jego przyjaciół. Też był wtedy w parku. – wzruszyłam ramionami. – ale nie wiem jak się nazywa – spojrzałam podejrzanie na przyjaciółkę – a co? – przyglądałam się jej.
- Nic, nic – powiedziała cienkim głosem Am i znów zwróciła się w kierunku chłopaka.
- Jasne – zerknęłam na nią spode łba.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez pół godziny. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się i żartowaliśmy. Nadszedł czas, żeby wracać . Podnieśliśmy się z miejsc. Założyłam na siebie płaszcz i czapkę po czym ruszyliśmy do wyjścia. Kiedy szliśmy w kierunku uśmiechnęłam się do Harry’ego i pomachałam mu delikatnie na pożegnanie, choć nie zamieniliśmy ani słowa. Lokowaty posłał mi najsłodszy uśmiech jaki w życiu widziałam i odmachał.
- Pa Maddie! – krzyknął siedzący obok niego chłopak ubrany w czerwone rurki i białą bluzkę w granatowe paski. „Zamknij się, Tomlinson!”, usłyszałam tylko, a zaraz po tym chłopak dostał od Harry’ego w głowę, a pozostali chłopcy – z resztą razem ze mną – wybuchli śmiechem.
- Pa! – odpowiedziałam melodyjnie i uśmiechnęłam się do całej piątki, po czym pchnęłam drzwi i wyszłam na mróz. Razem z pozostałymi zaczęliśmy biec w kierunku parku i się wygłupiać. Do końca naszego spotkania byłam zadowolona, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy.

*Oczami Harry’ego*
- Przestań tak się na nią patrzeć! – powiedział cicho Tomlinson – albo pomyśli, że jesteś jakimś narwanym psychopatą, który chcę napić się jej krwi.
Pokręciłem głową i zaśmiałem się. Kto, jak kto, ale Louis zawsze potrafił mnie rozśmieszyć.
- Oj, daj mi się nacieszyć tym, że znów ją widzę, dobra? – mruknąłem do Lou i znów zerknąłem w stronę Maddie. Rozmawiała teraz z wysoką brunetką i spoglądała na Zayna. Po chwili znów się spojrzała w moją stronę, a ja uśmiechnąłem się jak dziecko rozpakowujące swój gwiazdkowy prezent, na co ona się zarumieniła i spuściła wzrok zawstydzona. Zawsze myślałem, że idealna dziewczyna dla mnie byłaby odważna i niezależna. Ale ja uwielbiałem nieśmiałość Maddie. Każdy jej rumieniec, każdy delikatny uśmiech. Uwielbiałem w niej wszystko, choć właściwie zamieniliśmy ze sobą tylko kilka słow. „Jest idealna”, pomyślałem, a z zadumy wyrwał mnie głos Liama.
- Harry, słuchasz mnie w ogóle? – powiedział szturchając mnie w ramię.
- Co? – zapytałem nie przytomny. – Mówiłeś coś?
- Straciliśmy go chłopcy – zaczął Louis. – Nasz Hazza się zagubił.
Spojrzałem na niego pytająco.
- W oczach Maddie – dodał szybko i chłopcy zaczęli się śmiać.
- Pytałem – zaczął ponownie Liam, opanowując z trudem śmiech – czy nie masz nic przeciwko pizzy na obiad. Nie mamy zamiaru znów jeść w Nando’s.
- Tak, tak – machnąłem ręką, bo zauważyłem, że mój ideał właśnie ubiera płaszcz i ma zamiar wyjść. „Nie idź, proszę”, miałem ochotę powiedzieć. Mógłbym się na nią patrzeć godzinami.
Kiedy wychodziła, uśmiechnęła się delikatnie i pomachała na pożegnanie. Odwzajemniłem się najszczerszym uśmiechem i również jej pomachałem.
- Pa Maddie! – krzyknął Louis. Myślałem, ze go zabije.
- Zamknij się, Tomlinson! – powiedziałem cicho, uderzyłem chłopaka w głowę i posłałem mu groźne spojrzenie. Pozostali wybuchli śmiechem, jak również i dziewczyna. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Pa! – odpowiedziała swoim cudownym melodyjnym głosem i posłała całej naszej piątce śliczny uśmiech. Po chwili biegła już za przyjaciółmi w kierunku parku. Śmiali się i wygłupiali. „Ideał”, znów przeszło mi przez myśl. Z marzeń wyrwał mnie tym razem głos Nialla.
- To co z tą pizzą? Zgłodniałem. – mruknął blondyn, a wszyscy ciężko westchnęli.
- Boże… - powiedziałem równo z Zaynem i wstaliśmy z miejsc. Ubraliśmy się i wyszliśmy na dwór. Ruszyliśmy w kierunku naszej posiadłości, a z moich ust nie schodziło jedno imię. Maddie. Gadałem o niej całą drogę powrotną, a chłopcy wcale nie mieli nic przeciwko.
- Chyba się zakochałem – powiedziałem ni stąd, ni zowąd.
- To już wczoraj zdążyliśmy zauważyć – zaśmiał się Liam i pociągnął mnie w kierunku wejścia do domu. Było ok. godziny 16. Postanowiłem iść do swojego pokoju i posłuchać trochę muzyki. Położyłem się na łóżku ze słuchawkami w uszach i słuchając piosenki „Kiss me” Eda Sheerana myślałem tylko o mojej Maddie.

*Oczami Maddie*
Pobiegłyśmy do parku i szwendaliśmy się po nim jeszcze pół godziny. Max i Julie odłączyli się od nas już przy Milkshake City. Dziewczyny przez cały czas wspominały wyjazd. Zaczęły opowiadać wszystkie śmieszne sytuacje, jakie się wydarzyły. Opowiedziały między innymi o tym jak nabrali Charlie i Stellę. Kiedy te dwie wyszły z pokoju, zostawiając swoje klucze, Max, Amelia i Juliette zakluczyli się od środka zaraz po tym, jak wywiesili na drzwiach kartkę z następującą informacją:

„Zapomniałyście kluczy, a my chcieliśmy wyjść, więc zostawiliśmy go w pokoju Maxa. Zapukajcie i powiedzcie o co chodzi, chłopcy wszystko wiedzą.
                                                                             Amelia, Juliette i Max (:”


Oczywiście dziewczyny uwierzyły i poszły w stronę pokoju, w którym zatrzymał się Max i jeszcze kilku jego kolegów. Zapukały, zapytały o klucze, a zdziwieni chłopcy nie mieli pojęcia o co chodzi. W tym samym momencie z drzwi obok wyłoniły się trzy głowy i ich właściciele wybuchli śmiechem. Char i Stell obraziły się na całą trójkę i aż do kolacji nie odezwały się do nich ani słowem. W ramach zemsty, nazajutrz, kiedy wszyscy byli na basenie, dziewczyny ulotniły się i nikt nie wiedział gdzie są. Kiedy trójka zbrodniarzy poszła do szatni, aby się przebrać, zamiast suchych ciuchów i ręczników znaleźli jedynie kartkę z napisem:

„Zemsta jest słodka! Stella i Char ;)” 
Aby odzyskać swoje rzeczy, grupka musiała przejść w samych strojach kąpielowych na drugi koniec hotelu do restauracji, przejść przez kuchnię na zaplecze, gdzie znajdowały się ich ubrania. Po powrocie do pokoju dziewczyn, te pokazały im kilka zdjęć z ich „biegu” i nabijały się z nich przez pół dnia. Cała piątka uznała, że są kwita i koniec z żartami. Oczywiście nikt nie dotrzymał obietnicy.

Gdy dziewczyny skończyły opowiadać dochodziło wpół do siedemnastej. Stella powiedziała, że musi wracać do domu, a ja wraz z Char i Am, przerzuciłyśmy się na temat kolegów Harry’ego.
- Ten brunet, który siedział obok Harry’ego był nieziemski! – wykrzyknęła Am.
- Co ty gadasz?! – odpowiedziała oburzona Charlie. – Najprzystojniejszy był ten ciemny blondyn. Chyba jest z nich najbardziej rozgarnięty – dodała rozmarzona.
- Chyba żartujesz! – krzyknęła Amelia – Odwołaj to! Mój brunet jest najlepszy!
Po kilkunastominutowej kłótni uznały, że obaj są niczego sobie. Szłyśmy, rozmawiając o chłopakach jeszcze ok. półgodziny, po czym każda rozeszła się w swoją stronę. Dochodziła 17. Usiadłam na mojej ulubionej ławeczce w parku i wpatrywałam się wprost, w miejsce mojego wczorajszego spotkania z Harrym. Myślałam na przemian o nim i o Jake’u. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Szybko otarłam je wierzchem dłoni i uspokoiłam się, skupiając moje myśli na chłopaku z lokami. Chciałam, żeby tu był. Wyciągnęłam telefon i napisałam do niego krótką wiadomość.
„Cześć (: Mam trochę wolnego czasu. Nie wiesz może kto byłby zainteresowany? ;)”
Już po chwili usłyszałam mój głośny sygnał powiadamiający o mojej wiadomości.
„Chyba znam kogoś takiego (: Powiedz tylko gdzie i kiedy xx”Uśmiechnęłam się do telefonu i napisałam szybko:
„Ty zdecyduj :D” 
Nie dostałam odpowiedzi. Siedziałam dalej na ławce i zaciągnęłam uszatą czapkę bardziej na uszy. Nagle ktoś zasłonił mi oczy dłońmi, a ja podskoczyłam ze strachu.
- Co powiesz na tu i teraz? – odezwał się znajomy głos blisko mojego ucha, a ja odetchnęłam z ulgą. Chłopak usiadł obok mnie, a ja tylko uderzyłam go w ramie.
- Nie masz pojęcia, jak mnie wystraszyłeś! – odpowiedziałam z wyrzutem, ale gdy tylko na niego spojrzałam, od razu się uśmiechnęłam. Patrząc na jego śliczne dołeczki w policzkach, gdy się śmieje, nie da się na niego gniewać.
- Przepraszam – powiedział ze skuchą i słodkim uśmieszkiem na ustach.
- Już dobrze – odezwałam się i wywróciłam oczami. Chłopak się zaśmiał i zaraz podjął rozmowę.
- Cieszę się, że się odezwałaś.
Mimowolnie uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Ja również – wydusiłam z siebie w końcu.
Po krótkiej rozmowie na temat tego jak nam minął dzień, postanowiliśmy się przejść. Przechadzaliśmy się po parkowych ścieżkach i dyskutowaliśmy na temat naszych zainteresowań. Kiedy powiedziałam, że uwielbiam grać na wszelkiego rodzaju instrumentach, uśmiechnął się i odparł tylko, że on śpiewa. Poprosiłam go, żeby zanucił kawałek jakiejkolwiek piosenki, ale wykręcił się wymówkami, że musiałby się rozśpiewać. Wtedy ja rzuciłam proste „No to na co czekasz?”, ale on tylko zmienił temat. Szkoda, chciałam usłyszeć jego śpiew. Dowiedziałam się, że mieszka w dużym domu razem z jego przyjaciółmi. Na moją prośbę zaczął o nich opowiadać, a jego opowieściom nie było końca. Nie przeszkadzało mi to, bo ja nie za bardzo lubiłam o sobie mówić. Powiedział, że najstarszym z ich paczki jest Louis – chłopak, który po pożegnaniu ze mną dostał od lokowanego w głowę. Wspomniał, że uwielbia jeść marchewki. Zaśmiałam się cicho, a on spojrzał na mnie z uśmiechem i opowiadał dalej. Potem zaczął mówić o Liamie. Powiedział, że ten jest „ich tatusiem”, bo jest najbardziej rozsądny. „Przystojniak Charlie ma na imię Liam”, pomyślałam tylko. Następnie opowiadał o Zaynie – brunecie, który uwielbia przeglądać się w lustrze. Zachichotałam cicho, myśląc o Amelii. „Liam i Zayn”, powtórzyłam szybko w myślach, aby nie zapomnieć przekazać imion moim przyjaciółkom. Przeszedł teraz do blondyna o imieniu Niall. Tu powiedział, że chłopak jest po uszy zakochany w… jedzeniu. Wybuchłam śmiechem.
- W jedzeniu? – nie przestając się śmiać, zapytałam, aby upewnić się, czy się przypadkiem nie przesłyszałam.
- Tak – odparł zaśmiany Harry. – Nie masz pojęcia, jak bardzo! Jeśli coś byś mu zjadła, nie jestem pewien, czy wyszłabyś z tego cało.
Zachichotałam tylko i teraz ja opowiadałam o Julie, Char, Stelli, Amelii i Maxie. Mówiłam, jak bardzo są zwariowani i że nie wyobrażam sobie bez nich życia. Na koniec uznaliśmy, że nasi przyjaciele są siebie warci oraz postanowiliśmy, że kiedyś spotkamy się całą paczką.
Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Szliśmy w świetle ulicznych lamp rozmawiając o wszystkim, co tylko ślina przyniosła nam na język. Tematy się nam nie kończyły, a cisza nie zagościła w naszej rozmowie nawet na minutę.
- Nie jesteś Brytyjką, co? – zapytał patrząc na mnie podejrzliwie.
- Nie – odparłam. – Jak się tego domyśliłeś? – spytałam zaciekawiona.
- Mówisz z akcentem – powiedział dumnie. – Zauważyłem to już wczoraj. Wiec, jeśli nie Wielka Brytania, to skąd pochodzisz?
- Z Polski – odpowiedziałam i z jego miny wywnioskowałam, że obstawiał coś innego. Opowiedziałam mu o mojej przeszłości. O tym, jak moja mama – Polka, nie potrafiąca wypowiedzieć ani jednego słowa w języku angielskim - przyjechała na wakacje ze swoimi rodzicami właśnie tu, do Londynu i zatrzymała się z nimi w przytulnym pensjonacie na obrzeżach miasta. Oraz że to właśnie tu poznała mojego tatę, typowego Brytyjczyka. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Mama uczyła tatę polskiego, a ten rewanżował się lekcjami angielskiego. Wakacje się skończyły, ale ich miłość przetrwała. Pisali do siebie, przyjeżdżali do siebie nawzajem, kiedy tylko mogli. W końcu wzięli ślub i zamieszkali u rodziców taty. Owocem ich miłości była ciemnowłosa dziewczynka nosząca imię po obu swoich babciach – Madeleine i Magdalenie. Każde kolejne wakacje spędzaliśmy w trójkę nad jeziorem, w rodzinnym domu mamy. Kiedy miałam cztery lata przeprowadziliśmy się do centrum Londynu. Wtedy właśnie poznałam Jake’a. Opowiedziałam jeszcze kilka historii, jakie przeżyli razem moi rodzice oraz ja z Jake’em. Kiedy skończyłam mój towarzysz siedzący obok na ławce, na której usiedliśmy w czasie mojej opowieści, powiedział tylko:
- Historia jak z filmu.
Ja uśmiechnęłam się i pokiwałam potwierdzająco głową.
- Ale dalej nie rozumiem dlaczego masz polski akcent. – przeczesał dłonią bujne loki. – Twój tata nauczył twoją mamę angielskiego i wspomniałaś, że uczyłaś się go już od małego.
- Mój tata uwielbia ojczysty język mamy, dlatego w domu zazwyczaj mówiliśmy po polsku. – powiedziałam.
- Powiedz coś po polsku – zaproponował chłopak.
- Co na przykład? – spytałam.
- Na przykład… - zamyślił się i po chwili dodał – na przykład „Harry, dlaczego musisz być aż tak przystojny?!”.
Wybuchłam śmiechem i on dumny z siebie mnie popędzał. Powiedziałam to posłusznie po polsku i spojrzałam na niego.
- Też się czasem zastanawiam. – odpowiedział w swoim języku i uśmiechał się szeroko, patrząc jak się śmieje.
Chłopak również opowiedział o swoich rodzicach i ich historia była równie wzruszająca.
Było już całkiem ciemno. Spojrzałam na zegarek na nadgarstku, na którym dochodziła godzina 21. Dlaczego ten czas tak szybko leci? Spędziłam z Harrym cztery godziny i wciąż było mi mało. On chyba też dobrze się bawił, ponieważ kiedy powiedziałam mu, że muszę się zbierać, spytał dlaczego tak szybko. Zaśmiałam się i gdy powiedziałam, że już po dwudziestej pierwszej zdziwił się i spojrzał z niedowierzaniem na ekran telefonu.
- Rzeczywiście – powiedział smutno i przeglądał coś w telefonie. – 27 nieodebranych połączeń i 12 wiadomości od chłopaków.
- To oczywiste, pewnie strasznie się martwią. – spojrzałam na chłopaka. – Czy ty w ogóle powiedziałeś im, że wychodzisz?
- Nie – wzruszył ramionami obojętnie.
- To zadzwoń do nich! – zabrałam mu telefon. – Na pewno wszędzie cię szukają!
Harry przyglądał mi się z uśmiechem, a ja wybrałam numer Liama, nacisnęłam zieloną i podałam mu telefon. Wziął go ode mnie i zaczął rozmawiać z przyjacielem. Kiedy skończył miał smutną minę.
- Masz rację, martwili się.
- Mówiłam! – uderzyłam go lekko w ramię.
- Po pierwsze – zaczął – martwili się, czy jak mnie nie będzie i zamówią pizzę z kukurydzą, to będę zły. A po drugie przestań mnie cały czas bić – powiedział i zaczął mnie łaskotać.
- Nie! Harry, błagam cię! Przestań – prosiłam, ale bezskutecznie. Po pół minucie skończył.
- Teraz już wiesz, że mnie się nie bije – pogroził mi palcem i uśmiechnął się.
- Dobrze, już dobrze. Ale to nie zmienia faktu, że jest późno i muszę wracać do domu. – powiedziałam smutno.
- Pozwolisz, że cię odprowadzę? – zapytał i ukłonił się przede mną, jak dżentelmen, na co ja zaczęłam się śmiać.
- Uspokój się, głuptasie – chwyciłam go za łokieć i kazałam się wyprostować. – I nie, nie pozwolę, bo powrót do domu zajmie ci dwa razy więcej czasu, a robi się zimno. Jeszcze mi się rozchorujesz – powiedziałam, po czym zapięłam ostatni guzik jego płaszcza i poprawiłam szalik. Chłopak zaśmiał się i naciągnął mi na uszy moją czapkę. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Zajmie mi trzy razy więcej, jeśli będziesz się sprzeczać – odparł zadowolony z siebie i wystawił w moim kierunku ramię – Pozwoli panienka?
Zaśmiałam się i chwyciłam go pod ramię.
- Niech ci będzie – mruknęłam i powoli ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Po 40 minutach byliśmy na miejscu. – To tutaj – wskazałam biały dom po prawej stronie ulicy. Harry spojrzał na budynek i uśmiechnął się łobuzersko.
- To już wiem, gdzie mogę cię nawiedzać – poruszył zabawnie brwiami, a ja zachichotałam. Doszliśmy do dużych brązowych drzwi. Stanęłam przodem do chłopaka i posłałam mu przyjazny uśmiech.
- Masz na jutro jakieś plany? – spytaliśmy w tym samym momencie i zaśmialiśmy się.
- Nie – odpowiedziałam z uśmiechem.
- A więc z nikim się nie umawiaj, bo chcę cię porwać – powiedział zadowolony.
- Dobrze, dobrze – odparłam i spojrzałam na chłopaka, a on na mnie.
- Dobranoc Maddie – powiedział. Uwielbiałam, gdy wypowiadał moje imię. W jego ustach brzmiało idealnie. Znałam go tak krótko, a czułam jakbym spędziła z nim większą część swojego życia.
Stał tak, że nasze twarze dzieliło jedynie kilka centymetrów.
- Dobranoc Harry – odpowiedziałam cicho. Uśmiechnął się i pochylił się nade mną, aby musnąć ustami mój policzek. Moje serce waliło jak szalone, a ja bałam się, że lokowany wszystko słyszy. Na pewno mam na polikach czerwone rumieńce. Czasami tego nienawidziłam. Pokazywały każde moje emocje. Spojrzałam jeszcze raz na Harry’ego. Nie chciałam, aby dzień się już kończył. Odsunęłam się od chłopaka o kilka centymetrów i posłałam mu ciepły uśmiech. Odwróciłam się i weszłam do domu machając mu na pożegnanie. Zielonooki odmachał i powolnym krokiem ruszył w kierunku swojego domu. Odwrócił się jeszcze jeden raz i uśmiechnął się, ukazując szereg białych zębów i cudowne dołeczki w policzkach. Po chwili zniknął z mojego pola widzenia. Weszłam do środka i osuwając się na drzwiach, usiadłam na podłogę. Odtwarzałam w pamięci cały wieczór, a w szczególności kilka ostatnich chwil. Kiedy stałam tak blisko niego i czułam zapach jego perfum, wiedziałam, że jestem bezpieczna i nic mi nie grozi. Przebywając w jego towarzystwie zapominałam o problemach. Byłam szczęśliwa, że to właśnie na niego wpadłam wczoraj w parku. Był idealny. Kiedy mówiąc mu o Jake’u posmutniałam, robił wszystko, żebym się tylko uśmiechnęła. Potrafił mnie rozśmieszyć na każdym kroku. Uwielbiałam w nim wszystko.
Szurając nogami, ruszyłam do mojego pokoju. Weszłam do łazienki, wzięłam szybką kąpiel i przebrałam się w piżamę. Wskoczyłam pod kołdrę i ułożyłam się wygodnie w łóżku. Zgasiłam szarą lampkę, stojącą na mojej szafce nocnej obok ulubionych książek. Po zamknięciu oczu widziałam mojego Harry’ego. Podobnie jak wczoraj był on moją ostatnią myślą przed snem.

________________________________________
Tak więc, jest rozdział 2 (: Nie miałam pojęcia, że jest aż taki długi :o Mam nadzieję, że się wam spodoba (: Kolejny rozdział dodam może w piątek. Piszcie w komentarzach lub na gadu - 7949651 - co sądzicie o tym rozdziale, całym blogu, czy postaciach.
Do piątku (być może) - Justyna (: xx





Ojj, Harry ♥

niedziela, 18 marca 2012

Rozdział 1 - "Kłótnie o marchewki nigdy nie są bezsensowne"

*Oczami Harry'ego*
- Niall! – obudził mnie krzyk Louisa na blondyna. – Zjadłeś mi marchewkę! Przyznaj się! Wczoraj było ich 9, a dziś jest już tylko 8! – nie przestawał.
Schowałem głowę pod poduszkę, mając nadzieję, że nie będę ich słyszał.
- Wcale nie! – tym razem wydarł się Irlandczyk. – Sam zjadłeś i już zapomniałeś.
„Boże!”, pomyślałem. „Kocham tych wariatów całym sercem, ale nie o…” spojrzałem na zegarek w telefonie i otworzyłem szeroko oczy. „…ale nie o 7 rano!”. Po kilku minutach wysłuchiwania ich kłótni zwlokłem się z łóżka i w samych bokserkach zszedłem na dół do kuchni. Kiedy wszedłem do środka oboje zamilkli. - O, dzień dobry Loczku! – powiedział radośnie Louis.
- Ty? Już na nogach? – zapytał zdziwiony Niall.
- Tak – powiedziałem spokojnie – wyobraź sobie, że ktoś mnie obudził głupimi kłótniami o marchewki. I to o 7 rano! – wykrzyknąłem ostatnie zdanie.- O nie kochaniutki – pogroził mi palcem Lou. – Kłótnie o marchewki nigdy nie są bezsensowne.
- Tak wcześnie każda kłótnia jest bezsensowna – mruknąłem i wróciłem do łóżka. Po drodze minąłem Liama, który też zdziwił się, co robię tak wcześnie na nogach.
- Zapytaj głodomora i marchewkę – rzuciłem zanim ten zdążył o cokolwiek zapytać. Jak tylko wszedłem do pokoju, napisałem na kartce „Nie budzić przed 13” i powiesiłem ją na moich drzwiach. Już po chwili leżałem ponownie w łóżku i zasnąłem.

Park. Zaśnieżone drzewa i nikogo w pobliżu. Przechadzałem się wąskimi ścieżkami z rządkami ławek po obu stronach. Nagle na jednej z nich zobaczyłem postać ubraną w czarny płaszczyk, rurki, emu i śmieszną czapkę z uszami. Podszedłem bliżej, a tajemnicza osoba odwróciła się w moją stronę z przyjacielskim uśmiechem. Była to brunetka o ciemnobrązowych oczach i miłym wyrazie twarzy. Odwzajemniłem jej uśmiech i podszedłem bliżej. Otworzyłem usta, aby się przywitać, ale nagle usłyszałem głosy moich przyjaciół. „Będzie wściekły” – powiedział Zayn. Dziewczyna odwróciła się do mnie tyłem. „Oj, nie przesadzaj” – ten głos należał do Nialla. Ruszyła do przodu, oddalając się ode mnie z każdą sekundą. „Wyraźnie napisał, żeby go nie budzić” – tym razem odezwał się Liam. I odeszła. „To będzie miał niemiłą niespodziankę” – usłyszałem Tomlinsona i nagle upadło na mnie coś ciężkiego. 

- Wstawaj Hazza! – krzyczał Louis, skacząc po mnie i nie zważając na moje protesty, zrzucił mnie z łóżka. Zarwałem się na równe nogi i spojrzałem wrogo na każdego z nich.
- Która godzina? – zapytałem jedynie i podniosłem mój telefon, który spadł z łóżka zaraz za mną. Na ekranie widniała godzina 10:36. Westchnąłem ciężko i rzuciłem się z powrotem na łóżko. – Czy wy się dzisiaj zmówiliście, żeby uprzykrzyć mi dzień? – powiedziałem i nakryłem się kołdrą po ostatni lok na mojej głowie. Miałem nadzieję, że dziewczyna ze snu powróci.
- Nie marudź tylko wstawaj! – zbuntował się blondyn i ściągnął ze mnie nakrycie.
- Odczepcie się ode mnie! – warknąłem i nakryłem głowę poduszką.
- Harry, jeśli nie wstaniesz, to obawiam się, że Niall cię zje. – powiedział ze śmiechem Zayn.
- Bo?! – „idźcie sobie!”, pomyślałem.
- Lou powiedział, że bez ciebie nigdzie nie idzie. Wstawaj! – odezwał się Liam.
- A co to ma wspólnego z Niallem? – mruknąłem spod poduszki i już po chwili żałowałem, że w ogóle się odezwałem.
- Nando’s! – zaczął wydzierać się Irlandczyk i skakał po łóżku jak poparzony.
- Dobra, dobra. Już wstaje, tylko się zamknij! – zrzuciłem blondyna i się podniosłem. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę szafy z ubraniami. Wybrałem fioletową bluzę i czarne rurki, a do tego szare Converse’y– Dajcie mi 10 minut – mruknąłem i zacząłem wyganiać ich z mojego pokoju.
- Tylko się pospiesz! – zdążył jeszcze krzyknąć Niall zanim zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem.
- Tak, tak – warknąłem i ruszyłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, przeczesałem dłonią włosy i już po chwili byłem gotowy do wyjścia. Zbiegłem szybko na dół, zarzuciłem na siebie kurtkę i razem z chłopakami wyszliśmy na mróz, kierując się w stronę ulubionej restauracji Horana.

Po wyjściu z Nando’s postanowiliśmy, że pójdziemy do kina. Poszliśmy na jakąś komedię, a po tym jeszcze na horror. Po skończeniu obu seansów, roześmiani wyszliśmy na dwór. Było ok. 15, więc słońce powoli zachodziło. Uznaliśmy, że po całym dniu leniuchowania w kinie przyda nam się spacer. Po drodze do parku wstąpiliśmy jeszcze do Tesco po trochę słodyczy, bo Niall oczywiście zgłodniał, pomimo pochłonięcia dwóch dużych popcornów, paczki M&M’sów i wypicia dwóch litrów Coca-Coli.
- Wiecie, co było najgorsze w tym horrorze? – odezwał się blondas. Po chwili naszego milczenia i kilku niepoprawnych odpowiedziach, odparł w końcu – Za każdym razem, kiedy pojawiało się coś strasznego, podskakiwałem i wysypywałem swój popcorn! – powiedział zrozpaczony, na co my wybuchliśmy głośnym śmiechem. Po kilku minutach spaceru byliśmy w parku. Co kilka sekund śmialiśmy się, nie patrząc na reakcję mijających nas osób. W pewnym momencie odwróciłem się przodem do chłopaków i idąc tyłem opowiadałem kolejny dowcip. Roześmialiśmy się wszyscy. Nagle poczułem zderzenie z kimś i odwróciłem się w kierunku tajemniczej osoby.
- O mój Boże, nic ci się nie stało? – powiedziałem do postaci siedzącej teraz na śniegu. – Przepraszam, szedłem tyłem, wygłupiałem się i cię nie zauważyłem. – zacząłem się tłumaczyć i nie potrafiłem przestać gadać. Obiektem stłuczki była niska dziewczyna o ciemnych lokach. Nie wiem skąd, ale wydawało mi się jakbym ją znał. Podałem jej szybko dłoń i pomogłem jej wstać. Po jej minie było widać, że nie było to dla niej łatwe. Z pewnością zbiła sobie tyłek przy upadku na ziemię.
- Wszystko w porządku – odpowiedziała i zaśmiała się cicho. Spojrzała w górę i wtedy już wiedziałem, skąd ją znam. Nie mogłem zapomnieć tych czekoladowych oczu. Dziewczyna z mojego snu. Wyglądała identycznie, pomijając fakt, że najwidoczniej niedawno płakała. Uśmiechnąłem się i wpatrywałem się w jej oczy jak zahipnotyzowany.
- Pospiesz się niezdaro! – usłyszałem głos Zayna i następnie głośny śmiech całej reszty. No tak, teraz już wiadomo o czym będą gadali cały wieczór, a może i nawet jutrzejszy dzień, ale mnie to nie obchodziło.
- Na pewno? – postanowiłem się upewnić, czy aby przypadkiem nieumyślnie nie zrobiłem jej krzywdy.
- Tak, tak. Nic mi nie jest. – uśmiechnęła się tak samo przyjaźnie jak w moim dzisiejszym śnie. – A tobie nic się nie stało? – zapytała z troską w głosie. Dopiero teraz zauważyłem, że mówi z akcentem.
- Jestem cały – powiedziałem radośnie i uśmiechnąłem się szeroko.
- Jedno szczęście – mruknęła cicho i spojrzała na ziemię, na której leżały jej MP4 i słuchawki. Schyliłem się po nie w tym samym momencie co moja towarzyszka i zderzyliśmy się głowami. Brunetka już miała ponownie upaść na ziemię, ale złapałem ją w ostatnim momencie. Chwyciłem MP4 i podnosząc się z powrotem w górę, nie spuszczałem wzroku z jej pięknej twarzy. Oddałem dziewczynie jej własność i cicho przeprosiłem. Ona odpowiedziała mi nieśmiałym uśmiechem i spojrzała mi w oczy.
- Jak masz na imię? – zapytałem szybko. Bałem się, że zaraz odejdzie i już nigdy jej nie zobaczę.
- Madeleine – odparła. – A ty? – zapytała nieśmiało, oblewając się przy tym czerwonym rumieńcem, który sprawił, że mimowolnie się uśmiechnąłem. Już miałem jej odpowiedzieć, kiedy nagle usłyszałem głosy chłopaków stojących kilkanaście metrów od nas.
- Harry, zabieraj te swoje piękne loki do nas! Musimy wracać! – krzyczał Louis. Madeleine się zaśmiała, ukazując przy tym szereg równych śnieżnobiałych zębów.
- No właśnie – mruknąłem.
- Miło mi cię poznać Harry – uśmiechnęła się i podała mi rękę. Szybko ją uścisnąłem, patrząc w jej czekoladowe oczy. – Nie będę cię zatrzymywać – powiedziała cicho i wskazała małą grupkę czekającą na mnie i odtwarzającą wypadek, mający miejsce kilka minut temu. Spojrzałem na nich i wywróciłem oczami, na co ciemnooka piękność cicho zachichotała. – Ja też muszę się zbierać, robi się zimno. Do zobaczenia – pożegnała się uśmiechem i ruszyła powoli w swoim wcześniejszym kierunku.
- Do zobaczenia – powtórzyłem i odwróciłem się w stronę chłopaków, którzy nadal się ze mnie nabijali. „Do zobaczenia” - jej słodki głos dalej rozbrzmiewał w moich uszach. Nagle jak oparzony odwróciłem się z powrotem do dziewczyny.
-Madeleine! – krzyknąłem, a ona się odwróciła. Podbiegłem do niej.
- Coś się stało? – zapytała szybko.
- Nie. To znaczy nie do końca. Chciałem powiedzieć, że… - zacząłem się jąkać. Brunetka się zaśmiała i spojrzała mi w oczy.
- Oddychaj Harry – powiedziała spokojnie, kładąc rękę na moim ramieniu. „Jak ja mam oddychać, jak ona robi takie rzeczy?!” pomyślałem, ale szybko się opanowałem.
- Chciałem zapytać, jak mogę się z tobą skontaktować, jeśli chciałbym cię zobaczyć? To znaczy jeśli chciałbym z tobą pogadać. No wiesz… - wyrzuciłem z siebie te słowa z prędkością światła ale na szczęście zrozumiała, co miałem na myśli. Uśmiechnęła się tylko ciepło, a ja podałem jej mój telefon. Wpisała w niego rząd cyferek, po czym oddała mi moją własność.
- A więc, do zobaczenia, mam nadzieję – posłałem jej szeroki uśmiech.
- Do zobaczenia – powiedziała szybko i każde z nas udało się w swoją stronę. Spojrzałem do telefonu i ujrzałem nowy kontakt podpisany „Maddie”. Pobiegłem do chłopaków, a ci wybuchli głośnym śmiechem na mój widok. Ja nie zwracałem na to uwagi, bo myślałem o niej. Odwróciłem się jeszcze, spoglądając, jak znika w bramie parku.

*Oczami Maddie*
Weszłam do pustego domu, zakluczyłam drzwi od środka i pobiegłam do mojej sypialni. Rzuciłam się na łóżko. Byłam wykończona mrozem i spacerem. Ale o jednej rzeczy nie mogłam przestać myśleć, a raczej o jednej osobie. Harry. Uśmiechnęłam się mimowolnie wspominając zielonookiego chłopaka. Podniosłam się i zrzuciłam z siebie płaszcz, rzucając go na oparcie fotela stojącego pod ścianą. Poszłam do łazienki, wzięłam gorącą kąpiel i przebrałam się w piżamę. Wróciłam do łóżka przykryłam się kołdrą i zaczęłam powoli zasypiać. Nagle usłyszałam sygnał smsa. Sięgnęłam po telefon i spojrzałam w mały ekranik. Czytając treść smsa uniosłam kąciki ust w uśmiechu. 
„Mam nadzieję, że nic cię nie boli po upadku. Słodkich snów. (: Harry”
Odpowiedziałam szybko:
„Nic mi nie jest, nie martw się. (: Dobranoc x”.
Odłożyłam telefon i już po kilku chwilach odpłynęłam w głęboki sen.


___________________________________________

I jest rozdział 1 (: Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli przeczytacie, napiszcie co o tym sądzicie, bo nie wiem, czy w ogóle powinnam dalej pisać. (: Jeżeli komuś spodobałoby się to na tyle, że chciałby być informowany o kolejnych rozdziałach, to napiszcie na gadu - 7949651 lub podajcie swoje twittery ((:
Justyna (: xx


hihihi, uwielbiam to ♥

czwartek, 15 marca 2012

Prolog

"Dlaczego musi być tak zimno?" - zapytałam siebie w myślach, gdy siedziałam na ławce pod wysokimi brzozami, patrząc na bawiące się w śniegu dzieci. Widząc te słodkie, małe istotki mimowolnie się uśmiechnęłam. Możecie zapytać, dlaczego siedzę na mrozie w parku, sama, ze słuchawkami w uszach i patrzę na mijających mnie ludzi. Otóż jestem tu, ponieważ czuję się potwornie samotna. Myślałam, że widok szczęśliwych osób przechadzających się parkowymi ścieżkami mi pomoże, ale niestety się myliłam.
- Madeleine! - usłyszałam, jak znajomy głos woła moje imię. Ten głos należał do Jake'a. Odwróciłam się z uśmiechem, który już po chwili zniknął z mojej twarzy. Przyczyną tego była dziewczyna, idąca za moim przyjacielem, nie ukrywając złości, że w ogóle musi do mnie podchodzić. Amy jest dziewczyną Jake'a od jakichś trzech miesięcy. To właśnie z jej winy jestem tu dziś sama. Przez nią mój przyjaciel nie ma dla mnie ani chwili czasu i teraz, kiedy w końcu widzę do po 3 tygodniach, jest z nią. Oczywiście!
- Co ty tu robisz sama? - wyszczerzył zęby Jake. - Nie uważasz, że jest trochę za zimno na siedzenie w parku, na mrozie w takiej cienkiej kurtce? - zaśmiał się.
Opiekuńczy, jak zawsze.
- Musiałam wyjść, bo nie mogę już wytrzymać sama w domu - mruknęłam ze smutną miną. Spojrzałam na wysoką blondynkę obok chłopaka.
- Cześć Amy - powiedziałam i zdobyłam się na przyjacielski uśmiech.
- Cześć - odburknęła dziewczyna i zwróciła się do swojego wybranka. - Kochanie, możemy już iść? Mam ochotę na gorącą czekoladę - powiedziała szybko.
Jake spojrzał na mnie, a ja tylko uniosłam kąciki ust w lekkim uśmiechu. Potem zerknęłam na Amy, która była już kilka metrów od nas.
- Leć już, nie pozwól księżniczce czekać - spojrzałam znów na przyjaciela.
- Przepraszam Maddie - mruknął ze smutnym wyrazem twarzy. - Obiecuję, że znajdę dla ciebie czas w weekend.
- Nic nie obiecuj - przerwałam mu i posłałam przyjazny uśmiech.
- Jake! - krzyknęła zniecierpliwiona blondynka.
- Przepraszam, muszę iść - powiedział przyjaciel i pobiegł do dziewczyny. - Do zobaczenia Maddie! - krzyknął z daleka.
Znów usiadłam na ławce. Zamknęłam oczy, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Tęskniłam za nim. Jak to się stało, że po trzynastu latach przyjaźni nie mamy dla siebie czasu? Kolejna łza spadła na płaszczyk. "Uspokój się!" - powiedziałby Jake - "Wszystko się ułoży, zobaczysz". Brakowało mi jego rad, jego zabawnego śmiechu, przez który i ja się śmiałam, naszych wspólnych wygłupów, których nigdy nie było mało. Brakowało mi Jego. Czułam jak promienie zimowego słońca ogrzewają moją twarz i wysuszają łzy.

Dwójka roześmianych dzieci siedzących na pomoście nad jeziorem na północy Polski. Sześcioletnia brunetka trzyma za rękę swojego najlepszego przyjaciela, dziewięcioletniego blondyna. "Maddie?" - zapytał. Dziewczynka spogląda na niego dużymi, ciemnobrązowymi oczyma. "Obiecujesz mi, że zawsze będziemy przyjaciółmi? Tylko ty i ja? Nieważne co się stanie?". "Obiecuję Jakey" - uśmiechnęła się.

Otworzyłam oczy. Słońce powoli zachodziło. Rozejrzałam się po parku, podniosłam się z ławki i ruszyłam powolnym krokiem w stronę wejściowej bramy. Szłam ze spuszczoną głową i słuchawkami w uszach, nie zważając na to co działo się dookoła. Nagle poczułam, że ktoś wpadł na mnie z dużą siłą, po czym upadłam na śnieg.
- O mój Boże, nic ci się nie stało? - usłyszałam nad sobą męski głos. - Przepraszam, szedłem tyłem, wygłupiałem się i cię nie zauważyłem. - mówił jak nakręcony.
Nagle chłopak wyciągnął do mnie dłoń w pomocnym geście, Chwyciłam się jej i z trudem, ponieważ mój tyłek był niesamowicie obity, podniosłam się.
- Wszystko w porządku - mruknęłam śmiejąc się z mojej niezdarności.
Spojrzałam w górę i ujrzałam wysokiego, zielonookiego chłopaka z bujnymi lokami na głowie. Potem nie mogłam powiedzieć ani słowa. Staliśmy tak przez kilka sekund, które dla mnie były wiecznością i tylko patrzeliśmy sobie w oczy.

____________________________

A więc, jest prolog (: Mam nadzieję, że ktoś będzie miał ochotę w ogóle to przeczytać. Proszę każdego, kto to przeczyta o szczere opinie w komentarzach, nie ważne czy pozytywne czy też nie (: Kolejny rozdział już niedługo.
Justyna (: xx






środa, 14 marca 2012

Bohaterowie

 Witam wszystkich (:
Piszę to opowiadanie od niedawna i postanowiłam założyć tego bloga, aby się nim z Wami podzielić. Proszę Was o wyrozumiałość, bo jest to moja pierwsza twórczość. Cóż, nie będę się dużo rozpisywać, tylko od razu przejdę do bohaterów. (:



Madeleine Craven (17 lat) 
Maddie to sympatyczna i uprzejma dziewczyna. Ma ciemnobrązowe włosy i duże, czekoladowe oczy. Jak na swój wiek jest dość niska. Ma mnóstwo energii, jest pomysłowa, a na jej twarzy zawsze gości uśmiech.  Ostatnio nie dogaduje się ze swoim przyjacielem Jake'em. Nastolatka tęskni za przebywaniem z chłopakiem lecz z pomocą przychodzą jej Charlotte, Juliette, Stella, Amelia i Maximilian.




Jake Mason (20 lat)
Jake jest przyjacielem Maddie od 13 lat. Poznali się, gdy ta przeprowadziła się z rodzicami do centrum Londynu. Od tamtego czasu byli jak papużki nierozłączki. Gdzie był Jake, tam musiała być Maddie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznał swoją dziewczynę Amy.





Amy Brown (19 lat)
Amy jest wysoką, szczupłą blondynką. Gdy poznała Maddie, od razu ją znienawidziła, choć ta przez cały czas jest dla niej uprzejma. Nie można tego powiedzieć o przyjaciołach Madd, którzy nie rozumieli, jak ktoś może jej nie polubić. To właśnie przez Amy stosunki Madeleine z Jake'em się oziębiły.





Juliette McKenzie (18 lat)
Juliette jest sympatyczną, niewysoką blondynką o niebiesko-szarych oczach. Znają się z Maddie od 11 lat i są sobie naprawdę bliskie. Julie jest związana z Maximilianem. Według Maddie idealnie do siebie pasują i są dla siebie stworzeni. 





Maximilian Beiste (17 lat)
Maximilian jest jedynym chłopakiem z paczki Maddie, ale nie czuje się z tym źle. Umawia się z Juliette, którą kocha ponad wszystko. Z całej grupy tylko on ma za złe Jake'owi to, co robi Madeleine.





Charlotte Woodley (17 lat)
Charlie jest najspokojniejsza z całej piątki. Ma czarne włosy oraz ciemne oczy. Zawsze służy dobrą radą. Jest zawsze uśmiechnięta. Jest perfekcjonistką - jeśli już coś robi, musi to być zrobione idealnie. Znają się z Maddie 9 lat.



Stella Jenkins (17 lat)
Stella jest szatynką o niebiesko-szarych oczach. Każdą wolną chwilę wykorzystuje na zrobienie czegoś pożytecznego. Wszyscy uważają ją za "mamę" całej paczki, ponieważ jest najbardziej poukładana. Poznała Maddie, gdy obie miały po 13 lat.





Amelia Williams (17 lat)
Amelia jest wysoką brunetką o brązowych oczach. Jest sympatyczna i podobnie do Madeleine ma zwariowane pomysły. Poznała Maddie w tym samym czasie co Stella.





Harry Styles (18 lat)
Harry to sympatyczny chłopak. Jest wysoki, ma zielone oczy i bujne loki. Kiedy poznaje Maddie, od razu się w niej zakochuje. Uwielbia śpiewać i wraz ze swoimi przyjaciółmi tworzą zespół, który nazwali One Direction.





Zayn Malik (19 lat)
Zayn jest zwariowany i pozytywnie nastawiony do życia. Jest przewrażliwiony na punkcie swojego wyglądu.





Liam Payne (18 lat) 
Liam jest najrozsądniejszy z całego zespołu. Chłopcy często mówią na niego "Daddy Directioner", ponieważ zawsze pilnuje, aby nie zrobili czegoś głupiego.





Louis Tomlinson (20 lat)
Louis jest najbardziej zwariowanym członkiem zespołu. Zawsze uśmiechnięty poprawi humor każdemu. Uwielbia jeść marchewki.





Niall Horan (18 lat)
Niall jest uroczym Irlandczykiem. Uwielbia jeść i swoim zabawnym śmiechem sprawia, że wszyscy dookoła mimowolnie śmieją się razem z nim.

Jejku, trochę tego wyszło. Dziś tylko bohaterowie, a jutro dodam prolog. (:
Justyna (: