piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 12 – „Jesteś wredny, wiesz?”


*Oczami Harry’ego*

Kiedy się obudziłem, było czternaście minut po dwunastej. Maddie jeszcze spała. Spojrzałem na jej zarumienione poliki i spuchnięte oczy. Miała ciężką noc. Zasnęła dopiero około wpół do szóstej nad ranem. Cały wieczór dusił ją kaszel i nie mogła zmrużyć oka. Gardło potwornie ją bolało. Po trzech godzinach tej męki, nie wytrzymała i rozpłakała się, co spowodowało jeszcze gorszy kaszel. Leki jakie jej podałem, zadziałały kilka minut przed piątą. Dopiero kiedy wymęczona zapadła w głęboki sen, mogłem spokojnie usnąć. Nie mogłem patrzeć, jak się męczy, ale nie mogłem też nic dla niej zrobić. Obejmowałem ją, starając się ją uspokoić. Przyjmowałem lekkie uderzenia i uściski dłoni, którymi mnie obdarowywała, gdy kaszlała cała zalana łzami. Nie miała siły, żeby mocno ścisnąć moją rękę czy uderzyć w ramię. Była zbyt wyczerpana. To była okropna noc, zarówno dla Maddie, jak i dla mnie. Nie chodzi mi o to, że nie przespałem większej jej części. Gorszy był widok męczącej się brunetki i fakt, że nic nie mogłem z tym zrobić. Miejmy nadzieję, że kolejna noc będzie dla niej łaskawsza.

Po kilku minutach, nie budząc swojej dziewczyny, wstałem z łóżka i po cichu zszedłem na dół. Zaparzyłem sobie kubek gorącej kawy i w międzyczasie przygotowałem kolejną porcję lekarstw  dla chorej. Usiadłem na krześle i opierając się na łokciach, popijałem poranną dawkę kofeiny. Odłożyłem na chwilę kubek. Ziewnąłem przeciągle i zakryłem oczy dłońmi, mocno je przecierając. Siedziałem z tak ukrytą twarzą do czasu, gdy usłyszałam cichy głos. Momentalnie spojrzałem na dziewczynę.
- Przepraszam – mruknęła i szybkim ruchem dłoni otarła łzę, która przed chwilą wysączyła się z jej oka. Maddie podeszła i zajęła miejsce obok mnie. – Przeze mnie się nie wyspałeś i musiałeś mnie znosić przez całą noc – dodała ściszonym głosem.
Objąłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie. Usadowiłem ją na swoich kolanach, cały czas wpatrując się w jej zmęczone oczy.
- Błagam, przestań mnie przepraszać – odgarnąłem z jej czoła zagubione pasmo włosów i założyłem je za ucho. – Właśnie po to zostałem. Żeby ci pomóc i się tobą zaopiekować.
Posłałem jej ciepły uśmiech i pocałowałem ją w policzek. Maddie położyła głowę na moim ramieniu i zamknęła oczy. Chciałem, żeby jej choroba jak najszybciej się skończyła. Gładziłem delikatnie jej włosy. Po kilku minutach kazałem iść brunetce do sypialni i położyć się z powrotem do łóżka. Zrobiłem jej śniadanie, zaparzyłem herbatę i razem z przygotowanymi wcześniej lekami zaniosłem dziewczynie. Szybko zjadła to co było na talerzu i połknęła tabletki. Zmierzyłem jej jeszcze temperaturę. Nie miała gorączki – jeden plus. Kiedy Maddie kończyła popijać gorącą herbatę z miodem i cytryną, zszedłem na dół, żeby poszukać kilku filmów. Chciałem jakoś umilić jej czas choroby. Przejrzałem kilkanaście pudełek i natrafiłem na bardzo interesujący zbiór płyt. Chwyciłem kilka z nich i ruszyłem do góry.
- Zobacz, co znalazłem! – powiedziałem zadowolony, zamykając drzwi nogą.
- Co takiego? – spytała zainteresowana podnosząc się do pozycji siedzącej. Ułożyła poduszkę za plecami i siedząc oparta o ścianę, przykryła się szczelnie kołdrą.
- „Filmy z dzieciństwa Maddie” – odczytałem z pomarańczowego kartonu, który trzymałem w rękach. Uśmiechnąłem się, widząc zrezygnowaną minę dziewczyny.
- O nie – powiedziała tylko i zakryła twarz dłońmi.
- O tak – odparłem, zabawnie poruszając brwiami.
Usadowiłem się obok chorej. Chwyciłem laptopa i włożyłem do napędu płytę podpisaną jedynką i kilkoma słowami w języku polskim.
- Jesteś wredny, wiesz? – spytała opierając się o moje ramię.
- Niestety. A ty musisz z tym żyć… - odrzekłem, z zapałem wpatrując się w urządzenie. Wcisnąłem ‘play’ i film się rozpoczął. Na pierwszej płycie zamieszczone było nagranie Maddie w wieku czterech, może pięciu lat. Stała na środku salonu w niebieskiej sukience do kolan. Mimowolnie uniosłem kąciki ust i spojrzałem na ukochaną, która co chwilę powtarzała ciche „Boże, czemu ty mi to robisz?”. Wzrok czterech starszych osób był zwrócony w kierunku dziewczyny.
- To moi dziadkowie – wytłumaczyła pokazując czwórkę siedzącą na kanapie i fotelu. – To babcia Madeleine i dziadek Gregory. Rodzice taty. Kobieta w czerwonym fartuchu to babcia Magda, a obok niej siedzi dziadek Kazimierz. To są dziadkowie z Polski.
- Jak? Kazimierz? – wypowiedziałem drugie męskie imię, bardzo „nie po polsku”.
Maddie zaśmiała się z mojej nieszczęsnej wymowy. Od jakiegoś czasu uczyła mnie poszczególnych słówek po polsku, ale od samego początku miałem trudność z takimi głoskami.
- Kazimierz – powiedziała bardzo powoli. Powtórzyłem za nią lecz wyszło to jeszcze gorzej niż za pierwszym razem.
- Nie, nie, nie. Musisz tak zrobić ustami – zademonstrowała układ warg, jaki powinien towarzyszyć wypowiadanemu imieniu. Znów mi nie wyszło, więc ponownie poinstruowała co mam robić. Tym razem ujęła moje policzki przy kącikach ust i starała się (a raczej udawała, że się stara) ułożyć je w odpowiedni sposób. Przez cały ten czas cicho chichotała.
- Nieźle się bawisz, co? – spytałem w końcu.
- Cudownie – powiedziała, wciąż bawiąc się moimi ustami.
Po skończonej „nauce języków obcych” wróciliśmy do oglądania filmu. Mała dziewczyna w dwóch wysokich kucykach mówiła krótki wierszyk. Po zakończonej recytacji wszyscy zaczęli głośno bić brawo i wiwatować. Młodsza Maddie zarumieniła się i z szerokim uśmiechem wręczyła dziadkom laurki i każdego z nich mocno uściskała.
- To dzień babci i dziadka. Pojechaliśmy wtedy wszyscy do Polski na ferie zimowe. Nauczyłam się tego wierszyka w ostatni dzień przed wyjazdem, w przedszkolu. – oznajmiła szybko.
- To było… takie wzruszające – udałem, że ocieram łzy, co skończyło się uderzeniem mnie w ramię.
Na kolejnym nagraniu uwiecznione zostało szkolne przedstawienie.
- To było prawie trzy lata temu. Mieszkałam wtedy rok w Polsce ze względu na kiepski stan zdrowia mojej babci. Potem się jej polepszyło i wróciliśmy z powrotem do Londynu. Przez tamten rok chodziłam do polskiej szkoły. To przedstawienie było, jeśli dobrze pamiętam, z okazji Pierwszego Dnia Wiosny.
Usłyszałem melodię, którą Maddie włączyła mi kilka dni wcześniej. Była to piosenka  Marka Grechuty „Nie dokazuj”. Kompletnie nie rozumiałem słów, mimo to nuciłem ją potem przez dwa następne dni. Pierwsza na scenie pojawiła się moja Maddie. Ubrana w bladoróżową, zwiewną sukienkę i z opadającymi na ramiona ciemnymi lokami, wyglądała prześlicznie. Po wstępie zagranym przez skrzypce, zaczęła śpiewać pierwszą zwrotkę. Zgrabnie stąpała po scenie na palcach z łagodnie uniesioną dłonią i z taką lekkością obracała się wokół siebie, że choćbym chciał, nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Delikatnie kołysała się w rytm muzyki, dzięki czemu wyglądała jeszcze piękniej. Zaraz za nią na scenie pojawił się wyższy od niej o kilkanaście centymetrów brunet. Po kilku pierwszych wersach zaczął śpiewać, zalotnie spoglądając na Maddie. Ostatnią część zwrotki znów śpiewała dziewczyna. Kilka sekund przed refrenem na scenę wbiegła reszta chóru. Wszyscy wspólnie zaczęli śpiewać. Brunet co chwila trzymał Maddie za rękę lub obracał ją kilka razy wzdłuż jej osi. Śpiewali na zmianę również drugą zwrotkę. Po zakończonym występie cała szesnastka ukłoniła się równo. Całość wyszła im perfekcyjnie. Kiedy publiczność nagradzała ich owacjami na stojąco, chłopak objął Maddie i pocałował ją w policzek. Pomimo kilku „sytuacji” pomiędzy tą dwójką, występ był genialny.
- To… to było… niesamowite – wydusiłem z siebie, zerkając na ukochaną. Uśmiechnęła się szeroko i mocno mnie przytuliła.
- Naprawdę tak myślisz?
- Oczywiście! Nie mówiłaś nigdy, że śpiewasz. Wspomniałaś, że grasz na pianinie i gitarze, ale nie mówiłaś o śpiewaniu! – powiedziałem z udawanym oburzeniem.
- Nie było okazji – wzruszyła ramionami i musnęła ustami moją szyję.
- Genialne! Po prostu idealne! – przez kilka minut zachwycałem się przedstawieniem. Po dłuższej dyskusji uznaliśmy, że resztę filmów obejrzymy w ciągu kolejnych dni.

Kiedy jechałem do domu po ubrania, żeby zostać u Maddie kolejną noc, jedna myśl krążyła mi po głowie. Kim dla niej był chłopak z przedstawienia? Czy byli ze sobą podczas jej pobytu w Polsce? Czy czuli do siebie coś więcej niż przyjaźń? Te i inne pytania zadawałem sobie co kilka sekund.
Wszedłem do domu i na chwilę zatrzymałem się w salonie. Powiedziałem chłopakom o stanie Maddie i że tej nocy też jadę do niej.
- Dobry pomysł – odparł Liam. – Gdyby działo się coś gorszego, to zaraz dzwoń i nie zwracaj uwagi na godzinę.
- Tata ma rację – wtrącił Niall i posłał mi ciepły uśmiech.
- Dziękuję – odparłem lekko przybity.
Na szczęście chłopcy pomyśleli, że to przez chorobę Maddie. A chociażby tak mi się wydawało.
Ruszyłem do swojego pokoju, zabrałem trochę ubrań i kosmetyków, po czym zbiegłem na dół, trzymając w dłoni niewielką torbę z ciuchami. Postawiłem ją przy wieszaku z kurtkami i wszedłem jeszcze na chwilę do chłopaków.
- Dobra Loczek. Mów, co się dzieje? – zaczął Louis, kiedy usiadłem obok niego na kanapie.
- Dokładnie. Jesteś jakiś zmarnowany – dodał Liam, siadając po mojej prawej stronie.
- I nie wciskaj nam, że to przez to, że Maddie jest chora. Wczoraj, po wizycie w szpitalu taki nie byłeś – wtrącił następnie Zayn, klepiąc mnie po plecach.
- Powiem wam jutro dobra? Muszę się zbierać.
Podniosłem się z kanapy, ale Niall stanął przede mną, położył dłonie na ramionach i pchnął na dół tak, że byłem zmuszony ponownie usiąść.
- Nigdzie się nie ruszysz, dopóki nie powiesz co się stało – oznajmił stanowczo. Przysunął sobie fotel i usiadł naprzeciwko mnie.
- Niech wam będzie. Ale bez szczegółów. Nie chcę zostawiać Maddie na długo samej. – usprawiedliwiłem się. – Znacie ją. Wiecie, jaka jest.
- Jasne, jasne. Mów – machnął ręką Zayn.
Byłem zmuszony im wszystko opowiedzieć.

- No więc widzicie. Nie wiem, co tym myśleć. Wydawało się, że byli ze sobą blisko, a ona nie powiedziała mi o nim ani słowa. – zakończyłem mój monolog i rozejrzałem się po twarzach przyjaciół.
- Może, jeżeli ci nie powiedziała, to był to tylko znajomy? – zaczął Liam.
- I dlatego ją całował? – zapytałem cicho.
- W policzek! Co to takiego? Zayn też całuje Amelię w policzek, ale nie są razem! – starał się mnie pocieszyć Louis.
Słysząc słowa przyjaciela, westchnąłem ciężko.
- Ale z ciebie głupek Lou! Zayn kocha Amie! To wcale nie pomaga! – odezwał się szybko Niall i poklepał mnie po ramieniu. – Mówię ci. Najwidoczniej nie był nikim ważnym, skoro ci nie powiedziała. Był pewnie po prostu kolegą z prób do przedstawienia. I to wszystko.
- Ona cię kocha Harry. Nie ma powodu, żeby cię okłamywać. Po co miałaby to robić? – ciągnął wątek Zayn.
Siedziałem ze spuszczonym wzrokiem. Może mają rację? Może powinienem dać sobie spokój?
- Z resztą, to było prawie trzy lata temu, tak? I na dodatek w Polsce. Nie ma szans, żeby spotkali się w najbliższej przyszłości. – zakończył Liam.
- W sumie fakt. Dobra chłopaki. Dziękuję, ale już lecę.
- Na razie Loczku! – krzyknął Lou i mocno mnie przytulił, po czym powiedział ciszej – I nie przejmuj się tym gościem.
- Pozdrów od nas Maddie. Możesz jej powiedzieć, że za jakieś dwa, trzy dni ją odwiedzimy – zaproponował Liam.
Ja w ciszy ruszyłem do drzwi, potem do samochodu, a nim do domu Maddie.

- Jesteś nareszcie! – uśmiechnęła się szeroko Maddie, kiedy wszedłem do jej pokoju. Leżała spokojnie w łóżku. Na szafce nocnej zauważyłem kubek z parującą herbatą.
- A już myślałem, że cały czas grzecznie leżałaś w łóżku.
- Bo leżałam! – zbuntowała się, podnosząc do pozycji siedzącej. – Tylko na chwilkę zeszłam, żeby zrobić sobie herbatę, to wszystko.
Spojrzałem na nią i rozbawiony usiadłem na łóżku. Za każdym razem kiedy się tak usprawiedliwia lub gdy się sprzeczamy, jej głos podnosi się o ton wyżej. Maddie tego nie znosi, ale osobiście uważam, że jest wtedy najsłodsza na świecie. Przelotnie ucałowałem ją w czoło, na co brunetka uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że to było mocno. Może raczej ‘z całych sił, jakie miała w tym momencie’. A nie było ich zbyt wiele. Ułożyła się ponownie na boku, ale tym razem zwróciła się w kierunku ściany, przy której leżałem. Zatrzymałem swój wzrok na jej czekoladowych tęczówkach. Przyglądałem się im przez kilka chwil, starając się dostrzec w nich coś innego. Coś, co mogłoby sprawić, że pomyślałbym, że chce coś przede mną ukryć. Wpatrywała się we mnie, nie kryjąc swoich uczuć. Jak mogło mi przejść przez myśl, że nie chce mi czegoś powiedzieć? Dlaczego tak pomyślałem? Jest najszczerszą osobą, jaką w życiu spotkałem. Powie mi wszystko. A ja? A ja zwątpiłem, zawahałem się. Czemu? Przez film sprzed ponad dwóch lat. Kilka minut mogłoby sprawić, że zrobiłbym coś głupiego. Podczas gdy ja utonąłem w jej oczach i potem zatraciłem się w przemyśleniach, Maddie wtuliła się w moją pierś. Oddychała miarowo i spokojnie. Miejmy nadzieję, że dzisiejsza noc, nie będzie zbyt męcząca. Wdaje mi się, że leki zaczynają działać. Może to za szybko, żeby to stwierdzać, ale zdecydowanie się jej polepszyło. Uśmiechnąłem się delikatnie i mocną ją do siebie przytuliłem.
- Wiesz, że jeszcze musisz zgasić światło, prawda? – zachichotała cicho, podnoszą na mnie swój wzrok.
Tak, z pewnością wraca do siebie. Wyswobodziłem się z jej objęć i wstałem, żeby pstryknąć przełącznikiem, który znajdował się na drugim końcu przestrzennego pokoju. Wracając w ciemnościach do łóżka, uderzyłem się nogą o szafkę nocną, co spowodowało cichy i melodyjny śmiech Maddie.
- To nie było śmieszne. Mój mały palec jest na sto procent złamany – wyjąkałem, gdy leżałem przytulony do pleców ukochanej i obejmowałem ją w pasie. Zaśmiała się jeszcze głośniej. Pocałowałem ją za uchem.
- Dobranoc kochanie – wyszeptała cichutko, po uspokojeniu się. Splotła nasze palce i jeszcze bardziej otuliła się moim ramieniem, łagodnie się w niego wtulając.
- Słodkich snów słońce – odpowiedziałem i złożyłem pocałunek z tyłu jej głowy. Zasnąłem po kilku minutach, zaraz po tym jak powieki Maddie zmorzył sen.

KILKA DNI PÓŹNIEJ…
- Chodźmy gdzieś, błagam! – jęczała Maddie, bawiąc się moją dłonią.
Od jakichś dziewięciu dni siedzimy w domu. A raczej Maddie siedzi, bo ja kilka razy wychodziłem z chłopakami i całą resztą. Tylko i wyłącznie dlatego, że brunetka kazała mi iść. Dziwnie się czułem, widząc, że musi zostawać, choć tak bardzo chciała już wyjść. Dwa dni temu  byliśmy u lekarza. Powiedział, że za jakieś trzy dni Maddie może bez żadnych przeszkód wychodzić na dwór. Mówił też coś o tym, że wczesna wiosna jest najbardziej zdradliwym okresem w ciągu roku – niby jest ciepło, ale łatwo zachorować. Nie skupiałem się za bardzo na jego słowach, bo jak głupi uśmiechałem się do siebie, spoglądając na ucieszoną dziewczynę. Od tego czasu chodziła jak nakręcona, miała mnóstwo energii.
- Jeszcze 3 dni. Wytrzymaj – powiedziałem i ucałowałem ją w czoło. – Może chłopcy dziś wpadną.
Oznajmiłem krótko, kiedy odczytałem smsa sprzed kilku sekund.
- Nie chce mi się już siedzieć w tym domu – mówiąc ostatnie słowa, niemalże warknęła. Wybuchnąłem jedynie głośnym śmiechem. Wyglądała jak małe dziecko, które od dłuższego czasu czeka na prezent urodzinowy. – Co cię tak śmieszy co? – usiadła mi na kolanach okrakiem i patrzała prosto w oczy, udając poważną. – Ja tu wariuję, a ty się śmiejesz?
- Ja? Skądże – starałem się opanować moje rozbawienie. Jakby to w czymś pomogło. Roześmiałem się jeszcze głośniej. Po chwili zauważyłem, że Maddie również cicho chichotała.
Spojrzałem w jej oczy. Biło z nich takie ciepło i życzliwość, że patrząc w nie czułem miłe mrowienie w brzuchu. W obecności jakiejkolwiek innej dziewczyny nigdy tego nie czułem. Można powiedzieć, że to Maddie obudziła te motyle. Ułożyłem usta w uśmiechu. Od razu go odwzajemniła i musnęła moje usta.


CZTERY DNI PÓŹNIEJ…
- Wstawaj już! Czekam już godzinę! – budziła mnie uparcie Maddie.
- Błagam, daj mi pospać. Posiedź z chłopakami albo coś – schowałem głowę w poduszkę.
- Nie. Wstawaj.
- Nie masz litości dziewczyno! – zaśmiałem się i ale nie podniosłem się nawet milimetr. – Niech chłopcy zrobią ci śniadanie, a ja pośpię jeszcze pięć minut. Idź kochanie.
- Już mi zrobili śniadanie – z sarkazmem wypowiedziała ostatnie słowo, kładąc się na moich plecach. – Powinieneś się cieszyć, że jeszcze żyję. Lou zabrał się za tosty.
Tym razem wybuchłem śmiechem. Jeżeli Louis przygotowuje posiłek to faktycznie coś się komuś stać. Albo z powodu jedzenia, albo z powodu sposobu, w jaki jest ono przygotowywane. Czytaj – wszystkie sprzęty kuchenne latają po pomieszczeniu.
- Błagam cię Hazza. Wstań już. Zayn i Liam wyszli, Lou siedzi u siebie w pokoju i nie wiadomo co tam robi, a do Nialla przyjechał przed chwilą jakiś kuzyn czy kolega. Harry, nie bądź taki i podnieś się z tego łóżka – marudził gość na moich plecach. – Wstaniesz?
- Nie chce mi się – odwróciłem głowę tak, że kątem oka widziałem twarz Maddie. – Kładź się i za pół godziny wstaniemy.
Brunetka wywróciła oczami. Schowałem twarz z powrotem w poduszkę, kiedy Maddie stanęła na ziemi.
- Jak sobie chcesz, idę do Lou.
- Dobranoc kochanie.
- Och, cicho bądź.
Leżałem tak przez kilka minut. Przekręciłem się kilka razu z boku na bok, ale w ostateczności i tak leżałem na brzuchu. Chwilę później drzwi do pokoju się otworzyły i po cichych krokach wywnioskowałem, że powrócił mój budzik.
- Liczę do trzech. Jeden…
Zakryłem głowę poduszką i zaśmiałem się cicho.
- Dwa…
- Ale się boję.
Pomyślałem, że pewnie znów na mnie wskoczy lub zacznie skakać po łóżku albo może ściągnie ze mnie kołdrę.
- Trzy!
W tym momencie poczułem, że brutalnie zerwała ze mnie ciepłe okrycie. Wiedziałem! Ale to niestety nie był koniec. W ciągu kolejnych setnych sekundy została na mnie wylana cała szklanka lodowato zimnej wody. Była naprawdę cholernie zimna! Zerwałem się natychmiast z łóżka. Podnosząc wzrok w miejsce, gdzie stała przestępczyni, natknąłem się jedynie na powietrze. Kiedy zerknąłem na drzwi, zobaczyłem jedynie jej sylwetkę znikającą na korytarzu. Ruszyłem biegiem za małą postacią.
- Jak cię dorwę, to… - zacząłem jej grozić, ale nie potrafiłem znaleźć odpowiedniej kary za ten okropny występek.
- To co, ha?
Zaśmiała się wbiegając do łazienki i zamykając z trzaskiem drzwi.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę! Otwieraj! – zacząłem nerwowo dobijać się do kryjówki Maddie.
- O nie, nie chcę jeszcze umierać! To i tak była samobójcza misja i dziwne, że jeszcze jestem cała! – chichotała w najlepsze dziewczyna.
Stałem tak pod drzwiami łazienki w samych bokserkach, starając się jakimś cudem wejść do łazienki. Nagle otworzyły się drzwi pokoju na końcu korytarza i wyszedł z niego Lou.
- Czemu się tak drzesz, co? – przyjaciel podszedł do mnie powoli i poklepał po plecach, po czym wywrócił oczami. – Stary, wiesz co to dezodorant? Chyba nie!
Zza drzwi dało się słychać melodyjny śmiech mojej dziewczyny.
- Co ty gadasz! To jest woda!
- Dobra, dobra. Ja swoje wiem. Jeden prezent na gwiazdkę już wymyślony – Lou spojrzał na mnie z radosnym uśmiechem. Po chwili zerknął na drzwi. – Maddie, co ty mu zrobiłaś?
- Oblała mnie wodą! Zimną! – zacząłem się bulwersować, ale myśląc o tej sytuacji lekko się uśmiechnąłem, bo z jej perspektywy musiało to wyglądać prześmiesznie. Lou zaśmiał się głośno i przyłożył dłoń do drzwi.
- Piątka przez drzwi! – wrzasnął i po chwili dało się słyszeć lekkie uderzenie. – Dziewczyno, co tak słabo? Coś ty jadła na śniadanie?
- Nie jadłam, bo spaliłeś mi tosty!
- Ach, no tak. Wybacz – odezwał się Lou.
- Po czyjej ty jesteś stronie, co? – spojrzałem z wyrzutem na marchewkożercę.
- Osoby, która ma lepsze pomysły – zauważył mój zdziwiony wzrok. – Z całym szacunkiem kochaniutki, ale to nie Maddie stoi jak debil cały mokry pod łazienką i nie gada z drzwiami!
- Chamsko! – odezwał się głos zza owych drzwi.
- Harry, słyszałeś? Twoje drzwi do ciebie mówią – powiedział z szerokim uśmiechem Lou. – Dobra, daruj jej i idź się ubierz, bo podobno mamy gościa.
Drzwi łazienki uchyliły się dopiero kiedy wchodziłem do swojej sypialni.

Standardowo wyciągnąłem z szafy biały T-shirt i beżowe rurki. Przed ubraniem się ściągnąłem z łóżka mokrą pościel i wywiesiłem ją na balkonie, żeby wyschła. Wróciłem szybko do środka i wciągnąłem na siebie rurki. Stojąc tyłem do wejścia do pokoju, wkładałem właśnie bluzkę, kiedy usłyszałem delikatne skrzypnięcie drzwi.
- Harry?
- Yhym…
- Jesteś bardzo zły?
Uśmiechnąłem się, ale mimo to wzruszyłem lekko ramionami.
- Przepraszam. Po prostu inaczej byś nie wstał, a nie chciałam tam sama siedzieć z tym kuzynem Nialla.
- Przecież Niall też tam siedział – wtrąciłem szybko, poprawiając koszulkę.
- No tak, ale ja wolałam iść tam z tobą. No i… no… Przepraszam Hazza – powiedziała cicho i przytuliła się do moich pleców. – Proszę, nie bądź zły…
Odwróciłem się i ucałowałem ją w czoło.
- Nie jestem zły. W ogóle nie byłem. No, może trochę, kiedy poczułem tą wodę, ale nie licząc tego, wcale nie byłem na ciebie zły – odparłem z uśmiechem i musnąłem jej policzek.
- Naprawdę?
- Naprawdę – pocałowałem ją. – A teraz chodźmy się przywitać z naszym gościem – oznajmiłem, po czym wyszliśmy z sypialni i skierowaliśmy się w stronę salonu.

_______________________________________________________
Witam Was kochani i już chyba tradycyjnie przepraszam :C Może teraz, skoro jest już luz w szkole, będę więcej pisać i dodawać częściej, ale nic nie obiecuje :)
Weszłam dziś na bloga i mnie zatkało! Ponad 5500 wyświetleń?! Jesteście NIESAMOWICI, NAJLEPSI i ogólnie to Was KOCHAM ♥
Gdyby nie wasze pytania o kolejny rozdział, gdyby nie wasze komentarze zapewne w ogóle bym nie pisała :D
Mogę wam zdradzić, że wspomniany w tym rozdziale kuzyn Nialla będzie dość ważną postacią dla naszych bohaterów, więc dodam go do bohaterów. Ale to później... Niech się na razie rozkręci :D
Powiem wam jeszcze, że zaiskrzy pomiędzy którąś dwójką, ale nie wyduszę z siebie nic więcej. Kto to będzie? Jak myślicie? Piszcie w komentarzach!
Jeżeli jest ktoś, kto chciałby być informowany o kolejnych rozdziałach lub po prostu popisać to piszcie na gg : 7949651 .
http://www.formspring.me/justyna1155 - specjalnie dla was, jeśli macie do mnie jakieś pytania (:

http://www.facebook.com/OneDirectionInfectionPoland - Lajkujcie! ((((:

To chyba już wszystko. Dziękuję wszystkim, którzy czytają ♥ Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach. Piszcie co Wam się podoba, a co nie. Wezmę to pod uwagę pisząc kolejne rozdziały. Plus dodatkowo wasze komentarze dają niezłego kopa! Więc do roboty! (((:
Całuję i do następnego! ♥
Justyna (: xx

Cudowny Lou ♥

środa, 23 maja 2012

Rozdział 11 – „Gówno mnie obchodzi, czego chcesz!”

*Oczami Maddie*

 Ból. To czułam, kiedy się dzisiaj obudziłam. Głowa mi pękała, a gardło paliło mnie, jakby ktoś chciałby w nim napalić, żeby ogrzać cały blok mieszkalny. Uniosłam ociężałe powieki. Spojrzałam przez okno. Szaro, deszczowo, pochmurnie. Dobrze, że akurat dziś się źle czuję. Sięgnęłam po swój telefon, który jak zawsze spoczywał obok mojej poduszki. Zerknęłam na ekranik. Godzina 11:53 i jedna nowa wiadomość od Hazzy. Szybko odczytałam treść sms’a.

„Zadzwoń kiedy się obudzisz :* Czekam (: „

Posłusznie wybrałam numer Loczka i przyłożyłam komórkę do ucha. Już po dwóch sygnałach usłyszałam radosny głos mojego chłopaka.
- Dzień dobry, Słońce! Jak się spało? – prawie zaśpiewał. Od razu można było stwierdzić, że humor mu dziś dopisuje.
- Nie taki znowu dobry – wychrypiałam do słuchawki. Z przerażenia o usłyszeniu swojego głosu, zasłoniłam usta.
- Oho! Co jest? – spytał z troską.
- Chyba się źle czuję – odparłam cicho i zamknęłam zmęczone oczy. – Przepraszam Cię kochanie, ale dzisiaj raczej nie jestem wstanie nawet doczołgać się do kina. Przepraszam – dodałam ściszając swój głos do minimum.
- Za co ty mnie przepraszasz, co? Pójdziemy kiedy indziej, kino nie ucieknie. Ty nie waż się dzisiaj wstawać z łóżka – powiedział z udawaną srogością.
- Dobrze, dobrze – zaśmiałam się, co spowodowało głośny kaszel.
- Chryste – mruknął Harry. – Skarbie muszę kończyć. Zadzwonię do Ciebie za  jakiś czas i sprawdzę , jak się czujesz, ok? – spytał z troską.
- Jasne – powiedziałam cichutko i uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię – przypomniał mi mój ukochany.
- Ja ciebie też kocham – odpowiedziałam i przesłałam mu przez telefon całusa. Po chwili usłyszałam ten sam gest z jego strony.
- Dzięki za zarazki – powiedział radośnie. – Pa kochanie!
- Nie ma za co! – odparłam. – Pa!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsunęłam telefon pod poduszkę. Zwlekłam się z łóżka i powłóczyłam nogami w kierunku schodów. Rodzice tydzień temu wyjechali z powrotem do Polski. Teraz potrzebowałabym ciepłego obiadku taty czy opieki mamy. Tego mi najbardziej brakowało, gdy wracali do domu. Tego ich rodzicielstwa. Co jak co, ale tęsknię za tym, kiedy są w Polsce.
Kiedy zaparzyłam gorącą herbatę z miodem i cytryną, wróciłam do siebie i wskoczyłam pod kołdrę. Chwyciłam laptopa i popijając gorący napój, przeglądałam zdjęcia z wczorajszych urodzin Uśmiechnęłam się mimowolnie, widząc ujęcia, jakie uchwyciła Amelia. W większości był to Zayn lub Harry i ja. Znalazły się tam głupie miny Louisa, zajadający Niall, Charlie i Liam rozmawiający gdzieś na boku, wpatrujący się w siebie Max i Juliette oraz Stella co chwilę zagadana z inną osobą. Kochałam ich wszystkich i każdego z osobna. Byli moją mała rodziną. Zaśmiałam się kiedy pomyślałam o naszych „rodzicach”. Stella i Liam niesamowicie się w tej roli sprawdzali. Zawsze nas uspakajali i każdy z nas mógł do nich iść i się wygadać. Z moich rozmyślań, wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nie miałam siły zejść na dół. Na szczęście, kiedy owinięta kocem schodziłam po schodach, drzwi się otworzyły i do domu wszedł Harry.
- Mówiłem, że tak będzie! – krzyknął na wejściu. – „Zapnij się, jest zimno, będziesz chora” – wspomniał wczorajszy powrót od Charlie. – „Wcale nie jest zimno, nie będę chora!” – ściągając płaszcz, zacytował moje słowa. – Po co słuchać Harry’ego?! Gada bzdury! – spojrzał na mnie, kiedy kierował się w moją stronę. Usiadłam bezradnie na najwyższym stopniu i wpatrywałam się w chłopaka, który wspinał się po schodach.
- I co ja mam z tobą zrobić? – spytał retorycznie, kucając przede mną.
Wzruszyłam ramionami z niewinnym uśmieszkiem. Harry ucałował mnie w nos i pomógł mi wstać. Objął mnie od tyłu ramieniem, po czym prowadził do pokoju.
- Możesz mi powiedzieć, czemu nie jesteś w łóżku? – wyszeptał mi do ucha, przykładając mi dłoń do czoła.
- Bo ktoś się dobijał do drzwi – zaśmiałam się cicho.
- Serio? To trzeba było go spławić – wzruszył ramionami, kiedy wchodziłam pod kołdrę.
- Chciałam, ale jakiś natrętny był – powiedziałam poważnie, po czym zachichotałam.
- Chyba masz gorączkę – powiedział, siadając obok mnie.
Wyciągnął z siatki, jaką ze sobą przyniósł kilka pudełek leków. Spojrzałam na zawartość jego zakupów i zerknęłam na niego z wyrzutem.
- No co? Miałem aptekę po drodze, więc wstąpiłem do niej i kupiłem ci kilka lekarstw – wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem.
- Po drodze – powiedziałam ironicznie. – Yhm. Jasne.
Wyszczerzył się do mnie i pocałował w czoło. Zerknął na laptopa, na którym akurat widniało nasze wspólne zdjęcie z wczoraj. Patrzałam uważnie na Hazzę, który widząc zdjęcie uniósł lekko kąciki ust. Przytuliłam się do niego. Objął mnie i mocno do siebie przycisnął. Ucałował mnie w głowę i znów spojrzał na fotografię.
- Tak zdrowa na tym zdjęciu… - zaczął się ze mną droczyć.
- Oj przestań! – mruknęłam i odsunęłam się z powrotem na poduszkę, uderzając go w ramię.
- Auu! Widzę, że nie jesteś aż tak chora! – zaśmiał się z mojej „obrażonej” miny, trzymając się za poszkodowaną rękę.
Wtuliłam się w poduszkę i nakryłam się szczelnie kołdrą. Harry zaczął wyciągać poszczególne lekarstwa z pudełek. Podał mi w jednej dłoni kilka tabletek, a w drugiej szklankę wody. Posłusznie połknęłam wszystkie leki.
- Grzeczna dziewczynka – powiedział z uśmiechem, sięgając po termometr.
Uchwyciłam drobne urządzenie i szybko zmierzyłam siebie temperaturę. Kiedy chciałam zerknąć na ekranik, Harry zabrał mi mały przedmiot. Spojrzał na wynik, po czym przeniósł wzrok na mnie.
- 38,6oC! – wrzasnął i uśmiechnął się cwaniacko.
Przyglądałam mu się z przymrużonymi oczyma.
Z czego się tak cieszysz, co? – zapytałam i uszczypnęłam go w udo, po czym ułożyłam na nim swoją rękę.
- Może w końcu zaczniesz mnie słuchać – powiedział zadowolony z siebie.
- Marzenia – prychnęłam cicho.
Kiedy zobaczyłam jego „oburzoną” minę, zachichotałam i pokazałam mu język. Udawał obrażonego przez około 5 minut. Zerknęłam na niego z niewinnym uśmiechem i od razu się rozchmurzył. Chwycił mojego laptopa. Położył się obok mnie i wtuleni w siebie oglądaliśmy nasze zdjęcia. Przytulona do jego klatki piersiowej i obejmowana przez jego silne ramię, zdałam sobie sprawę, że to w tym miejscu zawsze chcę być. Przy jego boku. Nie wiem, czy to możliwe czy też nie, ale w ciągu ostatniego miesiąca tak bardzo się z nim zżyłam, że teraz nie potrafiłabym bez niego żyć. Uniosłam wzrok w górę, kierując go w stronę mojego ukochanego. Przypatrywałam się uważnie każdemu uśmiechowi, zielonym tęczówkom i lokowanym włosom. Mimowolnie uniosłam kąciki ust. Harry musiał poczuć na sobie moje spojrzenie, bo zwrócił twarz w moim kierunku.
- Co ? – zapytał, zaglądając mi głęboko w oczy.
Czułam, że w tym momencie, jestem dla niego jak otwarta księga, z której może wyczytać każdy szczegół. Nie miałam przed nim żadnych tajemnic.
- Nic – odparłam krótko.
- O czym myślisz? – spytał po chwili, nadal patrząc się na mnie.
- O tym, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną we wszechświecie  - wyszeptałam i ucałowałam delikatnie jego policzek.
- Więc we dwójkę jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi, którzy kiedykolwiek stąpali po tej ziemi – odparł krótko, uśmiechając się. Zbliżył swoje usta do moich, ale zanim zdążył ich dotknąć, odwróciłam twarz w stronę laptopa.
- Będziesz chory.
Westchnął ciężko i powiedział jedynie:
- Mam to gdzieś.
Chwycił mój podbródek i uniósł moją twarz tak, że musiałam na siego spojrzeć. Złożył na moich ustach subtelny pocałunek i posłał mi najsłodszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam.
- Kocham cię – wyszeptałam.
Zetknęliśmy się czołami i patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Ja też cię kocham, skarbie – odpowiedział i znów musnął moje usta.
Trwało to jeszcze kilka sekund, po czym przytuliłam się do jego torsu. Wróciliśmy do oglądania zdjęć. Harry zatrzymał się przy zdjęciu, na którym szeroko się uśmiechałam, a Loczek całował mój policzek. Zaczął wyciągać telefon.
- Chcę to mieć na tapecie – oznajmił i połączył komórkę z laptopem.
- Co?! Nie! Wyszłam tu okropnie! – wyrwałam mu z ręki telefon i ukryłam za swoimi plecami.
- Nie chcę się czepiać, ale źle wymówiłaś „pięknie” - poruszył zabawnie brwiami i starał się zabrać mi telefon – Oddawaj! – pokazał mi język.
- Nigdy! – zacisnęłam mocniej dłoń na urządzeniu, kiedy Hazza go chwycił.
- Pożałujesz tego – oznajmił i zaczął mnie łaskotać.
Przez dobrze 5 minut nie ulegałam, ale kiedy brzuch zaczął mnie boleć od śmiechu, poddałam się. Dumny z siebie Loczek wysłał zdjęcie na swój telefon i zaraz ustawił je na tapecie.
- No zobacz jak idealnie! – pokazał mi ekranik, ze zwycięskim wyrazem twarzy.
Starałam się znów zabrać komórkę, ale on odsunął rękę i pogroził palcem.
- Ty lepiej tego nie dotykaj! – zaśmiał się, zapewne z mojego obrażonego wyrazu twarzy.
Po kilku minutach „kłótni” postanowiliśmy obejrzeć film, ale przed tym Harry zrobił mi kanapki. Włączyliśmy „Kupiliśmy Zoo”. Uwielbiam tego typu filmy. Trochę śmieszne, ale można też popłakać. I tak było również tym razem. W pewnej scenie kompletnie się rozkleiłam. Harry przytulał mnie do siebie i gładził delikatnie po włosach, a moje łzy sączyły się na jego koszulę.
- To tylko film – powiedział cicho w pewnym momencie.
- Tak, wiem, ale to takie wzruszające i smutne – oznajmiłam, biorąc głęboki oddech przez łzy. Spojrzałam na Loczka, któremu również pod powiekami zgromadziły się słone łzy. Uśmiechnęłam się do niego i wtuliłam twarz w jego mięciutkie loki. Uwielbiałam w nim to, że był taki wrażliwy.
- Proszę, przestań już płakać – odezwał się po chwili. – Nie mogę na to patrzeć. Wyszeptał mi do ucha, głaszcząc lekko moje plecy. – Proszę.
Starałam się uspokoić. Harry otarł moje mokre policzki i ucałował mnie w czoło. Wtulona w ukochanego i zmęczona chorobą i płaczem, usnęłam.

*Oczami Harry’ego*

- Maddie? – wyszeptałem cicho. Odczekałem kilka sekund, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Delikatnym ruchem odgarnąłem kilka ciemnych kosmyków z jej twarzy. – Maleńka, śpisz? – zapytałem, ale i tym razem odpowiedziała mi cisza. Zerknąłem na rumianą twarz dziewczyny i mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wyglądała tak krucho, tak niewinnie. Pogładziłem ją delikatnie po policzku. Wciąż była rozpalona. Może kiedy się prześpi, polepszy się jej.
Widok śpiącej Maddie sprawiał, że w środku robiło mi się cieplej. Marzyłem o tym, aby już zawsze zasypiała i budziła się u mojego boku. Chciałem ją chronić i kochać do końca moich dni. Kiedy wsłuchiwałem się w jej spokojny oddech, usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie budząc ukochanej, wyswobodziłem się z jej objęć i po cichu ruszyłem w kierunku wejścia do domu. Pociągnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Stał za nimi Jake. Co ten palant tu robi?
- A ty co tu robisz? – zadał mi wrogo pytanie, zupełnie jakby czytał mi w myślach.
- Odwiedzam swoją dziewczynę – odwarknąłem tylko i posłałem mu złowrogie spojrzenie.
- Ach tak… Więc teraz jesteście razem? – zapytał z nutką ironii w głosie. – Nie dziwię się. Zawsze ją ciągnęło do idiotów.
- Czyli już wiemy, dlaczego się z tobą przyjaźniła – odparłem z sarkastycznym uśmiechem.
Ironiczny wyraz twarzy Jake’a zniknął jak po naciśnięciu jakiegoś wyłącznika.
- Złaź mi z drogi gówniarzu! - „zaczęło się…”, pomyślałem. – Chcę pogadać z Maddie. – prychnął, starając się wejść do środka.
- Śpi. Jest chora – oznajmiłem lakonicznie. – Spadaj stąd.
- Powiedziałem, ze chcę pogadać z Maddie, a nie z tobą! – warknął pod nosem tak szybko, że ledwo go zrozumiałem.
- Gówno mnie obchodzi, czego chcesz! – warknąłem do wyższego ode mnie o kilka centymetrów blondyna. – Nie pozwolę ci drugi raz jej skrzywdzić.
- Powtarzam, złaź mi z drogi! – wysyczał przez zaciśnięte zęby, oddzielając każde słowo. – Chyba, chcesz mieć limo pod okiem.
- Nie boję się ciebie, palancie – odpowiedziałem, napinając wszystkie mięśnie.
- Jeszcze zobaczymy – odparł.
Zacisnąłem pięści, a on podniósł na mnie rękę. Uderzyliśmy się nawzajem kilka razy, to w twarz, to znowu w brzuch. Nigdy nie podniosłem na nikogo ręki, ale Jake wkurzał mnie chociażby tym, że istniał. Wymieniliśmy kilka kolejnych ciosów. Blondyn oberwał ostro po brzuchu i żebrach, ja natomiast miałem rozcięty łuk brwiowy i dolną wargę. Podnieśliśmy ręce, aby znów sobie przyłożyć, jednak przerwał nam cichy, zachrypnięty głos.
- Hej! – wrzasnęła Maddie. – Co tu się dzieje?! – zapytała, podnosząc głos. – Przestańcie!
Stanęła pomiędzy naszą dwójką. Zwróciła się w moją stronę i położyła dłonie na mojej klatce piersiowej. Każdy mój mięsień był napięty do maksimum. Gdyby ten gnojek jeszcze raz się odezwał, jak Boga kocham, skopał bym mu tyłek. Maddie pchnęła mnie lekko w stronę wnętrza domu.
- Harry wejdź do środka – powiedziała spokojnie. Stawiałem opór, ale w końcu uległem i cofnąłem się o kilka kroków. Odwróciła się do mojego wroga i skrzyżowała ręce na piersi.
- Czego tu szukasz? – spytała cicho. Źle się czuła, od razu było to widać.
- Przyszedłem porozmawiać – odparł spokojniejszym tonem blondyn.
- Nie ma o czym rozmawiać - oznajmiła krótko. – A z pewnością nie teraz. Nie dzisiaj – pokręciła głową i cofnęła się do mieszkania. – Nie mam na to siły.
- Maddie, proszę cię. Daj mi 5 minut. Błagam – mówił cichym głosem.
- Nie Jake. Nie dzisiaj – powtórzyła i zamknęła mu drzwi przed nosem.
Jeszcze przez chwilę dało się słyszeć walenie do drzwi. Zignorowawszy to, Maddie chwyciła mnie za rękę i w ciszy prowadziła mnie do swojego pokoju. Usiadła zmęczona na łóżku. Kucnąłem przed nią i dopiero wtedy zauważyłem na jej policzku pojedynczą łzę. Otarłem ją delikatnie i chwyciłem jej twarz w dłonie.
- Maddie… - zacząłem cicho, patrząc na jej bladą twarz. Miała spuszczony wzrok. Pociągnęła lekko nosem.
- Co ty sobie myślałeś, Harry? Jest silniejszy od ciebie. Co jeśli zrobiłby ci krzywdę? – szlochała cicho.
Nie wierzyłem własnym uszom. Przed chwilą jej były przyjaciel, który ją zranił i zaprzepaścił ich wieloletnią przyjaźń, przyszedł do niej, żeby o czymś z nią rozmawiać, a ona martwiła się o mnie? Czy ona nigdy nie myśli o swoich uczuciach? 
- Dałbym sobie z nim radę – powiedziałem szybko. Wciąż się jej przyglądałem, a na moje dłonie ciągle spadały jej słone łzy. – Jak się czujesz, kochanie? – spytałem z troską.
Podniosła wzrok i pogłaskała mnie delikatnie po policzku. Jej oczy przybrały ten sam, smutny wyraz twarzy, co w dzień, w którym poznałem Jake’a.
- Zobacz, co on ci zrobił… - powiedziała cicho, wciąż gładząc lekko mój policzek. – Masz rozciętą wargę i łuk brwiowy… - kontynuowała prawie szeptem.
- Maddie, przestań! – uniosłem głos, chwytając w dłonie jej drobne nadgarstki. Brunetka lekko podskoczyła przestraszona moim nagłym wybuchem. – Przestań myśleć tylko o innych! Co zrobił mi? Nic. W porównaniu z tym, co zrobił tobie! Złamał ci serce, zranił cię. A ty? Mogę się założyć, ze jeśli zacząłby cię przepraszać, wybaczyłabyś mu! A on znów by cię skrzywdził, a ty znów udawałabyś, że nic się nie stało! – ująłem jej twarz w dłonie, kiesy spuściła wzrok, aby spojrzała mi prosto w oczy. – Błagam cię – powiedziałem ściszonym głosem. – Błagam, nie pozwól mu znów siebie skrzywdzić – wyszeptałem.
Jej broda zaczęła delikatnie drżeć. W oczach pojawił się smutek, który wciąż trzymała w sercu. Po policzkach zaczęły spływać ciężkie krople gorzkich łez. Teraz widziałem wszystko. Patrząc głęboko w jej czekoladowe tęczówki, widziałem cały smutek i żal, jakim obarczył ją blondyn. Widząc, jak jej z tym ciężko, objąłem ją i mocno przytuliłem do siebie. Wypłakiwała się w moją bluzę, a ja cicho szeptałem jej do ucha, że będzie dobrze.

- Miałeś rację – powiedziała po kilkudziesięciu minutach.
Przestała płakać dopiero kilka chwil temu.
- Jeśli przeprosiłby mnie dzisiaj, a ciebie by ze mną nie było, wybaczyłabym mu. Udawałabym, że o niczym nie pamiętam.
Odgarnąłem jej ciemne włosy opadające na twarz i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Obiecaj mi, że nie pozwolisz, żebym to zrobiła – wyszeptała.
- Obiecuję – przyrzekłem.
Pocałowałem ją w czoło, które wciąż było rozpalone. Nakryłem nas oboje kołdrą. Wtuliłem jej twarz w jej jedwabiste włosy. Kiedy tak leżeliśmy w ciszy, dało się słyszeć bicie naszych serc. Na zewnątrz zapadł mrok. Maddie oddychała spokojnie, co jakiś czas głośno kaszląc. Chwyciłem ją za rękę i splotłem ze sobą palce naszych dłoni. Minęło kilka kolejnych minut.
- Harry? – wychrypiała cichutko brunetka.
- Tak? – zachęciłem ją do dalszego mówienia.
Dotknąłem ustami jej czoła. Było gorące. Chwyciłem termometr, leżący na szafce i zmierzyłem jej temperaturę. 39,2oC. „Cholera”, przeszło mi przez myśl.
- Która godzina? – spytała, pokasłując. – Nie chcę żebyś wracał po nocy.
Spojrzałem na zegarek.
- 21:43 – odczytałem godzinę i podałem jej kolejną porcję tabletek.
Jeszcze raz dotknąłem jej czoła.
- Skarbie, jak się czujesz? – zapytałem z troską.
- Tak sobie, ale nie przejmuj się. Dam sobie… - głośno zakaszlała. - …radę.
- Yhm, nie wątpię – podniosłem się z łóżka. – Ubieraj się – pomogłem wstać dziewczynie.
- Po co? – zapytała zdziwiona, ledwo trzymając się na nogach.
- Jedziemy na pogotowie. Musi cię zobaczyć lekarz – oznajmiłem szybko, pomagając się jej ubrać. – I bez marudzenia.
Wyszliśmy, a raczej ja wyszedłem, wynosząc Maddie do samochodu. Jak najszybciej pojechaliśmy do pobliskiego szpitala.

- I co z nią, panie doktorze? – zapytałem, pomimo tego, ze lekarz wciąż badał Maddie.
Jak tylko skończył, powtórzyłem pytanie chyba już po raz dziewiąty tego wieczoru.
- Zapalenie oskrzeli – zdiagnozował lekarz. – Zapiszę ci antybiotyk, a za tydzień przyjedź pod ten adres, żebym mógł zobaczyć, czy leki zadziałały.
Siwiejący mężczyzna zwrócił się do Maddie i dał jej karteczkę z rzędem drobnych literek.
- Masz szczęście, że masz takiego chłopaka. Gdybyś się tutaj nie pojawiła, jutro mogłoby to być zapalenie płuc.
Spoglądał z uśmiechem zza swoich okularów to na mnie, to na Maddie.
- No wiem – odparła, lepiej już wyglądająca brunetka. Chwyciła mnie za rękę i uśmiechnęła się. – Nie ma takiego drugiego jak mój Harry – spojrzała na mnie. Odwzajemniłem jej uśmiech.
Zeskoczyła ze szpitalnego łóżka. Ubrała na siebie moją bluzę, którą założyłem jej, kiedy wychodziliśmy z jej domu.
- Dziękujemy panie doktorze – odezwałem się do przemiłego staruszka i obejmując swoją dziewczynę w pasie, ruszyłem do wyjścia.

- Harry? Zostaniesz dzisiaj u mnie? – spytała Maddie, kiedy wchodziliśmy do jej domu. Dobrze, że spytała.
- Oczywiście – powiedziałem, ściągając najpierw jej płaszcz, a potem swój.
- Nie chcę być dzisiaj sama – oznajmiła, upinając włosy w luźny kok.
- I tak bym cię nie zostawił.
Maddie uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni, od razu sięgając po herbatę. Zabrałem jej małe pudełko i sam zacząłem przygotowywać gorący napój.
- Sama mogę to zrobić – zbuntowała się, chcąc zabrać mi opakowanie.
- Do łóżka – rozkazałem. Brunetka zaczęła się wykłócać. – Wyłaź mi z kuchni! – krzyknąłem, wskazując na przejście do salonu. Maddie zachichotała i grzecznie ruszyła schodami na górę.

____________________________________________________________
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO! :C Brak czasu... Mam nadzieję, że nie gniewacie się tak bardzo... :)
Po 1. Ile wyświetleń?! MATKO! Umarłam! Jesteście naaaaalepsi na świecie! :* Miło, że ktoś tu wpada, nawet jak nic nie dodaję... (: Brak mi słów!
Po 2. Nie wiem kiedy kolejny rozdział. :C Przepraszam, ale brak czasu i przede wszystkim WENY! Zero. Nic. Może teraz niedługo mnie coś natchnie... :C Mam  niecałe 5 stron, więc może jeśli jeszcze trochę napiszę, to dodam. (: Nie obiecuję nic wielkiego, bo jeśli chodzi o inspiracje, to jestem sucha jak studnia podczas suszy... :C
Po 3. Lajkujcie!! :
http://www.facebook.com/OneDirectionInfectionPoland
Strona moich przyjaciółek i moja ((:
Po 4. Czy nie uważacie, że każdy kolejny rozdział jest coraz gorszy? I że piszę to jakoś tak... nudno. Zrobili to... Poszli tam... Co  tym myślicie? Tak naprawdę. Proszę was o szczere wypowiedzi! Może po kilku słowach krytyki, zmienię coś i natchnie mnie? :D
Po 5. JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY TO PISZCIE NA GADU: 7949651 LUB PODAWAJCIE W KOMENTARZACH SWOJE NUMERY GG I TWITTERY (:
Po 6. Najważniejsze! Jak wam się podobał 11 rozdział? Piszcie.  (:
Całuję i do następnego!
Justyna (: xx



Wiesz, że jesteś najlepszy, mężu? ♥

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 10 – „20 sekund Liam.”

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ…

*Oczami Harry’ego*


Nie mogę w to uwierzyć. Wciąż nie mogę pojąć, za co spotkało mnie takie szczęście. Maddie. Tak nazywa się moje szczęście. Jest najwspanialszą osobą stąpającą po ziemi. Patrząc myślami wstecz, nie mogę zrozumieć, jak mogłem bez niej żyć. Teraz jest moim powietrzem, wodą, pokarmem. Wszystkim bez czego bym nie przeżył. Kocham ją całym sercem. Jeżeli ktoś powiedziałby mi przed dwoma miesiącami, że spotkam miłość mojego życia, zapewne bym go wyśmiał. A teraz? Teraz jestem zakochany. Patrząc w jej czekoladowe oczy, przeczesując jej ciemne włosy, całując jej słodkie usta i przytulając jej kruchą osóbkę, wiem, że jestem we właściwym miejscu. Nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić. Będę ją chronił, jakby od tego zależało moje życie.

Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mojej ukochanej.
- Harry, słuchasz mnie w ogóle? – powiedziała ze śmiechem, siadając na moich kolanach.
- Słucham? – spytałem z uśmiechem.
Maddie zachichotała. Ucałowałem jej policzek, a ona zarumieniła się delikatnie.
- Jak zawsze – odparła cichutko i wywróciła oczami. – Pytałam, czy masz jakiś pomysł, co możemy dzisiaj robić.
Rozejrzałem się po swoim pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na oknie, przez które wkradały się do środka promienie marcowego słońca.
- Chodźmy się przejść – odrzekłem w końcu i spojrzałem na swoją dziewczynę. Uśmiechnęła się podekscytowana. Kiedy w zeszłym tygodniu pogoda znacznie się poprawiła, humor Maddie dopisuje jej jeszcze bardziej niż zwykle. O ile to w ogóle możliwe. Wstała energicznie i starała się podnieść mnie z łóżka. Wczoraj poprosiłem ją, żeby przyszła dziś z samego rana. I tak zrobiła. Ale za to ja spałem w najlepsze, gdy z hukiem wpadła do mojego pokoju. Teraz, pomimo tego, że minęły dwie godziny od jej przyjścia, ja nadal wylegiwałem się w łóżku.
- Ubieraj się – ciągnęła mnie za ręce, starając się podnieść mnie z mojego posłania.
Zaśmiałem się, przyglądając się jej zmaganiom. W końcu ustąpiłem i wstałem. Ruszyłem powoli do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem na siebie rurki, fioletową bluzę i białe trampki. Gdy byłem już gotowy, zeszliśmy na dół, kierując się do kuchni, w której siedział Louis i Zayn.
- Dzieńdoberek zakochańce! – krzyknął Lou, kiedy tylko przekroczyliśmy próg pomieszczenia.
- Cześć wam! – odparłem z uśmiechem do przyjaciół.
- Gdzie się wybieracie – spytał zaciekawiony Zayn.
- Idziemy na spacer – uśmiechnęła się Maddie i ukradła Louisowi kawałek marchewki.
- Tylko wasza dwójka? – mulat uparcie kontynuował wywiad.
Spojrzał na mnie znacząco. Wiedziałem, o co tak naprawdę pyta. Mianowicie: „Czy będzie Amelia?”. Uśmiechnąłem się do bruneta.
- Tylko my.
- Aaa… To bawcie się dobrze – odparł lekko zawiedziony.
Lubi Amelię, a ona lubi jego. Spotkali się kilka razy, ale nigdy sami. Każde z nich boi się, że drugie nie odwzajemnia tych uczuć. Razem z Maddie wciąż dodajemy im otuchy, ale to na nic. Przykro nam patrzeć, jak się męczą, ale to ich życie i nie możemy kazać im czegoś zrobić.
Odwrotna sytuacja jest u Liama i Charlie. Na okrągło spotykają się tylko we dwójkę i spędzają ze sobą czas.
Pomimo, że Zayn i Amelia dogadują się równie dobrze, to brak im odwagi na randki. Nigdy nie myślałem, że mulat może być taki niepewny, jeśli chodzi o dziewczynę. Nigdy nie miał z tym problemu. Do czasu, gdy poznał Amie. Zdecydowanie czuje do niej coś więcej niż do jego byłych dziewczyn.
- Wrócimy za… za jakiś czas – wzruszyłem ramionami, oznajmiając chłopakom, że wychodzimy.
- Miłej zabawy! – krzyczeli jeden przez drugiego.
Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na dwór, trzymając się za ręce. Objąłem ramieniem Maddie i ruszyliśmy w kierunku naszego parku. Słońce oblewał nasze twarze ciepłymi promieniami. Niebo było niemal bezchmurne.
- Harry? Którego dzisiaj mamy? – zapytała po jakimś czasie Maddie. Wyciągnąłem telefon i zerknąłem na datę na wyświetlaczu.
- 18 marca. Czemu pytasz? – odparłem, a Maddie odruchowo przystanęła. Spojrzałem na nią nieco zdziwiony.
- 18? – upewniła się.
- Tak. O co chodzi?
Dziewczyna uderzyła się w głowę, a ja cicho się zaśmiałem.
- Kompletnie zapomniałam! – wykrzyknęła po chwili. – Boże, jaka ja jestem głupia!
- Przestań, nie jesteś głupia – uśmiechnąłem się do niej i stanąłem przed nią. – Powiesz mi, o czym zapomniałaś, czy się nie doczekam?
- Charlie! – krzyknęła. – Ma dzisiaj urodziny! A ja na śmierć o tym zapomniałam! Nic dla niej nie mam!
Była zmartwiona i zła na siebie. Przytuliłem ją i czekałem aż ochłonie.
- Zaraz coś dla niej znajdziemy – powiedziałem i uśmiechnąłem się do Maddie, odgarniając z jej twarzy niesforne kosmyki włosów. – Pójdziemy do jakiejś galerii i kupimy jej prezent. Jest dopiero trzynasta. Mamy mnóstwo czasu.
Brunetka przytaknęła głową, uśmiechając się delikatnie. Pocałowałem ją w czoło, po czym ruszyliśmy w kierunku najbliższego centrum handlowego.


Po kilkunastu minutach weszliśmy do pierwszego sklepu. Było to nieduże pomieszczenie. Można było w nim kupić dużo małych ozdóbek i według mnie mało przydatnych rzeczy. Maddie powiedziała, że Charlie jest bardzo sentymentalna i spodoba jej się coś takiego. Po zaangażowaniu dziewczyny z jaką przyglądała się każdej z rzeczy na półkach, zauważyłem, że nie tylko Charlie jest sentymentalna. Zaśmiałem się cicho, przyglądając się jej, kiedy ona obracała w palcach małą figurkę aniołka. Rozejrzałem się po sklepie i w rogu półki po prawej stronie zauważyłem ramkę na zdjęcia do powieszenia na ścianę. Podszedłem do regału i chwyciłem nieduży przedmiot.
- Może kup jej ramkę? – zapytałem, pokazując Maddie moje znalezisko. – Moglibyśmy poszukać u ciebie jakichś zdjęć, wywołać je i włożyć do środka.
Maddie podeszła do mnie. Chwyciła drobną, drewnianą ramkę pomalowaną na biało i oglądała ją z każdej strony.
- To wcale nie jest głupi pomysł – spojrzała na mnie unosząc delikatnie kąciki ust. Wspięła się na palce, żeby musnąć ustami mój policzek. – To to masz głowę! – dodała. Wypiąłem pierś do przodu i uśmiechnąłem się dumnie.
Ruszyliśmy do kasy. Dokupiliśmy jeszcze średniej wielkości torebkę na prezenty i wyszliśmy ze sklepu. Kiedy szliśmy zagadani do domu Maddie, rozległa się dźwięk jej telefonu. Wyciągnęła komórkę z kieszeni płaszcza i zerknęła na ekranik.
- Stella – odpowiedziała na moje nieme pytanie i odebrała połączenie. – Cześć, co tam? – spytała i słuchała uważnie odpowiedzi. – Tak, ja też zapomniałam, ale sytuacja opanowana i mam już dla niej prezent – znów wsłuchała się w słowa Stelli – Dobry pomysł. Może niech nikt się do niej nie odzywa i pojedziemy do niej wszyscy razem z niezapowiedzianą wizytą? – wymyśliła na poczekaniu. Spojrzała na mnie, żeby zobaczyć co o tym myślę. Uważałem, że to niezłe rozwiązanie. Pokiwałem głową z podekscytowanym uśmiechem. – No więc zadzwoń do Amie i naszej parki i wszystko im wyjaśnij, a Harry i ja poinformujemy chłopaków – dodała i pożegnała się z przyjaciółką, po czym rozłączyła się.
- Zadzwonię do Liama – powiedziałem od razu i chwyciłem swój telefon. Wykręciłem numer przyjaciela i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Po trzech sygnałach usłyszałem głos zdenerwowanego Liama.
- Co jest? – zapytał i krzyknął coś niezrozumiałego, chyba do Nialla.
- Wiesz, że Charlie ma dziś urodziny, prawda? – upewniłem się.
- Tak, wiem. Właśnie wróciłem ze sklepu z upominkami i zaraz lecę do kwiaciarni, a potem na autobus.
- Rozmawiałeś już z Charlie? Mówiłeś, że przyjeżdżasz? – pytałem szybko.
Maddie spojrzała na mnie znacząco.
- Nie, to ma być niespodzianka – usłyszałem odpowiedź przyjaciela.
- To nie jedź! Pojedziemy wszyscy razem! Powiedz chłopakom, reszta już wie – oznajmiłem. – I nie bój się. Szybko się zmyjemy i zostaniecie sami.
Maddie zachichotała, podobnie jak Liam.
- Dzięki stary! Zapytaj Maddie, jakie kwiaty mam jej kupić.
- OK – powiedziałem do słuchawki. – Liam pyta się, jakie kwiaty ma kupić – zwróciłem się do Maddie.
- Tulipany!
- OK, zapamiętam – odparł. – Do zobaczenia w domu – powiedział i rozłączył się.
- Liam też coś dla niej ma i jedzie po kwiaty. Znając życie kupił kilka prezentów, tak więc chłopcy też coś mają – uśmiechnąłem się do swojej dziewczyny i przytuliłem ją do siebie.
- To świetnie. Chodźmy do mnie i znajdziemy jakieś zdjęcia – powiedziała z uśmiechem.
Objęła mnie w pasie. Ruszyliśmy do jej domu, po drodze debatując o Liamie i Charlie. Kiedy doszliśmy było po czternastej. Weszliśmy do środka i zrzuciliśmy z siebie płaszcze. Idąc do pokoju dziewczyny, przywitałem się z jej rodzicami. W sypialni usiadłem na łóżku.
- Ty poszukaj czegoś na laptopie, a ja może coś znajdę w albumach – powiedziała Maddie.
Schyliła się i wyciągnęła spod łóżka duże pudło, w którym znajdowały się albumy i zdjęcia wrzucone luzem. Ja chwyciłem jej białego laptopa i zacząłem przeszukiwać jej foldery ze zdjęciami. Korzystając z okazji, wysłałem sobie na telefon kilka fotografii mojej dziewczyny. Po znalezieniu kilku nadających się zdjęć całej ich szóstki, ruszyłem z pomocą Maddie, która wciąż przekopywała pudło. Nie znaleźliśmy tam nic interesującego.
- U moich rodziców jest mniejsze pudełko i może tam będą zdjęcia z ostatnich lat – oznajmiła i wyszła z pokoju. Ułożyłem albumy w ich opakowaniu i wsunąłem je pod łóżko. Po chwili usłyszałem wołania Maddie.
- Harry, możesz mi pomóc?
- Idę! – odkrzyknąłem i ruszyłem biegiem po pokoju naprzeciwko schodów. Wszedłem do sypialni rodziców dziewczyny i mimowolnie uśmiechnąłem się na widok, jaki ukazał się moim oczom. Maddie stała na palcach i ze wszystkich sił starała się dosięgnąć kartonu na szafie. Zachichotałem i podszedłem do ukochanej. Ściągnąłem pudło bez problemu i z dumnym uśmiechem odwróciłem się do dziewczyny.
- Szpaner! – prychnęła i pokazała mi język.
Zaśmiałem się i ruszyłem w stronę wyjścia z sypialni. Maddie podbiegła do mnie, musnęła mój policzek i cicho podziękowała. Weszliśmy do jej pokoju i ponownie zabraliśmy się do przeszukiwania fotografii. Po skończonej pracy wybraliśmy z dziewięciu dobrych zdjęć trzy najlepsze – jedno z laptopa i dwa z albumów. Maddie włożyła do drukarki papier fotograficzny i wydrukowała zdjęcie z komputera. Włożyliśmy wszystkie trzy do ramki, zostawiając jedno miejsce wolne, żeby Charlie włożyła tam swoją ulubioną fotografię. Kiedy wszystko zrobiliśmy, poszliśmy do mnie. Wszyscy byli gotowi do wyjścia. Max, Julie, Amelia i Stella już przyszli. Brakowało tylko Liama.
- Gdzie on się podziewa? – niecierpliwił się Louis. – Nie mogę doczekać się miny Charlie, kiedy zobaczy całą naszą zgraję przed jej domem! – klasnął podekscytowany w dłonie.
Cieszył się jak mała dziewczynka. Po pięciu minutach do domu wpadł zdyszany Liam z dużym bukietem tulipanów.
- Przepraszam, ale była okropna kolejka, a do tego kobieta z kwiaciarni strasznie długo robiła wiązankę – wyrzucił z siebie.
- Dobrze, ale chodźmy już na autobus – odezwała się Stella.
- Tak, chodźmy, bo inaczej przyjdziemy do niej w środku nocy – podsumował Zayn i wszyscy wyszli z domu, kierując się w stronę przystanku.


*Oczami Charlie*


Nic. Zero jakichkolwiek oznak życia. Nikt z moich przyjaciół się nie odzywał. Nawet Maddie. Może stało się coś złego? Od wczorajszej rozmowy z Liamem, a potem Stellą nie słyszałam głosu nikogo z dziesiątki. Ani chłopcy, ani Amie, ani Julie i Max. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Czułam się okropnie. A może to moja wina? Może powiedziałam coś, co ich uraziło? Jeśli tak, to z pewnością nie było to zamierzone. Zadzwonię do Maddie. Ona powie, o co chodzi. Wyciągnęłam swój telefon i wykręciłam numer przyjaciółki.


*Oczami Liama*


- Louis nie krzycz tak! Jesteśmy w autobusie! – uspokajał Tomlinsona Zayn.
- To co z tego? To już w autobusie nie można rozmawiać?! – oburzył się Lou. Skrzyżował ręce na piersi  i nie odzywał się, ani słowem.
- Cii… Dzwoni Charlie! – odezwała się Maddie, która siedziała z Hazzą zaraz za mną i Louisem. – Co mam zrobić? – spytała bezradnie, trzymając w prawej dłoni wciąż dzwoniący telefon.
 - Odbierz i powiedz, że nie masz czasu! – powiedziała szybko Amelia.
 - Nie! – odezwał się Niall. – Lepiej nie odbieraj w ogóle. Ty nigdy nie odbierasz – stwierdził blondyn.
 - Taa… Coś o tym wiem – wtrącił się Harry, patrząc z wyrzutem na swoją dziewczynę.
Maddie uśmiechnęła się do niego niewinnie, a lokowany pocałował ją w policzek. Muszę przyznać, że trochę im zazdrościłem. Mianowicie tego, że są tacy szczęśliwi ze sobą. Podziwiam Harry’ego za to, że zdobył się na to, żeby powiedzieć brunetce, co naprawdę do niej czuje. Kiedy zapytałem go kiedyś, jak to zrobił, powiedział tylko:


- 20 sekund Liam. 20 sekund odwagi. Kiedy doczekasz twoich 20 sekund, powiesz wszystko, na co wcześniej nie było cię stać.


Od tamtego czasu czekam na swoje sekundy odwagi. Kiedy już myślę, że to właśnie ten moment, otwieram usta, żeby coś powiedzieć i… I Charlie się uśmiechnie tak zniewalająco, że wszystko szlag trafia i nie potrafię wydusić z siebie ani słowa.


*Oczami Charlie*


Pierwszy sygnał… Nic. Drugi sygnał… Wciąż głucho. Trzeci sygnał… Nadal cisza. „Cześć, tu Maddie, wiesz, co masz zrobić! Pii…”
- Oczywiście, że wiem. Wywalić telefon przez okno, bo i tak jak zawsze nie odbierzesz! – powiedziałam do siebie, naciskając czerwoną słuchawkę.
Rzuciłam telefon na łóżko i zbiegłam do salonu. Nikogo nie było. Na stole w kuchni leżała jedynie kartka od rodziców.


„Przepraszam córeczko, ale musieliśmy pilnie wyjść. Będziemy wieczorem. Wszystkiego najlepszego!
                                                                                                                       - Mama”


Cudownie. Nawet rodzice zostawiają mnie samą w dzień urodzin. Ruszyłam w stronę salonu. Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Nie było nic ciekawego, więc skakałam po programach, przy żadnym nie zatrzymując się na długo. Kiedy już po raz trzeci mijałam jakąś głupawą stację muzyczną, rozległ się dzwonek do drzwi. „Kto zakłóca mi moją samotność?”, pomyślałam i ruszyłam w kierunku wejścia do domu. Pociągnęłam za klamkę i…
- NIESPODZIANKA! – krzyknęli chórem moi przyjaciele. Stałam, jak wryta. Z pewnością miałam głupią minę, bo Maddie nie odpuściła sobie przyjemności zrobienia mi zdjęcia. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
- Ale… Jak to? Co wy tu robicie? – zapytałam z uśmiechem.
- Przyjechaliśmy zobaczyć się z solenizantką, ale pójdziemy sobie jeśli chcesz… - odezwał się Niall i udawał, że odwraca się w kierunku ulicy.
- No co ty! Wchodźcie, wchodźcie! – zaprosiłam ich.
Wchodzili do środka po kolei mnie przytulając, wręczając prezenty i składając mi życzenia. Dostałam kilka upominków i duży bukiet tulipanów.
- Dziękuję wam! Nawet nie wiecie, jaką mi zrobiliście niespodziankę!
- O to nam chodziło! – wrzasnął Max, jeszcze raz mnie przytulając.
Rozsiedliśmy się wszyscy wygodnie w salonie. Przyniosłam z kuchni wszystkie słodycze, jakie tam znalazłam i wróciłam do przyjaciół z przekąskami i napojami. Rozpakowałam drobne prezenty. Maddie na zmianę z Amelią robiły wszystkim dookoła zdjęcia. Po miło spędzonych dwóch godzinach Zayn, Amelia, Max, Julie, Niall i Stella pojechali do siebie. Za następną godzinę ulotniła się Maddie razem z Harrym i Louisem. Zostałam tylko ja i Liam.


*Oczami Liama*


- Do zobaczenia! – zawołał Harry, znikając za zakrętem.
Jak obiecał, wszyscy w miarę szybko się zmyli. Teraz byłem sam na sam z Charlie. Poszliśmy do jej pokoju. Oglądaliśmy razem film, a potem rozmawialiśmy przez ponad godzinę.
- Kurczę, znam was już około dwóch tygodni, ale wciąż nie potrafię się nadziwić temu, jak bardzo wasza grupka jest ze sobą zżyta! – powiedziała z niedowierzaniem Char, kiedy skończyłem jej opowiadać ostatni wyjazd za miasto naszej piątki.
- Ale dlaczego? Przecież wy jesteście zupełnie jak my! – odparłem.
- Nie, nie. To nie to samo. Wy kochacie siebie nawzajem. Mam czasem wrażenie, że jedyne co łączy na przykład mnie i Julie to Maddie. Czasami nawet myślę, że to ona wciąż trzyma nas razem.
- Przesadzasz – machnąłem ręką i uśmiechnąłem się ciepło.
- Mówię prawdę! – powiedziała cicho, spoglądając w ekran telewizora.
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 23.
- Muszę się zbierać. Za 15 minut mam ostatni autobus – oznajmiłem smutno, po czym podniosłem się niechętnie z łóżka.
- Co? Tak szybko? – niedowierzając, brunetka spojrzała na zegarek. – Ale ten czas szybko leci – odparła cicho, podnosząc się zaraz za mną.
Zeszliśmy na dół. W salonie siedzieli rodzice Charlie, których miałem okazję poznać kilka dni wcześniej.
- Dobranoc państwu – powiedziałem do nich grzecznie, zaglądając do pokoju.
- Już idziesz? – spytała zdziwiona mama dziewczyny.
- Niestety tak. Za chwilę mam ostatni autobus.
- Oj, szkoda – mruknęła smutno, na co ja bezradnie wzruszyłem ramionami.
- Dobranoc Liam – pożegnała się ze mną z uśmiechem.
- Wpadnij jutro – dodał pan Woodley.
- Zobaczymy, co da się zrobić – wtrąciła Charlie, ciągnąc mnie do wyjścia. – Zaraz będziesz wracał pieszo! – ostrzegła mnie ze śmiechem.
- Miło, że mnie tak wyganiasz – zaśmiałem się, kiedy byliśmy na zewnątrz.
- Dobrze wiesz, że wcale cię nie wyganiam! – zbuntowała się. – Po prostu wiem, co to znaczy spóźnić się na autobus.
Charlie uderzyła mnie w ramię. Nie powiem, ma siłę. Zaśmiałem się cicho i zapiąłem do końca kurtkę. Spojrzałem na dziewczynę, która stała bez płaszcza i butów.
- Właź do domu, bo będziesz chora! – rozkazałem, pokazując na przymknięte drzwi.
Charlie jedynie wywróciła oczami.
- Jeszcze raz dziękuję za prezent i kwiaty, i ogółem za cały dzień – zmieniła szybko temat.
Uśmiechnęła się przyjaźnie, otulając się swetrem, który zdążyła zabrać z pokoju. Założyła za ucho niesforny kosmyk ciemnych włosów. Spojrzała na mnie dużymi, brązowymi oczami. „Nie Liam, to nie 20 sekund”, powiedziałem sobie w duchu i odwzajemniłem uśmiech dziewczyny.
- Dobranoc – powiedziałem cicho i przytuliłem ją na pożegnanie. Za każdym razem, gdy to robiłem, moje serce waliło jak oszalałe.
- Dobranoc – odpowiedziała i cofnęła się do wnętrza domu, wciąż się uśmiechając. – Biegnij, bo się spóźnisz – dodała, chichocząc.
Zaśmiałem się i machając jej na pożegnanie, ruszyłem w kierunku przystanku.
Czy czuje to co ja? A może nawet za mną nie przepada, a ja tylko się na rzucam? Boję się. Boję się, że jeśli już się przed nią otworzę, okaże się, że Charlie nie odwzajemnia moich uczuć. Nie umiem się odważyć i powiedzieć jej o wszystkim. Po prostu nie potrafię. Jestem tchórzem. Po prostu. Na moim nagrobku napiszą: „Liam Payne. Tchórz. Bał się powiedzieć dziewczynie, co czuje i zmarł z miłości.” Tak rozmyślając, dotarłem do przystanku, wróciłem do domu i zasnąłem.

________________________________________________________
I w końcu jest! 10 ROZDZIAŁ!
Przepraszam jeszcze raz, że tak długo musieliście czekać. Wybaczycie? (:
Dziękuję Marysi, która zechciała mi pomóc w przepisywaniu! (((:
Kolejny rozdział dodam w przyszłym tygodniu (jak go przepiszę, oczywiście).
Jak obiecałam, przeczytam wszystkie blogi, jakie będą w komentarzach pod tym rozdziałem i informacją.
Dziękuję, że chciało się wam czekać tyle czasu i obiecuję, że to się nie powtórzy.
A teraz całuję i do następnego rozdziału! ♥
Justyna (: xx


Daddy ♥

piątek, 4 maja 2012

Informacja

Witajcie!
Chciałabym przeprosić Was za to, że już tak długo nic nie dodałam. Rozdział jest napisany, nie przejmujcie. Jest napisany, ale z zeszycie, bo kiedy go pisałam, nie miałam dostępu do laptopa. Niestety nie miałam czasu, żeby go przepisać. Byłam caaały czas zajęta i bardzo Was za to przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. (:
Pomyślałam, że w zamian za to, że musieliście tak długo czekać, przeczytam KAŻDE opowiadanie, jakie znajdzie się w komentarzach pod tą informacją i pod kolejnym rozdziałem. Tak więc, do roboty!
Rozdział dodam najprawdopodobniej jutro. Postaram się! ((:
Chciałabym Wam podziękować, za liczbę wyświetleń! +3300 Jesteście kochani. Pomimo tego, że nie dodawałam kolejnych rozdziałów, liczba wyświetleń stale rosła. Bardzo mi miło z tego powodu. Dziękuję ♥
Tak więc całuję i do 10 rozdziału :* ♥
Justyna (: xx

sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 9 - „A więc to już trzecia dwójka, która zakochała się od pierwszego wejrzenia”


*Oczami Harry’ego*

Po kilku minutach znaleźliśmy się pod moim domem. Maddie była lekko zdenerwowana, co wywnioskowałem z siły, z jaką ściskała moją rękę.
- Nie denerwuj się tak – powiedziałem tak cicho, aby tylko ona to usłyszała.
Spojrzała w górę i uśmiechnęła się do mnie. Całą siódemką podeszliśmy do drzwi i weszliśmy do środka. Z salonu dało się słyszeć wrzaski Louisa i głośne uspokajanie Liama. Z kuchni dobiegały śmiechy Zayna i Nialla oraz odgłos wyciąganych talerzy, misek i szklanek. Wziąłem od wszystkich po kolei kurtki i powiesiłem na wieszaku, który wręcz uginał się pod ciężarem tylu ubrań. Wskazałem drogę do salonu i wszyscy podążyli za mną. Maddie podbiegła do mnie przed wejściem do pomieszczenia. Objąłem ją ramieniem i całą grupą udaliśmy się do środka.
- Jesteśmy! – krzyknąłem po przestąpieniu progu salonu. Zayn i Niall jak poparzeni wybiegli z kuchni, a Lou i Liam odwrócili się w naszą stronę.
- Witamy w naszych skromnych progach! – przywitał się grzecznie Liam, podchodząc do nas z drugiego końca pokoju.
Niall i Zayn ruszyli w naszym kierunku z uśmiechami, a Louis zeskoczył z kanapy, na której cały czas stał i podbiegł szybko do zbiorowiska.
- Tak, tak! Witamy! – zawołał z szerokim uśmiechem.
- Kochani, ten narwaniec to Louis, obok niego stoi Zayn, blondyn ma na imię Niall, a ten najnormalniejszy z wszystkich to Liam – zwróciła się do swoich przyjaciół Maddie.
- Najnormalniejszy? – oburzył się Niall. – W tym domu nikt nie jest normalny kochana.
Wybuchliśmy śmiechem, a ja zabrałem się do przedstawiania drugiej części towarzystwa.
- To jest Max, jego dziewczyna Juliette, Stella, Charlie i Amelia – powiedziałem podchodząc do każdego z nich.
Wypowiadając imię ostatniej dziewczyny spojrzałem znacząco na Zayna. Uśmiechnął się do mnie i powrócił do przyglądania się Amie. Wszyscy przywitali się ze sobą osobiście, po czym Niall zaproponował napoje i przekąski, na co Max zareagował z ekscytacją. W pewnym momencie odezwał się Liam.
- A czy wasza dwójka nie ma nam przypadkiem czegoś do powiedzenia? – zapytał patrząc znacząco na mnie i na Maddie.
- Właśnie gołąbeczki. Możemy wam już życzyć szczęścia? – podszedł do nas z uśmiechem Louis i się do nas przytulił.
- Owszem możecie – odezwałem się i pozostała trójka rzuciła się na nas z okrzykami radości i życzeniami. Po chwili reszta osób w salonie dołączyła się do grupowego uścisku. Takim sposobem Maddie i ja zostaliśmy uwięzieni przez dziewiątkę naszych przyjaciół i pozbawieni dopływu tlenu.
- Nie mogę oddychać – powiedziała cicho Maddie i zachichotała.
- Może już wystarczy? – spytałem z nadzieją, uwalniając się z objęć Louisa.
- Nie! – krzyknęli wszyscy zgodnie, ściskając nas jeszcze mocniej.
Po kilku minutach rozluźnili uścisk i wszyscy odetchnęli głęboko. Rozsiedliśmy się na kanapie, fotelach i podłodze, zastanawiając się co moglibyśmy robić.
- Ka-lam-bu-ry! – krzyczał głośno Louis. Uznaliśmy, że może być niezły ubaw więc się zgodziliśmy.
Była nas nieparzysta liczba osób, więc Juliette oznajmiła, że będzie sędziować. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwszy skład to Zayn, Amelia, Niall, Maddie i ja, a drugi : Louis, Liam, Stella, Charlie i Max. Graliśmy ponad trzy godziny czyli do czasu, aż Niall z Maxem oświadczyli, że nie będą dalej grać z pustym żołądkiem. Nagrodą była pizza na koszt rywali. Końcowy wynik był jednoznaczny: szesnaście do trzynastu dla naszej drużyny. Oburzony Louis wciąż twierdził, że Juliette się pomyliła i głośno z nią dyskutował, a cała reszta przyglądała się tej komedii, powstrzymują łzy ze śmiechu. Liam w tym czasie zdążył zamówić jedzenie. Lou widząc, że nie wygra z upartą Julie, odpuścił. Kiedy dostawca przywiózł kilka pudełek pizzy, włączyliśmy jakiś horror i zajadaliśmy się posiłkiem przy filmie. Przy którymś kawałku natrafiłem na pizzę z kukurydzą, więc po cichu oddawałem ją Maddie. Nie obyło się bez cichych chichotów i szeptów.
- Ej, gołąbeczki, cicho tam na dole– odezwał się Lou, siedzący na kanapie, klepiąc Maddie po głowie.
Uciszyliśmy się i w spokoju skończyliśmy oglądać film.
- Nie kumam tej końcówki – żalił się Niall, który siedział na fotelu. – To oni go w końcu zabili, czy nie?
- Jak to nie rozumiesz? – odrzekł Zayn, siedzący na podłodze, przed fotelem Amelii. – Na końcu pokazali go martwego!
- Ale potem otworzył oczy – wdała się w dyskusję Stella, która rozsiadła się na kanapie z Maxem i Juliette.
- To co z tego? – dołączyła się Charlie, siedząca na kanapie między Liamem a Louisem. – Był jakiś nawiedzony, więc to wcale nie znaczy, że ożył.
- Mówię wam. On żyje! – wtrąciła w końcu Maddie.
- Nie sądzę – powiedziała Amelia.
- Też myślę, że zginął – odparła zaraz po niej Julie’;.
- Żyje, żyje – odrzekłem.
- Ja uważam, że umarł – odezwał się Liam.
- Wcale nie tatku. Żyje – mruknął Louis.
- Wiecie co? Z ego co słyszałem, jest druga część tego filmu, więc chyba raczej żyje – podsumował Max z dumnym uśmiechem.
- Dobra, to następnym razem oglądamy drugą część i zobaczymy kto miał rację – zakończył Zayn.
- Zgoda! – odpowiedzieli wszyscy niemalże równocześnie.
- Jest więcej słodyczy? – zapytał z nadzieją Niall, patrząc na mnie znacząco.
- Zaraz sprawdzę – wywróciłem oczami wzdychając ciężko i podniosłem się z ziemi.
- Idę z tobą – oznajmiła radośnie Maddie i pobiegła za mną do kuchni.
- Gdzie tu jest łazienka? – dało się jeszcze słyszeć głos Amelii.
- Pokaże ci – zaoferował się Zayn, a ja i Maddie zniknęliśmy już w wejściu do kuchni.
Na stole stały siatki z nierozpakowanymi jeszcze zakupami. Wyciągnęliśmy z nich kilka paczek cukierków, żelek, chipsów i innych słodyczy. Kiedy rozsypywaliśmy wszystko do misek, Maddie odezwała się z uśmiechem.
- Jak myślisz? Polubią się?
Wychyliłem się zerkając ukradkiem na przyjaciół, czy aby nie podsłuchują.
- Myślę, że już się polubili – powiedziałem cicho.
- Serio?  To świetnie – uśmiechnęła się szeroko.
Staliśmy chwilę w milczeniu. Trąciłem ją biodrem dla zaczepki, a ona lekko się zachwiała Po odzyskaniu równowagi, powtórzyła mój ruch.
- Jesteś pewna? – spojrzałem na nią. Uśmiechnęła się figlarnie, a ja chwyciłem ją za biodra i uniosłem do góry tak, że nie mogła nic zrobić. – I co teraz? – odezwałem się zadowolony, trzymając ją w talii, tak, że jej twarz była wyżej od mojej. Spojrzałem w jej ciemne, roześmiane tęczówki.
- Postaw mnie – zaśmiała się cicho i objęła moją szyję.
- Nie mam zamiaru – wyszeptałem z łobuzerskim uśmiechem. Przytuliła się do mnie i musnęła moje usta.
- Postaw mnie – powtórzyła patrząc mi prosto w oczy. Pokręciłem przecząco głową i ucałowałem ją. W tym samym momencie do kuchni wpadł Louis.
- No ładnie. My tu czekamy na słodycze, a gołąbeczki się zabawiają – zaśmiał się, krzyżując ręce na piersi.
- Lou wynocha – powiedziałem stanowczo uśmiechając się do przyjaciela.
- Teraz to wynocha, a kilka dni temu kochanie – prychnął marchewkożerca. Chwycił dwie miski, które zdążyliśmy już napełnić i wychodząc z kuchni, pogroził mi palcem. – Będziesz coś chciał!
Maddie zachichotała i schowała twarz w moje loki. Postawiłem ją na ziemi i nie wypuszczając z objęć, skradłem jeszcze jednego całusa. Zabraliśmy się do napełniania kolejnych misek słodyczami. Po skończeniu, wróciliśmy do zniecierpliwionych przyjaciół.
- Już? Nacałowaliście się? Świetnie – odparł z uśmiechem Lou i puścił nam oczko, a cała reszta cicho zachichotała.
- Zaraz nic nie dostaniecie – pokazała im język Maddie.
Usiedliśmy na nasze miejsce i rozdaliśmy naczynia z przysmakami. Liam włączył kolejny horror, więc objąłem Maddie ramieniem i zacząłem oglądać następny film. Ten był i wiele straszniejszy i bardziej obrzydliwy. Co chwila zerkałem na Maddie. Podczas każdego strasznego momentu wzdrygała się lekko i wtulała niepozornie w mój tors. Mimowolnie się do siebie uśmiechnąłem. W pewnym memencie zauważyłem, że Louis, Niall i Max gdzieś zniknęli. Mówili wcześniej, że widzieli już ten film, więc zapewne poszli robić coś innego. Minęło kilkanaście minut. Nagle w najstraszniejszym momencie filmu, wyskoczyli zza foteli i kanap wysmarowani ketchupem, głośno wrzeszcząc. Wszyscy się wystraszyli. Dziewczyny zaczęły piszczeć. Niall stojący najbliżej Amelii, dostał od niej odruchowego kopniaka w brzuch. Juliette uderzyła w głowę swojego chłopaka, który pojawił się za jej plecami. Louis wyskoczył przed kanapą Liama i Charlie, pod którą siedziałem na ziemi z Maddie.  Skończyło się tym, że wylądował leżąc na podłodze po tym, jak Maddie podcięła mu nogi. Wszyscy wciąż wrzeszczeli, aż Liam podniósł się i zapalił światło. Wszyscy automatycznie wybuchli śmiechem. Widok był przekomiczny. Trójka ‘morderców’ leżała umazana ketchupem na podłodze. Max trzymał się za głowę, Lou za nogę, a Niall zginał się w pół kurczowo łapiąc się za brzuch.
- Czy wy kompletnie potraciliście wszystkie zmysły?! – wydarła się Charlie, łapiąc się za klatkę piersiową.
- Prawie dostałam zawału! – odezwała się Stella.
Spojrzałem na moją Maddie. Wtuliła się we mnie i parząc na poszkodowanych podnoszących się z podłogi, cicho chichotaliśmy. Max dostał ponownie w głowę od Julie, która z trudem powstrzymywała śmiech.
- Dobra, już nie bij! – odezwał się łapiąc za głowę.
Niall usiadł z trudem na swoim fotelu, nie spuszczając wzroku z Amelii.
- Muszę powiedzieć, że masz niezłego kopa – pochwalił ją. – Nie jestem w stu procentach pewien, ale nie zdziwiłbym się, jakbym miał jakiś krwotok wewnętrzny – powiedział trzymając się w miejscu kopnięcia.
- Teraz już wiesz, że ze mną się nie zaczyna – odparła dumnie Amie, grożąc blondynowi palcem.
Louis przyczołgał się do Maddie i usiadł przy niej.
- A ty masz niezły refleks koleżanko – odparł z uśmiechem i zabawnie poruszył brwiami, na co Maddie zaśmiała się melodyjnie.
- O tak! Ma się to coś! – szturchnęła go w ramię, wciąż wtulona w mój tors.

Minęło kilkadziesiąt minut. Gdy wracałem do salonu z kuchni z kolejną porcją słodyczy zauważyłem, że dzisiejszego wieczoru nasze towarzystwo podzieliło się na małe grupki. Na kanapie pod ścianą Liam słuchał jak zaklęty słów Charlie. Amelia z Zaynem posyłali sobie nieśmiałe uśmiechy. Przy stoliku siedzieli Max, Niall i Julie i debatowali, jakie żelki są najsmaczniejsze. Na ziemi wylegiwała się Maddie, Stella i Lou co chwilę cicho chichocząc. Miło było widzieć, że wszyscy się dogadują. Usiadłem obok swojej ukochanej i musnąłem jej policzek.
- Która godzina? – zapytała po chwili.
- Piętnaście po dwudziestej trzeciej – odparł Tatuś.
- Już?! – krzyknęła głośno Char i poderwała się z kanapy. – Za dziesięć minut mam ostatni autobus! Maddie, odprowadzisz mnie? – zwróciła się do swojej przyjaciółki.
- Pewnie – odparła z uśmiechem i podniosła się z ziemi.
- Pójdę z wami – zaproponowałem.
- Ja też – zawtórował mi Liam, trzymając telefon Charlie, która w pośpiechu poszukiwała swojej zguby. – Proszę – oddał jej własność.
- Dziękuję – odparła z uśmiechem dziewczyna i spojrzała na Maddie. – Pośpieszcie się!
- My jesteśmy gotowi. To ty biegasz po całym salonie szukając torebki – zaśmiała się brunetka. Stała obok mnie w uszatej czapce i przyglądała się zmaganiom przyjaciółki.
- Na kanapie – mruknął Zayn, wskazując Charlie jej torebkę.
- Dzięki Zayn – posłała mu wdzięczny uśmiech i ruszyła biegiem w naszym kierunku, wybiegając przez drzwi.
- Dobranoc wszystkim! – rzuciła na odchodnym Maddie i pomachała na pożegnanie.
- Dobranoc! Pa! Na razie! – dało się słyszeć z każdej strony.
Zamknęliśmy drzwi i ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku najbliższego przystanku. Do odjazdu autobusu zostało 7 minut. Widząc duży, czerwony pojazd mijający nas i zmierzający do przystanku, całą czwórką rzuciliśmy się pędem za nim. Autobus stanął, wysadził kilku pasażerów i odjechał. Dobiegliśmy na miejsce za późno. Dysząc ciężko Liam, Maddie i ja usiedliśmy na pobliskiej ławeczce. Jedynie Charlie chodziła tam i z powrotem.
- Świetnie! Po prostu CUDOWNIE! – denerwowała się. – I co ja teraz zrobię?! – złapała się za głowę.
- Możesz zostać u mnie – zaproponowała z uśmiechem Maddie, poprawiając czapkę. – Zadzwoń do swojej mamy, żeby się nie martwiła. Ciuchy ci pożyczę – wzruszyła ramionami i spojrzała na przyjaciółkę.
- A co na to twoi rodzice? – spytała Charlie.
- Przecież ich znasz, zgodzą się! – machnęła ręką i posłała jej ciepły uśmiech.
- No to załatwione – uśmiechnąłem się do Char. – Zostajesz u Maddie!
Charlie uśmiechnęła się tylko delikatnie. Wziąłem Maddie na kolana, żeby zrobić miejsce dziewczynie. Usiadła obok Liama i wyciągnęła swój telefon.
- Zadzwonię do mamy, a ty powiedz swoim rodzicom – powiedziała do przyjaciółki.
Maddie wygrzebała z kieszeni komórkę i wykręciła numer. Nagle rozbrzmiał sygnał zwiastujący przychodzące połączenie i dobiegał z telefonu Charlie. Brunetka spojrzała na ekranik, ale nie odebrała.
- Ymm… Maddie?
- Tak? – odpowiedziała szybko, nie odrywając słuchawki od ucha.
- Po co do mnie dzwonisz?
Gdy tylko Charlie zadała pytanie wybuchliśmy głośnym śmiechem. Maddie szybko się rozłączyła i zaczęła wybierać poprawny numer.
- Myślałam o tym, co powiem i przez przypadek zadzwoniłam do ciebie – powiedziała ze śmiechem.
Wciąż się śmiejąc, oparłem głowę o ramię mojej dziewczyny. Objąłem ją w pasie, a ona cały czas siedząc na moich kolanach, przytuliła jedną ręką moją głowę do siebie. Dodzwoniła się do taty. Szybko poinformowała go o zaistniałej sytuacji i po wysłuchaniu odpowiedzi ojca rozłączyła się.
- Zgodzili się bez problemu – odparła z uśmiechem.
- Jesteś pewna, że dzwoniłaś do taty? – spytałem ze śmiechem, patrząc się w jej stronę.
- Ha ha ha! Naprawdę bardzo śmieszne! – spojrzała na mnie z przymrużonymi oczyma, z trudem powstrzymując śmiech. Kiedy tak robiła, wyglądała strasznie słodko. Ucałowałem jej przymarszczony nosek. W odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie i schowała twarz w moje loki.
Posiedzieliśmy chwilkę na ławce. Gdy Charlie oznajmiła, że robi się chłodno, ruszyliśmy w kierunku domu Maddie. Moja dziewczyna przytuliła mnie w psie, chowając zmarzniętą, prawą dłoń do prawej kieszeni mojego płaszcza, a lewą do lewej. Objąłem ją ramieniem i bawiłem się kosmykami jej długich włosów. Prawą rękę dołączyłem do dłoni ukochanej. Liam i Charlie szli kilka metrów przed naszą dwójką. Co chwila śmiali się i uśmiechali do siebie zalotnie. Maddie spojrzała na mnie z uśmiechem i wspięła się na palce, zbliżając twarz do mojego ucha.
- Chyba się polubili, co? – wyszeptała i poruszyła zabawnie brwiami.
Z mimowolnym uśmiechem schyliłem się do jej różowego od zimna policzka. Ucałowałem go delikatnie i oparłem czoło o jej skroń.
- Tak myślę – odpowiedziałem cicho i spojrzałem w stronę przyjaciół. Wpatrywali się w siebie jak zahipnotyzowani.
- A więc to już trzecia dwójka, która zakochała się od pierwszego wejrzenia – wyszeptała z uśmiechem, patrząc na parę.
- Trzecia? – spytałem zbity z tropu. – Liam i Charlie, ty i ja, i kto jeszcze?
Maddie spojrzała na mnie po czym pokręciła przecząco głową.
- Obiecałam, że nie powiem.
- Oj, mów! – ponagliłem ją. – Zachowam to dla siebie. Obiecuję.
Zastanowiła się chwilę i spojrzała na mnie.
- Amelia powiedziała, że podoba się jej Zayn. Już kilka dni temu – wyrzuciła z siebie w końcu, a ja stanąłem jak wryty. – Ale nikomu ani słowa, bo chyba cię uduszę.
Znów powoli ruszyłem do przodu patrząc z niedowierzaniem na Maddie.
- Żartujesz, prawda?
- Nie – spojrzała na mnie. – O co ci chodzi?
- Nie powiesz nikomu? – upewniłem się. – Zwłaszcza Amelii.
- Obiecuję – odparła z uśmiechem. – Co jest?
- Zayn też lubi Amie – wyszeptałem jej na ucho.
Zakryła usta dłonią i zapiszczała tak cicho, że tylko ja to usłyszałem.
- To niesamowite, niesamowite – powtórzyła kilka razy, prawie podskakując z radości. Uspokoiłem ją mocnym uściskiem.
- Ciiii… bo Liam i Charlie zaczną coś podejrzewać – powiedziałem szybko i pocałowałem ją delikatnie.
- Dobra, już jestem cicho – zachichotała.
Po kilku minutach doszliśmy do domu Maddie. Charlie i Liam dyskutowali na ławce przed mieszkaniem, a ja i Maddie żegnaliśmy się przy jej drzwiach.
- Pogadaj z Liamem i dowiedz się, co myśli o Charlie – wyszeptała, trzymając w dłoniach brzegi mojego płaszcza na wysokości klatki piersiowej.
- A ty wypytaj Char – odparłem, obejmując ją w talii.
Zasalutowała i cicho się zaśmialiśmy. Pocałowałem ją czule i przytuliłem mocniej do siebie.
- Dobranoc – wyszeptałem, wtulając twarz w jej włosy, które pachniały truskawkowym szamponem.
- Śpij dobrze – powiedziała mi do ucha, kładąc smukłe dłonie na moim karku.
- Bez ciebie nie mogę – odparłem i ponownie złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek.
- Dobranoc głuptasie – uśmiechnęła się i muskając mój policzek odsunęła się o kilkanaście centymetrów.
- Kocham Cię – przyciągnąłem ją ponownie do siebie.
Zachichotała i wtuliła się we mnie.
- Ja ciebie też kocham, Harry – ucałowała mnie jeszcze raz i podeszła do drzwi.
Ruszyłem w kierunku ulicy, stale się odwracając. Pomachałem je na pożegnanie, a ona odpowiedziała całusem w powietrzu. Uśmiechnąłem się do niej ostatni raz i podszedłem do Liama.
- No nareszcie! Myślałem, że razem z Charlie będziemy zmuszeni zostać tu już na zawsze!
- Oj, cicho bądź tato – mruknąłem radośnie i pociągnąłem do za rękę w kierunku naszego domu. – Pa Charlie!
- Dobranoc chłopaki! – uśmiechnęła się i pobiegła szybko do mieszkania swojej przyjaciółki.

*Oczami Liama*

- A więc? Lubisz ją? – usłyszałem głos Harry’ego, gdy byliśmy dwie przecznice od domu Maddie.
- Co? – spytałem wyrwany z zamyślenia.
- Zapytałem, czy lubisz Charlie – odparł wywracając teatralnie oczami.
- Jasne – wzruszyłem ramionami. – Dlaczego miałbym jej nie lubić? Jest uprzejma, dobrze wychowana. Ma poczucie humoru, cały czas się uśmiecha – wymieniałem rozmarzony.
- Jesteś pewien, że TYLKO lubisz? – położył zdecydowanie za duży nacisk na przedostatnie słowo.
- O co ci chodzi, Lokowaty? – udawałem, że go nie zrozumiałem.
Uwielbiam ją. Urzekła mnie już wtedy, w Milkshake City. Skromna, cicha dziewczyna. Przez ponad dwa tygodnie myślałem tylko o niej. Nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Wszędzie ją widziałem. Kiedy spotykałem na ulicy dziewczyny o ciemnych włosach, przed oczami stawała mi Charlie. Oczarowała mnie. Rozmawiało mi się z nią tak zadziwiająco łatwo. Zupełnie jakbym znał ją od lat. Dzisiejsze popołudnie tylko umocniło moje przeczucia, co do dziewczyny. Miła, czarująca, optymistyczna. Jest zalety mógłbym wymieniać bez końca.
- Daj spokój! Widziałem jak na nią patrzysz. Maddie też to zauważyła. Zakochałeś się po uszy! – mówił podekscytowany Hazza.
- Zakochanie to za dużo powiedziane. Może raczej… zauroczenie – sprostowałem szybko i uśmiechnąłem się do przyjaciela.

*Oczami Charlie*

- Lubisz go! – krzyknęła Maddie, kiedy wyszłam z jej łazienki i wskoczyłam pod kołdrę. Spojrzałam na nią zdziwiona.
- O co ci chodzi? – zapytałam, układając głowę na miękkiej poduszce.
- Lubisz Liama! – wrzasnęła i usiadła na moim łóżku. Spojrzała na mnie z łobuzerskim uśmiechem. – Po prostu to przyznaj!
- Owszem, lubię go – odparłam jedynie i podniosłam się do pozycji siedzącej. Wzruszyłam lekko ramionami.
- Chyba się nie rozumiemy – uśmiechnęła się szeroko. – Mam na myśli, że go LUBISZ – spojrzała na mnie znacząco. – No wiesz…
Zarumieniłam się i zakryłam twarz dłońmi. Znała mnie na wylot. Nie musiałam nic jej mówić, rozumiała mnie bez słów. Uśmiechnęła się do mnie dumnie i mocno mnie przytuliła.
- Jak to zauważyłaś? – spytałam z ciekawością i wpatrywałam się w przyjaciółkę w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Widać to po tobie gołym okiem. Byłaś cała czerwona, jak miałaś usiąść obok niego na ławce na przystanku. Kiedy z nim rozmawiałaś, cały czas się uśmiechałaś. Nie będę wspominać o tych śmiechach w czasie powrotu do domu – poruszyła zabawnie brwiami i spojrzała na mnie, starając się zachować powagę. Widać było, że cieszy się z tego faktu jak dziecko. – Do tego myślę, że Liam też coś do ciebie czuje.
- Oszalałaś – machnęłam ręką. – W życiu nie spojrzy na taką szarą myszkę jak ja.
- Mylisz się – przerwała mi szybko Maddie. – Już spojrzał i na dodatek cię polubił. I to bardzo! – klasnęła w dłonie podekscytowana i ponownie mnie przytuliła.
- Naprawdę tak uważasz? – spytałam niedowierzając.
- TAK! – krzyknęła przyjaciółka i wróciła na swoje łóżko, nakrywając się od razu kołdrą. – Widzę to! – posłała mi przyjacielski uśmiech i ułożyła głowę na poduszce.
- Dobrze, już dobrze – mruknęłam i położyłam się. – Ale teraz chodźmy już spać.
Uśmiechnęłam się do Maddie. Przyjaciółka zgasiła lampkę nocną i zerknęła jeszcze na ekranik swojego telefonu. Ktoś musiał do niej napisać, a mówiąc „ktoś” mam na myśli „Harry”. Cieszyłam się, że Maddie jest szczęśliwa i to akurat z Hazzą. Widzę, jak na nią parzy i wiem, że nigdy jej nie skrzywdzi. Dobrze, że moja przyjaciółka poznała go akurat teraz, po tej całej sytuacji z Jake’em. Harry zapełnił pustkę w jej sercu po stracie najlepszego przyjaciela. Dzięki niemu Maddie nie czuła się samotna tak, jak czuła się przed jego poznaniem. Tacy ludzie jak nasz Maddie nigdy nie powinni być tak traktowani, jak zrobił to Jake. Kocham ją jak siostrę i będę ją chronić, choćby nie wiem co się stało.
 _________________________________________________________
Miał być w sobotę, jest w sobotę :D Przepraszam, że dopiero po 22, ale wcześniej nie miałam ani chwili czasu :D Wczorajszy i dzisiejszy dzień urodzin jak najbardziej udany! (:
Klaudia, Marta, Karolina, Julita i Marysia :* Dziękuję wam kochane za te dwa dni! :* Kocham Was! ♥♥♥
Was też kocham za 13 komentarzy ( :O ) i za +1800 wyświetleń !! :O Jesteście NIESAMOWICI i będę to powtarzać do końca moich dni! :*
Kolejny rozdział może jak będę mieć chwilę czasu w tygodniu, bo 10 rozdział mam napisany w zeszycie, bo kiedy go pisałam nie miała dostępu do laptopa :D Tak więc muszę go przepisać, a ma ok. 10 stron A4 :D Postaram się go dodać jak najszybciej. Podkreślam POSTARAM SIĘ :D
A do tego czasu, mam nadzieję, że zasypiecie mnie komentarzami z waszymi opiniami (((: Mówcie, co wam się podoba, co nie... (:
Całuję Was kochani i do następnego! :*
Justyna (: xx




Me: WHO?! :O



Me: ME?! :O



Me: Aww... I love you too :*

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 8 - „Ja pierniczkam, trzymają się za ręce!

Przeciągnęłam się w łóżku z wciąż zamkniętymi oczami i delikatnym uśmiechem na ustach. Otworzyłam lekko powieki. Przez okno wpadały cienkie strużki słonecznego światła. Czułam, że humor mi dziś dopisuje i nic nie zdoła go zepsuć. Rozejrzałam się po pokoju i cicho westchnęłam.
-  Ale cudowny sen – wyszeptałam do siebie i podniosłam telefon leżący obok mnie na łóżku. Spojrzałam na godzinę. 09:44. Na ekranie widniał napis: „Masz nową wiadomość od: Harry”. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Wiadomość była z wczoraj, a właściwie z dzisiaj, z godziny 01:04. Otworzyłam SMS-a i szybko go odczytałam.
     „Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że w końcu to powiedziałem. (: Słodkich snów kochanie! :*” 
„A więc to nie był sen”, pomyślałam. Podniosłam się i z szerokim uśmiechem ruszyłam do łazienki. Obmyłam twarz, związałam włosy w luźnego koczka i zbiegłam schodami na dół. Rodzice jeszcze spali, więc parter był pusty. Włączyłam radio, w którym akurat leciała piosenka „Call Me Maybe”. Wyciągnęłam z lodówki jajka i cicho podśpiewując, zaczęłam smażyć jajecznicę dla całej naszej trójki. Kiedy tańczyłam po całej kuchni, cicho śpiewając, do pomieszczenia wszedł tata. Uśmiechnęłam się do niego serdecznie i pocałowałam go w policzek.
- Dzień dobry tatku! – powiedziałam radośnie i postawiłam na stole talerz z gorącą jajecznicą. – Zrobiłam dla was śniadanie – uśmiechnęłam się szeroko. – Gdzie mama?
- Zaraz zejdzie – odpowiedział niepewnie. – A co ty taka cała w skowronkach dzisiaj, co? – zaciekawił się.
Wzruszyłam ramionami.
- A tak jakoś – uśmiech cały czas nie schodził mi z twarzy.
- A jej co się stało? – powiedziała mama, która przed sekundą weszła niezauważona do kuchni.
- Nie mam pojęcia – odparł tata i podrapał się po głowie. – Ale zrobiła jajecznicę, więc o nic nie pytam.
- Dzień dobry mamuś! – zawołałam i mocno przytuliłam swoją rodzicielkę.
- Cześć kochanie – mama zaśmiała się i usiadła do posiłku. – O której wczoraj wyszedł Harry? – zapytała po chwili. – Jak my szliśmy do sypialni, jeszcze rozmawialiście, więc wam nie przeszkadzałam.
- Jakoś kilka minut po północy. Przepraszam, że tak późno, ale się zagadaliśmy – uśmiechnęłam się niewinnie.
- Nic się nie stało księżniczko – powiedział tata i machnął ręką. – Trochę za mało pieprzu, ale nic się nie stało.
Tata ruszył do szafki po przyprawę. Razem z mamą cicho zachichotałyśmy, dalej delektując się jedzeniem.
- Więc o czym tak wczoraj gawędziliście? – spytała zaciekawiona mama.
- O tym i o tamtym – wzruszyłam ramionami.
- Bardzo ciekawe tematy – odparł tata z udawanym uznaniem. – A tak na serio?
- Dużo rozmawialiśmy. Nie pamiętam już dokładnie. – wywróciłam oczami.
- A wy… no wiesz… - zaczął tata.
- Jesteście w końcu razem? – dokończyła mama.
- Błagam was, przestańmy o tym gadać – powiedziałam cała już czerwona.
- Kto by pomyślał, że nasza Maddie będzie miała chłopaka! – krzyknął tata.
- Dziękuję, naprawdę. Jestem aż taka beznadziejna? – zażartowałam.
- Wiesz dobrze, że nie o to tacie chodziło – powiedziała mama z uśmiechem i przytuliła mnie do siebie na chwilę, całując w czoło. – Ty zawsze powtarzałaś, że nie jest ci potrzebny chłopak, że tylko cię zrani i takie tam.
- Musisz go naprawdę lubić – uśmiechnął się do mnie tata i pogłaskał po policzku.
- I tak jest. Lubię go. Nawet cos więcej niż lubię – mruknęłam cichutko i wtuliłam się w matczyne ramię.
- Cieszymy się skarbie. My też go polubiliśmy. Jest bardzo miły, uprzejmy, dobrze wychowany. Możemy tylko wam życzyć szczęścia – odparła ciepło mama i ponownie ucałowała moje czoło.
- Tylko błagam was, nie mówcie przy nim niczego kompromitującego, dobra? – spojrzałam z powagą na rodziców, kiedy wychodziłam z kuchni. Tata uniósł ręce do góry, a mama zaśmiała się, sprzątając naczynia.
- Spokojnie kochanie – powiedziała rodzicielka.
- Nic kompromitującego. Zapisałem – uśmiechnął się łobuzersko tata i rozłożył gazetę, którą miał zamiar czytać.
Wyszłam z kuchni i weszłam po schodach na górę. Udałam się do mojego pokoju i zabierając z szafy biały top, czarne rurki i czerwoną bluzę, przeszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i wróciłam do sypialni, zastając tam półleżącego na łóżku Harry’ego. Miał na sobie białą bluzkę, rurki i granatową marynarkę. Kiedy weszłam do pokoju uśmiechnął się ciepło i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Cześć – powiedział radośnie.
- Cześć – odparłam niepewnie. – A co ty tu robisz? – spytałam nieco zdziwiona jego obecnością.
- Twoja mama mnie wpuściła – oznajmił uśmiechnięty.
- Domyśliłam się. Ale co robisz u mnie? – podeszłam do niego.
Westchnął ciężko i wywrócił oczami. Chwycił mój telefon, który wciąż leżał na łóżku. Złapał mnie za rękę, usadowił mnie na swoich kolanach i oparł się o ścianę tak, że moją głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.
- Masz nową wiadomość – oznajmił, pokazując mi telefon. – Ciekawe od kogo? – spojrzał na mnie z udawanym zaciekawieniem. - Harry. Czego on znowu chce? – powiedział do mojego ucha, a ja zachichotałam cicho wtulając twarz w jego ramię, które mnie obejmowało. – ‘Będę u ciebie za godzinę. Kocham Cię’ – zacytował.
- Nie ma tam ‘Kocham Cię’ – zbuntowałam się i spojrzałam na niego.
- Ale założę się, że tak myślał, pisząc tego smsa – uśmiechnął się i pocałował mnie w nos. – Więc już wyjaśniliśmy sobie, co ja tu robię. Wiedziałabyś, gdybyś nosiła przy sobie telefon. Ale po co?! – podniósł ręce w górę, żeby zaakcentować swoje słowa. Wybuchliśmy śmiechem. Odrzucił telefon na łóżko i przytulił mnie, całując mój policzek.
- Co będziemy dzisiaj robić? – zapytałam po kilku minutach, bawiąc się jego palcami.
Zamyślił się na chwilkę, patrząc na nasze złączone dłonie, po czym uśmiechnął się do mnie czarująco.
- Co powiesz na spotkanie moich chłopaków z twoją piątką? – poruszył zabawnie brwiami. Momentalnie się ożywiłam.
- Świetny pomysł – odrzekłam. – Która godzina? – spytałam sięgając po mój telefon, który był za daleko, żebym mogła go dosięgnąć. Chciałam podnieść się z klatki piersiowej Harry’ego, ale ten widząc moje zamiary, mocniej mnie do siebie przycisnął. – Harry! – powiedziałam ze śmiechem. – Chcę tylko zobaczyć godzinę – spojrzałam w górę na jego roześmianą twarz.
- Nie puszczę cię – odparł z dumnym uśmiechem na ustach i musnął ustami mój policzek.
- Więc mógłbyś? – wskazałam telefon, który znajdował się w zasięgu jego ręki i uśmiechnęłam się słodko.
Wywrócił oczami, chwycił ją i spojrzał na ekran.
- 12:09.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się i pocałował go delikatnie. Pomyślałam przez chwilę. – To może umówimy się z moimi o czternastej w parku i pójdziemy do was? – odwróciłam głowę w górę tak, abym mogła spojrzeć na chłopka.
- Jasne – odparł z uśmiechem, patrząc na mnie. – Tylko będziemy musieli zajść po drodze do sklepu, bo…
- Twoja kolej na robieniu zakupów – dokończyłam za niego. – Oczywiście – musnęłam jego usta.
Uśmiechnął się i ugryzł mnie delikatnie w nos. Cicho zachichotałam i odwróciłam twarz w kierunku okna.
- Zadzwoń do swoich, a ja powiem chłopakom, że o 14:30 będziemy w domu – powiedział, oddając mi mój telefon.
Wykręciłam numer do Amelii. Odebrała po kilku sygnałach.
- Cześć! – powiedziałam wesoło.
- Co jest, ninja? – usłyszałam w słuchawce radosny głos przyjaciółki.
Zachichotałam cicho. W tym samym momencie Harry dodzwonił się do Zayna.
- Cześć! – krzyknął tak samo jak ja i poczekał chwilę na odpowiedź.
- Chcecie dzisiaj wpaść do przyjaciół Harry’ego? – zadałam pytanie do słuchawki , spoglądając na chłopaka.
- Chcecie, żeby dzisiaj wpadli przyjaciele Maddie? – zaakcentował identycznie, a ja uderzyłam go w ramię. – Au! Nie bij mnie! Wiesz dobrze, jak to się kończy! – wyszeptał i pogroził mi palcem.
- Harry jest u ciebie? – zapytała przyjaciółka ze śmiechem. Harry usłyszał, że dziewczyna o nim wspomniała, więc wyrwał mi słuchawkę.
- Cześć Amelia! – krzyknął, trzymając przy uszach dwa telefony. Wsłuchał się w słowa Zayna. – Ok. Zayn mówi ‘cześć dziewczyny!’ – powiedział roześmiany.
- Cześć, cześć! – odpowiedziałam, po czym spojrzałam na Harry’ego.
- Też mówią ‘cześć!’ – oznajmił ze śmiechem przyjacielowi.
- Oddaj mi telefon, wariacie – próbowałam wyrwać mu telefon. Usiadłam mu na kolanach i trzymałam obiema rękami moją komórkę.
- Amie? O czternastej w parku. Zayn? Wpół do trzeciej możecie się nas spodziewać. Pa! – krzyknął do obu telefonów na raz i rozłączył się jednocześnie. – Amelia i chłopcy załatwieni – odparł z dumnym uśmiechem. – Czas na resztę – powiedział z zapałem i zaczął wybierać numer Maxa ze swojego telefonu, a numer Stelli z mojego.
- Mogę? – zapytałam ledwo powstrzymując śmiech. Wyciągnęłam rękę po komórkę. Widząc to, Harry zrzucił mnie ze swoich kolan na łóżko i szybko się podniósł. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko i ruszył biegiem w kierunku drzwi prowadzących na korytarz. – Wracaj tu! – zarwałam się z łóżka i ze śmiechem pognałam za nim. Co jakiś czas oglądał się za siebie z cwaniackim uśmiechem. Goniłam go po korytarzu na piętrze, po czym zbiegliśmy na dół. Wpadliśmy z hukiem do salonu. Mama siedziała przed telewizorem, a tata właśnie wychodził z kuchni. Oboje spojrzeli na nas i zaczęli chichotać.
- Dzień dobry jeszcze raz – uśmiechnął się do nich Harry, co tylko spowodowało wybuch głośnego śmiechu. Ja też uniosłam kąciki ust w uśmiechu, którego starałam się nie pokazać mojemu uciekinierowi.
- Tato, powiedz mu coś! – krzyknęłam, biegnąc w jego kierunku i okrążając go zaraz za chłopakiem.
- Uciekaj Harry! – zawołał do lokowanego. Przybili sobie piątkę, po czym Harry przyspieszył.
- Po czyjej ty jesteś stronie, co?! – zawołałam z udawanym oburzeniem, wbiegając co sił po schodach. Harry zwolnił na zakręcie, ale ja nie i z trudem utrzymałam się na nogach, co pozwoliło mu oddalić się ode mnie jeszcze bardziej. Po chwili zniknął za ścianą. Na jego nieszczęście znałam ten dom lepiej i wbiegłam szybko do wspólnej łazienki, która miała drzwi z dwóch stron. Wyleciałam z impetem po drugiej stronie. Dzielił mnie już od niego niecały metr, więc gwałtownie przyspieszyłam i złapałam go w pasie, przywierając do jego pleców.
- Mam cię! – krzyknęłam zadowolona. Harry stanął i odwrócił się do mnie przodem. Podniosłam głowę w górę i spojrzałam w jego roześmiane oczy. – Złapałam cię – wyszeptałam dumnie, ledwo łapiąc oddech.
- Wiem – odparł ze słodkim uśmiechem, również ukrywając lekkie zmęczenie. – Wiem kochanie – powtórzył ciszej i musnął delikatnie moje usta.
Wtuliłam się w jego pierś, a on objął mnie mocno. Staliśmy tak kilka minut oddychając coraz spokojniej. Po chwili Harry oderwał się ode mnie, a ja spojrzałam w górę. W jego oczach ujrzała te łobuzerskie iskierki, jakie widziałam przed pościgiem.
- O-oh… Co ty znowu kombinujesz? – zaczęłam się od niego odsuwać, uważnie się mu przyglądając.
- Nic – odpowiedział udając niewiniątko, po czym zwinnym ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię. Pisnęłam cicho, kurczowo trzymając się jego marynarki.
- Nie! Postaw mnie, błagam! – zaśmiałam się cicho, starając się uwolnić.
Loczek jedynie pokręcił przecząco głową i ruszył w stronę mojego pokoju. Po wejściu zamknął nogą drzwi i ściągnął mnie z powrotem na ziemię, kradnąc przy tym kilka całusów. Chciałam się na niego gniewać, ale nie potrafiłam. Zachichotałam cicho i gdy stałam już stabilnie na podłodze, zrobiłam poważną minę i odsunęłam się od niego delikatnie. Po tym geście uśmiech zniknął z jego wcześniej zadowolonej twarzy.
- Jesteś zła? – mruknął lekko przygnębiony, podchodząc bliżej.
Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i spojrzałam na niego srogo.
- Przepraszam – powiedział z delikatnym uśmiechem.
- Przestań się uśmiechać – starałam się zachować powagę, ale wnioskując z jego miny, wcale mi się to nie udawało.
- Czemu? – spytał, ukazując swoje dołeczki. Odwróciłam się do niego tyłem. Położył dłonie na moich żebrach. Podszedł bliżej i przytulając się do moich pleców, zjechał rękoma po brzuchu, w końcowym efekcie obejmując mnie w talii.
- Bo staram się być na ciebie zła – odparłam unosząc kąciki ust.
- To przestań się starać – wyszeptał w moje włosy.
Ułożył głowę na moim ramieniu i kiedy tylko na niego spojrzałam, uśmiechnął się słodko, pokazując równiutki szereg śnieżnobiałych zębów. Odwróciłam wzrok. Zamknęłam oczy i uśmiechając się, pokręciłam głową. Znał mój słaby punkt i bezczelnie go wykorzystywał. Moją słabością był on i ten jego urok osobisty. Westchnęłam ciężko. Czując, że ze mną wygrywa, chwycił delikatnie moje dłonie, wciąż skrzyżowane na piersi. Odgarnął moje ciemne włosy na jeden bok, podczas gdy moje serce waliło jak oszalałe. Splótł nasze palce i ponownie objął moją talię. Na swojej szyi poczułam jego ciepły oddech, a już po chwili usta.
- Przepraszam – wyszeptał mi do ucha i delikatnie ucałował mój policzek. 
Uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego przodem, nie wyswobadzając się z jego objęć. Ułożyłam dłonie na jego karku. Wspięłam się na palce i musnęłam jego usta.
- Nie gniewam się – wyszeptałam z uśmiechem w jego wargi.
Znów stanęłam na całych stopach i spojrzałam w jego roześmiane, zielone tęczówki. Tym razem on schylił się do mojej twarzy, żeby złożyć na niej subtelny pocałunek.
- Kocham Cię – powiedział cicho z czułym uśmiechem.
- Ja ciebie bardziej – odrzekłam.
- Wcale nie – zbuntował się.
- Wcale tak! – odpowiedziałam akcentując słowa jak on przed sekundą.
- Kłamiesz – uśmiechnął się.
- A ty wszystko psujesz – zakończyłam ostatnim pocałunkiem.
Wyciągnęłam z jego kieszeni nasze telefony. Podałam mu jeden i uwalniając się z jego objęć, usiadłam na łóżku.
- Zadzwoń do Maxa, a ja poinformuję dziewczyny – odparłam.
Usiadł obok mnie i bawiąc się moimi włosami zadzwonił do mojego przyjaciela. W tym samym czasie ja zadzwoniłam do Stelli i Charlie. Oznajmiły, że będą na pewno, podobnie z resztą jak Max i Juliette. Mieliśmy jeszcze pół godziny do wyjścia, więc włączyliśmy radio i przy muzyce leżeliśmy na łóżku, rozmawiając na różne tematy. Po około czterdziestu minutach zeszliśmy na dół i skierowaliśmy się do drzwi. Ubraliśmy się szybko, ponieważ się zagadaliśmy i było mało czasu na dojście do parku.
- Wychodzimy! Będę wieczorem! – krzyknęłam, cofając się do salonu, w którym siedzieli rodzice.
- Dobrze skarbie – odpowiedział tata.
- Tylko pamiętaj o kluczach! – dodała po chwili mama.
Pożegnałam się, wychodząc na dwór. Idąc w stronę głównej ulicy, zapięłam ostatni guzik płaszcza i chwyciłam Harry’ego za rękę. Szliśmy szybkim krokiem obstawiając reakcje naszych przyjaciół zarówno w parku, jak i w domu. Żadne z nas nic im nie powiedziało, więc byliśmy ciekawi sposobu, w jaki zareagują. Spóźnieni dokładnie siedem minut, weszliśmy przez bramę do parku. Mieliśmy spotkać się przy fontannie, więc gdy doszliśmy na dokładne miejsce nasze spóźnienie wynosiło już minut jedenaście. Zauważyliśmy naszych przyjaciół, którzy po kolei odwracali się z naszym kierunku. Dzieliło nas kilkadziesiąt metrów, ale już dało się słyszeć radosny krzyk Amelii: „Ja pierniczkam, trzymają się za ręce!”. Uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco i przyspieszyliśmy kroku.
- Przyznać się! Od kiedy jesteście razem? – krzyknęła pierwsza Stella.
- Właśnie! – dodała Juliette.
- Od wczoraj – odpowiedzieliśmy w tym samym momencie i uśmiechnęliśmy się.
- I ty nic nie powiedziałaś?! – powiedziała z oburzeniem Charlie.
- Chcieliśmy powiedzieć wam razem – uratował mnie Harry.
- Och, przestańcie już zrzędzić! – odezwała się Amelia i rzuciła się na nas z przyjacielskim uściskiem. – Szczęścia kochani!
- Tak, tak. Szczęścia i wytrwałości – zabrała głos Char, również się do nas przytulając.
Wyszło na to, że staliśmy wszyscy w grupowym uścisku, dopóki nie odezwał się Max.
- My tak sobie stoimy, a chłopcy na nas czekają.
- No tak! – odezwali się wszyscy i ruszyliśmy zgodnie w kierunku wyznaczonym przez Harry’ego.
- Musimy jeszcze iść na zakupy – przypomniałam, kiedy zobaczyłam wielki szyld pobliskiego supermarketu.
Mieliśmy kilka minut, więc rozdzieliliśmy się na trzy grupki i biegaliśmy po sklepowych alejkach w poszukiwaniu wszystkich artykułów, które kazali Harry’emu kupić chłopcy. Po pięciu minutach staliśmy całą siódemką przy kasie. Po ekspresowych zakupach, wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku domu chłopaków.

______________________________________________________
Proszę bardzo, jest ósemka! ((((:
Jak się pewnie domyślacie w kolejnym rozdziale przyjaciele Maddie poznają chłopców! woopwoooop! ((((:
Ponad 1400 wyświetleń!! Prawie 300 wyświetleń od wczoraj! JESTEŚCIE NIESAMOWICI! Massive thank you! ♥♥♥
Kolejny rozdział najprawdopodobniej w sobotę, bo w piątek mam urodziny i raczej nie będę miała kiedy go dodać! Ale jeszcze nic nie wiadomo! (((((:
Jutro niestety do szkoły :C Teraz jak zawsze czekam na weekend :D Muszę jeszcze zrobić polski i prace na zajęcia artystyczne :C mamo, ratuj!
Byłam dzisiaj w sklepie i kiedy wychodziłam zaczęło lecieć WMYB w radiu. Wybiegłam ze sklepu i zaczęłam się drzeć do mojej przyjaciółki, że 1D są w radiu! :D Potem z mini zawałem zadzwoniłam do jeszcze dwóch przyjaciółek i zaczęłam się tam ekscytować przed telefon :D Pierwsza powiedziała, że jestem szalona a druga, że kompletnie mnie nie rozumie i mam zadzwonić jak się uspokoję :D A do tego dzisiejsze zdjęcia chłopaków bez koszulek *.* matko!
Dobijecie do 10 komentarzy? ;> liczę na was! ((((:
No nic. Tak więc całuję was i do następnego! :*
Justyna (: xx




le dead  *.*